zebrodyl
10.11.08, 20:25
Witam,
jestem mamą 7-latka. Sąd skierował nas na badanie w RODK ze względu
na to, że obawiam się zostawić dziecko sam na sam z jego ojcem, gdyż
ten, pomimo sędziwego wieku, jest człowiekiem nieodpowiedzialnym,
nieprzewidującym i mało nie zrobił dziecku krzywdy podnosząc go jako
5-latka do góry za głowę. Wierzyć mi się to nie chciało, gdy syn po
powrocie od tatusia najpierw mówił, że boli go szyja a potem gdy go
dopytywałam, powiedział że tatus go podnosił za głowę. Nie mogłam w
to uwierzyć i powiedziałam, zeby na mamusi pokazał co tata robił. I
dzieciak chwycił mnie za żuchwę pod uszami i zaczął podnosić.
Nie muszę Wam chyba pisać, że obleciał mnie strach i wolałam sobie
nie wyobrażać, co by mogło się stać, gdyby dziecko nie zaczęło
krzyczeć i nie zostało opuszczone.
Spotkanie w ośrodku RODK trwało ok. 2 godz.
Wiwisekcję prowadziła pani pedagog (ok. 50 lat) i pan psycholog w
tym samym wieku. Poproszono najpierw 'tatusia' do pokoju. Był tam
ok. 35 min. Potem poszli z dzieckiem 'pokazywać' mu pomieszczenia -
ok. 20 min. A potem poproszono mnie - ok. 35 min.
Cóż mogę powiedzieć: było bardzo tendencyjne (w moim przypadku, bo
nie wiem jak było u tatusia).
Nie będę się rozpisywać szczegółowo, bo nie chce mi się juz do tego
wracać, ale:
1. moje spostrzeżenia dotyczące jego nieodpowiedzialności względem
dziecka i braku wyobraźni jak np.:
* podnoszenie dziecka 5-letniego za głowę do góry [mam stosowne
badania lekarskie z pogotowia i obdukcję oraz kołnierz ortopedyczny
w którym latem przez 3 mies. dziecko spało, jadło i bawiło się],
* wysyłanie dziecka na jezdnię celem podniesienia papierka [ponieważ
papierek który dziecko wrzucało do kosza został przez
wiatr 'wydmuchnięty' na jezdnie],
* zostawianie 5,5 letniego dziecka samego w nocy w szpitalu i udanie
sie do domu przez 'tatusia', [a dziecko wiedziało że akurat tej nocy
ja będę w domu, ale będzie czuwał nad nim tatuś żeby nie był sam]-
co za trauma dla dziecka...
* puszczał 3-letnie dziecko z górki na wysokich sankach tam gdzie
były krzaki i latarnia a 10 metrów dalej nie było żadnej przeszkody
* trzymanie dziecka 2-letniego a la 'Jackson' nad wybiegiem dla
hipopotamów - by wymienić kilka najbardziej drastycznych....)
Zostało to uznane - miedzy wierszami - jako błędy, które mogą sie
każdemu zdarzyć, bo nikt nie jest wolny od błędów (na moje
stwierdzenie, ze mówimy o człowieku 65-letnim, który powinien MYSLEC
i PRZEWIDYWAC a nie o 19-letnim chłopcu nie zareagowano i pominięto
milczeniem patrząc sie na siebie.).
2. MOJE obawy dotyczące bezpieczeństwa dziecka zostały określone
jako 'nadopiekuńczość' i zasugerowano mi wzięcie udziału w stosownym
kursie w poradni psychologicznej.
Na tym się spotkanie zakończyło, podziękowano nam za przybycie i
powiedziano, że ocena RODK zostanie przesłana do sądu rodzinnego.
Powiedzcie proszę - może macie doświadczenia - CZY i JAK moge się
bronić przed takim tendencyjnym traktowaniem?
Czy mogę żądać badania w innym osrodku lub przez innych specjalistów?
Czy -jeśli sąd postanowi, że dziecko jednak bez nadzoru może być z
ojcem - mogę prosić o zmianę sędziego?
Ja nie chcę odseparowywać dziecka od ojca, tylko się BOJĘ - a
niestety mam ku temu podstawy. Te ww. to tylko kilka przykładów.
Ja tylko chcę, by kontakty dziecka z ojcem odbywały się pod
kontrolą.
Obawiam się, że ze mnie zrobią wariatkę a tatuś wyjdzie w glorii i
chwale, że 'walczy' o dziecko.
pomóżcie mi proszę
i dziękuję, ze chciałyście to poczytać
zebrodyl...