rzena3
09.05.03, 12:27
Witajcie
Opisywąłąm swoja historie juz wcześnie, ale tak po krótece jeszcze raz. Żyłąm
z ojcem mojego synka 4 lata ( synek ma 2 latka). Od momentu jak zaszłąm w
ciażę praktycznei skaczyło sie nasze wspólne życie. przestał mnei szanować ,
rozumeić, kochać . Tylk ociagle pretensje, krytykowanie nieustanne mnie i
wszystkeigo co robie, awantury które ostatnimi czasy stawały sie nie do
zniesienia i często przesycone były agresją ( choć bez bicia ).Przeżyłam
setki rozłąk i powrotów chyba z nadzieją ze keidys nas naprawdę moze pokocha.
Przeżyałm "panienkę " której jednak nei potrafie zapomneić mimo iż moze
wybaczyłam. Jego życie to jedna wielka balanga w której nei ma miejsca an
rodzine i o bowiazki a jeśli t otylk odo usługiwanai.
Od 2 m-cy nei meiszkamy razem bo inaczej chyba nei moze być, żyć razem sie
nie dało . On chciałby meić wszystk onei dajać nam nic a my mamy dac wszystk
ojemu.
Sam rozwalił wszelką wieź która nas łączyła keidyś ( a było to silne uczucie).
Wież finansową bo stwierdził ze dlaczego on am dawac pieniadze na wspólne
zycie jak moze sie tylk oskałdac w minimum na opłąty i dziecko a reszta dla
enigo bo przecież on ma samochód , musi meić na papierosy itp. a ja
miałam miałąm wszystk owydawać a jeszcze ciagle pretensje ze ja sobei coś
kupilam dla siebei bo przecież powinnam chyab na nieg owydać.
Rozwalił więż fiozyczna w pewnym momencie poprostu zaprzestał wszystkeigo ,
nei kochaliśmy sie , nei mogłam go dotknać, pzytulic sie . Wiecie jak bolało
jak wróciłą z amłym ze szpitala i w nocy spaliśmy w jednym łóżku , a on jak
sie odrócił zaraz jak sie położył tak cała noc przespał odwrócony plecami i
do mnei i do małego . A ja tak jego potrzebowałam jeggo choćby dotyku.
Piszę t oteraz bo nei umeim jego zrozumeić i nigdy nie zrozumie. Nigdy
dziecko dla neigo nie było ważne, nigdy nei poświecał mu czasu, zawsze raczej
przeskadzłao ( jak mały miął 2 tyg. pwyniósł sie ze spaneim do drugiego
pokoju bo sie nei wysypaił, a jak miał sesje na studiach to sie wyniósł na
meisiać do taty bo mały mu uczyć sie nei pozwalał- ale o tym mi powiedizłą
dopiero jak wrócił po miesiacu). A teraz jak go wygoniłąm to
zaczał "kochac " małego i mi obiecywać złote góry
Postawiłam mu warunek zeby mi podpisał na piśmie ze jak nas jeszcze raz
zostawi to sie dobrowolnie wyprowadzi i ze bedzie normalnei zyć . To
powiedizłą ze on na siebei wyroku nei podpisze.A jak mamy wspołnie zyć to
tyulk opod warunkeim ze go zamelduje w meiszakniu.A z mieszkaneim to było tak
ze on sie troche do niego dokładał ( choć stoi na moja mamę narazie). Po
wprowadzeniu sie chciałam zeby sie zameldował tak ajk ja to powiedizłą ze on
sie eni bedzie meldował (własna głupota) bo nei i tyle, a teraz jak w czasie
jakiejś powaznej awantury wezwałam raz policje i kazali mu opoóścić
meiszkanei to teraz on stawia mi warunek .
Ja wiem ze nam już nic nei wyjdzie, ja tak długo czekałam na jego zmiane , a
on po prostu nei umei być inny ( tak miał w domu rodzinnym, ojciec rzadzi
robił co chciał a matka była od goptowania, pieniądze również tam są
oddzielne).
On mnei denerwuje wszystkim, jest taki dziecinny, nie myślący zupełnei
pwoaznei o życiu. takei fiu bździu w głowie. Wydzwanai do meni jednak ciagle
do pracy ( gdzie eni moge z nim za bardzo rozmawaić) do domu, pisze sms-y,
rozpowiada jak to ja go złąatwiłąm , ze mi tylk oo pieniadze , ze ja sobei
zapalnowałm ze go wykołuje itp.
Z dzieckeim sie bawi, mały go bardzo lubi, ale co z teg oajk przychodzi
dzień gdy tatuś zapomina o bozym świecie i abluje wtedy po 2 tyg. i eni am
wtedy dziecka.
Jestem sama ( zrestza od ciazy), umeim sobei sama radzić , wiem ze dam radę ,
ale czasem meni dopadaja takei okropne poczucie smutku, zalu na przemian z
nienawiścia czy płaczem. Boję sie odpowiedzialności, boje sie jtego jak amły
zapyta dlaczego nei chciałam być z tatą ( bo tata twierdzi ze bardzo chce być
z nami i obarcza mnei ogromna wina ).Boje sie samotności choć umeim sobei z
nia radzić , , ciagle mie zostawiał, boję sie ze zestarzeje sie zgnije w
samotności. Ale totaki typ ze będzie meni ciagle nachodzić dla zabawy, dopóki
nie znajdzie sobei keidys jakiejś panienki.
Powiedzcie jak sobei z tym poradzić???
Czy któraś z was może wie jak wyglada rozliczenei meiszkania (wspólnego choć
nei ma rachunków jego udzialu) jeśli sie nei jest małżeństwem a jest jeszcze
dziecko , czy coś na dzieck osie należy???
Prosze o jakieś słwoa bo zwariuje ze swymi myślami!!!!!!
Marzena
ps. I jeszcze jedno jak sie pisze na priva , podświetlam imie przy poście
ale otwiera mis ei moja skrzynka. Skad wziaść adresy??