Dodaj do ulubionych

Czy mogę coś zrobić...???

03.08.03, 22:11
Nie jestem mamą samodzielną, ale myślę, że to najlepsze miejsce na moje
pytanie...
Mój mąż ma synka z pierwszego małżeństwa. Kontakty z Nim są sporadyczne, co
wynika z różnych przyczyn (m.in. organizacyjno- finansowych, ponieważ
mieszkamy daleko od Kuby, a także niezbyt dobrych kontaktów między rodzicami,
choć, jak wynika z relacji ich obojga, rozstanie było dla nich ulgą i, co od
razu zaznaczę, ja nie miałam z nim nic wspólnego!). Choć oczywiście nie jest
to usprawiedliwienie.
W każdym razie oboje chcemy unormować te kontakty, bo po pierwsze mąż czuje
taką potrzebę, po drugie mamy synka, dla którego, jakby nie było, Kuba jest
bratem.
I tu moje pytanie. Czy ja mogę zrobić krok w tym kierunku? Czy ja mogę
wystąpić z jakąś propozycją wobec eks mojego męża? Zachęcam męża aby to on to
zrobił, ale zastanawiam się, czy ja mogę jakoś pomóc?
Będę wdzięczna za Wasze opinie! Pozdrawiam, Dominika
Obserwuj wątek
    • mamaadama4 Re: Czy mogę coś zrobić...??? 03.08.03, 22:57
      Wg mnie jest to absolutnie sprawa między nimi i nie powinnaś dzwonić do byłej
      zony swojego męża. Nie bardzo rozumiem co miałoby to dać. To ich dziecko i oni
      powinni wzajemnie ustalic relacje z własnym dzieckiem.
      danka
    • badia Re: Czy mogę coś zrobić...??? 04.08.03, 15:51
      Wiesz, napisałam tuż przed Tobą bardzo podobny post. I właściwie sama, jak już
      zostawiłam ten post na stronie, zaczęłam myśleć. Moja sytuacja jest bardzo
      podobna do Twojej. Jeśli chcesz przeczytaj.
      Rozumiem co czujesz, podlegamy zewnętrznej presji, że relacje dziecka z ojcem
      powinny istnieć...
      Ty masz dziecko, ja zamierzam je mieć i też chciałabym, żeby poprzednia porażka
      rodzicielska mojego męża nie rzutowała na jego relacje z naszymi dziećmi.
      Pregnęłabym, żeby moje dzieci akceptowały fakt posiadania nietypowego
      rodzeństwa.
      Ale przy tym obydwoje - mój mąż i jego eks zdają się robić wszystko, żeby się
      ze sobą nie kontaktować. Ona chyba się boi, że on zdobędzie uczucia dziecka -
      lepiej żeby pozostawał nieoglądanym, paskudnym, wyrodnym ojcem, który się do
      niczego nie nadawał. Mój mąż warczy, że w takiej roli, jaka mu jest tam
      narzucana występował nie będzie, bo lepiej żeby go dziecko nie widziało wcale,
      jak ma widzieć ofiarę, nieudacznika i potwora. A ponoć jego wizyty były tylko
      okazją do udowadniania, ze jest beznadziejny... Zresztą sam traktuje dziecko
      jako niemalże fragment ciała matki, a nie odrębną istotę, która ma swoje
      marzenia, pragnienia... I tak oni siebie nawzajem nie znoszą, a dziecko ma
      tylko mamę, a tata jest jedynie źródłem przychodów na koncie...
      Ale co ja tu moge zrobić???
      Chyba trzeba to zostawić i poczekać aż oni dojrzeją. Mój mąż do ojcostwa, a
      dziecko do samodzielnych kontaktów. Oboje muszą tego chcieć i żadna "pomoc" nic
      nie da...
      Miałam nadzieję że jak bedziemy mieli dzieci, to coś się zmieni...
      Ale Twój przypadek świadczy o tym, że wcale nie musi tak być.
      Ja w tej chwili nie jestem gotowa do nawiązania relacji z tamtym dzieckiem.
      Zresztą nie sądzę aby to było komukolwiek potrzebne. Ale jak bedziemy mieli
      swoje dzieci, chciałabym zadbać, żeby miały kontakt i nie tylko wiedziały o
      swoim istnieniu ale także wiedziały jak tamto drugie wygląda, gdzie mieszka...
      Wiem, ze potem mogyłyby mieć do mnie pretensje, że tego nie zrobiłam.
      Badia
      • do_mi Re: Czy mogę coś zrobić...???- do badii 04.08.03, 18:32
        Wiesz, u mnie nie ma problemu jeśli chodzi o chęci mojego męża do kontaktów z
        synkiem. Wiem, widzę, że on tego bardzo potrzebuje. Tylko jest problem z
        dogadaniem się z byłą żoną, a może raczej z pokonaniem dumy i zniechęcania, bo
        słowa: "mi nie zależy na Twoich kontaktach z dzieckiem" i groźbach, że pozbawi
        Go praw rodzicielskich w związku z brakiem owych spotkań, nie zachęcają do
        kontaktów. I mimo, że mój mąż ma świadomość, że nieporozumienia między
        dorosłymi nie powinny wpływać na kontakty z dzieckiem, ma problem, żeby się
        przełamać... I, może głupio, ale pomyślałam, że mogłabym jakoś pomóc...
        Mi też zależy na tych kontaktach, bo chcę, żeby mój synek znał swojego brata
        nie tylko z opowiadań. A nie wiem, czy poza Kubą będzie miał rodzeństwo...
        Wiem, że kontakty powinni ustalać rodzice dziecka, ale przecież to, co dotyczy
        mojego męża, jest także moją sprawą (nie tylko pod wględem finansowym, ale
        przede wszystkim emocjonalnym).
        Pozdrawiam gorąco! Dominika
        • mamaadama4 Re: Czy mogę coś zrobić...???- do badii 04.08.03, 19:46
          Jeszcze raz stwierdzę, że nie mozna wtrącać się w ten sposób. W końcu jesteś
          (my) osoba obcą dla byłej zony i tak naprawdę jakiem prawem mam(y) ingerować?

          Gwoli wyjasnienia - mój obecny mąż (9 lat jestesmy razem) ma 2 dzieci z
          poprzedniego małżeństwa (16 i 11 lat), mamy wspólnego 2,5 letniego syna. I od
          początku do końca sprawę opieki nad dziećmi załatwiał z żoną. I niech tak
          zostanie, a o jego dzeciach rozmawiałam wyłącznie z nim a nie z jego byłą żoną.
          Chłopcy ponad połowę miesiąca mieszkaja u nas.
          danka
    • badia Re: Czy mogę coś zrobić...??? 04.08.03, 20:04
      Dominika,
      no to fajnie, że Twój tata chce mieć kontakt z dzieckiem. I też tak myślę, ze
      to w końcu jego ex-, wiec niech on sie z nią dogaduje (lub nie). A z mojego
      doświadczenia wynika, ze wszelka "pomoc" tylko przeszkadzała.
      Pozdrówka, Badia
      • do_mi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 04.08.03, 20:39
        Nie chcę robić niczego na siłę... mam różne myśli jeśli chodzi o tę sprawę i
        chciałam poznać opinię kogoś "trzeciego", kogos innego niż mój mąż. Dzięki za
        Wasze zdanie na ten temat! Co ma być, to będzie. Pozdrawiam! Dominika
    • kamila77 Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 10:18
      Droga Dominiko

      Co za traf, że tu się akurat spotykamy...Świat jednak jest mały, sieć jeszcze
      mniejsza.
      Gwoli wyjaśnienie - ja naprawdę nigdy nikomu spotkań z Jakubkiem nie
      utrudniałam. To, że twój obecny a mój na szczęście były mąż nie odwiedza Kuby,
      to wyłącznie jego wina. Nie pisz, droga moja, że odwiedza go "sporadycznie",bo
      kiedy zajrzał do niego w pażdzierniku po dwóch latach, mały go nawet nie
      poznał. Od tamtej pory tez się przecież nie pokazał, nawet nie zadzwonił.
      Nikogo nie "straszę" odebraniem władzy rodzicielskiej (teraz ograniczonej, dla
      mnie to po prostu nadanie prawnej formy istniejącej sytuacji.
      Niedługo mijają trzy lata, odkąd się wyprowadziłam. Przez cały ten okres liczbę
      wizyt ojca u Kuby można policzyć na palcach jednej ręki. Telefonów - jak na
      lekarstwo. Co ja z tym mialam wspólnego?
      Dla mnie ta sytuacja tez nie jest łatwa. Kuba bardzo rzadko o ojca pyta,
      zamazał mu się w pamięci jego obraz. Zdaję sobie sprawę z tego, że kiedyś
      jeszcze te pytania wypłyną. Poczytaj sobie moje wcześniejsze wątki - jak mowić
      dziecku o nieobecnym ojcu, czy powiedzieć mu o tym, że ma brata.
      Wizyty biologicznego ojca u Kuby naprawdę nie są mu potrzebne. Przez trzy lata
      radził sobie bez nich. Więc bardzo was oboje proszę - albo ustalcie oboje jakiś
      pogląd na tę sprawę, albo odczepcie się od MOJEGO dziecka.
      To co piszesz na temat rozpadu naszego małżeństwa w psychologii nazywa się
      bodajże "wyparciem".
      • gregorij Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 10:58
        Nie możesz nic zrobić! Najłatwiej napisać "chcemy" "mamy nadzieję" "
        pragniemy". A co z tą osoba, która poświęciła wszystko aby samotnie wychować
        dziecko? A co z potrzebami dziecka, które jak wynika z postu kamili, nawet nie
        zostało "zaszczycone" telefonem od tatusia? Najpierw trzeba było sobie ułożyć
        życie, prawda?? A teraz z buciorami wpieprzamy się w życie innych pod
        płaszczykiem "brata dla naszego dziecka". Zastanów się kobieto, jakbyś
        zareagowała, gdyby następna żona Twojego obecnego męża zadzwoniła i
        próbowała "unormować" stosunki ojciec - syn? Sama radość, prawda? Trzeba było
        kawalera znaleźć a nie rozwodnika, nie musiałabyś zaśmiecać forum takimi
        bzdurami.
        • do_mi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 11:46
          gregorij napisał:

          Trzeba było
          > kawalera znaleźć a nie rozwodnika, nie musiałabyś zaśmiecać forum takimi
          > bzdurami.

          Po pierwsze o tym, że mój mąż kawalerem nie jest, wiedziałam i podjęłam
          świadomą decyzję. Po drugie, forum nie jest niczyją własnością, mam prawo pisać
          to, co chcę, chyba że moderator zdecyduje inaczej... I tylke! Dominika
          • kamila77 Skończmy z tym cyrkiem 12.08.03, 11:51
            Doprawdy, Dominiko, to nie jest miejsce na roztrząsanie spraw między nami. co
            prawda, prędzej bym się ducha spodziewała ujrzeć, niż ciebie tutaj. Czyżby tzw.
            sumienie dokuczało?
            Jesli chciałabyś kontynuować tę kwestię (chociaż nie sądzę, żeby było nad czym
            deliberować), to proszę o maile na gazetowy adres.

            Pozdrowienia dla rodziny.
            • do_mi Re: Skończmy z tym cyrkiem 12.08.03, 12:05
              Tak też zrobiłam...
          • gregorij Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 12:12
            do_mi napisała:

            >
            > Po pierwsze o tym, że mój mąż kawalerem nie jest, wiedziałam i podjęłam
            > świadomą decyzję. Po drugie, forum nie jest niczyją własnością, mam prawo
            pisać
            >
            > to, co chcę, chyba że moderator zdecyduje inaczej... I tylke! Dominika
            Masz prawo, a ponieważ korzystasz z niego i publikujesz Swoje teksty,
            jakiekolwiek by nie były, ja ma prawo na nie odpowiadać wedle własnego
            mniemania. Jeszcze raz - nie wpierdzielaj się między wódkę i zakąskę, zrobisz
            krzywdę nie sobie, tylko dziecku, do którego nie masz najmniejszych praw i, co
            za tym idzie, obowiązków.
            • do_mi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 12:14
              Tak jak już wyżej napisałam, chciałam poznać opinię innnych! Od słów daleko do
              czynów, a myśleć mi o tej sprawie można, prawda? Dominika
        • dorka_mama_jakubka Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 11:57
          Gregorij
          bardzo Ci dziękuję za posta.A wiesz dlaczego - za zdrowe męskie podejście do
          sprawysmilekiedyś pisałam że brakuje mi na tym forum "męskich"opinii...
          i na pewno sprawa ma dwie strony i każda swoje racje i nie wszystko czarne jest
          czarne a białe białe ale dziękuję Ci bo czasem czuję tak jak Ty...złość,żal itd.

          I być może do mi ma dobre intencje, ale tylko ojciec jest w stanie coś w tej
          sprawie zrobić-ma do tego prawo i OBOWIĄZEK!

          Ojcowie obudźcie się, dorośnijcie, przecież chodzi o wasze dzieci!

          ło rany poniosło mnie troszkę,
          ale tak teraz czuję i musiałam to napisać,
          dorka
          • kamila77 Re: Czy mogę coś zrobić...??? jeszcze jedno 12.08.03, 12:04
            Świetnie,wszystkie się zgadzamy, że to obowiązek ojca. Problem polega na tym,
            że szanowny tatuś sam zrezygnował z wizyt u naszego syna. Oczywiście z
            partycypowania w kosztach jego utrzymania równie radośnie zrezygnował.
            (alimenty oczywiście z FA, od niego ani złotówki nie dostałam).Wylewanie teraz
            żalów na forum jest co najmniej hmmm... niesmaczne.
            Ledwo człowiek z urlopu wrócił a tu takie niespodzanki...
            • kasiajulia Re: Czy mogę coś zrobić...??? jeszcze jedno 12.08.03, 12:19

              Kamilo uspokojone sumienie do_mi polegało na pocieszaniu i podaniu recepty, są
              oczywiście odpowiedzi. Jednak kłamstwa i mówienie jakie to biedne moje dziecko,
              bo kontakty z rodzeństwem z pierwszego małżeństwa tatusia są utrudnione...
              Wysoce niestosowne do_mi, że opisujesz sytuację i niestety mijasz się z prawdą.
              Zastanawiałaś się jak byłoby z Tobą, gdybyś była odrzucona przez męża? Może
              jednak to Cię czeka, bo raz już to zrobił to czemu nie drugi raz? Przemyśl
              sobie dwa razy to co chcesz pisać, a raczej "nie zaśmiecaj" nieprawdą tego
              forum. Dobrotliwie chcesz naprawić świat? Tylko czyj ten świat? Wydaje mi się,
              że swój...
              Kamilo gratuluję klasy.
              • mikawi Re: Czy mogę coś zrobić...??? jeszcze jedno 12.08.03, 12:31
                kasiajulia napisała:
                > Może jednak to Cię czeka, bo raz już to zrobił to czemu nie drugi raz?

                ale bzdura, wyobraźnia cię ponosi; ludzie się rozwodzą bo IM się nie układa a
                nie dlatego że mają to w genach, przemyśl to sobie zanim napiszesz następnym
                razem coś równie głupiego
            • dorka_mama_jakubka Re: Czy mogę coś zrobić...??? jeszcze jedno 12.08.03, 12:21
              Kamila
              jestem w bardzo podobnej sytuacji i też mam syna Jakubkasmile
              nie znam tylko opinii tej drugiejwinkale może to i lepiej.

              Nie potępiam nikogo ale wiem jedno - panowie nie potrafią radzić sobie z
              ponoszeniem konsekwencji za swoje czyny i jak to ktoś niedawno tu zauważył
              zawsze znajdzie się jakaś kobieta, która zaczyna myśleć za niego-co zwalnia Go
              zupełnie z jakiegokolwiek działania.

              ale może ja nie jestem obiektywna i pewnie są wyjątki,
              dorka
              • kamila77 Re: Czy mogę coś zrobić...??? jeszcze jedno 12.08.03, 12:48
                dorka_mama_jakubka napisała:

                > Nie potępiam nikogo ale wiem jedno - panowie nie potrafią radzić sobie z
                > ponoszeniem konsekwencji za swoje czyny i jak to ktoś niedawno tu zauważył
                > zawsze znajdzie się jakaś kobieta, która zaczyna myśleć za niego-co zwalnia
                Go
                > zupełnie z jakiegokolwiek działania.
                >
                > ale może ja nie jestem obiektywna i pewnie są wyjątki,

                Chyba jednak nie ma wyjątków wink
                Ta sytuacja bardziej mnie rozbawiła niż zirytowała. Zamiast zadzwonić i pogadać
                o odwiedzinach u dziecka, to tatuś nową żonę na forum wysyła. Ech, misiu,
                dorośnij w końcu.
                • do_mi Re: Czy mogę coś zrobić...??? jeszcze jedno 12.08.03, 12:53
                  kamila77 napisała:

                  tatuś nową żonę na forum wysyła
                  Jestem już dużą dziewczynką... decyzje i działania podejmuję sama... Dominika
                  • kamila77 Re: Czy mogę coś zrobić...??? jeszcze jedno 12.08.03, 12:58
                    Bingo! To teraz bardzo proszę, dorosła dziewczynko, przypomnij sobie, co ci
                    trzy lata temu powiedziałam - że dorosłość polega na ponoszeniu konsekwencji
                    właśnie za swoje czyny i decyzje. I oto masz śliczny przykład. I albo oboje
                    zacznijcie (skoro tak baaaardzo tego chcecie) coś ze mną ustalać w kwestii
                    odwiedziń MOJEGO dziecka, albo - zakończmy tę farsę.
                    • do_mi Re: Czy mogę coś zrobić...??? jeszcze jedno 12.08.03, 13:05
                      Zgodnie z Twoją sugestią właśnie to robię... Ale sama zaproponowałaś- nie na
                      forum... Dominika
            • pikus Re: Czy mogę coś zrobić...??? jeszcze jedno 12.08.03, 15:19
              kamila77 napisała:

              > Świetnie,wszystkie się zgadzamy, że to obowiązek ojca. Problem polega na tym,
              > że szanowny tatuś sam zrezygnował z wizyt u naszego syna. Oczywiście z
              > partycypowania w kosztach jego utrzymania równie radośnie zrezygnował.
              > (alimenty oczywiście z FA, od niego ani złotówki nie dostałam).Wylewanie
              teraz
              > żalów na forum jest co najmniej hmmm... niesmaczne.
              > Ledwo człowiek z urlopu wrócił a tu takie niespodzanki...

              Jesli moge sie wtracic (choc czegoz tu jeszcze facet moze szukac
              po Gregoriju ktory powiedzial jak trzeba smile) - sprawa finansow i utrzymania
              dziecka nie jest blaha. To moze wrecz najwazniejsza rzecz. Ma sie dziecko,
              trzeba na nie lozyc. Jesli wiec Dominika chce sie wykazac dobra wola,
              niech przyczyni sie do zalatwienia tej sprawy, zgodnie z oczekiwaniami
              Kamili. To powinien byc wstep do wszelkiej dalszej rozmowy. Ja rozumiem
              ze trudno, bo to co trzeba dac tam, nalezy zabrac tu. Ale, niestety, trzeba.

              Pikus
    • b_ety Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 13:14
      Droga Dominiko!
      Uwazam , ze szukasz dziury w całym , a tylko po to , żeby użalć się sama nad
      sobą. Jestem Matka 12 letniego syna z pierwszego małżeństwa z żona mojego eks
      mamy wspaniałe kontakty i cieszy mnie to , ale wszystko zależało od relcji
      miedzy mna , a moim eks mężem.Faceci ogólnie to duże dzieci i tak naprawde
      nigdy nie wiedzą czego chcą..trzeba ich prowadzić przez życie za rączkę.Do
      czego zmierzam , ano dotego , ze jesli mąż twój nie inetresuje sie wlasnym
      pierworodnym synem od kilku lat , i nagle ty chcesz za niego wszystko poukładać
      to nic innego cie nie czeka tylko garb na plecach praca na pięciu etetach za
      darmo i tęgie lanie od zycia.Wiedz o tym , że sprawy miedzy bylymi małżonkami
      załatwia się inaczej niz na fotum , a przede wszystkim załatwiają ini je sami ,
      bo w końcu to jest ich syn i to jest to słodkie coś co ich jeszcze łączy , nie
      bedziesz miała tak naprawdę wpływu nigdy na układy miedzy między swoim mężem a
      a jego synem bo ster trzyma zupełnie kto inny.Zajmij się sobą , kontakty z
      chlopców zostaw mądrzejszym , zycie czasami samo pisze scenariusze.
      Powodzenia
      • do_mi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 13:21
        Nie wiem na czym miałoby polegać moje użalanie się nad sobą???!!! A nie używam
        forum do załatwiania tej sprawy... Tak jak Kamila nie miałam pojęcia że akurat
        tutaj się spotkamy... Dominika
        • gregorij Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 13:25
          To może czas, żeby poprosić admina o wywalenie tego wątku? Żenada się robi
          • do_mi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 13:28
            Właśnie mam taki zamiar...
            • b_ety Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 13:42
              Może nastepnym razem zanim napiszesz Dominiko na forum o problemach swej
              duszy..a raczej swego męża zastanów sie czy warto...Najlepiej idź do
              psychoterapeuty po porade i daj innym żyć i cieszyć sie życiem!
              Bo ono jest zbyt krótkie...a ma y tyle jeszce do zrobienia..
              • do_mi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 13:54
                b_ety napisała:

                > Może nastepnym razem zanim napiszesz Dominiko na forum o problemach swej
                > duszy..a raczej swego męża zastanów sie czy warto...

                Czytając Twoje posty- rzeczywiście, nie warto... Ale nie jesteś jedyną na tym
                forum...

                Problemy duszy??? Lepiej by było, gdybym cieszyła się, że mąż nie spotyka się
                ze swoim dzieckiem, czy wręcz mu te kontakty utrudniała, prawda?

                Dominika
              • mikawi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 13:54
                to może każda z was zanim napisze na forum swoje żale powinna iść najpierw do
                psychoterapeuty?
                • naturella Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 14:44
                  Dajcie dziewczynie spokój! Pisałyście tutaj o znacznie bardziej intymnych
                  sprawach, wywlekałyście daleko bardziej skomplikowane sytuacje rodzinne,
                  pisałyście o wiele szerzej o swoich byłych mężach, ojcach dzieci i innych. To,
                  że dwie panie akurat tutaj się spotkały, to nie jest powód, żebyście zaraz
                  ustawiały się po jednej ze stron i sekundowały w sporze, a na końcu dochodziły
                  do konkluzji, że zanim napisała, trzeba było itp... i tak jak napisała Mikawi -
                  chyba wszyscy uczestnicy forum powinni najpierw iśc do terapeuty, a potem
                  pisać... ale chyba nie o to chodzi, prawda?

                  A Dominikę pozdrawiam. Jeśli masz ochotę napisz do mnie, bo mój mąż też ma syna
                  z pierwszego małżeństwa.
                  • gregorij Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 14:47
                    naturella napisała:

                    > Dajcie dziewczynie spokój! Pisałyście tutaj o znacznie bardziej intymnych
                    > sprawach, wywlekałyście daleko bardziej skomplikowane sytuacje rodzinne,
                    > pisałyście o wiele szerzej o swoich byłych mężach, ojcach dzieci i innych.

                    Nazifeminizm! Faceta nawet nie zauważyła! smile
                    • naturella Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 14:55
                      Przepraszam Grigorij, ale Ciebie nie dotyczył mój post z racji tego, że nie
                      prezentowałeś postawy "huzia na józia", tylko wyłuszczyłeś swój punkt widzenia
                      bardzo obiektywny, a nie "babski" i to z punktu widzenia pierwszej żony, dla
                      której ta druga to zło wcielone itpsmile Rozumiem, że być może w większości
                      przypadków kobietom trudno się oderwać od tej nienawiści do drugiej, ale na
                      Boga, nienawidzcie tej jednej, a nie wszystkich... oczywiście jeśli macie za co
                      nienawidzić, bo dla zasady... to tak głupio jakoś...

                      I myślę cały czas nad tym wątkiem... dla mnie wartościowe jest to, że Dominika
                      w ogóle myślała o sprawie, obojętnie czy we właściwy, czy niewłaściwy sposób...
                      A Kamili gratuluję spokojnego i rzeczowego podejścia. Za to reszta pań...
                      uczcie się dziewczyny beznamiętności...

                      P.S. Grigorij, trudno Cię nie zauważyćsmile
                • skrzyniaa Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 14:56
                  Ale się "wesoło" zrobiło wink
                  A jak przeczytałam o "pójściu do psychologa zanim coś się napisze na forum", to
                  już się w głos roześmiałam. Niestety nasz kochany moderator jest na wakacjach i
                  proszę jej nie przesadzać wink. Jeszcze tylko tu Iki brakuje (z całym szacunkiem
                  dla jej ostrego pióra) i dopiero byłoby gorąco ! No, nie Dorka smile ? A tak, żeby
                  było jeszcze weselej to żona "tatusia" mojej Marysi, nawet nie wie, że on płaci
                  na dziecko alimenty, bo inaczej dostałaby już załamania nerwowego ("bo na życie
                  nie starcza, a ona bez pracy"). To z jego relacji. Dodam "tatuś" dzieckiem się
                  nie interesuje. Ale modli się co wieczór, żebym ją dobrze wychowała. Hi, hi,
                  hi, hi.
                  Dajmy już spokój i niech dziewczyny sprawy prywatne załatwią na priv.
                  Skrzynia (przybita życiem)
                  Gorąco Cię całuje Kamilo i w pełni popieram.
                  • mikawi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 15:03
                    czyli znów wracamy do znanego wszystkim tematu jaki to ojciec niedobry, a jego
                    druga żona jeszcze gorsza, za to samotna matka - to świętość dbająca tylko o
                    dobro dziecka, na piedestał i pokłony bić
                    • gregorij Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 15:25
                      nie zawsze ale w dużej części wypadków - tak
                    • dorka_mama_jakubka Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 15:43
                      wiesz co Mikawi,
                      jeżeli Ci tendencje na tym forum nie odpowiadają to tu może nie zaglądaj.

                      Ja osobiście nie oczekuję żadnych peanów na moją cześć od nikogo i staram się
                      kierować beznamiętnością ale czasami cholera mnie bierze jak niektórzy starają
                      się wybielać i usprawiedliwiać dorosłych facetów "pokrzywdzonych przez los".

                      dorka
                    • carlafehr Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 17:33
                      mikawi napisała:

                      > czyli znów wracamy do znanego wszystkim tematu jaki to ojciec niedobry,

                      czasami tak bywa i niestety w przypadku męża Dominiki też, bo "chciałbym ale ta
                      wredna eks tak mi trudnia..." to tylko wymówki. Kto jak kto ale rodzony ojciec
                      nie powinien się tak łatwo zniechęcać. Przykładem pozytywnym jest np mój
                      eks smile), który oprócz naszego syna ma jeszcze córkę z poprzedniego związku. I
                      chociaż ze swoją pierwszą rozstał się nieładnie, to z dziecka nie zrezygnował.
                      Nie zrażał się tym, że podczas wizyt u dziecka jego była dawała mu świadomie
                      lub nie nieźle do wiwatu, tylko zaciskał zęby i jechał. I nikt go do tego nie
                      musiał popychać. Taka jego postawa sprawiła, że w końcu po kilku latach ich
                      stosunki się unormowały i teraz są b. dobre, a kontakt z dzieckiem ma super.
                      Również z naszego syna po naszym rozwodzie nie zrezygnował i chociaż partnerem
                      był kiepskim, to ojcem jest generalnie O.K.
                      Gadki typu "chcę kontaktu z dzieckiem, ale...." (jakie by nie było to ale) to
                      oznaka, że w gruncie rzeczy wcale mu się nie chce. I dlatego Dominiko nie
                      sądzę, żeby inicjatywa z Twojej strony była dobrym pomysłem. Natomiast taka
                      postawa twojego męża może być ostrzeżeniem dla Ciebie, w końcu czy Ty też tak
                      łatwo zrezynowałabyś z kontaktów z własnym dzieckiem, jak on to zrobił?


                      a jego
                      > druga żona jeszcze gorsza,

                      no zdarza się, a tak bardzo uprzedzonej drugiej partnerki do swojej pierwszej
                      jak Ty, to jeszcze chyba nie spotkałam. I to tylko z powodu kilkuset złotych
                      alimentów?? A swoją drogą mam nadzieję, że nie jesteś sędziną.


                      Pozdrowienia dla Kamilismile)
                      MonikaS

                      • mikawi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 13.08.03, 09:07
                        a skąd ten pomysł że jestem do kogoś uprzedzona z powodu alimentów??? poczytaj
                        sobie trochę forum to zrozumiesz że z mojej strony pieniądze są ostatnim
                        problemem jeśli chodzi o tę pierwszą i nie dopowiadaj sobie historii, która nie
                        istnieje
                        • carlafehr Re: Czy mogę coś zrobić...??? 13.08.03, 10:16
                          mikawi napisała:

                          > a skąd ten pomysł że jestem do kogoś uprzedzona z powodu alimentów???

                          a stąd, że bardzo Cię jak dotąd oburzały żądania finansowe byłych żon/partnerek
                          wobec swoich eks

                          poczytaj
                          > sobie trochę forum to zrozumiesz że z mojej strony pieniądze są ostatnim
                          > problemem jeśli chodzi o tę pierwszą i nie dopowiadaj sobie historii, która
                          nie istnieje

                          czytam od jakiegoś czasu i może faktycznie niesprawiedliwie dorobiłam sobie
                          jakąś historię, a to z kolei być może dlatego, że po prostu nie potrafię
                          zrozumieć, dlaczego można pałać aż taką niechęcią, jaka przebija z Twoich
                          postów, do eks swojego partnera. I pewnie dlatego drażnią mnie Twoje ataki.
                          • mikawi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 13.08.03, 10:44
                            carlafehr napisała:


                            > a stąd, że bardzo Cię jak dotąd oburzały żądania finansowe byłych
                            żon/partnerek
                            > wobec swoich eks

                            mylisz żądania finansowe ze zbyt wygórowanymi żądaniami finansowymi


                            > czytam od jakiegoś czasu i może faktycznie niesprawiedliwie dorobiłam sobie
                            > jakąś historię, a to z kolei być może dlatego, że po prostu nie potrafię
                            > zrozumieć, dlaczego można pałać aż taką niechęcią, jaka przebija z Twoich
                            > postów, do eks swojego partnera. I pewnie dlatego drażnią mnie Twoje ataki.

                            nic nie wiesz o mnie, eks mojego partnera i całej sytuacji związanej z dziećmi
                            aby zrozumieć moją niechęć do tej kobiety, ale oczywiście dla ciebie to kwestia
                            alimentów, żałosne.
                            • carlafehr Re: Czy mogę coś zrobić...??? 13.08.03, 12:39
                              mikawi napisała:

                              > mylisz żądania finansowe ze zbyt wygórowanymi żądaniami finansowymi
                              >

                              a skąd Ty możesz wiedzieć, które są wygórowane?

                              ale oczywiście dla ciebie to kwestia
                              >
                              > alimentów, żałosne.

                              No właśnie nie dla mnie, tylko dla Ciebie. Ocena j.w.
                              • mikawi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 13.08.03, 13:02
                                jeśli kwota płacona byłej to ok. 95% miesięcznych dochodów to moim zdaniem jest
                                to kwota wygórowana, stąd to mogę wiedzieć
                                • carlafehr Re: Czy mogę coś zrobić...??? 13.08.03, 17:20
                                  mikawi napisała:

                                  > jeśli kwota płacona byłej to ok. 95% miesięcznych dochodów to moim zdaniem
                                  jest
                                  >
                                  > to kwota wygórowana, stąd to mogę wiedzieć

                                  Rany, Mikawi, przecież żaden sąd nie każe płacić ojcu 95% jego dochodów.
                                  Poza tym zależy to chyba od tego, ile jest dzieci, jakie są wydatki na te
                                  dzieci i ile zarabia ojciec. Jeśli ojciec zarabia minimum a dzieci jest 2 i
                                  jeszcze jedno jakiś chorowite, to i żądanie wygórowane dla takiego ojca nie
                                  jest wygórowane dla jego dzieci. Poza tym taki ojcierc zarabiający minimum może
                                  po prostu za mało się stara? W końcu facetowi bez obciążeń typu dzieci łatwiej
                                  jest znaleźć lepiej płatną pracę niż babce z małymi dziećmi. Widziałaś kiedyś
                                  minę takiego potencjalnego pracodawcy, gdy usłyszał, że taka babka ma dziecko i
                                  w dodatku sama je wychowuje? A część ojców za bardzo się nie stara, bo po co,
                                  skoro i tak część trzeba oddać byłej. No i istnieje jeszcze szara strefa.
                                  • mikawi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 14.08.03, 10:03
                                    jakież to wszystko proste i oczywiste dla ciebie! wyobraź sobie że są faceci
                                    którzy się starają a mimo to nie znajdują pracy za 2-3 tyś tylko za znacznie
                                    mniej. I co, mają jej nie przyjąć? Jesli myslisz że tylko kobietom-matkom jest
                                    trudno znaleźć pracę a dla faceta ona leży na ulicy to zejdź na ziemię bo
                                    reprezentujesz właśnie stanowisko sędzin polskich sądów rodzinnych - matka nie
                                    pracuje i to jest o.k bo prezciez pracy nie ma, a ojciec - zapewne za mało się
                                    stara że tak mało zarabia. Kobieto, na jakim świecie ty żyjesz? Socjalizm, gdy
                                    praca się "należała" juz dawno się skończył!
                                    • matiza do MIKAWI 14.08.03, 11:35
                                      Mikawi jak czytam to forum to musze przyznac, że jestes prowdziwa kobieta z
                                      klasą, która umieodłozyc na bok emocje i wypowiedziec sie racjonalnie, rzeczowo
                                      i obiektywnie.
                                      Podziwiam Cie za to wink))))
                                    • chalsia Re: Czy mogę coś zrobić...??? 14.08.03, 15:25
                                      Mikawi,
                                      to wszystko nie zmienia faktu, że alimenty nie mogą wynosić 95% dochodu
                                      netto!!! O ile pamietam maximum sądowne to 60%. A na ten punkt nie
                                      odpowiedziałaś.
                                      Więc jak to mozliwe??
                                      Pozdrawiam,
                                      Chalsia
                                      • mikawi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 14.08.03, 15:41
                                        a jednak w polskim państwie to możliwe, jak? bardzo prosto: sprawa odbywała się
                                        w momencie gdy facet był bez pracy od około pół roku, sędzina powołała się na
                                        jego zarobki otrzymywane właśnie w tej pracy, którą notabene dostał kilka lat
                                        wcześniej po znajomości, a z której po tych kilku latach został zwolniony bo
                                        nastały czasy tzw, reorganizacji. Alimenty zapadly na 50% zarobków których już
                                        od pół roku nie otrzymywał. Wykształcenie średnie więc o żadnych wielkich
                                        możliwościach nie ma mowy. Tłumaczenia że od pół roku szuka jakiejkolwiek pracy
                                        i nie ma mowy o takich zarobkach niewiele sędzinę obchodziły (koronny
                                        argument "widocznie się pan nie stara" też padł podobnie jak na tym forum).
                                        Wreszcie po kolejnym okresie szukania i łapania każdej pracy znaleziona, ale z
                                        pensją połowę niższą niż tamta i nie na umowę o pracę tylko uz. Mial
                                        powiedzieć: nie wezmę bo muszę zarabiać dwa razy tyle, bo tak założyła "mądra"
                                        w sądzie żyjąca czasami kodeksu z 1964 który nadal obowiązuje i nie przyjmujaca
                                        do wiadomości że czasy sa takie że pracę można stracić i nie znaleźć równie
                                        dobrze płatnej.
                                        • badia Re: Czy mogę coś zrobić...??? 14.08.03, 16:14
                                          Mikawi, ale po to właśnie alimenty nie są ustalone raz na zawsze, czasem
                                          sytuacja zmiania sie na plus i wtedy mozna je zwiększyć, a czasem sytuacja
                                          zmiania sie na minus i wtedy można je zmniejszyc. Czynnikami, które bierze się
                                          przecież pod uwagę są potrzeby dziecka ale także możliwosci rodziców.
                                          Dziecko - człowiek, ale matka i ojciec też ludzie.
                                          Nie próbowaliście z tym niczego zrobić? Czytałam Twoje posty i wiem, że masz
                                          wiedzę... o tym, jak byc powinno...
                                          • mikawi Re: Czy mogę coś zrobić...??? 18.08.03, 09:29
                                            tak, apelacja leży już ponad pół roku, a swoją drogą ze spraw które znam nie
                                            przypominam sobie obniżenia alimentów przez faceta, za to podwyżek - wszystkie
                                            zakończyły się po myśli mamuś (może nie zawsze podwyższyły o tyle ile chciały,
                                            ale sędzina podwyższała o jakąś średnią z żądań matki o oporów taty, jednak
                                            zawsze kasa szła do góry)
                                            • rena_gd Re: Czy mogę coś zrobić...??? 27.08.03, 12:03
                                              mikawi napisała:

                                              > tak, apelacja leży już ponad pół roku, a swoją drogą ze spraw które znam nie
                                              > przypominam sobie obniżenia alimentów przez faceta,


                                              jakis czas temu moje alimenty od eks meza zostaly obnizone o cale 200 zl... ze
                                              wzgledu na pogarszajaca sie jego sytuacje materialna, nie bede sie wdawac w
                                              szczegoly czy slusznie czy nie... powiem jedno, ze poszlam z nim na ugode, aby
                                              nie przedluzac sprawy w sadzie i aby nie wrocil ponownie pod moj dach...
                                              szantaz?? wszystkie chwyty podobno dozwolonewink)
                                              pozdrawiamwink)
                                    • carlafehr Re: Czy mogę coś zrobić...??? 15.08.03, 08:03
                                      mikawi napisała:

                                      > jakież to wszystko proste i oczywiste dla ciebie!wyobraź sobie że są faceci
                                      > którzy się starają a mimo to nie znajdują pracy za 2-3 tyś tylko za znacznie
                                      > mniej.

                                      oczywiście, że są.

                                      I co, mają jej nie przyjąć?

                                      Nie rozumiem, dlaczego mieli by jej nie przyjąć?

                                      Jesli myslisz że tylko kobietom-matkom jest
                                      > trudno znaleźć pracę a dla faceta ona leży na ulicy to zejdź na ziemię

                                      Myślę, że kobietom-matkom jest TRUDNIEJ znaleźć pracę niż facetom
                                      niewychowującym dzieci.

                                      bo
                                      > reprezentujesz właśnie stanowisko sędzin polskich sądów rodzinnych

                                      Gdybym sędziny polskich sądów rodzinnych reprezentowały takie stanowisko, nie
                                      musiałabyś się tu wypowiadać na wiele wątków, bo by ich nie było.

                                      - matka nie
                                      > pracuje i to jest o.k bo prezciez pracy nie ma, a ojciec - zapewne za mało
                                      się
                                      > stara że tak mało zarabia.
                                      Kobieto, na jakim świecie ty żyjesz? Socjalizm, gdy
                                      > praca się "należała" juz dawno się skończył!

                                      Żyję właśnie tu i teraz. I skoro mając małe dziecko potrafię sobie znaleźć w
                                      tym świecie pracę, to faktycznie nie rozumiem bezradności takiego niczym nie
                                      obciążonego faceta, który nie może jej znaleźć. Oczywiście moja praca
                                      niekoniecznie jest pracą moich marzeń, ale patrząc codziennie na dziecko nie
                                      mogę pozwolić sobie na luksus kręcenia nosem wybrzydzania i czekania na pracę,
                                      która będzie moją pasją i pozwoli godnie żyć, tylko biorę co jest.
                                  • stynka Re: Czy (..) - proszę o niekontynuowanie wątku 14.08.03, 22:32
                                    Prosiłam, by do tego wątku nie dopisywać już postów.
                                    Jeśli nadal chcecie dyskutować o alimentach, to załóżcie PO RAZ KOLEJNY nowy
                                    wątek. Tu jest to nie na temat, o ile się nie mylę.

                                    stynka - moderator
                                    • carlafehr Re: Czy (..) - proszę o niekontynuowanie wątku 15.08.03, 08:05
                                      stynka napisała:

                                      > Prosiłam, by do tego wątku nie dopisywać już postów.
                                      > Jeśli nadal chcecie dyskutować o alimentach, to załóżcie PO RAZ KOLEJNY nowy
                                      > wątek. Tu jest to nie na temat, o ile się nie mylę.
                                      >
                                      > stynka - moderator
                                      >


                                      Sorry, już więcej nie będę.
                                    • rena_gd Re: Czy (..) - proszę o niekontynuowanie wątku 27.08.03, 12:05
                                      stynka napisała:

                                      > Prosiłam, by do tego wątku nie dopisywać już postów.
                                      > Jeśli nadal chcecie dyskutować o alimentach, to załóżcie PO RAZ KOLEJNY nowy
                                      > wątek. Tu jest to nie na temat, o ile się nie mylę.
                                      >
                                      > stynka - moderator
                                      >

                                      sorki ale nie dotarlam do twojego postu... wiecej nie bede... tylko przeczytam
                                      reszte... pozdrawiam i mysle, ze wszystko sie wszystkim ulozy... tylko prosze
                                      wezcie pod uwage, ze ta sama sprawa z roznych stron wyglada zupelnie inaczej i
                                      potrzeba duzo, duzo, dystansu, cierpliwosci i dobrej woli, szczegolnie tam
                                      wlasnie gdzie sa dzieci, bo to ich dobro liczy sie najbardziej...
    • kamila77 Pax vobiscum oraz the end 12.08.03, 15:47
      Moje miłe panie oraz jeszcze milsi panowie!

      Uprzejmie proszę - zakończmy już ten wątek. Zaczynacie się tu przerzucać
      niezbyt ladnymi już wyrazami, a przecież nie w tym rzecz, żeby się błotem
      ochlapywać. Ustaliłam z Dominiką pewną kwestię - zobaczymy, jak się rzecz
      potoczy. (stawiam dolara przeciwko orzechom, że moej dziecko ojca jednak nie
      zobaczy).

      Dziękuję wszystkim za udział w ekhm dyskusji.
    • badia Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 17:44
      No ale może właśnie dlatego warto było ten wątek założyć, żeby ,jak to facet
      porzuca dom i dziecko, inaczej, jeśli jest porzucony przez kobietę, która
      odbiera mu dziecko... I trudno zastosować tu jakąś jedną złotą formułę i
      powiedzieć kto lepszy...
      Niestety nie da się żyć równolegle, mieć dwa domy, dwie rodziny - nie można się
      rozejść i dalej być razem - co oczywiście utrudnia relacje z dziećmi. Tylko w
      kolorowych gazetach po rozstaniu wszystko jest super i ładnie się układa... w
      rzeczywsistości jest tak, jak to widać w tym wątku...
      Niezależnie od sytuacji facet powinien płacic na dziecko - bo to jego dziecko i
      w końcu kto ma na nie płacić jak nie on ??? Byłabym wściekła, gdybym się
      dowiedziała, że mąż nie płaci na dziecko z poprzedniego związku. Z tego, co
      wiem płaci. I nie wydaje mi się, żeby te pieniądze komuś odbierał - po prostu
      na nim ciąży obowiązek zarobienia - są tacy, którzy nie mając żadnych
      pozamałżeńskich dzieci są bezrobotni i wymagają, żeby ich utrzymać. A że to
      dziecko nie będzie traktowane, jak dziecko w małżeństwie... z tym chyba nie da
      się nic zrobić. I mnie też to męczyło, podobnie jak autorkę listu, ale okazuje
      się, że zawsze jest jakieś zło - brak kontaktów to zło, kontakty ale z "ciocią"
      też zło, sorki, ale chyba sie trzeba pogodzić z tym, że to juz niestety nie
      będzie tak ładnie jak w kolorowych gazetach pisali...
      Buziaki dla tych pierwszych i drugich,
      badia
      • badia Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 18:13
        Oj, pokiertoliło mi się przed wysłaniem. Dopisuję więc: nie ma sensu uogólniać.
        Inna jest sytuacja faceta, który porzucił żonę z dzieckiem, inna jest sytuacja
        faceta, który został porzucony, a była zabrała mu dziecko.
        Inaczej jest, jeśli dziecko jest nie chcianą "wpadką" albo "skokiem na bok",
        inaczej jak żona zostaje wymieniona na "młodszy model" i zostaje sama z
        dziećmi, a pan mąż szaleje w ramach "drugiej młodości".
        Ale niezależnie od układu "potem" juz nigdy nie jest tak, jakby sie wyszło
        dziewicą za prawiczka i pozostawało w szczęśliwym stadle do końca dni...
        Niestety "zakręty" w życiorysie kosztują: niosa ból, cierpienie, samotność,
        poczucie odrzucenia. "Potem" można już tylko rachować mniejsze zło. A jak
        trudno je rachować, to widać po tych postach...
        Jeszcze raz pozdrowienia,
        badia

    • stynka Re: Czy mogę coś zrobić...??? 12.08.03, 21:31
      Drogie Panie oraz drodzy Panowie!

      Jak to już wcześniej zostało powiedziane forum nie jest niczyją własnością,
      jest ogólnodostępne i pisząc na nim należy brać ten fakt pod uwagę. Skoro
      Dominika i Kamila wyjaśniły już sobie sytuację myślę, iż wątek powinien
      pozostać w niezmienionej formie. Niech każdy, kto go przeczyta, zda sobie
      sprawę, że tak jak na plaży w Łebie, tak i tu można spotkać tę "drugą stronę".
      Jeśli chcemy pozostać do końca anonimowi nie piszmy w sposób, który umożliwi
      innym identyfikację.

      Uprzejmie proszę jednak, by dyskusja ta została zakończona. Na forum gazetowym
      nie mam możliwości zamknięcia wątku, proszę więc, nie dopisujcie już żadnych
      komentarzy.

      Pozdrawiam wakacyjnie,
      stynka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka