Dodaj do ulubionych

wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1

22.05.07, 20:50
No wiec dziewczynki jestem po wyroku--
dla niewtajemniczonych dziecko ma rok, inhalacje 2 razy dziennie, ojciec
nigdy nie karmil!, nie dawal pic, tylko dawal herbatke i ewentualnie jak
zwrocilam uwage przewinal
Maz juz bylysmile chcial widzenia w kazda sroda od 16:30-19 oraz kazda sobote i
niedziele oczywiscie w swoim miejscu zamieszkania (miasto ok 30 km- z korkami
ok 1,5 godz podroz)
ja chcialam raz w tyg u mnie
sad przydzieli DOKLADNIE TO CO ON CHCE nie wazne czy ja pracuje czy nie, nie
mam ani jednego weekendu z dzieckiem.Niby ograniczyl mu prawa, a w
rzeczywistosci on ma wiecej czasu z synkiem niz ja

Jestem zalamana- chyba sie upije
Help jutro skaldam apelacje
Obserwuj wątek
    • mrs_ka Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 22.05.07, 21:09
      Przede wszystkim uspokój się.
      Kiedy się już uspokoisz powiedz sobie na głos "widzenia". Co widzisz, kiedy
      zamkniesz oczy? Bo ja widzę spotkanie ze skazanym, któremu dali dożywocie, a
      teraz matka z ojcem chodzą na widzenia do więzienia.
      Moje dziecko spotyka się ze swoim tatą. Spotyka, przyjeżdża, bawi, kontaktuje.
      Dlaczego piszę Ci o takiej (wydawałoby się) bzdurze? Bo od tego wszystko się
      zaczyna.
      Teraz zamknij oczy drugi raz i przypomnij sobie własne dzieciństwo i swojego
      tatę. Wyobraź sobie, że masz go raz w tygodniu od szesnastej do dziewiętnastej
      trzydzieści, miłość wydzielana jak dawka lekarstwa, aby zadowolić dużych
      dorosłych i ich własne porachunki ambicjonalne. Chciałabyś chodzić ze swoim tatą
      na "widzenia"? Chciałabyś mieć go w limitowanym czasie?
      Ja nie chciałabym.
      A teraz przez chwilę pomyśl: chciałabyś przydzielić ojcu swojego dziecka półtora
      godziny tygodniowo. Czego się spodziewasz po tym kontakcie? W ciągu półtora
      godziny tygodniowo nie da się wychowywać dziecka, nie da się przekazywać mu
      swoich pasji, zainteresowań, uwag i miłości. Nie da się "nauczyć" dziecka i
      wytworzyć z nim trwałej więzi, która przetrwa rozłąkę i oddalenie.
      Pomyśl też, co będzie za kilka lat: napiszesz tu pełen pretensji i złości post,
      że ojciec Twojego dziecka nic o własnym dziecku nie wie, nie wie, jak się nazywa
      ulubiony kolega; co jest ulubioną zabawką; że kapustę je tylko ze skwarkami, a
      mlekiem pluje dalej niż widzi. POmyślisz wtedy być może o ograniczeniu, a potem
      odebraniu praw, bo po cóż takiemu ojcu prawa, z których nie korzysta? Po co mu
      dziecko, którego nie zna?
      To jutro, o którym Ci piszę wyżej, zaczyna się dziś.

      Przemyśl to. Sąd Ci dał szansę niepopełnienia jednego z największych błędów
      rodzicielskich. Spróbuj to docenić i spojrzec na to z innej perspektywy. Możesz
      oczywiście apelować, ale ja spróbowałabym staroświeckiej metody: rozmowy. Czy
      cztery weekendy to naprawdę konieczność dla Twojego eks męża? Jaki widziałby
      kompromis?
      Przed wami całe życie Waszego dziecka: będzie komunia, będą urodziny, będą
      (odpukać!) choroby. Zrębów porozumienia i fundamentów życzliwości nikt za Was
      nie wykopie, a nawet jeszcze nie wiesz, jak bardzo będą Ci kiedyś przydatne.
      Pamiętaj, że poprawne stosunki się wypracowuje.
      Nikt ich nie dostaje w prezencie.

      a.
      • cyganka0 Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 22.05.07, 21:14
        Wiesz gdyby rzeczywiscie chodzilo o widzenia z synkiem to bym narzekala tylko
        na srode bo wtedy pracuje. Przed wyrokiem powiedzialam mu, ze dzisiaj ide na
        kontrole do lekarza, myslisz ze zadzwonil??? Nic. On przyjezdza do mnie, mi
        patrzy w oczy lub robi awantury zaleznie od nastroju. Dziecko jest na drugim
        planie.
      • damabiah Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 22.05.07, 22:06
        ach Droga mrs_ka nie można nie przyznać Ci racji...kłamie... wszystko widzisz w
        bardzo kolorowych okularach, życzę z całego serca aby sprawy koleżanki ułożyły
        się po Twojej mysli, ale naprawde nie rozumiem dlaczego widzisz sprawe tylko z
        jednej perspektywy. A dlaczego nie podejść do tego tak : zamknij oczy(-.-)
        matka zabiegana rano dziecko do przedszkola albo żłobka, poźniej odebranie
        dziecka, szykowanie obiadu, pranie ,prasowanie sprzątanie ewentualnie zakupy i
        bach godzina 19 lub 20 wieczór, dziecko idzie spać. Matka nawet nie ma czasu na
        odpoczynek i zabawe, wszystko w biegu i nadchodzi upragniony weekend i co? i
        trzeba dzieciątko oddać bo Tatko ma weekendy..wszystkie weekendy.Pomimo
        ograniczenia praw lol. Moim zdaniem to nie jest wporządku, cała brudna robota
        spada na matke. Kiedy przychodzi do choroby kto bedzie brał urlopy, zwolnienia,
        kto to odczuje? Może w Twojej idealniej opcji tato? Kiedy nie daj Bóg maluch coś
        przeskrobie jak bedzie starszy na kogo spadnie odpowiedzialność? Wszak dziecko
        było przy matce....tak więc sorry pojechałas po koleżance za bardzo moim
        zdaniem. Dlaczego do diabła to ona ma dogadywać się, prosić, dlaczego ona ma
        być opanowana??? Dlaczego wszystkiego wymaga się od matek a tatusie no cóż moga
        zawsze zarazić dziecko swoją pasją ...taaak to bardzo ważne w życiu pasja.
        Fajnie dostać dziecko na chwilke i zabawic sie z dzieckiem dowiedzieć się co
        lubi jeść, i jak ma na imie jego kolega...a jak dzieciak jest niegrzeczny no cóż
        ja biedny moge mam widzenia dozowane, nie moge obłaskawić i uzdrowić dziecka
        moją rodzicielską ojcowską miłościa <płacz>
        Podsumowując moją wypowiedz być może ja tez jestem troche zbyt rozemocjonowana w
        tej chwili , nie znam tak naprawde sytuacji, nie znam exa naszej bohaterki może
        to faktycznie zaangażowany facet....(tylko jakoś mi to nie wynika z jej
        postu...hmmmm może dlatego że ma ograniczone prawa?)dlaczego wiec matka ma nie
        składac apelacji skoro jej to nie pasuje(i skąd na boga wiesz ze nie chciała się
        dogadac???!!!), dlaczego to ona ma się dopasowac skoro ponosi dużo większa
        odpowiedzialność? i naprawde nie wiem o co Ci chodzi z tym że sąd dał jej
        szanse...a z tym przewidywaniem przyszłości (wiesz - zamykaniem oczu itd) to
        mogłabys podać mi może numery lotka...pliiiis.
        • mrs_ka Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 22.05.07, 22:56
          Damabiah
          Mylisz się insynuując mi wypaczenie spojrzenia poprzez noszenie różowych
          okularów. Jak dawno temu się rozwiodłaś? Ile masz lat doświadczenia tworzenia
          "rekonstruowanej rodziny" na koncie? Zerkając na Twój post umieszczony poniżej
          strony widzę, że niewiele.
          To, co piszę, nie jest chwilową egzaltacją, ale dość dobrze przemyślaną
          koncepcją ułożenia relacji z ojcami naszych dzieci. Koncepcją, którą notabene
          prezentuję tu od kilku lat i której skuteczność potwierdzam.
          Przyznaję: to nie jest łatwa koncepcja.
          Zakłada, że matka dziecka chce pracować sama ze sobą i że przeszła już pierwszy
          etap rozżalenia i chęci odwetu (realizowanych na różnych płaszczyznach).
          Zakłada, że wyrosłyśmy już z etapu szukania winnych, bo nawet ich znalezienie
          niczego konstruktywnego nie załatwia. Jaką bowiem ma się realną korzyśc z
          konstatacji, że samodzielna matka ma źle?

          Zgadza się, ma źle. Samotne rodzicielstwo jest cięzkim kawałkiem chleba, o czym
          na tym forum powszechnie się wie. Tyle, że to stwierdzenie jest dopiero
          początkiem orki na ugorze, a nie jej końcem. I o tym się dość łatwo zapomina.
          Interesują mnie te userki, które dojrzaly już do wzięcia odpowiedzialności za
          sytuację i które są żywo zainteresowane dobrem swoich dzieci. Swoich dzieci, a
          nie swojej sajko- podkreślam- bo czują się dużymi dziewczynkami i myślą w
          kategoriach "moje dziecko- moja odpowiedzialność", a nie "mój eks mąż- sukinsyn,
          któremu udowodnię i który jest odpowiedzialny za całe zło, jakie mnie spotkało".

          Jestem na tym forum od paru lat i wierz mi, naczytałam się przeróżnych historii.
          Stąd wiem, że beznadziejne sytuacje kreuje na ogół oboje ludzi, a nie jedno z
          nich. Wiem też, że w amoku żalu, poczucia krzywdy, rozgoryczenia wali się na
          oślep i nie chce się patrzeć obiektywnie.
          Wiem również, ze kobiety dość łatwo nakręcają swoje emocje na jeden tylko ogląd
          sprawy, przez co niespecjalnie same zyskują, a przy okazji często utrudniają
          kontakt dzieciom i ich ojcu.
          Ból, stratę i krzywdę powinno się leczyć terapią. Nigdy nie mieszam do tego
          dzieci i to samo radzę innym. Bo to się po pierwsze nie sprawdza, a po drugie w
          ten sposób wychowujemy nieszczęśliwych młodych ludzi.

          Uważam też (odnosząc się do Twoich kolejnych zarzutow), że występować przeciwko
          dyskryminacji kobiet i ich cięzkiemu losowi mogę w lokalnym oddziale Ośki, w
          swojej pracy, w swojej rodzinie. Natomiast mój eks mąż nie jest dla mnie kimś,
          komu mam cokolwiek udowadniać. Na przykład to, że jest mi gorzej niż jemu. On
          już z tej gry wypadł, jest wyłącznie ojcem mojego dziecka, a moją rolą i funkcją
          nie jest a) uczenie go czegokolwiek b) granie z nim w jakąkolwiek odmianę gry
          "czyje na wierzchu". Teraz mam tylko zobowiązania wobec kogoś, kogo powołałam na
          ten świat, a ten ktoś ma prawo do własnego ojca (prawdziwego ojca, a nie erzacu
          2h/dwa tygodnie, jakim głuszymy swoje sumienie).

          Tak przy okazji: samodzielne rodzicielstwo łatwo może stać się absurdem. Od
          momentu rozwodu nic już nie jest takie, jak było- i tu zgoda. To oznacza, że
          należy sobie uświadomić, że jeśli idzie o poziom codzienności i codziennej
          logistyki- na pewno nie będzie nam łatwiej.
          Ale trzeba sobie uświadomić także coś innego- jesteśmy winne naszym dzieciom,
          aby rozwód rodziców był dla nich jak najmniej traumogenny, co w praktyce oznacza
          poświęcanie większego nakładu czasu, większego nakładu pieniędzy (alimenty jak
          wiemy pokrywają część utrzymania dziecka i to na ogół mniejszą część), większego
          nakładu energii wlasnej wraz z zagryzaniem niekiedy zębów. I sorry, ale to jest
          zasrany obowiązek rodzicielski każdego dorosłego człowieka, a nie żadne bohaterstwo.
          Skoro byłaś na tyle dorosła, aby urodzić i aby potem powiedzieć partnerowi
          "papa" to teraz bądź tak samo dorosła i weź na siebie odpowiedzialność
          wychowania dziecka z rozbitej rodziny, co na wstępie podnosi poprzeczkę ostro w
          górę.
          Nie mylmy więc pojęć i nie szarżujmy z egzaltacją, która nakazuje współczucie
          każdej samotnej stasi bozowskiej tylko z tego tytułu, że jest samotna.

          Inną zaś sprawą jest to, że dziewczyny mają rację- szansa, że ojciec nie
          wykorzysta przyznanych sobie kontaktów jest bardzo duża. Prawdą jest też, ze
          zabranie matce wszystkich weekendów jest nieporozumieniem.
          Podtrzymuję jednak to, co pisałam o rozmowie i kompromisie.

          Wiesz, tak mi przyszło na końcu do głowy: jak tylko okrzepłam porozstaniowo,
          nigdy nie szukałam dla siebie usprawiedliwień, jako mama dziecka z rozbitej
          rodziny. I tak, uważałam, że ciązy na mnie wielka odpowiedzialnośc, co nie jest
          żadną krzywdą ani złośliwym psikusem losu/eksa, a prostą konsekwencją faktu, ze
          się rozwiodłam.
          Utwierdzanie kobiet w poczuciu krzywdy z tytułu bycia samotnymi matkami (to on
          ma sie dopasować, to on ma udowodnić, to on zawinił itd.) jest- z mojej
          wieloletniej perspektywy- jedną z najgorszych rzeczy, jakie można im wyrządzić.
          Nie oczekuję, ze się ze mną zgodzisz.
          Napisz mi jednak za parę lat, czy nadal podpisałabyś sie pod swoimi dzisiejszymi
          postami. A ponieważ taki świetny ze mnie profeta, jak stwierdziłaś, to już dziś
          mogę Ci powiedzieć, ze się nie podpiszesz.



          a.

          ps. abstrahując od ojców-dupków, którzy zniknęli przed/po narodzinach lub
          całkowicie się wypięli na własne dzieciu urywając z nimi kontakt
          • damabiah Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 08:37
            Gratuluję!
            Zobacz jaki Twój eks jest dobry i jak dba i zależy mu na dzieciach. Być może
            kosztowało Cię to dużo pracy ale dało się to wypracować dltego gratuluję eksia.
            A teraz zamknij oczy i wyobraź sobie, że nie każdy były mąż jest taki.
            Wyobraź sobie że nie każda kobieta, która walczy o prawa swoje i dziecka, działa
            tylko i wyłącznie z chęci zemsty ale o zgrozo być może dla dobra dziecka?
            Mój atak we wcześniejszym poście obudziła jedna rzecz, a mianowicie Twoja
            ignorancja. Ton mentorki, która wykłada matce co dla jej dziecka bedzie
            najlepsze. Może i masz wieksze doświadczenie w rekonstruowaniu rodziny ale
            tylko w rekonstruowaniu swojej rodziny, czytanie postów innych ludzi to nie jest
            doświadczenie. Rozumiem że chcesz pomóc, ale wydaje mi się ze Trochę Ci nie
            wyszło, bo dziewczyna uznała że musi sie obronić przed Twoim postem.Czytaj jej
            odpowiedź.... A teraz cytaty :

            Interesują mnie te userki, które dojrzaly już do wzięcia odpowiedzialności za
            > sytuację i które są żywo zainteresowane dobrem swoich dzieci. Swoich dzieci, a
            > nie swojej sajko- podkreślam- bo czują się dużymi dziewczynkami i myślą w
            > kategoriach "moje dziecko- moja odpowiedzialność", a nie "mój eks mąż- sukinsyn
            > ,
            > któremu udowodnię i który jest odpowiedzialny za całe zło, jakie mnie spotkało"
            Gratuluję oceny skoro interesują Ciebie tylko takie uczestniczki forum to
            dlaczego odpowiadasz na posty osób które w Twoich oczach nie dorosły do tego?
            Między innymi takie teksty sprawiaja że Twoje rady są ciężkie do przełknięcia,
            piszesz rzeczy oczywiste ubierając je w piekne słowa, zakładasz, że skoro Tobie
            sie udało to każdy tak może, każdy ma tak samo( potwierdzeniem może być Twoje
            "ps")....oceniasz i łajasz(> Skoro byłaś na tyle dorosła, aby urodzić i aby
            potem powiedzieć partnerowi> "papa" to teraz bądź tak samo dorosła i weź na
            siebie odpowiedzialność> wychowania dziecka z rozbitej rodziny,) A nie tedy
            droga. Rozumiem jednak Twoją złość i chęć odwetu, bo ja działałam na takiej
            samej zasadzie wczoraj.Każdy ma prawo wypowiedzieć się na forum, każdy ma prawo
            do swojej opinii, opinie kształtuje sie na podstawie własnych doświadczeń
            życiowych Ty masz takie ja inne, a co bedzie? no tak Ty robisz za proroka. Ech
            śmiać mi się z tego wszystkiego chce, bo wiesz podobno miarą mądrości jest
            świadomość swojej niewiedzy....Ty jednak jak wynika z Twojego postu z takim
            doświadczeniem, ciężką pracą itd zdajesz się wiedzieć wszystko. Pozazdrościć.
            Pozdrawiam serdecznie (naprawde) bo sprawiłaś ze mam ochote się uśmiechac nawet
            dziś kiedy dzień mam kiepski kiss buziaki.
            • mrs_ka Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 09:10
              Tak, zdecydowanie masz rację w jednym- nie wierzę, kurczę, w fatum. W
              "okoliczności obiektywne" tez na ogół nie.
              Mój eks się już urodził przeznaczony na dobrego eksa, mój mąż- na dobrego męza,
              a ja sama na dobrą matkę. Dzięki okolicznościom obiektywnym mamy dziś być szansę
              dobrymi ludźmi, dobrymi rodzicami, łotewa.
              Rzecz nie w tym, aby wyszydzić podobne pie..ty, co notabene byłoby banalne,
              ale w tym, że naprawdę mnie takie podejście fascynuje. Zwłaszcza, że- jak widzę-
              Ty w to całkiem serio wierzysz lub też zapędzona pod polemiczną ścianę zaczynasz
              głosić tezy, z którymi się nie zgadzasz (i mam szczerą nadzieję, że jednak to
              drugie).
              Uznajmy po prostu, że to Twoje podejście jest słuszne i właściwe w
              przeciwieństwie do mojego, gdyż na mocy własnej intuicji i szermowania
              argumentem "dobro dziecka" (a ono jest prawie zawsze relatywne w takich
              sytuacjach, hehe) stwierdziłaś to arbitralnie.
              W porzadku, mój świat od tego nie padniewink))

              Teraz jednak pokażę może coś z innej półki niż mądrości życiowe Magdy M.
              Bycie przyzwoitym człowiekiem jest kategorią wewnętrzną, a nie zewnętrzną.
              Większość ludzi nie jest zła, ale często kieruje się rozmaitymi uprzedzeniami-
              dlatego wlaśnie popularna jest forma komunikacji pt. dialog oraz mediacja.
              Naświetlanie problemu od strony martyrologicznej jest, zgadzam się, wdzięczne i
              przeurocze, ale prowadzi donikąd.
              Dlatego interesuje mnie dialog z tymi, które chcą rozmawiać. A nie z tymi, które
              monopol na rację już posiadły. Jak czytam: Ty wiesz, że nie mam racji i choć nie
              wiesz, jaką sytuację ma autorka topiku, to jednak autorytarnie zakładasz, że
              racji nie posiadam i moje oceny są nietrafne. W porząsiusmile Jak napisałam: mój
              świat od tego nie upadniewink
              Aha, sugestia, że ktoś nie dorósł do czytania moich postów jest oczywiście
              zabawna i wpisuje się w cały nurt naszej dyskusji, w której na plan pierwszy
              wybija się Twoja chęć dialoguwink
              Mimo to muszę prosić, abyś mnie nie całowała; mam organiczny wstręt do obcych
              flor bakteryjnych.

              a.


              • damabiah Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 09:58
                ech przygadał kocioł garnkowi ^^ a dla Ciebie specjalnie piosenka pt. Ściana :
                Mówię tylko do tych którzy chcą mnie słuchać
                Ci którzy nie chcą nie obchodzą mnie
                Po co mam czas tracić na mówienie do ściany
                Ściana i tak zawsze swoje wie
                Ktoś na ścianie wyrył hasło
                Ściana dobrze hasło zna
                Ściana cała jest tym hasłem
                Z dumą woła „oto ja”
                Dwa buziaki^^ i na tym koniec
                • mrs_ka Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 10:06
                  dzięki. Mam też jedną prośbę: przed kolejnym wejściem ze mną w polemikę zastanów
                  się, co właściwie chciałabyś mi przekazać i z czym polemizujesz. Bo poza
                  podzieleniem się ze mną ożywczymi myslami, co sądzisz na temat mojej osoby,
                  mojej autoprezentacji i paru innych jakże merytorycznych wtrętów, nie pojawily
                  się z Twojej strony żadne konkrety. Argumentacja poprzez negację jest dośc
                  prymitywna, nie sądzisz? Ja zaproponowałam autorce określoną propozycję
                  spojrzenia na sprawę, można się zgodzić, można nie zgodzić, pogadać w każdym
                  razie zawsze można, bo jest o czym.
                  Ty zaproponowałaś "spojrzenie na merską- próba chalupniczej monografii", a mimo
                  to masz czelność pisac o ścianiewink)))

                  a.
                  • megaa Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 10:59
                    mrs_ka jak zwykle czytam twoje posty z prawdziwą przyjemnością. Są przemyslane,
                    mądre i zawieraja logiczna argumentację. Potrafisz spojrzeć z dystansem i bez
                    zbędnych emocji.
                    Chociaż rozumię też dziewczyny, ktore na gorąco przezywają i opisuja swoje
                    problemy, bo one maja, "tu i teraz" to co Ty przeżywałaś kilka lat temu.
                    Chylę czoła za to rowniez, ze twoje posty nie są nacechowane martyrologią
                    samodzielnego macieżyństwa. Absolutnie nie czuję sie menczenniczka i tak jak
                    juz kiedys wspominalam nie stosuje taryfy ulgowej w stosunku do siebie ani w
                    pracy ani w domu, tylko dlatego ze sama wychowuję syna.
                    Fakt, że czasu mam mniej, ale nie oznacza to ze nie spedzam popoludnia czyli
                    kilku godzin z synem (a robie to kosztem wlasego zycia towarzyskiego,
                    zainteresowan) ale nie jest to niemozliwe.
                    Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję za rozsądek smile
              • kicia031 Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 10:08
                Mrs_ka, wydaje mi sie, ze troche przegielas. Zyjesz (ja zreszta podobnie, to
                przyznaje od razu) w środowisku, które można nazwac „zakladem pracy
                chronionej”. Wszystko jest milo, kulturalnie i na poziomie.
                Wiesz, nie wszedzie tak jest. Mało tego, jest mnóstwo ludzi,ktorym jak dasz
                palec, to wezma cala reke, i twoje dazenie do kompromisu będzie dla nich oznaka
                słabości i okazja do dołożenia ci.
                A pomysł, by ojciec widywal się z dzieckiem w każdy weekend na ful time uważam
                za kuriozalny – gdzie tu prawa matki do wychowywania dziecka i budowania z nim
                wiezi?
                • damabiah Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 10:59
                  Kiciu,
                  dziękuje że w tych kilku zdaniach zawarłas to co cały czas chcę uświadomić
                  mrs_ka...boshhhh
                  • mrs_ka Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 11:24
                    spokojnie, ja już od dość dawna jestem uświadomionawink Ja się po prostu z Tobą
                    nie zgadzam. NIe każdy, kto ma inne zdanie od Twojego jest nieoświeconym
                    prymitywem. Bywa czasem tak, ze ludzie -mimo doskonałego zrozumienia stanowiska
                    adwersarza- mają po prostu inny pogląd, wiesz? wink

                    a.
                • mrs_ka Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 11:18

                  Kicia, ale powiedz mi, skąd się wzięły te nasze zakłady pracy chronionej? Sama
                  dobrze wiesz, ile siły i ile cholernej energii się wkłada w coś, co potem ładnie
                  się określa "dobrymi stosunkami z eksem". To świetnie brzmi na papierze i w
                  necie, a w praktyce ile razy rzucałaś w myślach joby, przeklinałaś się za
                  naiwność i tak dalej i tak dalej? A potem patrzysz se na Bąbelka i wiesz, że nie
                  tylko warto, ale że trzeba.

                  To co mnie generalnie rozwala, to z jednej strony przekonanie, że "się należy",
                  a z drugiej (kiedy się okazuje, że nie tylko się nie należy, ale zaczyna się
                  harówa na ugorze) "dołożyło się wszelkich starań, tylko eks jest
                  niereformowalny" w związku z czym odpuszczamy sobie i patrzymy z
                  zawiścią/niedowierzaniem/podejrzliwością na te, którym "wyszło". Ryly? Samo wyszło?
                  Tak szczerze: ilu niereformowalnych eksów znasz?
                  I nie piszę tutaj o betonach, którzy opuścili dzieci i teraz pisz na Berdyczów,
                  ani o takich, którzy żony maltretowali, ćpają, piją, a dzieci się wyparli,
                  wyrzekli i trzeba im udowadniać ojcostwo. Piszę o zwykłych eksach, którzy kiedyś
                  byli mężami i partnerami, a potem nie wyszło i teraz chcą się spotykać z dziećmi
                  oraz oddają sprawę do sądu. Generalnie chęci mają.

                  No więc ilu takich eksów to prawdziwe betony, z którymi nie da się porozmawiac,
                  nie da się nic ustalić i tak dalej i tak dalej?
                  Moim skromnym zdaniem większość to faceci, których zła wola ojcowska pozostaje
                  głównie w sferze domniemań eks żon, a prawdziwymi problemami są zaszłości, z
                  którymi obie strony nie potrafią sobie poradzić, przez co nie umieją się
                  konstruktywnie komunikować. I czytamy na przykład "bo ja WIEM, że jemu tak
                  naprawdę nie zależy na dzieciach tylko na kontrolowaniu mnie" albo "gdyby on
                  naprawdę chciał się spotykać z dzieckiem to słowa bym nie powiedziała, ale jemu
                  chodzi o coś innego".
                  Mam wzgląd na pierdyliony uwarunkowań własnych i ślepoty dorożkarskiej chyba nie
                  można mi zarzucić. Stawiam jednak pytanie o granicę: do którego momentu można
                  uzasadniać utrudnianie kontaktów ojciec-dziecko motywując to dobrem własnej
                  psychiki?
                  Moim zdaniem są granice i to granice wyraźne. Bo zauważ też sama, że w
                  zdecydowanej większości sytuacji wyjścia są i kompromisy też są, tyle że u
                  autorek działa zasada "tak, ale...".
                  Pamiętasz tę panią, która od kilku lat prowadzała córkę "na widzenia" z
                  tatusiem, które odbywają się...w sądzie? Ile wyjść jej podsunięto na tym forum?
                  Ile kontrargumentów przedstawiono?
                  Zawsze odpowiedź była taka, że gó.. wiemy, że eks jest głupi, że ona pierwsza
                  nie zadzwoni bo ma honor, że, że, że... I wychodziło na to, że prowadzanie
                  dzieciaka do sądu i siadanie na krzesełku co by obserwować cudownie spontaniczną
                  więź ojciec- córka jest OBIEKTYWNIE najlepszym wyjściem i INNEGO nie ma.
                  Oczywiście zdaniem autorki, bo musiało wyjść na jej.
                  Każdą sytuację można tak skontrować i wszystkie świetnie to wiemy. Tyle, że nie
                  o to chodzi, aby wszystko kwitować "nie chodzisz w moich butach".

                  Ja uważam, że każda rozwódka, która nie doświadczała w swoim związku ekstremów
                  określanych kodeksem karnym, ma możliwość porozumienia się z tymże eksem w
                  sprawie dzieci. Piszę "możliwość", bo że ma obowiazek to wszystkie wiemy.
                  To są po kolei kwestie: trzymania za mordę własnych emocji podczas rozmowy,
                  nauczenia się konstruktywnych rozmów i ucinania niekonstruktywnych, wyznaczenia
                  nowych granic kontaktów dwojga ludzi, którzy stają się dla siebie de facto obcy
                  (mam tu na myśli, że się formalizuje stosunki, co IMHO pozostaje jednym z
                  głównych problemów w postach na tym forum).

                  A teraz skąd wynika, że takie rzeczy należy robić, choć większośc z nas złudnie
                  uważa, że rozwodzi się po to, aby mieć święty spokój (co do pewnego stopnia jest
                  prawda, a od pewnego nieprawdą)? Otóż wynika to z tego, że jesteśmy
                  odpowiedzialne za własne dzieci i to nie tylko na poziomie nakarmić-ubrać-być
                  dobrą mamą, ale również na poziomie "zminimalizować skutki uboczne rozwodu". A
                  tego ostatniego nie da się zrobić usuwając ojca z życia dziecka czy proponując
                  mu śmiechu warte dwie godziny tygodniowo.
                  Sorry gregory, ale nie da się.
                  Moim zdaniem ta prawda jest na tyle niewygodna, że przez pierwszy okres
                  porozstaniowy dużo dziewczyn o tym nie pamięta, bo zwyczajnie nie chcą mieć
                  kontaktu z eksem (psychologicznie całkowicie zrozumiałe). No ale- no właśnie.
                  Nie jesteśmy odpowiedzialne już tylko za siebie i dlatego IMHO nasze widzimisię
                  w pewnym momencie musi zejść na plan dalszy.
                  Co w niczym nie przeszkadza budowaniu asertywności, żadaniu dla siebie szacunku
                  i stawianiu granic oczywiście. Zjawiska, o których piszę, są równoległe i dzieją
                  się w tym samym czasie.
                  Istnieją też granice, które kończą starania o kompromis - w żadnym momencie tego
                  nie neguję. POkazałam tylko w swoim pierwszym poście, że nie ma sensu
                  usztywnianie się. Pogadac zawsze można, a jeśli się nie umie- poprosić
                  mediatora. Na dłuższą metę ma to więcej zalet dla późniejszych stosunków.
                  I tak, cztery weekendy w miesiącu tez uwazam za nadgorliwosć ze strony sądu.
                  Tyle, że ja bym nie apelowała, najpierw próbując rzeczowej rozmowy (ale uczciwej
                  rozmowy, a nie udawania, ze rozmawiam).

                  a.
                  • kicia031 Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 15:31
                    Mr_ka, podziwiam twoje przekonanie, ze stosunki twoje z Exem i twojego syna z
                    ojcem układają się dobrze. Ja może mam inne standardy, ale uważam, ze daleko im
                    do bycia modelowymi. Nie neguje twoich zasług i staran włożonych w to, by
                    relacje były kulturalne, na poziomie i by dobro dziecka stalo na pierwszym
                    miejscu, tylko ja dla mnie rezultat miesci się co najwyżej w kategorii poprawne.
                    Pisze tak, bo mam w domu przykład mężczyzny, któremu daleko do idealu w
                    większości dziedzin, ale który stawia dobro dzieci na pierwszym miejscu.
                    Dodam tez, ze mimo moich staran i inwestycji czasowych stosunki mojego syna z
                    ojcem nie są wcale dobre (choć moje stosunki z Exem są bardzo przyjazne). Po
                    prostu nie da się tego zrobić na sile, musi być chec ze strony ojca, i jeśli
                    jej nie ma to dziecko to doskonale wyczuwa, mimo zachowywania pozorow.

                    A ‘zaklad pracy chronionej” - zastanowimy się, ile tu jest naszej
                    indywidualnej zasługi, a ile urodzenia się i obracania w pewnym środowisku, w
                    którym tez sobie wybrałyśmy Exow.
                  • olafkp Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 15:50
                    Mrs_ka.
                    Moim przeslaniem zyciowym na przyklad nie jest ukladanie sobie dobrych kontaktow
                    z ojcem mojego dziecka. To punkt pierwszy.
                    jakis czas temu jeszcze staralam sie, by te kontakty w miare sie ukladaly.
                    Robilam to w imie dobra dziecka. Tak mi sie wydawalo. A tak naprawde, bo bylam
                    glupia idiotka, ktora na kazdym kroku usprawiedliwiala eksa i ulatwiala mu zycie.
                    Mimo uplywu (zaraz, spojrzmy w kalendarz..) 2 lat nadal slysze slowa obrazliwe,
                    wypowiadane przy dziecku. I stwierdzam: nie, nie chce mi sie.
                    Wiec juz nie bede dbac o dobre ukladziki, podawanie herbatek i.. tolerowanie
                    eksa w moim domu, jego zagladanie do moich szafek, mojej lodowki, kladzenie sie
                    na moim lozku i przede wszystkim smarkanie nosa w moj papier toaletowy, gdy
                    mowie po raz tysieczny gdzie sa chusteczki do nosa..

                    Co dla mnie jest wazne to kontakt dziecka z ojcem.
                    Ale przyznam, ze i tu mam pewne watpliwosci.

                    Moje dziecko po ostatnim spotkaniu z ojcem wrocilo zdruzgotane. Ojciem ma bowiem
                    5 godzin widzenia w weekend. Dziecko zostalo mu przekazane o 8 rano i mi oddane
                    o 13.
                    Po oczach widzialam, ze bylo zaplakane. Gdy pytalam co robili dowiedzialam sie.
                    Ojciec nie mial czasu dla dziecka, gotowal obiad. Natomiast moj syn musial bawic
                    sie z dzieckiem nexi. Tu chce pokazac, ze dziecko nexi ma lat.. 11, moje zas 3.
                    Tak wiec jest przepasc wiekowa olbrzymia i zaden nie jest partnerem dla drugiego
                    w tym momencie. Moje rozgoryczone dziekco powiedzialo jeszcze, ze wyszlo na
                    balkon i to wszystko. To byla relacja z 5 godzin kontaktu z ojcem.

                    Masz racje. 1,5 godziny to nikla szansa na przekazanie swoich pasji, wychowanie
                    dziecka itp. Co jednak, gdy ma sie te 5 godzin co tydzien, a jednak sie tego nei
                    wykorzystuje?
                    Walczyc o widzewnia? nalegac na nie??? Po co? W imie czego????
                  • triss_merigold6 Mrs-ka wkleję sobie tekst, ok? 23.05.07, 17:14
                    Ujmujesz myśli w taki sposób, że mam ochotę Cię skopiować i stworzyć pakiet do
                    czytania w sytuacjach osobistych deko niekiedy szarpiących nerwy.
                    Dodam tylko jedno: emocje matki względem ojca dziecka to jej problem.
                    Psycholog, psychoterapia, kółko wsparcia, jogging, leki na uspokojenie etc. -
                    matka ma poradzić z emocjami nie obciążając tym dziecka. Dorosła jest.
                  • a.l.o.e.s Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 25.05.07, 20:39
                    mrs_ka,podpisuję się pod tym co napisałaś w tym wątku obiema rękami,jest to
                    wiernym odbiciem moich poglądów w tym temacie.Sama do tego ideału mam'pod
                    górkę'z różnych powodów-można poczytać moje posty na tym forum-ale mimo
                    tego,uważam,że jeśli coś jest trudne,lub,jak w moim przypadku,PRAWIE
                    niemożliwe,nie znaczy,że można przestać się starać.Wręcz przeciwnie,należy te
                    starania zintensyfikować,bez względu na straty i koszty własne,głównie te
                    psychoemocjonalne,a wszystko po to,żeby tych właśnie strat i kosztów oszczędzić
                    dzieciom.
      • oliwija Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 27.05.07, 15:59
        masz racje ale jesli na przykład ojciec od dwóch lat nie widział dziecka nawet
        sie nie interesowal co się z nim dzieje a teraz walczy o spotkania? i sąd
        przyznaje mu racje to jest kpina czy nie?
    • cyganka0 Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 22.05.07, 21:41
      up
      poradzcie
      • kubowa Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 22.05.07, 21:58
        relax. minie miesiąc, dwa i tatuś sam zrezygnuje. daj mu szansęsmile
      • virtual_moth Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 22.05.07, 22:27
        "Widzenia" w kazdy weekend to jakieś totalne nieporozumienie. A dziecko nie ma
        prawa weekendu spedzić z matką, która zwykle w tygodniu jest w biegu, jesli
        pracuje?

        JEDNAK radzę podejsć na ludzie, mimo wszystko. Tatuś zmięknie i na pewno nie
        będzie w kazdy weekend dziecka zabierał (już widzę jak po każdym tygodniu pracy
        rwie się do opieki nad małym dzieckiem w weekend). Problem polega na tym, że Ty
        i tak będziesz musiała być w gotowości, dlatego walcz - apelacja, a potem, gdy
        nie będzie się wywiązywał, wniosek o zmianę uregulowania kontaktów.
    • misiador123 Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 22.05.07, 22:34
      Moim zdaniem te kontakty twojego dziecka z ojcem to przesada.Ja na twoim
      miejscu zwróciłabym się do sądu o zmianę tych spotkań.Po prostu napisz że ty
      wcale nie utrudniasz kontaktów ojca z dzieckiem,ale chciałabyś aby te spotkania
      nie dezorganizowały ci życia.Moje dziecko spotyka się ze swoim ojcem w jedną
      sobotę i niedzielę w miesiącu od rana do wieczora oraz dwa poniedziałki w
      miesiącu po 3 godziny.Gdyby mój eks domagał się więcej spotkań to nie miałabym
      nic przeciwko gdyby odbywało się to w tygodniu.
      • blanka110 Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 13:33
        A ja tak radzę:dać mi w mordę i tyle
        • blanka110 Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 13:45
          tzn. dać MU w mordę
          • juliana03 Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 14:26
            blankas co za bojowy nasstroj, odezwij sie do mnie koniecznie!!!!
            ja to mysle ze twoj byly sam predzej czy pozniej zrezygnuje ze spotkan, bo nie
            bedzie mial na nie czasu- taaa relax, znudza mu sie. Daj mu tylko poznac ze
            zaakceptowalas ta sytuacje, a on juz jak reka odjal bedzie mial wazniejsze
            sprawy od spotkan z dzieckiem.
            No chyba ze naprawde nie udaje, i jest rzeczywiscie jesli nie idealnym to
            normalnym tata. w atkiej sytuacji zwracam mu honor.
    • ol_ka2 Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 23.05.07, 15:44
      Ha, no właśnie .. w tym o czym pisze a. .. jest wiele wypracowanej mądrości,
      sporo doświadczenia. Idealnym, byłby układ wyżej opisany.
      Niestety, stosunki okołorozwodowe, porozwodowe - są jak daleko skomplikowane
      mechanizmy! Psują się łatwo, trudniej je naprawić, a co dopiero zrozumieć.
      Zazwyczaj, brak w nich subtelności, bardziej kultury.
      Zamiast .. mnóstwo teatralności. Rozwód - to sytuacja skomplikowana i pełno
      w niej sprzeczności.
      Mamy świadomość, że należy dobrze mówić dzieciom o ojcu i postawić
      jego uśmiechniętą fotografię w dziecięcym pokoju, a jednocześnie niejedna z nas
      ma ochotę wyciąć główkę tego mężczyzny tępymi nożyczkami ze wszystkich
      rodzinnych zdjęć.
      Pomimo, iż doskonale wiemy, że nasze dzieci mają prawo do ojca,
      świadomie - wykluczamy go z 'naszej paczki'.
      Swoje zachowania tłumaczymy racjonalnie, ponieważ to my - ..
      .. musimy być zawsze do dyspozycji, nie mamy prawa chorować, pofolgować sobie
      czy coś odpuścić, jesteśmy całodobowo.
      Warto jednak pamiętać, że nie zastąpimy naszym dzieciom męskiego świata,
      nie zastąpimy ojca.
    • mephostophiles Zamiast skladac apelacje 23.05.07, 17:29
      lepiej z eksem pojdz na mediacje:

      pcm.free.ngo.pl
      Profesjonalisci. Spoko, spoko, to nie spam, taki maly zarcik
      i sie wiecej nie wcinam
      • cyganka0 Re: Zamiast skladac apelacje 23.05.07, 21:07
        Dziewczyny dziekuje za wszystkie wypowiedzi.
        Niezbyt nie rozumiem te wypowiedzi, ktore mnie "atakowaly". Ja nie chce
        calkowicie utrudniac wizyt, tylko uwazam, ze mam prawo do weekendow z dzieckiem
        tak samo jak moj byly. Dlaczego ja mam rezygnowac z jedynego czasu, ktory
        calkowicie mam dla synka. Kiedy mam sie z nim bawic, chodzic na plac zabaw itd?
        bo przeciez jak wracam z pracy to juz spi.
        Wszystko dla tatusia i jego kontaktow, a nam zostaje wyprasowac, ugotowac i
        wystawic usmiechniete dziecko.
        Ostatnio maly mial 2 dniowa biegunke i dalam na spacerek orsalit- przeciw
        odwodnieniu. Po powrocie pytam czy maly wypil lekarstwo. Odpowiedz: wylalem ,bo
        nie chcial i tak sie krzywil.
        • bea53 Re: Zamiast skladac apelacje 24.05.07, 09:31
          No wlasnie rozgorzala dyskusja o kontakatch a przeciez autorka watku nie
          zabrania tych kontaktow nie utrudnia, wiec po co ta dyskusja zeby swoje problemy
          rozwiazywac itd i zeby dziecko mialo ojca a są jeszcze raz pokazał ze matka ma
          obowiazki a
          ojciec prawa.
          To smieszny wyrok, niesprawiedliwy i uderzajacy w prawa matki, Cyganka ma byc
          gosposia a weekendy dla tatusia, nawet nic nie mozna zaplanowac bo a noz uzna ze
          chce skorzystac z widzen w weekendy i przyjdzie z policją tak zeby dokopac.
          No sorki uwazam ze wyrok jest niesprawiedliwy i kontakty niech bedą ale nie co
          weekend i sobota niedziela.
          Uwazam ze na pewno ojciec zapomni o weekendach ale wlasnie notowac kiedy był
          i zlozyc apelacje lub pozew o zmiane widzen bo Tobie te dni nie pasują..
          • madziulec Re: Zamiast skladac apelacje 24.05.07, 10:26
            Notowac ok.
            Tylko co to da? Czy sad uwierzy w notatki?
            Kiedys probowalam robc kalendarz, by eks podpisywal albo bym ja mu pdopisywala
            wizyty - wlasnie po to by pokazac, ze nie zawsze jest. Zlal mnie, jeszcze
            zwyzywal od wariatek, psychicznych itp.
            Ale przeciez ja wiem, ze to chodzi czasem tylko o utrudnienie zycia matce.
            Cyganka w tej chwili ma podobnie. Bo sad sobei wymyslil - pani ma dziecko w nocy...
            • bea53 Re: Zamiast skladac apelacje 24.05.07, 10:35
              No to cokowliek zaprosic sasiadke albo kogos z rodziny zeby byl swiadek kiedy
              ojciec jest i zeby poswiadczyl..szkoda tylko ze do trudow samotnego
              macierzynstwa jeszcze dochodzi walka z nienormalnymi wyrokami sadów...
              • madziulec Re: Zamiast skladac apelacje 24.05.07, 12:22
                Wtedy to ma sens. Tylko czy te osoby beda chcialy byc ciagane po sadach?? To
                jest odwieczny problem crying(((
                • chalsia Re: Zamiast skladac apelacje 24.05.07, 12:32
                  pytanie o chęć świadkowania się zadaje na początku, a nie dopiero wtedy, gdy
                  zaqistnieje taka potrzeba.
                  Chalsia
                  • sir.vimes1 Re: Zamiast skladac apelacje 25.05.07, 15:51
                    Co za kojena wariatka-nie dosc ze zstalas sama-kto Cie teraz z dzieckiem zecha,
                    kogo poznasz 'pracujac od rana do rana', to jeszcze nie chcesz odetchnac w
                    weekendy
                    matka-polka
                    tragedia!
                    • damabiah Re: Zamiast skladac apelacje 25.05.07, 18:05
                      > Co za kojena wariatka-nie dosc ze zstalas sama-kto Cie teraz z dzieckiem zecha,
                      >
                      > kogo poznasz 'pracujac od rana do rana', to jeszcze nie chcesz odetchnac w
                      > weekendy
                      > matka-polka
                      > tragedia!
                      ale z Ciebie lamers o.O
                      • konkubinka Re: Zamiast skladac apelacje 25.05.07, 21:16
                        spokojnie, ja już od dość dawna jestem uświadomionawink Ja się po prostu z Tobą
                        nie zgadzam. NIe każdy, kto ma inne zdanie od Twojego jest nieoświeconym
                        prymitywem. Bywa czasem tak, ze ludzie -mimo doskonałego zrozumienia stanowiska
                        adwersarza- mają po prostu inny pogląd, wiesz? wink


                        te slowa Mr_ski moge miec w sygnaturce.
                        Zgadzam sie a do tego nie musze nic plodzic.
    • kobietka25 Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 30.08.07, 16:40
      Czytam tu o sprawiedliwości, dobru dziecka. Że matka ma prawo do weekendów po całym tygodniu pracy. Więc spytam. Ile z was w imie sprawiedliwego podziału obowiązków zgodziło by się na układ jeden tydzien u mamy, następny u taty i tak na zmiane. Moim zdaniem to układ najlepszy dla dziecka, bo taki przechodziłam ze swoimi rodzicami po ich rozwodzie. Od wieku 5 lat do 18 bo potem na swoje. I mogłam poznać i tate i mame w normalnym codziennym zyciu. Mogli mnie utulic do snu, zjeść razem sniadanie. Przyjść wieczorem i pogadać. Bo jak czytam o tym że ojciec powinien się widywac z dzieckiem od 16-19 to mi się niedobrze robi. Współczuje takim dzieciom, bo zabieracie w imie nienawiści do exa to co najwspanialcze w życiu, czyli oboje rodziców. Ot takie przemyślenia dziecka, moim zdaniej najważniejsze. o wiele ważniejsze niż to co się rodzicom wydaje.
      • gosik422 Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 30.08.07, 17:18
        oj konietko jak ty plytko rozumujesz ten problem,to,ze w Twoim przypadku bylo
        tak a nie inaczej nie znaczy,ze wszystkie sytuacje sa jednakowe.Najlepiej jest
        oceniac innych nie znajac problemu w danym zwiazku.Ja tez jestem za tym aby
        dzieci,spedzaly czas z jednym i z drugim rodzicem,ale niestety od dnia rozwodu a
        minelo juz ponad 10 lat tatus nie odwiedzil dzieci ani razu,nie zadzwonil,nie
        napisal........a tak bardzo walczyl o dzieci przed rozwodem,tak bardzo je
        kochal(przynajmniej tak twierdzil),tak bardzo zaklinal sie ,ze zyc bez nich nie
        moze i co??.......czy w chwili ogloszenia wyroku wszystko mu sie odmienilo?
      • kicia031 Masz jakas manie, czy co? 31.08.07, 10:31
        Lecz sie kobieto, bo chyba ci to tułanie sie po 2 domach zaszkodziło.
    • ddanna Re: wyrok-- KPINA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 30.08.07, 23:44
      no wiesz, ze przejdzie mu z czasem, albo czasu nie bedzie mial to raczej pewne,
      to tak z własnych doświadczeń piszę bynajmniej,
      najgorzej - jak juz Ci napisała virtual_month - ze w ten wyznaczony czas musisz
      byc "w gotowości" - czyli nawet na weekend do "dziadków", że o dalszej rodzince
      nie wspomnę, nie możesz pojechać, musisz jak ten pies w budzie siedzieć i
      czekać, nawet jak wiesz ze on się nie pojawi;
      ja bym składała tę apelację
      a co z wakacjami? tez nie mozesz pojechac z dzieckiem na wczasy 2-tygodniowe, bo
      w weekend musisz wrócić? to jakis absurt
    • anetina Cyganka, ja ci napiszę jedno 31.08.07, 07:59
      składaj apelację
      wyrok jest kompletnie niesprawiedliwy
      to jest małe dziecko - ja rozumiem taki wyrok przy kilkulatku, ale
      nie przy rocznym dziecku
      a gdyby taki maluch był jeszcze karmiony mlekiem mamy - też musiałby
      iść na cały weekend do ojca !?

      Mrs_ka masz rację - ogólnie
      bo JA NIE ROZUMIEM facetów, którzy ożenili się, wychowywali dziecko,
      a tu raptem rozwód i z żoną i z dzieckiem
      nie rozumiem i chyba nigdy nie rozumiem

      jak oni potrafia jednego dnia kochać dziecko, bawić się z nim
      a następnego dnia dosłownie tyłkiem się na niego odwracają

      rozumiem sytuację - juz rozumiem - gdy matka z ojcem rozstali się w
      czasie ciąży
      ok
      w tym przypadku mój eks zrobił nam super mądry krok - za to mu będę
      wdzięczna
      i szczerze - dziecko też, taką mam nadzieję

      znam wiele dziewczyn po rozwodzie i szczerze żadnej były mąż nie
      kontaktuje się z dzieckiem na tyle, ile powinien
      jeden łaskawie tylko alimenty przeslę w kwocie powalającej - 150 zł
      z dzieckiem się widział w połowie kwietnia - a dziecko miało
      urodziny w maju, był dzień dziecka, imieniny - cisza, a jest ostatni
      sierpień
      a pomijam fakt, że dziecko mieszka 8 (osiem) km od ojca

      Mrs_ka masz po prostu byłego w porządku
      po latach ustaliliście sobie wszystko
      poukładaliście życie

      ale nie wszyscy eksowie są tacy, niestety
      tacy "w porządku" to może jeden na sto lub więcej

      tak, że i popieram twoje słowa Mrs_ka, no może nie wszystkie :0)
      ale odnośnie Cyganki - ma prawo do czasu wolnego z dzieckiem
      tym bardziej - to jest malutkie dziecko
      tak, że Cyganka składaj apelację i raczej wygrasz
      a eks i tak wcześniej niż później sam zrezygnuje ze wszystkich
      weekendów - znudzi się dzieckiem i jego problemaMI sad
      • jogo2 Re: Chińczycy mają rację, 01.09.07, 11:12
        że topią noworodki dziewczynki. Bo to najgorsza rzecz pod słońcem
        urodzić się kobietą. Nawet w Polsce. Niby masz równe prawa do
        harowania jak wół w pracy i w domu i głosowania na nie tych, co
        wygrają wybory, ale zachodzisz w ciążę (na to, żeby faceci
        zachodzili w ciążę, ludzkość jeszcze nie znalazła sposobu), kochasz
        dziecko, bo to twoje, facet okazuje się podelcem, odchodzi, sąd
        wydaje niesprawiedliwy wyrok, piszesz posta na forum, bo gdzieś się
        trzeba wyżalić, i jeszcze tam znajdą się trzy baby, które ci w
        długaśnych i mniej długaśnych postach dowalą, że żeby wszystko grało
        to jest twój zasrany, psi obowiązek, a uczucia to sobie możesz ...
        schować. Wiesz, Mrs_ka, na przykład żeby alkoholik rzucił nałóg, to
        on sam musi przede wszystkim bardzo tego chcieć, nikt go na siłę nie
        da rady uszczęśliwić. Natomiast, jak żona alkoholika szuka przyczyn
        nałogu męża w sobie, to jest współuzależniona. Ty natomiast całą
        odpowiedzialność za uzdrowienie sytuacji składasz na ramiona autorki
        postu. Nie ma co sobie strzępić języka, bo po prostu NIE ZNASZ jej
        exa. A stosunki pomiędzy rodzicami dziecka zależą od OBU stron.
        Natomiast dogadywanie kobiecie, że ma pchać całą tą taczkę i jeszcze
        trudzić swoją biedną główkę, jak by tu zrobić, żeby i ex był
        zadowolony i dziecko się do niej uśmiechało, a na stole zawsze stał
        bukiet świeżych kwiatów jest po prostu niesprawiedliwe.
        • alabama8 Re: Chińczycy mają rację, 03.09.07, 11:52
          No kurcze, ale na rozprawie jest tak że Sąd wysłuchuje propozycji
          stron dotyczących spotkań, a następnie usiłuje doprowadzić do
          jakiegoś consensusu i na koniec strony mówią czy się na rozwiązanie
          zgadzają czy nie i dlaczego. Trzeba było protestować, oponować,
          argumentować a nie przyjąć decyzję i teraz się żalić na forum. Pisz
          apelację i już. Sytuacja nie do przyjęcia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka