Dodaj do ulubionych

Co robicie w weekendy same z dziećmi?

30.09.06, 15:42
J amojego 10-miesięcznego Staśka zawiozłam dziś wózkiem do Rossmana po karme
dla psa, a potem do Smyka w Galerii Mokotów po klocki dla małego. Zajęło nam
to 3 h na piechotę (Staś w wózku). Teraz obiadek i zastanawiam się co
dalej ... bo że wieczorem wyjdę na jeszcze jeden spacer z nim przed kąpielą
małego to wiem. Podpowiedzcie gdzie mogę zabrać 10-miesięczniaka. nie jeżdżę
samochodem. Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • redtower Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 15:55
      smile no tak to chyba głównei spacery... korzystajcie ze słońca smile
      Ja ze swoim prawie 3 latkiem chodzę na konie, do kina, na place zabaw (w
      piaskownicy budujemy domysmile), na basen, raz na jakiś czas do teatru i na
      gokardy... do ZOO chodzi z Malutkim ciocia... hymmm... coś jeszcze? No tak
      jezdzimy jeszcze na rowerze... i to chyba na tyle... smile
      Ogólnie jest co robić smile)
      Towerek
      • jenny_curran Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 15:56
        NO tak, 3-latek to nie 10-miesięczniaksmile). pzdr
        • magda336 Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 19:49
          ale basen może być ja chodziłam z synem od 8 miesiąca uwielbiał to, polecam
        • kini_m Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 20:05
          jenny_curran napisała:
          > NO tak, 3-latek to nie 10-miesięczniaksmile). pzdr

          Ale 10-miesięczniak też już zaczyna być głodny świata.
          Pamiętam jak ze swoją 6-miesięczną pojechaliśmy nad jezioro w domki kempingowe
          (ściśle mówiąc uczestniczyłem w zawodach jednego ze sportów terenowych) i choć
          ona ledwo się turlała na kocyku to już razem ze starszymi od niej dzieciakami
          była zabawa.

          Wiesz... ja twierdzę że dziecko jest "skazane" na swoich rodziców. Można je
          wciagać w wiele swoich zainteresowań (nawet 6-miesieczne - sic!).
          Razem ze mną uczestniczyła w zawodach na orintację mając już 6-mies, a mając 1-
          roczek (-ona) stanęliśmy na podium zawodów w kategorii seniorów!(Mama też
          startowała, samodzielnie.)

          Ja akurat z córką mógłbym godzinami siedzieć na placu zabaw. A w dużym mieście
          znaliśmy wszelkie bawigraje w okolicy.
          A hipermarket - to dopiero zabawa!!! Wkładałem ją do koszyka (małego, a nie na
          kółka) i zasuwaliśmy po całym sklepie, wcale nie robiąc sobie nic z tych
          wszystkich dziwnych ludzi dookoła.
          _________________
          Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
          • kini_m Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 20:08
            a jeśli tak na spokojnie - to wziąć mapę okolic podmiejskich, wybrać palcem
            jakieś ciekawe mijsce i na piknik
            Tam dopiero wszystkie roślinki i robaczki dla takiego malucha w sam raz. A dla
            mamy odpoczynek od zgiełku.
            _________________
            Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
            • magda336 Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 20:29
              kurcze kini ty prawdziwy jesteś czy sam siebie wymyśliłeś?
              • kini_m Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 21:11
                magda336 napisała:
                > kurcze kini ty prawdziwy jesteś czy sam siebie wymyśliłeś?

                ???
                (...spytaj moją exię)
                _________________
                Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
    • megan26 Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 19:58
      ja najbardziej nie lubie niedzieli płakać mi się chce jak widzę te szczęśliwe
      spacerujące i uśmiechnięte całe rodziny a zupełnie samiusieńka z moją córcią a
      tu jutro znów niedziela którą całą prawie znów przepłacze
      • jenny_curran Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 20:45
        Mam to samo. Jestem smutna. Rozumiem, ze ojciec Stasia mógł przestać mnei
        kochać. Ale tak trudno mi zrozumieć, że nie odzywa się do synka. Że nie chodzi
        z nim na spacery, nie zabiera go sam w różne miejsca, nawet beze mnie. Ale on
        przeciez nie umie go przewinąć, bo nigdy, ani razu tego nie zrobił. Jak miałby
        go więc zabeirać ... Ech, przykro tak jakoś właśnie w weekendy, do okoła
        ojcowie z dziećmi a ja tak sama spaceruję ze Stasiem w wózku, no i jeszcze obok
        nasz york.
        • saaba83 Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 21:51
          Wiatam
          Ja mam prawie 10cio miesieczna corke i ogolnie to glownie spacerujemy gdzie sie
          da, bo raczej zbyt wielu opcji narazie nie ma.. Wiec odwiedzalysmy juz np
          Zoo big_grin Bardzo chcialabym z Nia na basen zaczac chodzic, ale finanse narazie nie
          pozwalaja, ale jak tylko bedzie lepiej to natychmiast ruszamy smile
          Jutro np jedziemy nad Wisle kolo naszego Wawelu (przy okazji spotkanie z ojcem
          i odbior alimentow smile, a pozniej zakupy i takie tam..

          Nie smuc sie i nie mysl o tym, ze inni to maja szczesliwe rodziny. Nie mozna
          sie użalac. Z tego co czytalam gdzies wczesniej, to nie jestesmy z jednego
          miasta, a szkoda, bo moglybysmy pospacerowac razem smile

          Glowa do gory! Cmok
          • megan26 Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 21:58
            pozdrawiam cię serdecznie i aż łzy kręcą mi się znów po powieką życzę ci miłej
            niedzieli
          • megan26 Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 22:01
            acha najgorsze jest to moja córcia ma 6 lat i zauważa te szczęśliwe rodziny i
            czasami pyta dlaczego byłam tak głupia że wyszłam za mąż za jej tate i dlaczego
            on nas nie kocha to jest najgorsze jeszcze raz pozdrawiam
            • kini_m Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 22:28
              megan26 napisała:
              > czasami pyta dlaczego byłam tak głupia że wyszłam za mąż za jej tate i
              > dlaczego on nas nie kocha to jest najgorsze

              Megan, to są chyba zbyt ostre pytania jak na taki wiek dziecka.
              Raczej nie mam watpliwości, że nasłuchała się wypowiedzi dla niej
              nieodpowiednich (nawet jeśli zasadnych o ojcu). Myślę że powinnas bardziej
              kontrolowac co dochodzi do jej uszu. Bo widzę że pewne rzeczy w jej psychice
              juz zostały "przegrane". Chyba że chcesz aby od małego nienawidziła ojca. Ale
              wobec tego będzie w przyszłości miała wypaczony obraz mężczyzny i może się to
              odłożyć poważnym problemem w dorosłym życiu.
              Nie miej urazy że tak zwracam uwagę, ale chyba oczywiste jest że to co w
              dzieciństwie - później wpływa na nasze życie. Poza tym że brakuje taty, to nie
              znaczy że dziecko ma mieć rozwalane do końca obraz mężczyzny.
              _________________
              Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
              • redtower Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 30.09.06, 22:49
                Jeszcze odnośnie...tych przepięknych waszym zdaniem obrazków rodzin....
                ZACZNIJCIE W KOŃCU ŻYĆ WŁASNYM ŻYCIEM!!! A nie wyobrażeniem życia!! To że
                rodzina nie jest kompletna nie oznacza, że nie moe być szczęśliwa! A te słodko
                spacerujące "pełne rodziny"... zgodnie ze statystykami co 4 para jest w
                poważnych tarapatach małżeńskich... w co trzciej ktoś kogoś zdradza... więc...
                czego tu zazdrościć? Kłamstw? Kłótni? Braku poświęcenia?
                Moje małżeństwo też było podawane za przykład super dobranej pary... hehe... i
                jakoś było to bardzo nieprawdopodobne, że ten wspaniały tatuś zupełnie nie
                szanował mamy... dodatkowo nas okradał i kłamał...
                ehhh...
                Towerek
                • kini_m Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 01.10.06, 00:02
                  Wiesz, Towerek...
                  Owszem można nie zazdrościć innym jakości związku.
                  Ale jednej rzeczy można napewno zazdrościć - tego że dziecko ma oboje rodziców
                  blisko. (I to nawet jest ważniejsze dla dziecka, od tego że by się kłócili.)
                  Poza tym to chyba dobrze że zazdrościmy normalnych pełnych rodzin - to jest
                  raczej właściwe zapatrywanie.
                  _________________
                  Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                  • triss_merigold6 Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 01.10.06, 00:12
                    Podaj pliz definicję normy w sensie rodziny. Pełna? Trochę za mało. Powinna być
                    jescze bez dysfunkcji. Dla dziecka najważniejszy jest spokój i stabilizacja a
                    nie konkretna rodzina (pełna, niepełna, rekonstruowana).
                    Jeśli dziecko ma oboje rodziców pod jednym dachem a ci nie są w stanie ze sobą
                    wytrzymać to lepiej, żeby funkcjonowali osobno.
                    • kini_m Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 01.10.06, 02:57
                      triss_merigold6 napisała:
                      > Podaj pliz definicję normy w sensie rodziny. Pełna? Trochę za mało.
                      Daj se spokój z łapaniem za słówka. Ja norm nie zamierzam wyznaczać -
                      przynajmniej w sensie Twoich oczekiwań. Są tutaj inne pseudoautorytety które
                      lubują się w tworzeniu kompilacji.

                      > Powinna być jescze bez dysfunkcji.
                      A owszem że powinna.

                      > Dla dziecka najważniejszy jest spokój i stabilizacja a nie konkretna rodzina
                      > (pełna, niepełna, rekonstruowana).
                      Chyba raczej nie taki spokój i stabilizację o jakiej Ty myślsz (byleby facet
                      nie przeszkadzał). Bo dl adziecka akurat właśnie główną składową tego spokoju i
                      stabilzacji jest obecność rodzica. A może chcesz wskazać, którego rodzica? Co?

                      > Jeśli dziecko ma oboje rodziców pod jednym dachem a ci nie są w stanie ze
                      > sobą wytrzymać to lepiej, żeby funkcjonowali osobno.
                      I to jest klasyczne nierozumienie tzw. dobra dziecka. Nie umiesz spojrzeć na
                      świat dziecka z jego pozycji. I jeśli nie umiesz zgodnie żyć z ojcem dzicka -
                      to dla Ciebie już znaczy że dziecko cierpi. Sorry Triss, ale jak dla mnie swoją
                      wielokrotną forumową agresją już dobitnie przekonałaś kto w Twoim związku
                      rozwalił dziecku rodzinę.
                      Powyższy post też dość wyraziście pokazuje że za grosz nie umiesz odsunąć się
                      od swojej subiektywności.
                      _________________
                      Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                      • jenny_curran Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 01.10.06, 08:43
                        Kini, nigdy nie oceniaj, nie znając sytuacji, kto 'rozwalił' związek. U nas ja
                        byłam wrzeszczącą i pewnie powiedziałbyś, ze to ja 'rozwaliłam związek'. Ale
                        jak miałam nie wrzeszczeć, gdy byłam wciąż z dzieckiem sama, bo jakoś tak
                        dziwnie, gdy ono się urodziło tatuś zaczął do 20 pracować. Prosiłam go
                        codziennie, aby przyszedł po pracy jak najszybciej i pomógł mi, aby zajął się
                        dzieckiem. On nic, przychodził coraz później. Szperał w lodówce i był
                        zdziwiony, że nie ma obiadu. Miałam maleńkie dziecko i ono było dla mnie
                        wazniejsze niż obiad. Permanentnie łapałam go na internetowych świństwach
                        (oszczędzę tłumaczenia o co chodzi) przy czym nadal nie zajmował się dzieckiem,
                        nigdy go przez 10 miesięcy nei przewinął - DOSŁOWNIE nigdy. Po tych moich
                        prośbach były moje wybuchy płaczu z poczucia bezsilności. Byłam zmęczona,
                        przygnębiona, spałam po 3h na dobę. Pieprznęło, gdy błagałam go, aby przyszedł
                        po pracy do domu, bo kregosłup odmawia mi posłuszeństwa i nie mogę już nawet
                        wziąć małego na ręce. On wówczas powiedział, że ma grilla firmowego i chce na
                        nim być, bo mu się nalezy piwka napić raz na jakiś czas. Owszem, wrzeszczałam,
                        traciłam cierpliwość, traciłam uczucie do niego. I wrzeszczałam. Czy to znaczy,
                        ze ja rozwaliłam związek? Nie, on; zdradami, ignorancją, lenistwem,
                        wymigiwaniem się od obowiązków przy dziecku pod płaszczykiem pracy. I uwierz
                        mi, nawet gdy mały był na świecie, facet wysyłał smsy do jakiejś panny, że ma
                        ochotę na seks z nią. Sorry, ze wyprałam tu trochę brudów, ale krew mnie
                        zalała, gdy podsumowałeś forumowiczkę, że skoro jest zajadła to napewno on
                        arozwaliła związek. Uwierz mi - niekoniecznie to ona. I sądzę, choć nie wiem,
                        że jednak nie ona. Z wyrazami szacunku
                        • kini_m Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 01.10.06, 10:52
                          Jenny, za wywlekanie brudów nie przepraszaj - po to wszak mamy forum z
                          anonimowymi nickami.
                          Teoretycznie mogę się mylić co do Triss, dlatego też wtrącam słówko:
                          przekonanie (moje przekonanie, a nie - pewność). Swoje przekonanie buduję na
                          mnogich przesłankach. Mogę wytłumaczyć że co do postu Triss niepozytywne
                          przekonanie wypływa z takich cech jak:
                          - lekceważeniu wartości pełnej rodziny (to dość niski u niej priorytet, niższy
                          niż...)
                          - ważniejsza zgodność partnerów od poczucia podołania wspólnoty rodziców dla
                          znaczenia dziecka,
                          - bardzo mocna subiektywność autorki (bezwzględność realizowania definicji
                          spokoju i stabilizacji),
                          - dążenie do usprawiedliwia rozpadu rodziny. Dla mnie rozpad rodziny jest
                          zawsze porażką, a dla porażek usprawiedliwień szuka się w ostatniej kolejności.
                          Wspomniane agresywne zachowania Triss, są już tylko dokładką do tamtego postu.

                          Jenny, jasne że ludzie bywają agresywni. Że tracą panowanie nad sobą. Że można -
                          a nawet należy- to wybaczać. Dobrze wiem że nikt z nas nie jest święty, także z
                          moich ust padały niepoprawne słów - mogę się bić w piersi (mimo że wiem, że po
                          całym dniu słuchania wyzwisk trudno nie odbić piłeczki - takoż też ja odbijałem
                          po zwymiataniu moją osobą w obecności mojej córki).
                          Ale ten fragment o agresyności na forum -a u niektórych na forum to nierzadkie-
                          świadczy dla mnie o czymś więcej niż tylko jednorazowym odbiciu piłeczki.
                          Mogę zrozumieć agresję w sytuacji zagrożenia. To normalne że człowiek się
                          broni, czasami przez atak.
                          Ale nie jest wytłumaczalna w normalny sposób wielokrotna forumowa agresja
                          niektórych osób, gdzie nikt nikomu nie zagraża.

                          Przecież Ty Jenny, nawet jeśli chwilami byłaś agresywna w rodzinie (różne mogą
                          być przyczynki ku temu), to jednak na forum nie budzisz swojej agresji.
                          Widziałem tu moją exię - i zastanawiałem się czy jej agresja forumowa jest
                          związana tylko li z moją osobą. Ale gdy zobaczyłem jak w chamski sposób ubliża
                          innym osobom, wyśmiewa czyjś gust (choćby do czyichś ulubionych filmów - sic!)
                          to się przekonałem że powodem takiej agresywności nie jest partner i jego
                          zachowanie (to co najwyżej pretekst), ale niepoprwana cecha osobowości, cecha
                          destruktywna.

                          Co do Twojej wspomnianej osobistej sytuacji - tylko jedną cechę mam wspólną z
                          Twoim exem: też w pewnym momencie przychodziłem później do domu, bo już trudno
                          mi było znieść ubliżanie na oczach córki (chociaż akurat alkoholu nie używam,
                          grilów nie lubię, i czas z rodziną przedkładałem ponad czas w pracy,
                          internetowe pominę milczeniem).
                          Czasem może warto postarać się szczerze wyciągnąć czemu takie problemy
                          następują (nawet jednokrotne przebaczenie zdrady), może warto nad tym wspólnie
                          pomóc, także temu niby nicponiowi. Zamiast mieć tylko roszczeniową postawę
                          (nawet jeśli jest uzasadniona).
                          Ja bym pomagał w nieskończoność, jeśliby tylko dała na szansę, choć inni mogą
                          to uważać za naiwność. Bo ją do jasnej ciasnej kochałem.

                          Jeszcze jedna myśl mi się nasuwa - czasem irytowało mnie gdy na forum któraś
                          użyła sformułowania "inseminator" na exa. Ale powoli zaczynam zauważać że
                          faktycznie dla coraz to poważniejszej liczby dziewczyn, znaczenie mężczyzny
                          faktycznie upada jako współgracza w rodzinie, a coraz bardziej rozszerza się
                          repertuar warunków po którym następuje: zamienię cię na lepszy model.
                          Coraz bardziej na szali dobro moje (zadowolenie ze związku) zaczyna wygrywać z
                          dobrem dziecka (przejdźmy trudny okres, zaciśnijmy zęby, ale zróbmy wiele żeby
                          przetrwać razem dla naszego dziecka).
                          _________________
                          Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                          • jenny_curran Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 01.10.06, 11:00
                            Pięknie piszesz kini, ale wiesz - miłość nie sługa. Gdy przestaje się kochać,
                            natomiast dalej dla tzw dobra dziecka stara się, by związek funkcjoinował to
                            nasuwa mi się pewne stwierdzenie, że dziecko wolałoby widzieć mamę szczęśliwą,
                            nie zmartwioną i smutną.Myślę jednak, że większość z nas (choć może po połowie
                            z tymi, ktore facet zostawił) pogoniła darmozjada i lenia właśnie paradoksalnie
                            dla dobra dziecka. I choć teraz są same to jednak w zamyśle przecież jest
                            gdzieś w wyobraźni rodzina. Nie z tamtym, a z przyszłym. Właśnie dla dobra
                            dziecka. Hm?
                            • kini_m Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 01.10.06, 12:04
                              jenny_curran napisała:
                              > Pięknie piszesz kini, ale wiesz - miłość nie sługa. Gdy przestaje się kochać,

                              Wobec tego czy to w ogóle była miłość...?
                              Może tylko zakochanie było... a jak to rozpoznać na czas.
                              Moje osobiste doświadcznie skłania ku bardzo krótkiemu (co prawda
                              niewyczerpującemu) wnioskowi:
                              ...jak dwoje umie ze sobą rozmawiać na każdy temat, nie boimy się krytyczności -
                              i umiemy się zrozumiemć w trudnych momentach (w słodzeniu to byle zakochany
                              umie się zrozumieć) - to będzie miłość, która się nie wyczerpie, to będzie
                              dojrzałość która umie dojrzale kochać, pokonać ułomności.

                              Przyznam że tej rzeczy nie rozumiem:
                              > Gdy przestaje się kochać,
                              Bo jak ja kocham, to na zabój i do końca. Wbrew temu nawet że codzinnie byłem
                              wyzwany od h.... i ch...., tak że aż nawet 2-letnie dziecko próbowało
                              powstrzymywac kłótnie matki. I nawet po wyrządzeniu przez nią wielkiej krzywdy,
                              mam też o niej wiele myśli pozytywnych. Mimo że dzisiaj jest już po wszystkim,
                              a nawet gdyby jej się odmieniło - to poważnie bym się obawaiał czy gra byłaby
                              warta dla świeczki.
                              Jedynie dla córki byłoby warto - i ta myśl mnie rozdziera, bo oczywistem jest
                              że ja też nie chciałbym spędzić życia na wiecznym udowadnianiu mi jakim to
                              jestem najgorszym.

                              PS: Mnie też przez długi czas można by było nazwać "darmozjadem" - z różnych
                              indywidualnych względów. Po pierwsze - bo zaryzykowałem wyjazd za exią,
                              rezygnując z dobrej posady gdzie mieszkałem (nie mając w nowym miejscu nic
                              zarezerwowanego), po drugie - bo coraz trudniejsza sytuacja w domu też mi się
                              odkładała skutecznością w szukaniu pracy, po trzecie... po czwarte... Cóż, jak
                              nie ryzyko, to przewrażliwienie. Nie usprawiedliwiam się. Zawsze można lepiej
                              się sprężyć. Ale podnosiłem się z tych trudności. Niestety okazałem sie modelem
                              do wymiany. Dziś mam przekonanie że i tak za wiele bym nie zmienił, może jedyni
                              eodwlekał co nieuchronne i czekając na jakąś diametralną zmianę, na cud. Bo od
                              samego początku przyrastały tylko znaki na NIE, zamiast na TAK. I mimo własnych
                              chęci i starań dziś widzę że powstrzymanie tej tendencji było poza moim
                              zasięgiem.
                              Czuję jakby taki rozwój wypadków ("albo się podporządkujesz albo wypad bez
                              litości także dla dziecka") był zakodowany po tamtej stronie, i nie tylko
                              chodzi tu o exię.
                              _________________
                              Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                              • jenny_curran "Siedzę i siedzę, myślę i myślę czego naprawdę mi 01.10.06, 12:40
                                brak"...
                                NO tak, może to nie była miłość, tylko zakochanie. Może.
                                Zapytam jak powyżej: Ty prawdziwy kini jesteśwink?
                                Dajcie mi takiego faceta, bo rozglądam się i nic.
                                Dziś mam niedobrą niedzielę. Mały śpi już drugą godzinę, więc ani odkurzacza
                                nie włączę, ani w garnkach pobrzdąkać nie mogę.
                                "Siedzę i siedzę, myślę i myślę czego naprawdę mi brak"
                                • kini_m Re: "Siedzę i siedzę, myślę i myślę czego naprawd 01.10.06, 12:48
                                  jenny_curran napisała:
                                  > Mały śpi już drugą godzinę, więc ani odkurzacza
                                  > nie włączę, ani w garnkach pobrzdąkać nie mogę.

                                  No ja przy takim małym dziecku to akurat wtedy tylko mogłem się zająć
                                  porządkami. Córka była wtedy cudownie zaborcza - tylko nią i wyłącznie nią
                                  miałem się zajmować. I to było wspaniałe. Jak myłem naczynia dłużej niż 3
                                  minuty to już był płacz że nie jest u taty na rękach. W pewnym momencie
                                  musiałem już próbować myć naczynia mając ja w nosidełku na brzuchu. (Wszak
                                  trzeba było zdążyć z porządkiem zanim mama wróci, oj bo byłoby źle.) Ale to się
                                  wspomina takiego małego szkraba... eh.
                                  _________________
                                  Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                      • wieczna-gosia Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 04.10.06, 09:15
                        Sorry Triss, ale jak dla mnie swoją
                        >
                        > wielokrotną forumową agresją już dobitnie przekonałaś kto w Twoim związku
                        > rozwalił dziecku rodzinę.

                        wniosek piekny i gleboki ale z tego co pamietam to maz Triss ma sie swietnie, w
                        tym semym mieszkaniu i rodzina jest wzorowa smile
                • mama_anuszy Re: Co robicie w weekendy same z dziećmi? 01.10.06, 09:02
                  redtower napisała:

                  > Jeszcze odnośnie...tych przepięknych waszym zdaniem obrazków rodzin....
                  > ZACZNIJCIE W KOŃCU ŻYĆ WŁASNYM ŻYCIEM!!! A nie wyobrażeniem życia!! To że
                  > rodzina nie jest kompletna nie oznacza, że nie moe być szczęśliwa....

                  Balsam, Tower, balsam..!! wink)) Tak się własnie staram mysleć... Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka