więź z ojcem a zdrowie

05.09.06, 14:42

Co byście zrobiły w sytuacji,
gdy dziecko (małe) chętnie spędza czas z ojcem,
tęskni za nim,
jednak ojciec swoimi działaniami podczas spotkań z dzieckiem
(u ojca w domu) szkodzi jego zdrowiu -
np. nie podaje zaleconych lekarstw
albo nie prowadzi zaleconych ćwiczeń rehabilitacyjnych
albo nie dopilnowuje
by dziecko nosiło aparat ortodontyczny
albo podaje rzeczy,
których dziecku jeść nie wolno (bo alergia/celiakia/cukrzyca).
Dawałybyście dziecko (bo chce tego) ojcu,
który tak postępuje czy nie?
    • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 05.09.06, 18:02
      Rozważ dwie rzeczy:
      1. Czy ta sytuacja jest bezpośrednim zagrożeniem dla zdrowia lub życia dziecka?
      (a nie potencjalnym). Mam nadzieję że rozumiesz różnicę pomiędzy: potencjalne a
      bezpośrednie zagrożenie.
      2. Czynnik psychiczny zyskuje coraz większe uznaje we wspólczesnym leczeniu.
      To bardzo ważne żeby nie dawać odczuwać dziecku, że jest chore, że musi się
      leczyć, że musi rehabilitować.
      Jeśli ojciec daje takie własnie dobre sampoczucie dziecku, to jest to bardzo
      cenne (a tak wnioskuję między wierszami).

      Anetina, rozumiem że troszczysz się o zdrowie, w sposób bardzo wrażliwy. Ale
      być może dla dziecka jest to przewrażliwienie, które trudno znieść małolatkowi.
      I to co Ty uważasz niedbałością ojca, z drugiej strony jest odpoczynkiem dla
      dziecka od tej całej męczącej dla dziecka terapi.
      Myślę że warto tu zaryzykować.
      • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 05.09.06, 18:16
        No i wiesz, na tle innych problemów z ojcami...
        to Twój w sytuacji u dziecka:
        - alergi,
        - celiaki,
        - cukrzycy,
        - ćwiczeń rehabilitacyjnych,
        - aparatu ortodontycznego,
        Pewnie niejeden ojciec by sobie w ogóle odpuściło dziecko.
        Więc po co drażnić los?
        Doceńmy co mamy. Nie wszystko jest idealne.

        A wiesz, opowiem swoją sytuację: jestem alergikiem (coś z przyrodą, kwitnienie
        czegoś tam). Lekarze zapisywali mi jakieś Zyrteki, Cleratimy, itp. Jako że nie
        skutkowało, to w końcu postanowiłem spróbować przetrwać bez dalszych walk o
        leczenie. (Życiu to bezpośrednio nie zagrażało, choć w sytuacjach jak jazda
        samochodem mogło nieść potencjalne niebezpieczeństwo.) Ktoś mógłby powiedzieć
        że olałem. Ale wybierając taką drogę, okazało się że aktualnie ten problem u
        mnie maleje. (Dawniej - 2 miesiące trudów w roku, aktualnie - co najwyżej kilka
        dni lekkiego problemu).

        Najważniejsze żeby choroba nie spowdowała że czujemy się chorzy. I to daje
        zapewne ojciec Twemu dziecku.
        • madziulec Re: więź z ojcem a zdrowie 05.09.06, 19:39
          Nie tylko alergia i inne wymienione przez Ciebie choroby.
          MOje dziecko ma wade ukladu moczowego i wymaga naprawde specyficznego
          postepowania, w tym na przyklad nie chodzenia na basen i regularnego podawania
          lekow, aby uniknac transplantacji nerek.
          I co?? Co wtedy? Co jest wazniejsze?
      • iludien Re: więź z ojcem a zdrowie 05.09.06, 18:59
        > To bardzo ważne żeby nie dawać odczuwać dziecku, że jest chore, że musi się
        > leczyć, że musi rehabilitować.
        > Jeśli ojciec daje ta
        kie własnie dobre sampoczucie dziecku, to jest to bardzo
        > cenne (a tak wnioskuję między wierszami).
        >
        a ja myślałam, że czytanie między wierszami to domena kobiet?

        a nie podanie leków w przypadku cukrzycy lub nie przestrzeganie diety gdy dziecko jest chore na celiakię może mieć bardzo poważne konsekwencje.

        "Czynnik psychiczny" nie usprawiedliwia w takich wypadkach niefrasobliwości ojca.
      • madziulec Re: więź z ojcem a zdrowie 05.09.06, 19:36
        Ale nie podanie antybiotyku o okreslonej godzinei jest jakims tam zagrozeniem
        zdrowia dziecka. Przeciez sa scisle okreslone procedury a nie widzimisie, nie
        po to by antybiotyki tak podawac.

        Co wtedy? wazniejsze spotkanie z tata i dobra zabawa czy.. wlasnie regularne
        zazycie leku, rehabilitacja, by dziecko wyszlo calkowicie z .. problemow
        neurologicznych na przyklad, bo tatus nie rozumie, ze dziecko takowe ma???
      • nzuri Re: więź z ojcem a zdrowie 05.09.06, 20:52
        No pewnie - jak na przykład przez dwa tygodnie wakacji mu tych leków nie poda,
        zastrzyków nie zrobi, to się przecież nic nie stanie. Ważne, ze dziecko będzie
        miał dobre samopoczucie. To takie ważne przy chorobie. A że potem matka będzie
        się z chorym dzieckiem bujać przez pół roku. Cóż w tym złego? No cóż w tym
        złego? Alergia? - toż można z tym żyć! Że kurczaka czy orzechów jeść nie może?
        Jeden raz mu nie zaszkodzi? Wstrząs anafilaktyczny??? eee bajki... ważne żeby
        dziecko odpoczęło "od tej męczącej terapii".
        kini jest w stanie mnie ciągle zadziwiać. Pamiętacie "szpital na peryferiach"?
        I doktora Strosmajera, który do pewnej bystrej inaczej pielęgniarki
        mówił "Gdyby głupota miała skrzydła to by pani latała jak gołebica"? Podstawcie
        zamiast "pani" "pan" i wyjdzie ...Kini!
    • braktalentu Re: więź z ojcem a zdrowie 05.09.06, 19:57
      No to teraz wiem dlaczego mam krzywe zęby...
      Nie dlatego, że nieregularnie nosiłam aparat, tylko dlatego, że mieszkałam poza
      domem i zabrakło wsparcia psychicznego rodziców...
      Logiczne. Krzywe zęby należy wspierać... psychicznie...
      A najlepiej sobie odpuścić ten aparat, bo krzywy zgryz nie stanowi w
      dzisiejszych czasach bezpośredniego zagrożenia życia.

      Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać.
      • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 05.09.06, 20:27
        ooo! wada zgryzu - też to mam
        i jakoś ujmy mi nie przynosi! Albo żeby moich rodziców rozliczać za to...?

        Jeden z podstawowych sposobów określenia granicy BEZPOŚREDNIEGO zagrożenia
        zdrowia lub życia jest bardzo prosty: gdyby z dzieckiem zaczeło dziać się coś
        niebezpiecznego (wskutek konsekwencji zaniedbania) to tatuś w takiej sytuacji w
        try miga by się przestraszył i przestraszony zadzwonił "co robić?". Drugi raz
        nie trzeba byłoby mu przypominać.

        Lekarzem nie jestem - i każdej ze wspomnianych chorób oceniać nie będę.
        Natomiast nawet nie będąc lekarzem - dobrze sobie zdaje sprawę, że w przypadku
        każdej choroby te granice bezpieczństwa są gdzie indziej położone. Zdaje mi się
        że cukrzyca też ma różne objawy i postacie.

        Madziulec, jeśli chcesz szczegółów to spytaj się lekarza swojego dziecka jaka
        jest tolerancja podawania leków w przypadku refluksu. Procedura to jedna
        sprawa, a tolerancja w procedurze to druga sprawa. I ja na to drugie zwracam
        uwagę. Jeśli na to nie zwrócisz uwagi, to grozi tym że zakażesz ojcu spotykać z
        dzieckiem bo spóźnił się o 5 minut z podaniem leków. KaPeWu?
    • nzuri Re: więź z ojcem a zdrowie 05.09.06, 21:07
      Zależy jakie byłyby te ojcowskie zaniedbania. Niekiedy niepodanie leków rujnuje
      całą terapię, którą trzeba zaczynać od początku (np. niepodanie antybiotyku
      może uodpornić bakterie, co wydłuża chorobę, a w niektórych przypadkach
      uniemożliwia powrót do zdrowia - gronkowiec). Podobnie niezachowanie diety lub
      innych rygorów przy alergii, nawet jeżeli nie powoduje poważnych następstw
      (choć w niektórych przypadkach możę prowadzić do śmierci na skutek wstrząsu
      anafilaktycznego) to powoduje poważny dyskomfort dla dziecka (wysypka, sraczka,
      wymioty). Przy cukrzycy czy celiaklii jest jeszcze gorzej bo tu zgon lub
      ciężkie powikłania są częstrze niż przy alergii. I ojciec może nie mieć
      okazji "na drugi raz być ostrożniejszym" jak to zaleca guru kini.

      Co do aparatu lub rehabilitacji to bym nie demonizowała - jak raz zapomni nic
      się nie stanie (chyba, że zalecenie wymaga określonej porcji w określonych
      odstępach czasu - tak jest np. po niektórych urazach, gdzie brak rehabilitacji
      przez jeden dzień cofa o kilka tygodni), interwencji wymaga dopiero programowe
      lekceważenie problemu.

      zatem trzeba te obowiązki zdrowotne egzekwować jak najbardziej (zachowując
      rozsądek jednak). Jeżeli się nie da po dobroci, to niestety czasem trzeba iść
      na wojnę. Ja mojemu mężowi ograniczyłam samodzielne eskapady z dzieckiem w
      pewnym okresie, bo permanentnie zapominał o leku, który łagodził katar sienny.
      A młody był usmarkany do pasa z czerwonymi oczami, i nie mógł spać w nocy. Mąż
      mógł iść ze mną albo w ogóle, albo na pół godziny. Dziecku nie pasowała żadna z
      tych opcji. Po tygodniu się nauczył - uznał, ze lepiej mieć nie marudzącą żonę
      i nie mazgające się dziecko.
      • nzuri Re: więź z ojcem a zdrowie 05.09.06, 21:08
        O rany "częstsze" a nie "częstrze"...
        Idę spać...
        • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 05.09.06, 21:19
          nzuri napisała:
          > Zależy jakie byłyby te ojcowskie zaniedbania. [...]
          > Co do aparatu lub rehabilitacji to bym nie demonizowała [...]
          > egzekwować jak najbardziej zachowując rozsądek jednak.

          I o to chodziło. No to się rozumiemy.
          Więc na cholerę w Tobie tyle uszczypliwości???

          > Idę spać...
          Kolorowych snów. Karaluchy pod poduchy.
          • nzuri Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 08:13
            kini_m napisał:

            > I o to chodziło. No to się rozumiemy.
            Sie nie rozumiemy i ty tego co ja nie napisałeś tylko chrzaniłeś o
            bezpośrednim zagrożeniu. A zagrożenie nie musi być bezpośrednie, żeby było
            poważne.
            • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 08:47
              anetina napisała:
              > a jak w przypadku nie zapewnienia przez ojca innych ważnych czynnosci, typu
              > codzienna kąpiel, regularne i zdrowe żywienie !?

              Codzienną kąpiel można odpuścić. Lekarka mojej córki argumentowała to prosto -
              dziecko tyle się nie poci co dorosły.
              Odżywianie - dziecko akurat samo się dopomni gdy będzie głodne.
              Zdrowe - ja tez nie lubię McDonaldsów, ale lekarze ich nie krytykują jeśli to
              nie bywa na codzień.

              nzuri napisała:
              > Sie nie rozumiemy i ty tego co ja nie napisałeś tylko chrzaniłeś o
              > bezpośrednim zagrożeniu. A zagrożenie nie musi być bezpośrednie, żeby było
              > poważne.

              Nzuri. Wyloozuj...
              Nie mam ochoty zajmować się Twoją wrażliwością i żeby Ciebie zadowolić dodawać
              lub nie dodawać przymiotnika: poważne.
              Sama -tak jak i ja- dałaś do zrozumienia że granice nie zawsze muszą być
              sztywno przestrzegane, używając ujęcia jakie przypomniałem w poprzednim moim
              poście.
              Jak szukasz walki to lepiej wyjdź na dwór sobie pobiegać. Bo jak Ci się nie
              podobna że widzę zbieżność w Twoim i moim zdaniu, to już Twój osobisty problem.
              I szukaj fachowców żeby pomogli Ci go rozwiązać. To nie są moje komeptencje.
              • pelagaa Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 10:42
                > Codzienną kąpiel można odpuścić.

                Ciekawe co byoby, gdyby matka zaczela sobie tak oduszczac. Zadziwiajace, ze
                ojcowie biora dzieci raz na jakis czas i nie maja tyle przyzwoitosci, aby
                wykonac przy tychze dzieciach PODSTAWOWE czynnosci.

                > Odżywianie - dziecko akurat samo się dopomni gdy będzie głodne.

                Bzdura. Nie kazde sie upomni. Moje sie nie upomni. Moze nie jest 3 dni. O
                chipsy i slodecze sie upomni, o zwykle jedzenie nie. "Tatko", podobnie, jak
                kini pojac tego niuansu nigdy nie umial.

                > Zdrowe - ja tez nie lubię McDonaldsów, ale lekarze ich nie krytykują jeśli to
                > nie bywa na codzień.

                No bo przeciez to TAAAAAKKKKI problem zeby dac dziecku cos wartosciowego.

                Konkluzja moja jest taka. Jesli ojciec nie ma ochoty na przestrzeganie diety,
                podawanie lekow, czy zalecen lekarzy, jesli to dla niego za duzy KLOPOT, lub
                jego rozumek nie obejmuje tak skomplikowanych czynnsci, to niech nie bierze
                dziecka do siebie.
                Oczywicie w rozsadnych granicach, nie chodzi mi o spoznienie sie 10 min. z
                posilkiem, czy podaniem lekow. Chodzi mi o to, co dziecku moze przyniesc realne
                zagrozenie dla zdrowia, czy zycia. Ale jednoczenie nie znosze chodzenia na
                latwizne, z rozkosznych tlumaczeniem tatuskow, ze "nic sie nie stanie jesli raz
                kiedys..." Albo ulubiony tekst mojego exa: "nic mu nie bedzie jesli TEN jeden
                dzien NIC nie jadl, przeciez nie umrze od tego z glodu". Matka tez moze
                chcialaby raz kiedys cos tam, ale zawyczaj ma na tyle samodyscypliny, aby sie
                stosowac do zalecen, czy namowic dziecko do zjedzenia zdrowego posiku.
                • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 11:22
                  Pela, żeby było jasne:
                  -codzienna higiena córki - była moim CODZIENNYM najprzyjemniejszym obowiązkiem;
                  -odżywianie córki - na rozprawie nawet świadek exi zeznał że lepiej dbam o
                  odzywianie córki, niż exia (exia - hamburgera z budki na ulicy na kolację, ja -
                  kanapki na śnaidanie), McDonaldsy omijam wieeeelkim łukiem.

                  Ale to nie znaczy, że jak ktoś odpuści nieco od prawideł takich jak ja stosuję
                  to od razu linczujemy. Więc po to co ta ironia?
                  Podział na zaniedbania przypadkowe i programowe jest bezsensowny. Bo to jest
                  bardzo subiektywne. Tak samo jak doszukiwanie: "ojciec nie ma ochoty dbać".
                  Drogie Koleżanki (nie wszystkie), jeśli ojciec bierze dziecko to znaczy że chce
                  dbać. Jeśli nie chce - to by nie brał. Chyba że zaczynasz sugerować że ojciec
                  bierze dziecko na złość???
                  A jeśli sugerujesz że po powrocie od ojca, dziecko wskutek jakichś zaniedbań z
                  trudem przeżywa noc - to może najwyższy czas żeby tatuś wypróbował takiej nocy
                  z dzieckiem. To na pewno się nauczy jak postępować. Jedną noc możesz poświęcić
                  żeby posiedzieć pod telefonem. Bo takie rozegranie napewno coś nauczy ojca -
                  czytaj: zaprocentuje. Ale jeśli na to kogoś nie stać, to już tylko głupi upór.
                  Nie można z dbałości o dziecko robić postawy psa ogrodnika.
                  • anetina Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 11:35
                    Chyba że zaczynasz sugerować że ojciec
                    > bierze dziecko na złość???



                    znam takich ojców big_grin
                    • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 11:43
                      anetina napisała:
                      > znam takich ojców big_grin

                      Może tak sygnalizują, żeby rozdrażnić matkę we wzajemnym konflikcie i matka
                      rzeczywiście podłapuje taki ton ojca.
                      Ale trudno mi uwierzyć, żeby taka motywacja była realna.
                      Zresztą uważam, że nawet marne motywy jeśli prowadzą w słuszną stronę, są do
                      przyjęcia.
                  • pelagaa Lopatologicznie 06.09.06, 12:34
                    > Podział na zaniedbania przypadkowe i programowe jest bezsensowny.

                    Jak najbardziej sensowny. Jesli ojciec powiedzmy widuje dziecko regularnie i
                    regularnie ma w dupie, ze dziecko bedac u niego nie je NIC poza np. McD i tak
                    systematycznie co dwa tygodnie przez iles tam lat, to jest to zaniedbanie
                    programowe. Jesli ojciec zabierze czasem dziecko do McD, na zasadzie atrakcji,
                    lub akurat w tym dniu nie ma nic do podania dziecku, to jest to OK, choc moze i
                    malo zdrowe, nie widze nic zlego, sama nie omijam McD szerokim lukiem, czasami,
                    niezbyt czesto jadamy tam jakas tekture.
                    Inaczej jeszcze.
                    Jesli dziecko bedac u ojca nigdy nie jest dopilnowane z myciem sie, czy myciem
                    zebow, bo ojciec uwaza, ze nic sie nie stanie, jesli w ten dzien u niego
                    odstapi sie od zasad, to jest to zaniedbanie programowe. Jesli ojcu zdarzy sie
                    z dzieckiem zasnac przed telewizorem, czy beda dlugo u rodziny i potem dziecko
                    zasnie w samochodzie, to nie dzieje sie zadna tragedia jesli ten faktycznie raz
                    dziecko sie umyje zebow.

                    Tak samo, tylko z wiekszymi mozliwymi konsekwencjami jest np. z przestrzeganiem
                    diety. Jesli ojciec raz przez zapomnienie, czy nieswiadomosc poda dziecku cos,
                    co go uczuli, to nie sadze, aby jakas matka kruszyla kopie, oczywiscie, jesli
                    nie skonczy sie wstrzasem, czy koniecznoscia podania sterydow. Jesli robi to
                    programowo, bo ma w dupie diete i uwaza, ze dziecku nic sie nie stanie, jesli u
                    niego dieta nie bedzie przestrzegana, to chyba wymaga to co najmniej
                    uswiadomienia go jakie moga byc konsekwencje jego lekkomyslnosci. Jesli taki
                    ojciec nie zalapie, jak moze zaszkodzic dziecku to moze nie umie sie nim
                    zajmowac samodzielnie??? Caly czas pisze o sytuacjach ciezkich alergii, gdzie
                    podanie czegos alergizujacego konczy sie czyms wiecej niz wysypka.

                    Kiedys moj ojciec podal dziecku na Swieta Wielkanocne truskawki z holandii,
                    wczesniej dziecko jadlo nasze polskie truskawki i go nie uczulaly. Nikt z nas
                    nie mogl widziec, ze uczula. Wyladowalismy w szpitalu, na sterydach, z
                    obrzekiem oskrzeli i ostra pokrzywka i spedzilismy tam caly tydzien. Alergia to
                    nie tylko swedzaca wysypka. Po tym incydencie wszyscy bylismy bardziej ostrozni
                    w podawanu wynalazkow dziecku, chocby i wygladaly, jak z obrazka i oznaczaly
                    dla niego frajde i radoche. Jak widac nie zawsze sfera psychiczna chec
                    zrobienia dziecku przyjemnosci sa najwazniejsze.

                    A chyba nie chodzi o to, aby udowodniac, ze jednak cos tam dziecku nie
                    zaszkodzi????
                  • pelagaa I jeszcze 06.09.06, 12:43
                    > A jeśli sugerujesz że po powrocie od ojca, dziecko wskutek jakichś zaniedbań
                    > z trudem przeżywa noc

                    No ty to masz umiejetnosc nadinterpretacji, gratuluje! Nie wydaje mi sie, abym
                    cos takiego sugerowala. A juz na pewno nie jesli chodzi o moje dziecko. Moj ex
                    nie musial martwic sie o przestrzeganie diety alergika, on po prostu nie dawal
                    nic do jedzenia, bo dziecko nie wolalo tongue_out

                    > może najwyższy czas żeby tatuś wypróbował takiej nocy
                    > z dzieckiem.

                    Moje dziecko bylo kilka razy na noc u ojca, ja nie mialam z tym problemow, ale
                    jak widac moj ex mial, bo jakos nie rwal sie do tgo typu doswiadczen.

                    > Jeśli nie chce - to by nie brał.

                    No widzisz moj ex nie chce i nie bierze. Jak chcial to bral, bo ja osobiscie
                    nie mialam problemow z tym, ze moje dziecko ma konkaty z ojcem. Mial
                    zaniedbania programowe, z ktorymi walczylam (jedzenie, mycie), ale nie na tyle
                    mocno one wplywaly na zdrowie dziecka, aby kwalifikowaly sie do zabraniania
                    kontaktow. W moim przypadku niepodanie jedzenia bylo bezpieczniejsze niz
                    podawanie czegos, co by Mlodemu zaszkodzilo. Co nie znaczy, ze popieram takie
                    postepowanie i zaniedbania programowe. Dla mnie to objaw braku dojrzalosci u
                    faceta.
                  • kasia_kasia13 Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 12:51
                    >A jeśli sugerujesz że po powrocie od ojca, dziecko wskutek jakichś zaniedbań z
                    >trudem przeżywa noc - to może najwyższy czas żeby tatuś wypróbował takiej nocy
                    >z dzieckiem. To na pewno się nauczy jak postępować

                    Fajny eksperyment kosztem zdrowia dziecka.
                • jula55 Re: więź z ojcem a zdrowie 07.09.06, 14:59
                  > Bzdura. Nie kazde sie upomni. Moje sie nie upomni. Moze nie jest 3 dni. O
                  > chipsy i slodecze sie upomni, o zwykle jedzenie nie. "Tatko", podobnie, jak
                  > kini pojac tego niuansu nigdy nie umial.

                  A to juz chyba wina matki, ktora nie potrafi wlasciwie wychowac swojego dziecka.
                  Moi synowie od malego byli wychowywani w taki sposob, ze teraz nie musze sie bac
                  puscic ich do kogos z rodziny czy samych z mezem. Wiem, ze upomna sie o kanapke,
                  a w razie potrzeby sami dopilnuja zarzycia lekarstwa w pore.
                  • chalsia Re: więź z ojcem a zdrowie 08.09.06, 09:29
                    BUAHAHAHAHAH
                    Chalsia
                    • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 08.09.06, 19:08
                      Chalsiu, na czym Ci bardziej zależy?
                      Czy na tym żeby pobyt dziecka u ojca preszedł bez poblemu?
                      Czy moze jednak na tym aby wykazywać niedociągnięcia ojca (kosztem pokazywania
                      ich na dziecku)?
                      Twoja powyższa reakcja dość jednoznacznie wskazuje chyba na to drugie.
                      • chalsia Re: więź z ojcem a zdrowie 10.09.06, 00:36
                        mój śmiech dotyczył tej części wypowiedzi Julii o tym, że dobrze wychowane
                        dziecko upomni się jak jest głodne. Widać ona dzieci mało zna. Albo zna mało
                        dzieci. Wliczając w to te dobrze wychowane.
                        A wątek mnie jak najbardziej interesuje, ponieważ ojciec mojego dziecka nie raz
                        z pełną świadomością łamał ścisła dietę (związaną z alergią).
                        Chalsia
                        • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 10.09.06, 08:43
                          chalsia napisała:
                          > mój śmiech dotyczył tej części wypowiedzi Julii o tym, że dobrze wychowane
                          > dziecko upomni się jak jest głodne. Widać ona dzieci mało zna. Albo zna mało
                          > dzieci. Wliczając w to te dobrze wychowane.

                          No właśnie i to jest zatrważające.
                          Bo nie jest normalnym dziecko które nie umiałoby się upomnieć o swoje
                          podstawowe potrzeby. To nie ma nic wspólnego z dobrym wychowaniem. Takie
                          dziecko nazwałbym zahukanym, zalęknionym albo "utemperowanym". Bo dobre
                          wychowanie będzie polegało na tym że upomni sie o swoje potrzeby w sposób
                          kulturalny, a nie że nie zrobi tego w ogóle. Właściwą, naturalną postawą na
                          etapie zwłaszcza małego dziecka jest egoizm. Nieprawidłowe "temperowanie" tego
                          może wnieść dziecku więcej szkody niż dobrego.
                          Zdaje się że Chalsiu, że przykłaasz do dziecka miarę jak do dorosłego.
                          • madziulec Kini... 10.09.06, 09:39
                            Widac, ze nie masz pojecia o dzieciach. Albo znasz je z filmu, ktory wlasnie leci na PR2 telewizji polskiej.
                            Dziecko 2-letnie nie powie, ze jest glodne. Moze dlatego, ze nie umie mowic (a moje nie umialo), a po drugie dzieci zaczynaja mowic, ze sa glodne okolo 5-go roku zycia.

                            Tu nie ma nic do rzeczy wychowanie. Po prostu naturalny rozwoj psychiczny i socjalny dziecka.
                          • judytak Re: więź z ojcem a zdrowie 10.09.06, 11:27
                            kini_m napisał:

                            > Bo nie jest normalnym dziecko które nie umiałoby się upomnieć o swoje
                            > podstawowe potrzeby.

                            w takim razie ja mam troje nienormalnych dzieci
                            które to do wieku wczesnoszkolnego (jedno dłużej, drugie krócej) mówią
                            owszem "głodny jestem", a dalsza część rozmowy brzmi
                            "chciałbyś kanapkę/zupę/itp.?"
                            "nieee..."
                            "a co byś chciał?"
                            "cukierka/wafelka.itp."

                            dwoje z tych trzech gdzieś do czwartego, piatego roku życia nigdy nie mówiło,
                            że jest głodne, na pytanie postawione wprost odpowiadało, że nie

                            wszystkie dzieci zdrowe, dobrze jedzą, i widać po nich, kiedy są głodne

                            pozdrawiam
                            Judyta
                            • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 10.09.06, 16:32
                              Jeśliby ktoś dobrze czytał to, co napisałem - to mówiłem przede wszystkim o
                              UPOMINANIU się dziecka, a nie tylko mówieniu.
                              Madziulec, nie pouczaj w tak idiotyczny sposób, bo dobrze wiadomo że dziecko
                              sygnalizuje potrzeby na różne sposoby, nie tylko mówieniem artykułowanym. Więc
                              mówiąc Twoim językiem: widać, że nie masz pojęcia o dzieciach.
                              Poza tym, widać że... przyjmujesz praktyki rodem z koszmarnej exi (mojej exi).
                              A szkoda...
                              Judyta, nie wiem czy masz nienormalne dzieci. Ty obserwujesz - Ty wnioskujesz.
                              Natomiast wiem że normalnym zachowanim u człowieka jest egoizm, a zwłaszcza u
                              dzieci. Bez egoizmu żaden człowiek by nie przeżył, bo rozdał by wszystko innym
                              nic dla siebie nie zostawiając. W zakres egoizmu wchodzą także potrzeby
                              żywieniowe.
                              Poza tym dziecko nieco inaczej rozumuje. W Twoim przykłądzie ukazujesz, że u
                              dziecka wyrażenie: "nie jestem głodny" - może raczej oznaczać: "nie lubię
                              zupy". W kontakcie z dzieckiem komunikacja pozawerbalna oraz decydowanie za
                              dziecko jest większą oczywistością niż u dorosłych. Cały czas odnoszę wrażenie
                              że niektóre osoby zamiast wczytywać się w sygnały płynące od dziecka, mają
                              jakiś utarty stereotyp myślenia o dziecku, jako kompletnie idiotycznej istocie.
                              • madziulec Kini jestes zalosny... 10.09.06, 17:22
                                To, ze cos masz do swojej bylej i do MATKI swojego dziecka - Twpoj problem..

                                To, ze przesladujesz innych, w tym mnie mailami, ze sie z nia zadaja - to juz jakas fobia...
                                • rami.a Re: Kini jestes zalosny... 10.09.06, 17:39
                                  madziulec napisała:
                                  > To, ze cos masz do swojej bylej i do MATKI swojego dziecka - Twpoj problem..

                                  Nie mam nic do mojej byłej.
                                  Mam z nią córeczkę. (A nie - "do niej")

                                  > To, ze przesladujesz innych, w tym mnie mailami, ze sie z nia zadaja - to juz
                                  > jakas fobia...

                                  Obawiam się że to jednak Ty wybrałaś fobie, takie jakie moja była podnosi na
                                  rozprawach. A nie mam racji...?
                                  • madziulec Re: Kini jestes zalosny... 10.09.06, 17:42
                                    Przesylanie do kogos obcego maili tego typu :
                                    "O jezu, no nie spodziewałem że do przyjaciół zaliczasz sobie
                                    porywaczki dzieci.
                                    Coż.... trudno w ogóle komentować.
                                    piotr"
                                    nie zalicza sie napewno do znamion dobrego zdrowia psychicznego.
                                    Wiec daruj sobie.
                                    I nie tlumacz tu milym kolezankom niczego, o czym wiedza od dawna, bo potem pewnie zaraz i one jakies maile beda dostawac...

                                    Zenujace i jakze smutne, jak nisko mozna upasc.
                                • kini_m szkoda słów... 10.09.06, 17:58
                                  madziulec napisała:
                                  > To, ze przesladujesz innych, w tym mnie mailami, ze sie z nia zadaja - to juz
                                  > jakas fobia...

                                  Nie, moja Droga. Korespondowałaś ze mną. Mam od Ciebie 5 mejli na skrzynce.
                                  Każdy z nich z przyjazną treścią. Ja także odpisałem 5 razy.
                                  Na komórce mam jeszcze sms-y od Ciebie, także z przyjazną treścią. Takowoż
                                  przyjaźnie i ja odpisywałem.
                                  Jeśli to nadal publicznie nazywasz prześladowaniem, to czy publicznie tytułem
                                  obrony przed takim zarzutem mam ukazać próbkę tego "prześladowania"???
                                  Chcesz kąsać?
                                  Przykro mi że wyznajesz sposób bycia jak moja była.
                                  Wyloozuj dziewczyno.
                                  Bo ja zawsze oferuję przyjaźń, choc nie bezkrytycznie. A to co robisz jest obce
                                  mojemu zachowaniu.
                                  • madziulec Re: szkoda słów... 10.09.06, 20:07
                                    Wiesz.. Powiem Ci tak, o dponad pol roku nie mam z Toba zadnego kontaktu i chciec nie chce.
                                    I nie przechowuje ZADNYCH sms-ow i maili od Ciebie.
                                    Tym bardziej dziwi mnie tego typu mail, ktory dostalam, bo dowodzi, ze chcesz mi dobierac znajomych, przyjaciol, a to naprawde bardzo zle swiadczy o stanie Twojej psychiki.
                                    Wiec nie wiem kto ma wyluzowac.
                                    Ja wiem - zaraz napiszesz, ze jedziesz w gory, znam to wink
                                    • kini_m Re: szkoda słów... 10.09.06, 22:06
                                      Madziulec, ależ ja nie proszę żebyś cokolwiek ode mnie przechowywała. Jeśli
                                      wstydzisz się własnych słów lub korespondencji - to Twój wybór.
                                      Tak jak wtedy gdy chciałaś by nagle wykasowywano Twoje publiczne wypowiedzi, bo
                                      ex mógłby tu Ciebie odnaleźć. Jeśli nie umiesz ponosić konsekwencji za słowo
                                      powiedziane publicznie - to tylko o Tobie świadczy.
                                      Poza tym ja bez zgody dyskutanta tego nie upubliczniam korespondencji - swoją
                                      godność mam. Ty takowej nie masz (ale mnie to rybka).

                                      Zwróciłem Ci uwagę na priva, ale jeśli wolisz - to mogę zwracać publicznie. Nie
                                      wymieniając z nicku o kogo chodzi, widzę że jednak doskonale się domysliłaś gdy
                                      mowa o porywaczce dziecka - co potwierdza że dobrze wiesz która matka tak czyni.

                                      Zwrócić uwagę mam prawo, bo mamy wolność słowa w tym kraju. Więc ubolewam że
                                      takich dobierasz sobie przyjaciół (czy tylko tę jedna osobę w takim stylu?) -
                                      tym razem publiczne, swe osobiste zdanie. Bo po to mamy forum - mówić
                                      publicznie swe osobiste zdanie.
                                      Jeśli Ty uważasz że to próba uzurpowania prawo do dobierania Ci to... masz
                                      poważny problem z własnymi lękami.

                                      madziulec napisała:
                                      > Ja wiem - zaraz napiszesz, ze jedziesz w gory, znam to wink

                                      A to fajny tekst. Skąd to?
                                      Odnoszę wrażenie że to pomysł mojej byłej. Znam to z sali sądowej. Bo choć
                                      przez 4 lata wspólnego życia zdarzyło mi się ZALEDWIE 2 RAZY dłuższe wyjazdy (2-
                                      tygodniowy) to w sądzie nagle zaczęła twierdzić że nie mieszkałem z nią i
                                      dzieckiem.
                                      Czyzbyś łyknęła jej bajki???
                                      Oj, Madziulec, madzilec....
                                      • madziulec Re: szkoda słów... 10.09.06, 22:45
                                        Wiesz.. bawic mnie zaczynasz wink Po prostu bawic.
                                        Wiekszosc osob nie zna Ciebie. Slucha Twoich opowiesc i oczywiscie lyka to jak jedzonko, bo piszesz bardzo milo, tak, ze latwo Ci uwierzyc.

                                        Problem polega na tym, ze w Polsce istnieje cos takiego jak prawo ;_0 Ty jakos tajemniczycm zbiegiem okolicznosci nie chcesz w ogole z tego prawa korzystac - za to dzielnei wyplakujesz si ena forum (wspomnienia jak to czas sie dla Ciebei zatrzymal, bo ostatni raz widziales corke wtedy i wtedy ..).
                                        Jesli rzeczywiscie dziekco zostaloby porwane jak sugerujesz - mialbys swoja corke u siebie nie w godzine, a w 5 minut.
                                        Nie zaslaniaj sie wyzszymi uczuciami do nie wiadomo kogo (chyba tylko do siebie)... bo naprawde zaczyna to byc tylko zalosne.
                                        Ojciec kochajacy dziekco robi cos, by byc z dzieckiem, by je widywac - walczy o to, ale walczy dozwolonymi metodami. jesli matka robi cos niedozwolonego - to walczymy z nia, wlasnie dlatego, ze robi tez tym samym krzywde dziecku, bo oddziela dziecko od ojca.

                                        Wiec daruj sobei juz te swoje bajeczki i nie opowiadaj o moralnosci i tak dalej.
                                        O moralnosci moze opowiadac osoba niekarana.. a Ty z tego co wiem (sam sie zaliles na tym forum - tylko nie powiedziales o co poszlo tak naprawde, wiec moze jednak powiesz..) juz taka nie jestes, nieprawdaz?
                                      • madziulec Re: szkoda słów... 10.09.06, 22:51
                                        BTW
                                        - nie wstydze sie swoich slow, ale... nie przechowuje z nabozenstwem kazdego maila od kogokolwiek z internetu, po to tylko by dowalic swojemu eks, w odroznieniu od Ciebie
                                        - moi znajomi jak Ci juz powiedzialam to WYLACZNIE moja sprawa i nadal twierdze, ze jest to Twoja chora psychika kazaca Ci kontrolowac Twoja eks z kim sie zadaje...
                                        - przy kazdym watku, gdzie Cie osacza forumowicze z tego forum zaraz pojawia sie twoj watek, ze jedziesz w gory, wiec jest to czysty plagiat .. Ciebie samego, uciekajacego od problemow.. znany penwie wszystkim wink

                                        I nie pisz mi juz wiecej - nie mam ochoty czytac co mi napiszesz. mam nadzieje tylko, ze iles osob przeczyta, jak bardzo masz ochote ingerowac w zycie swojej eks, dobierac jej przyjaciol, komentujesz jej znajomym, ze zadaja sie z porywaczak dzieci...

                                        Zalosne i smutne..
                                        • kini_m Re: szkoda słów... 10.09.06, 23:42
                                          madziulec napisała:

                                          > O moralnosci moze opowiadac osoba niekarana.. a Ty z tego co wiem juz taka
                                          > nie jestes, nieprawdaz?

                                          Spójrz w konstytucję kiedy osoba jest niewinna a kiedy karana. To nasz
                                          podstawowy akt prawny i wypada go poznać. Natomiast wątek który w innym miejscu
                                          założyłem mówi o takowej MOŻLIWOŚCI. Możliwość to jeszcze nie fakt. Karany
                                          jeszcze nie jestem i długo nie będę. Nie zagalopuj się Madziulec jeśli nie
                                          znasz podstaw prawnych.

                                          > (tylko nie powiedziales o co poszlo tak naprawde, wiec moze jednak powiesz..)

                                          Jesli znasz inną wersję niz ta którą ja podałem (a to wynika z Twojej
                                          wypowiedzi) to z chęcią wysłucham. Mam nadzieję że nie stchórzysz i opiszesz co
                                          usłyszałaś od exi. Więc czekam!!!

                                          > - nie wstydze sie swoich slow, ale... nie przechowuje z nabozenstwem kazdego
                                          > ma ila od kogokolwiek z internetu, po to tylko by dowalic swojemu eks, w
                                          > odroznieniu od Ciebie

                                          Alez ja mam w komórce Twoje SMSy o całkiem przyjaznej treści.
                                          Gdzie tutaj chęć dowalenia. Czy Ty aby rozumiesz co piszesz???

                                          > - moi znajomi jak Ci juz powiedzialam to WYLACZNIE moja sprawa i nadal
                                          > twierdze, ze jest to Twoja chora psychika kazaca Ci kontrolowac Twoja eks z
                                          > kim sie zadaje...

                                          To jest obsesja mojej exi, widzę że też złapałaś od niej tego wirusa.
                                          Okropnie współczuję takiej obsesji i dopatrywania na siłę że ktoś chce wpływać
                                          na Twoje życie wbrew Twojej woli. Znam dobrze tę obsesję u exi.
                                          Dobrze że to wyciągnełaś na wierzch, wykorzystam to w sądzie.

                                          > - przy kazdym watku, gdzie Cie osacza forumowicze z tego forum zaraz pojawia
                                          > sie twoj watek, ze jedziesz w gory, wiec jest to czysty plagiat .. Ciebie
                                          > samego, uciekajacego od problemow.. znany penwie wszystkim wink

                                          Co Ty wymyślasz dziewczyno???
                                          Półtora miesiąca temu wyjeżdżałem w góry, a dwa tygodnie temu w skałki na
                                          wspinaczkę. Cieszyłem się tym i nieco pochwaliłem żegnając na jakiś czas.
                                          A widzę że Ty robisz z tego kolejną obsesję.

                                          > mam nadzieje tylko, ze iles osob przeczyta, jak bardzo masz ochote ingerowac
                                          > w zycie swojej eks, dobierac jej przyjaciol,

                                          Oj Madziulec, Madziulec...
                                          Twoje obsesje to już nie mój problem.
                                          • madziulec Re: szkoda słów... 11.09.06, 08:17
                                            Narazie czytam tylko TWOJE posty jak to zalisz sie TUTAJ. I tak durnego ojca to dawno nie widzialam, ktory rozpacza na pokaz wink))
                                            Za rozdzieranie szat w stylu tragedii greckiej juz dziekujemy - domaluj sobie jeszcze sztuczne lzy, bedziesz bardziej wiarygodny.

                                            Co zas do karania - sam pisales - o karaniu za widywanie z corka. Nie napisales w koncu, co dziewczyny wyczytaly miedzy wierszami, ze chodzilo prawdopodobnie o naruszanie miru domowego lub wchodzenie na czyjs teren bez pozwolenia (nachodzenie, namolne zreszta, bo nie docieralo do Ciebie... nie wiem?). Jak dla mnie zwinales sie znowu piszac radosnie - jade w gory - czyli zabieram zabawki z piaskownicy, bo za bardzo juz wchodzicie, tylko ze to nie jest tak, ze ktos tu lamie TWOJA prywatnosc, sam o niej opowiadasz, ale widac nie opowiadasz calosci. Bo wychodzi klamstwo w TWOICH postach.

                                            Zalosne nadal, ze wszystko laczysz ze swoja byla partnerka. To naprawde chorobliwe. I bardzo smutne, ze jakis rozdzial zycia sie skonczyl, a TY nadal tym zyjesz. Porownujesz, ze kazdy tym akurat zyje, kazdfy zachowuje sie tak jak ona. Mysle, ze kazdy na tym forum Ci napisze, ze ma prawo samodzielnie dobierac sobie przyjaciol bez pytania CIEBIE o zgode. Jak mniemam to tez bedzie wynik kontaktow CALEGO forum z Twoja byla partnerka, wrecz jej indoktrynacji innych osob. Rozumiem i nie wnikam.

                                            Nie interesuje mnie co robisz w wolnym czasie, nei interesuje mnie, co robisz zawodowo. W ogole mnie nie interesujesz. Dla mnie jestes jakims nickiem z tego forum. Na tyle ciekawym, ze mnie nagabuje listami, ktore nie sa mile, bo atakuja rowniez nie znana mi osobe wink)) A osobe, ktora jest tylko w mojej wizytowce jako "przyjaciel", widac nie wiesz jak to funkcjonuje wink


                                            Kini - idz do psychologa, wylecz sie z tej obsesji, bo nie dlugo okaze sie, ze wszyscy na swiecie mieli do czynienia z Twoja eks i caly swiqat jest przeciwko Tobie, a to juz bedzie za duzo dla takiego biednego czlowieka, prawego i porzadnego jak Ty...
                                            • kini_m Re: szkoda słów... 11.09.06, 09:00
                                              Madziulec, jeszcze raz Ci powiem: przeczytaj konstytucję RP. Bo jeśli chcesz
                                              przepychanki, kto tu jest karany a kto nie jest, to najpierw poznaj podstawy
                                              wiedzy w tym zakresie. A potem przystąp do dalszej dyskusji.
                                              Oczywiście że pisałem o karaniu za odwiedzanie córki, w praktyce. Ale do tego
                                              żebym został ukarany to dłuuuuga droga. Chcesz urządzać potyczki, to sobie je
                                              prowadź. Ja osobie uprawiwjącej takie obsesje, zadania ułatwiał nie będę. Bo to
                                              powinien czynić terapeuta. A ja nie jestem terapeutą.

                                              Więc gdzie ja niby kłamałem?
                                              > Nie napisales w koncu, co dziewczyny wyczytaly miedzy wierszami, ze chodzilo
                                              > prawdopodobnie o naruszanie miru domowego lub wchodzenie na czyjs teren bez
                                              > pozwolenia
                                              Notabene tam też napisałem to, co zarzucarz że nie napisałem - na jakiej
                                              podstawie sąd może uzsadniać takie orzeczenia. Przeczytaj jeszcze raz wątek że
                                              wymieniłem ten artykuł. A że nie potrafisz wklepać w wyszukiwarkę numeru z
                                              kodeksu, to już nie mój problem że masz problem z używaniem klawiatury.
                                              Mogę się tylko domyślać że Twoje insynuacje i niedoczytywanie wątku wynikają z
                                              nieumiejetności dyskusji z exem i próby zasłonienia tego problemu w taki
                                              właśnie sposób jak to czyni moja była z teściową, czyli rozbijania więzi
                                              dziecka i rodzica poprzez próbę zastosowania pargrafów karnych. Mogę tylko
                                              współczuć, jeśli taki kieunek próbujesz obierać w kontaktach z ojcem własnego
                                              dziecka.

                                              Co do rozdzierania szat publicznie - Ty ciagniesz namolnie tę dyskusję
                                              zaśmiecając teraz wątek całkiem innego tematu. Zawsze możemy przejść na priva.
                                              Ale cóż, jak mniemam dla Ciebie byłoby to chyba mniej atrakcyjne....
                                              _________________
                                              Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                                              • madziulec problem, ze to Ty sie czepiasz ;-0 11.09.06, 10:14
                                                i to Ty pisujesz jakies durne maile do obcych Ci osob, chcac im wybierac
                                                znajomych, zreszta zle trafiles wink)

                                                Zeganm Pana.
                                                polecam terapie rodzinna, ktora tak wszystkim zalecasz ;-0
                                                • kini_m Re: problem, ze to Ty sie czepiasz ;-0 11.09.06, 10:21
                                                  madziulec napisała:
                                                  > polecam terapie rodzinna, ktora tak wszystkim zalecasz ;-0

                                                  Jakbyś się wczytywała w moje posty to dawno byś zauwazyła że jak najbardziej to
                                                  proponowałem exi (razem). Cóż, ona nie była i nie jest gotowa na to
                                                  rozwiązanie. A może znasz inną wersję bezpośrednio od niej?
                                                  _________________
                                                  Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                                                  • madziulec Kini , ale mnie to nie interesuje ;-)))) 11.09.06, 10:25
                                                    Czy TY tego nei rozumiesz? Nie dociera TO do Ciebie? Nie obchodzi mnie zupelnie
                                                    to, co TY piszesz, to co bylo miedzy wami..
                                                    Nie obchodzi mnie to, bo mam swoje zycie.

                                                    Jesli czujesz potrzebe zarzucania kogos swoimi problemami - sorki,a le ja Ci w
                                                    tym nie pomoge, bo mnie to ani troche nie interesuje, nie chce Ci wysluchiwac,
                                                    bo mi to wisi, po prostu. Jestes dla mnie tylko nickeim z internetu, tylko i
                                                    wylacznie.
                                                    Zero znajomosci. Podobnie i Twoja byla, z ktora wymienialam kilak maili i juz.

                                                    I przestan miec obsesje na jej punkcie, nie nawiazuj w kazdym poscie do jej
                                                    osoby, bo naprawde staje sie to nudne.

                                                    A ja juz nie mam ochopty czytac tych Twoich wypocin, bo sa naprawde nudne i
                                                    monotematyczne i sa naprawde obsesyjne....
                                                    A z osobami majacymi obsesje staram sie byc jak najbardziej na odleglosc.

                                                    Wiec nie pisz juz do mnie, skoncz ten watek i juz.
                                                    Zegnam Cie i zycze Ci powrotu do zywych.
                                                  • kini_m Re: Kini , ale mnie to nie interesuje ;-)))) 11.09.06, 10:50
                                                    To na cholerę jeszcze piszesz?
                                                    Jak nie intersuje, to zwiń własne sugestie w ciasny rulonik i włóż sobie w....
                                                    W ten sposób skończysz pisać sprzeczności.
                                                    dla mnie EOT
                                                  • madziulec Kiniusiu, napij sie meliski ;-) 11.09.06, 10:55
                                                    Na uspokojenie.
                                                    Temat mnie interesuje.
                                                    Bo sama mam chore dziecko.
                                                    Ty swojego dziecka nie znasz, bo wisi Ci ono totalnie - opowiadasz co prawda
                                                    glodne kawalki tu na forum, natomiast nic nie robisz, by tak naprawde z
                                                    dzieckiem byc. Za to .. jezdzisz sobie w gory wink) O czym wszyscy wiedza wcale
                                                    nie od jakiejs tam Twojej bylej ale z Twoich watkow pisanych tu w nadmiarze na
                                                    forum wink

                                                    Jedz wiec, moze to pomoze Ci wrocic do stanu zdrowia sprzed zapasci nerwowej,
                                                    ktorej skutki mamy okazje tu wszyscy obserwowac.
                                                    I nie obrazaj mnie, bo to tylko swiadczy zle o Tobie wink
                                                    Pozdrawiam Cie cieplo, bo mimo wszystko zycze Ci bys szybko stanal na nogi.
                                                  • kini_m Współczucia. EOT. (b/txt) 11.09.06, 11:08

                          • hankam Re: więź z ojcem a zdrowie 17.09.06, 17:38
                            Mylisz się kompletnie. Moja córka ma osiem lat, a bardzo często zanim poczuje,
                            że jest głodna i poprosi o kanapkę, to odczuje jedynie ogromny dyskomfort i
                            zrobi wściekłą awanturę o pietruszkę.
                            Identycznie zresztą, jak jej ojciec, który tego nie rozumioe.
                            To raczej ja wiem, ze jeśli moje dziecko piekli się bez powodu, prowokuje i
                            atakuje, to znak, że natychmiast musi coś zjeść.
                            • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 17.09.06, 18:48
                              hankam napisała:
                              > Mylisz się kompletnie. Moja córka ma osiem lat, a bardzo często zanim
                              > poczuje, że jest głodna i poprosi o kanapkę, to odczuje jedynie ogromny
                              > dyskomfort i zrobi wściekłą awanturę o pietruszkę.

                              To powszechne zachowanie głodnego dziecka. Może niektórzy ojcowie to słabo
                              rozumieją i należy im to kilka razy podpowiedzieć.
                              Tak sobie przy okazji przypominam jak mi akurat córka (niespełna 1-roczek)
                              robiła awantury o to że robiłem cokolwiek innego poza zajmowaniem się nią (np.
                              gdy dłuższą chwilę zmywałem naczynia, musiałem przerywać zmywanie i na zmianę
                              córka-naczynia-córka-naczynia). Ale jak dla mnie w gruncie rzeczy to przyjemne
                              gdy dziecko daje o sobie znać, i pokazuje ile dla niego znaczysz.

                              > Identycznie zresztą, jak jej ojciec, który tego nie rozumioe.

                              Czyżby tata też się robił nerwowy gdy głodny, nieumiejąc zadbać o swój
                              żołądek? smile))))

                              Aha, to chyba jednak coś nie tak, jeśli dziecko w wieku 8 lat nie umie jeszcze
                              mówić: "Mama jeść!"
                              _________________
                              Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                  • czerwone_korale Re: więź z ojcem a zdrowie 10.09.06, 17:14
                    hehehehe-dziecko upomni się o podanie lekarstwa w poręwink
                    dobre sobiesmile))
              • nzuri Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 11:58
                Otóż nie kini, nie rozumiemy się - twój punkt widzenia był taki, że dla dziecka
                lepiej jak sobie odpocznie od terapii, bo to tak fajnie więc nie można od ojca
                nic wymagać, o ile nie powoduje to bezpośredniego zagrożenia. Mój jest
                dokładnie odwrotny: trzeba przestrzegać terapiii i zaleceń, jenakże są
                sytuacje, kiedy nie przestrzeganie nie wyrządzi krzywdy i te trzeba odpuścić.
                Czujesz różnicę? Więc w moim i twoim rozumowaniu nie ma zbieżności.
                Cieszę się, ze nie chcesz się zajmować moją wrażliwością - gdybyś jeszcze był
                uprzejmy nie nękać mnie mailowo, byłabym, doprawdy, zobowiązana.
                • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 13:35
                  nzuri napisała:
                  > Otóż nie kini, nie rozumiemy się - twój punkt widzenia był taki, że dla
                  > dziecka lepiej jak sobie odpocznie od terapii, bo to tak fajnie więc nie
                  > można od ojca nic wymagać, o ile nie powoduje to bezpośredniego zagrożenia.

                  Po pierwsze - nigdzie nie napisałem że przed ojcem nie ma żadnych wymagań, bo
                  tak jest fajnie.

                  Po drugie - oczywiście że uważam że od niektórych terapi trzeba czasem zrobić
                  sobie wakacje. Chyba że chcesz bez umiaru zajeździć dziecko w imię jego
                  zdrowia. Wiesz... pieniądze też są potrzebne do życia non stop. Ale wakacje też
                  sobie chyba robisz.

                  > Mój jest dokładnie odwrotny: trzeba przestrzegać terapiii i zaleceń, jenakże
                  > są sytuacje, kiedy nie przestrzeganie nie wyrządzi krzywdy i te trzeba
                  > odpuścić.

                  Po drugie - Sama sobie przeczysz. Więc: trzeba przestrzegać? Czy: trzeba
                  odpuścić?
                  (Używam już Twoich słów, żebyś mi znowu nic nie wmówiła, czego nie
                  powiedziałem.)

                  Po trzecie - Otóż, ja od razu zwróciłem uwagę na to drugie (cyt: Twoej
                  słowa: "kiedy nie przestrzeganie nie wyrządzi krzywdy i te trzeba odpuścić")
                  i w żadnym momencie nie negowałem sytuacji kiedy jest konieczne przestrzeganie.

                  Po czwarte - To, co Ty piszesz raz tak, a zaraz inaczej (cyt. Twoje: "trzeba
                  przestrzegać terapiii i zaleceń, jenakże są sytuacje, kiedy nie przestrzeganie
                  nie wyrządzi krzywdy i te trzeba odpuścić") ja opisałem na inny sposób używając
                  wyrażeń: potencjalne a bezpośrednie zagrożenie. Można się spierać o słowa, ale
                  moja myśl niosła dokładnie to samo znaczenie. Jeśli tego nie dostrzegasz, to
                  sory Winetou....

                  > gdybyś jeszcze był uprzejmy nie nękać mnie mailowo, byłabym, doprawdy,
                  > zobowiązana.
                  A to nowość. Przeleciałem szybko swoją forumową skrzynkę i wśród 160 mejli od
                  poczatku roku nie widzę żebym coś do Ciebie pisał.
                  Jeśli coś przeoczyłem, to proszę wskaż. Jeśli masz problemy z wizją nękacza, to
                  je wylecz.
                  Odnosze wrażenie, że na siłę chcesz ze mnie zrobić wroga i wcisnąć w moje usta -
                  nie moje słowa.

                  Pela, jeśli tak wytłumaczyłaś znaczenie: programowe zaniedbanie - to ok. Bez
                  tego uściślenia słowo: "programowo" można było zrozumiec jako chęć zarzucania
                  premedytacji ze strony ojca i po prostu traktowanie sprawy raczej w kontekście
                  walki z drugim rodzicem, a dbanie o dziecko tylko jako pretekst.
                  Lepiej było nazwać: notoryczne zaniedbywanie (a i to w sytuacjach które są
                  KONIECZNE do sztywnmego przestrzeganaia).

                  Kasiu, są inne osoby który tu pokazywały swoje eksperymenty na dziecku. Masz
                  lepszych adresatów do takich ataków. Więc zejdź z faceta, dlatego że jest
                  facetem.
                  Nawiasem mówiąc całe życie jest eksperymentowaniem. I to nie jest złe. Ważne
                  żeby do eksperymentu być przgotowanym.
                  pozdrawiam
                  • nzuri Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 14:17
                    Osłabiasz mnie rzetelnie. EOT
                    • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 18:48
                      Podziwiam Cię za terapię z mężem. I niech to wystarczy.
    • omama Re: więź z ojcem a zdrowie 05.09.06, 23:07
      Moja na szczęście zdrowa, ale za niemowlęctwa miała alergię. Dowiedziałam się,
      że kontkat z alergenami to nie tylko kolejny rzut wysypki, ale i rosnące ryzyko
      dalszego uczulenia, także przechodzącego w astmę. Więc zaczęła się ostra dieta -
      dla nas obu (bo jeszcze na moim mleku wisiała). Było to koszmarne: nie dość, że
      ja miałam do dyspozycji 10 produktów do jedzenia (dodawne potem po jednym na
      tydzień. Schudłam do rozmiaru 36), ale przede wszystkim stawanie na uszach przy
      szykowaniu każdego posiłku, zakupy robione w Bóg wie ilu sklepach, bo tu królik
      to tylko na ul x i tylko we czwartki, a chłop z niepryskaną marchwią we środy
      na rynku y. Nic dziwnego, że kiedy jakaś.....niedoświadczona osoba usiłowała
      dać małej cokolwiek podejrzanego rosły mi kły w przyspieszonym tempie. Na moje
      szczęście udało mi się wszystkich przkonać do słuszności diety wykluczeniowej,
      toteż nie musiałam odcinać od dziecka nikogo z rodziny. Ale gdyby ktoś nie
      dawał sobie przetłumaczyć, że pięć minut przyjemności z jakiegoś durnego
      biszkopta (jajka) to potem cierpienia dziecko i ryzyko trwałego uszczerbku dla
      zdrowia, to pewnie bym taką osobę od niekontrolowanego kontaktu z dzieckiem
      odcinała.
    • anetina Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 07:41
      a jak w przypadku nie zapewnienia przez ojca innych ważnych czynnosci, typu
      codzienna kąpiel, regularne i zdrowe żywienie !?
      • nzuri Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 08:19
        No tu już zalezy od dziecka i ojca. Czy dziecko zdrowe, chetne, żerte czy
        niejadek, czy czynności są wymagane ze względów zdrowotnych czy "społecznych".
        Czy ojciec nie nakarmił i nie umył bo mu dziecko "padło", czy też mu się nie
        chciało i czy nie robi tego programowo. Myślę, ze nie ma co dramatyzować jak
        raz nie wykąpie (chyba że wskazania etc.). Jakby mój nie zjadł kolacji to mu
        nie zaszkodzi, bo żarłok, ale niejadkowi trzeba dać i egzekwować dawanie. Co do
        zdrowego żywienia - sama raz w miesiącu zabieram młodego do MD, więc niby czemu
        zabraniać innym. Problem zacząłby się gdyby MD był ciągle zamiast normalnego,
        zbilansowanego jedzenia. wtedy też bym poszła na wojnę.

        podsumowując - tu jestem mniej rygorystyczna niż przy kwestiach leków,
        rehabilitacji itp., ale pod warunkiem, że "zaniedbania" są incydentalne a nie
        programowe.
        • pelagaa Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 10:46
          > podsumowując - tu jestem mniej rygorystyczna niż przy kwestiach leków,
          > rehabilitacji itp., ale pod warunkiem, że "zaniedbania" są incydentalne a nie
          > programowe.

          Dokladnie tak. Programowe sa nie do przyjecia.
      • iludien Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 08:28
        >innych ważnych czynnosci, typu
        > codzienna kąpiel, regularne i zdrowe żywienie !?

        jak krzywo zapnie pieluchę, albo jednego dnia zapomni wykapać świat się nie zawali.
      • pesher Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 11:07
        anetina napisała:

        > a jak w przypadku nie zapewnienia przez ojca innych ważnych czynnosci, typu
        > codzienna kąpiel, regularne i zdrowe żywienie !?
        >

        Anetina,
        Czy Ty zawsze dajesz dziecku zdrowe jedzenie? Codziennie kapiesz? Jezeli tak,
        to gratki serdeczne. Ja tam Super-Mama nie jestem i czasem Mala wtrabi paczke
        chipsow zamiast drugiego dania albo dorwie czekolade w inny dzien niz sobota.
        Czasem tez zasniemy razem na kanapie przed telewizorem bez kapieli.
        I o ile zgadzam sie, ze kluczowych dla zdrowia dziecka sprawach nalezy truc
        dupe ojcu, zeby pamietal, zeby stosowal, zeby podawal, tak teraz, wedlug mnie,
        przesadzasz. A jak ojciec zalozy dziecku niewyprasowana bluzeczke, to tez mam
        ograniczyc mu czas z dzieckiem? Nie dosc ze dziecko wyglada niechlujnie, to
        jeszcze te straszne bakterie kalowe! W koncu kazdy powod jest dobry.
        • anetina Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 11:49
          jeśli chodzi o mnie

          dziecko codziennie się kąpie
          ale mój Mały sam się już tak nauczył i sam nie pozwoli, aby bez kapieli poszedł
          spać

          zdarza nam się McDonald, a właściwie Małemu z dziadkiem
          raz na miesiąc


          chipsów nie lubi
          za czekoladą tak bardzo nie przepada


          nie zasypia gdzie indziej, jak w swoim łózku lub w foteliku w samochodzie


          odnośnie prasowania, nie lubię, jak ktoś nosi nieuprasowane rzeczy
          ale akurat o to nie byłoby problemów
        • madziulec Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 11:55
          Ale np. w przypadku mojego dziecka te tzw. bakterie kalowe jak je ladnie
          nazywasz 9czyli e.coli) powoduja kolejne zakazenie ukladu moczowego. Kolejne, bo
          pierwsze przeszedl w wieku 6 tygodni. kazde kolejne, mimo oczywisci epodjetej
          terapii i prob ratowania nerek dzieck ajest zagrozeniem dla i tak jego jzu
          nadwatlonych nerek. narazie jest w miare ok, ale.. jak dlugo???
          Oczywiscie - to co u innych nie wywola zadengo efektu u drugiego dzieck amoze
          przyniesc nieodwracalne skutki - tak jak u Myszola bardzo powazne zakazenie i
          kolejny antybiotyk przez kolejne 10 dni, potem nastepny i nastepny i nastepny..
          i tak mozna sie bawic przez ponad miesiac, bo monus sie zapomnialo..
          Podobnie sie zapomina podawac zelazo, mimo anemii dziecka...

          Podobnie zapomina sie oddawac mocz na badanie, podobnie zawsze (przez 2 lata)
          zapominalo sie o rehabilitacji dziecka, wszystko inne bylo wazniejsze - inne, to
          znaczy wlasne zycie i wlasne uciechy.


          A co do jedzenie - ok, ja czasem tez nie jestem idealna matka. Tylko dziwne, ze
          jakos maly przy ojcu nigdy nic nie zjada. Bo ojciec nie rozumie, ze 2-latek
          potzerebuje i sniadanie i 2-gie sniadanie i obiad i podwieczorekk i kolacje i
          jest do takiego rokladu dnia przyzwyczajony. I 2-latek nie upomni si eo
          jedzneie, bedzi eplakal ale nie powie, ze jest glodny.
        • omama Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 12:00
          Ja ideałem nie jestem. Jestem za to zwolenniczką zasad. Jeżeli zrywam sobie
          gardło, żeby wyjaśnić dziecku, że czegoś tam z jakiegoś powodu nie może (np:
          nie myć zębów po posiłku) to ktoś nie stosujący się do tych zasad nie tylko
          dopuści hordę bakterii próchniczych do działania smile, ale podkopie sens zasad.
          Dziecko nie tylko tych zębów nie umyje będąc pod opieką innej osoby, ale też
          będzie mniej skłonne do poddawania się tej czynności w domu i w przedszkolu.
          Pojedyńcze zęby bym pewnie odpuściła, przy systematycznej olewce robiłabym
          awanturę. Przy pojedyńczej omyłce dietetycznej (za naszych alergicznych czasów)
          przeprowadziłabym dyskusję, przy stałym olewactwie poszłabym na wojnę. Bo to
          jest zwyczajne lenistwo opiekuna, brak chęci przewidywania. Jeżeli opiekun ma w
          planie powiedzmy - urodziny kuzyna, to albo niech zmieni plany, albo znajdzie
          bezjajeczny (w naszym przypadku) tort, albo niech wyjaśni małej, czemu ogólnego
          tortu jeść jej nie wolno. Jeżeli taki błąd robi raz, ok. Jeżeli go powtarza, to
          znaczy że olewa chorobę dziecka i krzywdzi je przez własną gnuśność.
    • judytak Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 10:14
      wypośrodkowałabym
      tzn. ustaliłabym, co jest baaardzo ważne, a od czego się świat nie zawali
      tych drugich chwilowo bym sobie odpuściła, co do tych pierwszych, naciskałabym
      na ojca, żeby się stosował, albo chociażby żeby przyjął do wiadomości, i nie
      przeszkadzał dziecku w stosowaniu się
      uczyłabym dziecko, czego nie moze, i co powinno, żebym była spokojna, kiedy
      jest z kimś innym (nie tylko z ojcem, ale też z babcią, dziadkiem, u kolegi, w
      przedszkolu, na wycieczce, na obozie itd.)
      ustaliłabym, że dopóki dziecko samo nie umie się pilnować (w tych ważnych
      sprawach), to nie może przebywać poza domem dłużej, niż się da (np. jeśli ma
      brać leki co rano, to musi wrócić do domu najpóźniej do południa następnego
      dnia)

      pozdrawiam
      Judyta
    • kruffa Re: więź z ojcem a zdrowie 06.09.06, 11:53
      Jesli byłoby to naprawdę ważne dla zdrowia dziecka - nie dawałabym.
      Sama mam dziecko z ciężką alergią pokarmową, konkatkową i wziewną - z 2
      pierwszych pieknie wyrasta właśnie dzięki przestrzeganiu diety i zaleceń.
      W jednym z rozsądniejszych poradników lekarka - matka 3 alergiczek napisała, iż
      osoby które nie przestrzegają zaleceń związanych z alergią nalezy w otoczenia
      dziecka usuwac - dopóki nie nauczą się jak nalezy postępowac. I ja się z tym
      zgadzam. Trudne jest to gdy dotyczy rodzica, ale cóż.

      Niestety czesto ludzie nie zdają sobie sprawy, że narażanie dziecka na kontakt
      z tym co go uczula powoduje pogłębianie się choroby. Może byc nawet zagrożeniem
      dla życia - w skrajnych niesprzyjajacych warunkach.
      Rok temu podałam małej - była to tzw. prowokacja - 2 leniwe pierogi i po 2
      godzinach dzieciak miał połowę ciała w bąblach, wył z bólu i już byliśmy
      gotowi żeby jechać do szpitala, żeby podłączyli ją do kroplówki ze sterydem :-
      (.
      Wszyscy byli w szoku - włacznie z alergolog, która leczy najciezsze przypadki w
      tym kraju, bo mała pięknie wyrasta z pokarmówki.
      Nigdy nie wiadomo jak dziecko zareaguje - czasami nawet na najbardziej banalny
      produkt.
      Znam dziecko, które niemal udusiło się (miało wstrząs anafilaktyczny), bo
      nieopatrznie babcia dała kawałeczek ciasta - bo bez mleka, ale z grutenem i
      jajkiem - bo przecież taki kawałeczek nie zaszkodzi. Dotąd dziecko reagowało
      tylko wysypką, ale nigdy nie dostało obydwu alergenów w jednym posiłku.

      Kruffa
    • iludien a konkretniej? 06.09.06, 12:02
      anetina, zaczęłaś od celiakii i cukrzycy, a potem przeszłaś do kąpieli i zdrowego żywienia.

      zapomniał podać insuliny, czy założył dziecku brudne spodnie?

      co konkretnie w zachowaniu ojca wzbudziło Twój niepokój?
      • anetina nic nie wzbudziło :D 06.09.06, 12:04


    • jula55 Re: więź z ojcem a zdrowie 11.09.06, 00:30
      > Co byście zrobiły w sytuacji,
      > gdy dziecko (małe) chętnie spędza czas z ojcem,
      > tęskni za nim,

      Sama sobie odpowiedzialas. Skoro dziecko chce przebywac z tata i teskni za nim,
      nie ma sensu mu tego zabraniac w imie swojej nadopiekunczosci. Nic sie nie
      stanie jesli dziecko czasem sie nie umyje, zje hamburgera, nie zazyje
      multiwitaminy czy raz w tygodniu odpusci sobie cwiczenia lub aparat.

      Jesli chodzi o powazniejsze sprawy (ciezkie choroby itp.) dziecko samo powinno
      wiedziec, ze nie wolno mu spozywac okreslonych pokarmow i pamietac o ratujacych
      zycie lekach. Zreszta trudno uwierzyc w to, zeby ojciec zaniedbywal tak istotne
      kwestie i ryzykowal zyciem dzieckiem. NIe robmy z mezczyzn potworow bez serca i
      rozumu.

      Dziecko to nie rzecz, ktora wg wlasnego widzimisie mozesz dawac lub nie dawac
      jego ojcu.
      • chalsia Re: więź z ojcem a zdrowie 11.09.06, 12:45
        > Jesli chodzi o powazniejsze sprawy (ciezkie choroby itp.) dziecko samo powinno
        > wiedziec, ze nie wolno mu spozywac okreslonych pokarmow i pamietac o
        ratujacych
        > zycie lekach. Zreszta trudno uwierzyc w to, zeby ojciec zaniedbywal tak
        istotne
        > kwestie i ryzykowal zyciem dzieckiem. NIe robmy z mezczyzn potworow bez serca
        i
        > rozumu.

        No cóż, trudno od dziecka poniżej, bo ja wiem, 7-mego roku życia ?????, wymagać
        by trzymało ścisła p/alergiczną dietę na wiele różnych składników. Albo, że ma
        niecałą minutę na zastrzyk z adrenaliny w przypadku użądlenia.
        Może Ci trudno uwierzyć, ale eks nie raz świadomie łamał zasady diety
        p/alergicznej u dziecka. Co nie znaczy, ze jest potworem - to są Jula Twoje
        słowa.
        Chalsia
      • anetina Re: więź z ojcem a zdrowie 11.09.06, 13:15
        jula55 napisała:

        > Jesli chodzi o powazniejsze sprawy (ciezkie choroby itp.) dziecko samo powinno
        > wiedziec, ze nie wolno mu spozywac okreslonych pokarmow i pamietac o
        ratujacych
        > zycie lekach. Zreszta trudno uwierzyc w to, zeby ojciec zaniedbywal tak
        istotne
        > kwestie i ryzykowal zyciem dzieckiem. NIe robmy z mezczyzn potworow bez serca
        i
        > rozumu.
        >
        > Dziecko to nie rzecz, ktora wg wlasnego widzimisie mozesz dawac lub nie dawac
        > jego ojcu.

        \
        dziecko wie, co może zażywać
        a co nie
        i pomysl, że właśnie będzie korzystało przy ojcu i będzie jadło to, co mu
        zakazane
        • jula55 Re: więź z ojcem a zdrowie 11.09.06, 13:50
          > dziecko wie, co może zażywać
          > a co nie
          > i pomysl, że właśnie będzie korzystało przy ojcu i będzie jadło to, co mu
          > zakazane

          Jesli wytlumaczy sie dziecku zasadnosc takich zakazow i mozliwe konsekwencje (ze
          smiercia wlacznie), na pewno nie bedzie chcialo tak ryzykowac.
          • madziulec Re: więź z ojcem a zdrowie 11.09.06, 13:58
            Nie weim czy tlumaczenie dziecku cos daje. ostatnio jest problem, bo dzieci
            rozumuja inaczej - sa wychowywane na grach komputerowych, a tam czloweik ma iles
            mozliwosci "save" i grania dalej mimo to, ze go przed chwilka "zabili".
            Stad te pomysly zabijania dzieci przez dzieci..

            Wiec mysle, ze argument ze smniercia dl anastolatka, czy mlodszego dziecka moze
            nei podzialac.
          • nzuri Re: więź z ojcem a zdrowie 11.09.06, 21:20
            Nooo, szczególnie niemowlakowi łatwo wytłumaczyć. A np. czterolatkowi
            powiedzieć "masz zażywać co 4 godziny" I kłopot z głowy. Ja nie wiem, może Jula
            miała (ma) takie genialne dziecko co sobie samo w wieku lat 4 zastrzyki
            aplikowało/uje, w regularnych odstepach czasu - moje takie genialne nie jest. A
            wytłumaczenie konsekwencji w postaci śmierci - miodzio. Każde dziecko, które
            się nigdy z nią nie zetknęło wie, co to takiego.

            Następna gołebica na forum
          • anetina Re: więź z ojcem a zdrowie 12.09.06, 08:29
            to chyba nie znasz 2-4 latków
            mam w rodzinie dziewczynkę, która jest uczulona głównie na nabiał i czekoladę

            korzysta z każdej chwili, aby zjeść czekoladę
            korzysta chociażby w domu przy rodzicach, gdy są goście
            • rami.a Re: więź z ojcem a zdrowie 12.09.06, 09:15
              anetina napisała:
              > to chyba nie znasz 2-4 latków
              > mam w rodzinie dziewczynkę, która jest uczulona głównie na nabiał i czekoladę
              > korzysta z każdej chwili, aby zjeść czekoladę
              > korzysta chociażby w domu przy rodzicach, gdy są goście

              Oczywiście że dziecko mozna nauczyć pewnych zachowań już w takim wieku,
              można "wpoić" co mu wolno, a czego nie.
              Ale do tego trzeba:
              a) konsekwencji
              b) wyrozumiałości i cierpliwości.
              Dziecko to mały, nieokiełznany domowy wicher.
              Ale nie tylko.
              Dziecko wykazuje sie ufnością wobec dorosłego, oraz przyjmowaniem decyzji
              dorosłego w sposób prosty (bez koniecznych wytłumaczeń).
              Trzeba tylko to umiejetnie wykorzystać i mieć właściwe podejście.
              (Nie za bardzo autorytarne - a taka jest niestety duża część matek. Myslę tu na
              przykład o tym jak często matki spuszczają manto tak małym dziciom. Wystarczy
              przejść się ulicą żeby to zaobserwować. Takie osoby nie mają właściwego
              podejścia do dzieci, i zapewne uważają je za istoty.... eh, nie wiem nawet jak
              to ująć.)
              • mrs_ka Re: więź z ojcem a zdrowie 12.09.06, 09:25
                Co za bzdura. Jej treść sprowadza się do : "jest to możliwe, nie do końca powiem
                wam, w jaki sposób, ale na pewno możliwe. Dla bezpieczeństwa zastosuję dwa
                wytrychy- konsekwencję i cierpliwość".
                Otóż prawdą jest, że małe dzieci są pojętne i tak samo prawdą jest, że są
                nieobliczalne. Dlatego żaden rodzic, który nauczy swoje dziecko, że nie wolno
                wchodzić na jezdnię, nie zaryzykuje potem swobodnego puszczania trzylatka i gry
                w rosyjską ruletkę: wpadnie pod samochód czy jednak jest dostatecznie wyuczone?

                (Boże, aż sama sie sobie dziwię, że odpisuję na te wydumane bzdety)

                Prawdopodobnie właśnie temu zjawisku zawdzięczamy, że po ulicach nie wałęsają
                się hordy czterolatków. Większość dorosłych ludzi jednak wie, po co istnieje
                "rodzic" i że obowiązkiem rodzica jest pilnować dziecka, a nie ufać w jego
                rzekomo naturalną skłonność do zapamiętywania nauk mamusi. Nieautorytarnej
                mamusi... Na Boga, a co do tego ma czyjś autorytaryzm lub jego brak? Trzylatek
                jest istotą, która ze względu na ograniczenia intelektualne i swój ciągły rozwój
                nie jest w stanie uchronić się sam przed niebezpieczeństwem czy zapamiętać
                godziny przyjmowania leków. Na to przychodzi czas wiele lat później, kiedy
                dziecko dorasta.
                Kijem się rzeki zwyczajnie nie zawróci, choć wielu po tym świecie chodzi
                racjonalizatorów.




                a.
                • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 12.09.06, 10:26
                  mrs_ka napisała:
                  > Co za bzdura. Jej treść sprowadza się do : "jest to możliwe, nie do końca
                  > powiem wam, w jaki sposób, ale na pewno możliwe.

                  Mozliwe - znaczy tyle że osiągalne w niektórych postszych sprawach (np.
                  pokarmów), ale raczej nie tych które sprawiaja ból dziecku (np. zastrzyki) lub
                  są bardziej złożone dla dziecka (odmierzanie godzin).
                  Mrs_ka, oczywiste że rodzic winien pilnować. I wcale nie sugeruję, że nie
                  powinien. Ale watek dotyczy tego gdy coś jednak w tej kwesti szwankuje. Pytanie
                  autorki było o telrancję w tej kwesti. (Odpuść aluzje, których tu nie ma.)
                • iludien Re: więź z ojcem a zdrowie 12.09.06, 22:16
                  mrs_ka, nie trudź się.
                  On i tak wie lepiej.

                  (On=kini=rami, jeśli ktoś jszcze nie zauważył.
                  ten przypadek wymaga chyba specjalistycznej diagnozy)
                  • nzuri Re: więź z ojcem a zdrowie 13.09.06, 08:11
                    Iludien Ty przemocowcu, a kysz a kysz! To Ty jeszcze nie wisz, ze sugerowanie
                    kiniemu leczenia to przemoc jest??

                    Acz co do meritum wypowiedzi (diagnoza) w pełni się zgadzam. Choc nie sadzę by
                    zdiagnozowanie braku mózgu cos by pomogło sad
                    • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 13.09.06, 08:44
                      Uczysz się Nzuri, szybko.
                      Okrutnie Was lubię. Przyznam że kiedyś się zamartwiałem takim komentarzem.
                      A teraz się miło uhehłałem smile))))))
                      pozdrofki
                      _________________
                      Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
    • ato8 Re: więź z ojcem a zdrowie 17.09.06, 13:56
      Musisz mu wyraźnie mówić co jest ważne dla dziecka i ze robiąc Ci na złość,np
      taki moze byc motyw,szkodzi jemu.Powiedz,ze jeśli nie będzie się stosował do
      Twoich zaleceń,to mu ograniczysz kontakt.Rozumiem,ze w środku masz ochotę go
      olać,ale dziecko potrzebuje ojca i nigdy Ci nie wybaczy,jesli to Ty ograniczysz
      mu kontakt z nim.Ja mam podobnie,tzn ojciec małej ma ja gdzieś,ale ja nalegam
      na spotkania.Mała ma3,5 miesiaca,więc nic nie kuma,ale jestem konsekwentna i
      robię to dla niej,bo sama nienawidzę tego gościa.
      • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 17.09.06, 16:42
        ato8 napisała:
        > ale ja nalegam
        > na spotkania.Mała ma3,5 miesiaca,więc nic nie kuma,ale jestem konsekwentna i
        > robię to dla niej,bo sama nienawidzę tego gościa.

        Podziwiam.
        Jesteś chyba tu jedną z niewielu (tu piszących) która tak zdecydowanie
        postępuje wbrew emocjom. I nie odkłada problemu stosunków dziecko-drugi rodzic
        na "kiedyś tam".
        Trzymam kciuki za taką postawęsmile
        _________________
        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
        • anetina Re: więź z ojcem a zdrowie 18.09.06, 10:58
          u mnie niestety nic takiego nie dało rady
          więc jestem złą matką !?

          a mnie się wydaje jednak na odwrót big_grin
          • kini_m Re: więź z ojcem a zdrowie 18.09.06, 11:44
            ej, ej.... ja nic takie nie powiedziałem że jesteś złą matką.
            Tamto nie było z tym jest jednoznaczne.
            _________________
            Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
            • kini_m myślę że to w końcu zamknie usta lekceważącym.... 30.09.06, 16:06
              Myślę że to w końcu zamknie usta, tym którzy lekceważą chęci i radości dziecka
              w znaczeniu dla jego zdrowia.

              wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=12471&wid=8530750&rfbawp=1159625011.999&ticaid=626b0
              _________________
              Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja