Dodaj do ulubionych

SEPARACJA...

04.08.03, 12:11
Dziewczyny,

od soboty jestem w separacji. Po prostu powiedziałam męzowi, że jak mamy się
dalej męczyć, to lepiej, żebyśmy byli osobno. Wzięłam naszą córeczkę i teraz
mieszkam u moich rodziców. Szczerze pisząc, nie wiem, co będzie dalej, nie
wiem, czy z takiego stanu można jeszcze "wyjść", wrócić. Jest mi bardzo,
bardzo smutno. Napiszcie proszę o swoich doświadczeniach związanych z
odejściem, czasowym bądź na zawsze, jak to wyglądało, jak to przeżyłyście, co
Wam to dało, jak się skończyło...


pozdrawiam

matilka
Obserwuj wątek
    • malpig Re: SEPARACJA... 06.08.03, 16:01
      Hej,
      O swoich nie napiszę, bo nie byłam w takiej sytuacji.
      Jednakże 3 lata temu moja przyjaciólka postanowiła odejśc od męża. Powodów było
      kilka, ogólnie rzecz biorąc "różnice charakterów", które były im znane, ale
      nasiliły się w ciągu 2 lat małżeństwa.
      Spakowała swoje i synka rzeczy i przeniosła się do swoich
      rodziców,którzy ....wyznają zasadę, ze nie ważne jak, ważne że dla ludzkiego
      oka razem. tak więcej nie było jej łatwo.
      Mąż zbytnio się tym nie przejął, jak sam stwierdził "moze teraz zmiękkniesz".
      Nie. Sprawa w sądzie, rozwód (troszkę to trwało, bo problemem było orzeczenie
      winnego rozpadu małżeństwa),alimenty, ustalone godziny widzenia z dzieckiem itd.
      Jednakze od roku sa ponownie razem tzn. razem zamieszkali. Wg słow przyjaciółki
      i z moich obserwacji wynika, ze bardzo się zmienił na lepsze. Przestał być
      macho, któremu żona powinna podawać ciepłe obiadki, łapetki, wręczać gazetkę i
      TV, zabawiać dziecko, bo tatuś wrócił z pracy (nota bene ona również pracowała)
      itp. fanaberie.
      Wspólnie nauczyli sie podejmowania wspólnych decyzji i zakceptowali podział
      obowiązków. Może sami wydorośleli....
      Takiego zakończenia sprawy również życzę i Tobie

      pozdrawiam
      mal
    • badia Re: SEPARACJA... 06.08.03, 17:02
      To ja napisze dwa zdania o sobie, z wlasciwie o nas...
      Po dwoch latach nieudanego malżenstwa zaczelam coraz bardziej domagać sie od
      męża, żeby a) wziął się do roboty
      b) wziął na siebie odpowiedzialność za nasze stadło
      a on ciągle wymagał, żeby jemu pomagać, nie miał pracy i miał depresję.
      Odszedł. Po latach przyznał się, że chciał, żebym "zmiekła".
      Dla mnie to było jednak straszne - powiedział rozwód, złozyłam pozew i rozwód
      sie odbył.
      Poznałam faceta, od którego żona uciekła do matki - może też uciekła, żeby coś
      mu pokazać... Po pół roku On też juz nie chciał więcej prowadzić żandych
      rozmów. Dla niego to był absolutny koniec, który musiał przetrawić i przeboleć.
      No właśnie i w miedzyczasie spotkaliśmy sie my i juz potem niczego nie dało sie
      odkręcić.
      Z mojego doświdczenia wynika, ze słowa można naprawić, problemy można
      rozwiązać, ale rozstania zostawiaja ślady, są argumentem ostatecznym i ludzie,
      którzy sie choć odrobinę szanują, nie powinni takich argumeentów używać,
      licząc, że rozsatanie coś rozwiąże...
      No chyba, że ma doprowadzić do tego, zeby para nie była razem...
      Przepraszam, że nie pocieszam. Ale nie mów, że odchodzisz, jeśli nie zamierzasz
      odejść, bo okaże sie, że potem nie bedzie z kim rozmawiać o powrocie. A dziecko
      potrzebuje pełnej rodziny.
    • jogo2 Re: SEPARACJA... 07.08.03, 10:28
      Hej,

      Uważam, że podjęłaś bardzo odważną decyzję. Nie każdego na to stać. Woli się
      męczyć w byle jakim związku, bo przed radykalnym krokiem ogarnia strach. Mam
      znajomą, wobec której jej małżonek zachowuje się bardzo nie fair od wielu lat.
      Jedynym sposobem pokazania mu, iż sobie takiego zachowania nie zyczy byłoby
      odejscie (akurat w jej sytuacji jedynie to by poskutkowało). Nie miałby wtedy
      posprzątane, ani smakowitych obiadkow przygotowywanych przez zle traktowna
      zone, ktore zreszta traktuje on jako rzecz oczywista. Ten zwiazek trwal i nadal
      trwa latami. Gdyby moja znajoma zdecydowalaby sie w ktoryms momencie, jeszcze
      nawet 10 lat temu na odejscie od niego, moglaby sobie urzadzic jakies miejsce w
      zyciu. Teraz nie jest juz mloda, jest od niego zalezna tez i finansowo, odejsc
      z domu, ktorego sie dorobili wspolna praca (niestety ona nigdy nie miala prawa
      dysponowac, lub czerpac korzysci z tego co ona zarobila, bylo i jest to na
      zasadzie co jest twoje to jest moje, a co moje to nie twoje)dokad? Zupelnie nie
      rozumiem jej uzaleznienia od tak toksycznej sytuacji, ktora ja zreszta
      wyniszcza. Uwazam ze bardzo dobrze zrobilas!!!!!
      Tak samo sie kompletnie nie zgadzam z ktoryms z odpowiedzi na twoj post, ze
      dziecko potrzebuje obojga rodzicow. Dziecko przede wszystkim potrzebuje
      niewzrastania w toksycznej sytuacji. Rowniez "poswiecenie" w tym sensie mojej
      znajomej na niewiele sie przydalo dla jej dzieci. Sadze, ze bylyby
      szczesliwsze, gdyby sie rozwiedli, a ich mama nie chodzila wciaz jak struta.

      Pozdrawiam i trzymaj sie!!!

      Samej nie jest latwo, ale o ile lepiej niz z czlowiekiem, ktory nie pomaga.

      Joanna
    • badia Re: SEPARACJA... 07.08.03, 13:22
      Jogo, ale ja się z Tobą zgadzam, decyzja o odejściu to odważna decyzja. Moja
      biografia jest tylko dowodem na to, że nie warto z odejścia robić argumentu w
      grze, bo druga strona, może odrzucić partnera , który odszedł. Tak po prostu
      było w moim przypadku. Po odejściu męża przestało mi sie chcieć o czymkolwiek z
      nim rozmawiać.
      A że nie warto tkwić w fatalnym zwiazku i skazywać dzieci na obciążenie - "dla
      Ciebie mamusia z tym draniem całe życe męczyć się musiała" - to dla mnie
      oczywiste.
      Badia
      • jogo2 Re: SEPARACJA... 07.08.03, 15:56
        Sorry Badia,

        Może mój post był zbyt emocjonalny.

        Serdecznie pozdrawiam,

        Joanna
        • badia Re: SEPARACJA... 07.08.03, 17:50
          smile)))
          Mój też był emocjonalny.
          Buziaki,
          Badia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka