mewka74
27.06.06, 07:19
witam ponownie!
w zeszłym tygodniu opisalam swoja sytuacje, dostalam duzo cennych odpowiedzi.
dzis jestem znow w rozterce. mam wyznaczona date pierwszej rozprawy rozwodowej
na sierpien. maz jako agresor mieszka osbno, ja ucieklam z dziecmi z
mieszkania. Franek 3,5 roku przezyl nasza ostatnia kłotnie ( z rekoczynem
tatusia). zylismy u mamy jak w twierdzy. teraz kiedy minal miesiac i chlopaki
widuja sie z ojcem 3 razy w tygodniu jest w miare ok. maz chce zabierac dzieci
do siebie na noc, ja sie nie zgadzam, bo to za wczesnie - niech odzyskaja
poczucie bezpieczenstwa i spokoj. Franek zreszta sam mowi ze nie chce spac u
Taty ( nie wiem gdzie maz mieszka). wczoraj z kolei byla drastyczna scena,
kiedy tesciowa zabierala Franka do siebie na caly dzien, a on juz od
poprzedniego wieczoru stresowal sie i mowil ze nie chce tam isc. kiedy moja
mama przekazywala Franka tesciowej, on plakal , zapieral sie i krzyczal , ze
nie chce isc do babci ( tesciowej). ja bylam w tym czasie w pracy. zwolnilam
sie i polecialam do psychologa dziciecego po porade, czy narazac dziecko po
tym co przeszlo na takie stresy. powiedzial , ze nie ma powodu zeby rezygnowac
z wizyt u tesciowej, a maz moze zabierac dzieci do siebie na noc, bo
najwazniejsze jest to zeby dzieci mialy i mame i tate.nie ma tez sensu zeby
przychodzic do niego na porade z Frankiem ( chcialam to zrobic bo Franek
zrobil sie agresywny i zamknal sie w sobie). nie wyobrazam sobie sytuacji
kiedy dzieci jak przedmioty maja pol tygodnia spedzac u taty, a drugie pol -
przeprowadzka do mnie ( propozycja mojego meza). maja swoj pokoj, swoje
poscielki. moim zdaniem to chore. jestem zdruzgotana i mam wrazenie ze jako
ofiara przemocy meza, niektorzy chca ze mnie zrobic idiotke, histeryczke, itp.