Dodaj do ulubionych

O mówieniu prawdy dzieciom

21.11.03, 08:28
Stało się. Wczoraj w końcu zdecydowałam się powiedzieć mojemu ośmioletniemu
synowi, że ma przyrodniego brata. Jako że ojciec go od dwóch lat nie odwiedza
(z wyjątkiem kilkunastominutowej wizyty rok temu), to na mnie spadł ten
obowiazek.
Przygotowalam sobie "pomoc naukowa" w postaci albumu z naszymi rodzinnymi
zdjeciami (jeszcze jak mieszkalismy z ojcem Jakubka). Balam sie, ze w ogole
nie skojarzy, o kim mowie (tzn. o jego ojcu). Przegladalismy te fotki a maly
pyta "Mama, a czy tata ma nowego synka?". Mysle sobie: - no, nadszedl ten
moment i mowie "Tak, ma". Zapytal mnie o jakies szczegoly, tzn. skad to wiem
i ile to dziecko ma lat. I na tym koniec. Pewnie pomyslalabym sobie, ze
dzieciak zamknal sie w sobie, ze nie chce o tym rozmawiac, gdyby nie jeszcze
jedna sytuacja z wieczora. Otoz moje dziecko zapytalo mnie o sw. Mikolaja,
czy taki osobnik w ogole istnieje. To byl chyba Dzien Zadawania Waznych
Pytan. I wiecie co? Temat Mikolaja i prezentow walkowalismy caly wieczor, z
czego wynika chyba, ze sprawe przyrodniego brata walkowalby rownie mocno,
gdyby... no, gdyby go to obeszlo w ogole.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • oligarcha Re: O mówieniu prawdy dzieciom 21.11.03, 09:32
      Gratuluje decyzji!!!
      Wiesz jak tak czytam twoje posty to nie wiem co mam o tobie mysleć... Wydawało
      ci się, że Kuba bedzie wałkował temat swojego brata??? To dla niego szok, a
      tobie wydaje sie, ze masz dziecko, które poradzi sobie ze wszystkim??? Myslę,
      że nie jedna łezke po tej wiadomosci uroni... Cóz takie są dzieci i nawet
      psychologowie nadal sa przez nie zaskakiwani...

      To jeszcze zorganizuj jakies spotkanie dwóch braci a wielu będzie z ciebie
      dumnych!!!
      • iwona3 Re: O mówieniu prawdy dzieciom 21.11.03, 09:57
        Kamilo, a właściwie jaką prawdę przekazałaś swojemu dziecku?
      • agniicha Re: O mówieniu prawdy dzieciom 26.11.03, 15:02
        a skąd wiesz, że to dla niego szok? jest jakaś reguła jeśli chodzi o reakcje
        dzieci? a może rozmawiałeś z Kubą o tym? Proszę jaka dobra wiedza ... smile))
    • dorka_mama_jakubka Re: O mówieniu prawdy dzieciom 21.11.03, 09:50
      Kamilo,
      ja myślę i myślę nad tym mówieniem prawdy, szukam magicznych słów w które
      mogłabym ubrać tą prawdę i dochodzę niejednokrotnie do wniosku że problem leży
      głównie w nas matkach, że to nam najtrudniej zaakceptować to co się stało.To
      nas ta prawda najbardziej boli i wydaje nam się że tak samo zareagują nasze
      dzieci, bo małe, niewinne, niewypieszczone przez ojca....

      Problemem jest to żeby nam starczyło siły i mądrości żeby przekazać to wszystko
      w taki sposób żeby nie przelać naszych emocji, zbędnych negatywnych odczuć i
      poczucia że coś z nami jest nie tak i dlatego tatusiowie znajdują nowe rodziny
      i układają sobie życie czasami całkiem nieźle.

      I tak sobie myślę że te nasze "prawdziwe rozmowy" powinny być takie normalne
      jak rozmowy o pogodzie, o tym co się wydarzyło w szkole, przedszkolu itd czy
      chociażby o Mikołaju.

      dorka

      No i mam nadzieję, że synek urobił mamusie w kwestii prezentów mikołajowychwink

      • joannab-o Re: O mówieniu prawdy dzieciom 28.11.03, 15:14
        Dorko, własnie tak! Przypisujemy dzieciom własne poglądy, jesteśmy pewni, ze to
        samo im przeszkadza, ze nasze rozumienie róznych zjawisk jest jedynie słuszne.
        I tonem głosu, miną, gestami, kładzeniem akcentu na takim, a nie innym aspekcie
        sytuacji NARZUCAMY dzieciom swoj ogląd rzeczywistości.
        Po części jest to nieuniknoione, bo nie sposób cały czas się kontrolować, ale
        należy uznać za swój najważniejszy obowiazek, żeby postarać się spojrzeć na
        świat jakby od nowa, wyobrazic sobie jak widzi go dziecko. Oddzielic fakty od
        ocen, skojarzeń i emocji, które przez lata rozmaitych doswiadczeń podświadomie
        im przypisujemy.
        Po to, żeby zostawić dzieciom wolność, nie ograniczać ich w samodzielnym
        mysleniu, żeby nie rozwiązywac za nie niczego.
        To nawet nie dotyczy tych najtrudniejszych rozmów, tylko powinno byc regułą w
        każdej wymianie myśli z dzieckiem.
        joanna
    • ashan Re: O mówieniu prawdy dzieciom 21.11.03, 09:58
      Kamilo, nie wdając się w Wasze forumowe spory toczone również na macochach,
      chciałabym tylko powiedzieć, że "przerabiałam" już sytuacje typu: rozmawiamy o
      tacie, którego syn od dawna nie widział. Mój Kuba jest o dwa lata starszy od
      Twojego, z tatą widuje się zbyt rzadko. Zawsze był pogodnym i spokojnym,
      chciaż bardzo radosnym dzieckiem. Mam za sobą doświadczenia takich trudnych
      rozmów. Reakcja Twojego syna jest zupełnie normalna. Dzieci chowają takie
      informacje głęboko w siebie, ale to nie znaczy, że są one dla nich nie
      istotne. Wręcz odwrotnie: późniejsze pytania, wałkowanie, jak pisałaś, tematu
      świętego Mikołaja, świadczą tylko o tym, że informacje o tacie i jego nowym
      dziecku, były dla niego dużym przeżyciem, które musi sam "przetrawić".
      Radziłabym Ci nie bagatelizować trudnej sytuacji psychicznej, w której jest
      Twój syn, tylko dążyć do normalizacji stosunków rodzinnych.
      pozdrawiam
      ashan
    • kamila77 Re: O mówieniu prawdy dzieciom 21.11.03, 10:20
      Dzieki, dzieki wielkie za wszystkie slowa.

      Widzicie, z moim maluchem to jest tak - rzadko cos przede mna ukrywa. No,
      chyba, ze chodzi o odpowiedz na pytanie, skad sie wziela ta plama na dywanie smile
      Zreszta, on ma zawsze emocje na wierzchu, niczego w sobie nie kryje. Pamietam
      np. jak mu tlumaczylam, dlaczego juz nie mieszkamy z tata. Byl okres, kiedy
      przy rozmowach o tym maly stawal sie agresywany wobec mnie, jakby musial
      wyladowac negatywne emocje. Potem musialam mu wytlumaczyc, ze nie jestem juz
      taty zona. Tez byla seria pytan - dlaczego, jak to mozliwe, co to oznacza.
      Potem byla informacja, ze tata ma nowa zone. Jakos pewnie wtedy skojarzyl to z
      mozliwoscia istnienia potomstwa i z trzesaca sie broda zapytal, czy on
      przestanie byc kiedys taty synkiem. Odpowiedzialam, ze oczywiscie nie.
      Zastanawiam sie teraz, czy nie sprowokowac kolejnej rozmowy na ten temat.
      Pewnie za pare dni znowu wyciagne album ze zdjeciami (poryczalam sie jak
      glupia, patrzac jak ten maly szkrab urosl), moze mu sie juz jakas siec
      skojarzeniowa rodzinna zrobila i zapyta o cos jeszcze.

      Rrrrany, jak on sie chichral z tego, ze przez osiem lat wszyscy robili go w
      balona z prezentami od Mikolaja smile))
      • iwona3 Re: O mówieniu prawdy dzieciom 21.11.03, 16:08
        A po co prowokować? Nie lepiej poczekać, aż sam wszystko przetrawi i odczuje
        potrzebę rozmowy? I być wtedy takim mądrym, dobrym dorosłym, który wszystko
        wytłumaczy, objaśni dziecku świat? Przytuli, zapewni, że nic nie wali się na
        głowę, wszystko jest na swoim miejscu, będzie dobrze.
        pzdr
      • konkubinka Re: O mówieniu prawdy dzieciom 24.11.03, 12:46
        Kamila
        Ciesze sie ze zaczelas cos robic w "temacie z macoch".Podsuwam ci jeszcze tylko
        abys zastanowila sie czy syn nie mysli o tym jak tysie czujesz.Corka mojego M
        do dzis robi wszystko z mysla o mamie.Jest zupelnie inna gdy nie ma mamy
        blisko.A przy matce do dzis nie wspomniala o swojej siostrze (mojej corce) bo
        nie chce jej draznic , wie , ze ten fakt najbardziej denerwuje jej mame i nie
        chce aby ta czula sie jakos zle i zeby to odbijalo si na niej.W konci z nia
        jest na codzien.
        Pozdrawiam
    • yakusari Re: O mówieniu prawdy dzieciom 22.11.03, 19:34
      Cieszę się, że powiedziałaś Kubie o braciszku... Tata Kubusia też już o tym wie
      i postanowił w koncu zadzwonić, choć to niesłychanie dla niego trudne!!! Ta
      dyskusja na forum jednak do czegoś sie przydała, tylko i ty pamiętaj że on
      zawsze będzie jego ojcem, choć może trudno ci to zrozumieć.
      Pozdrawiam
      • kamila77 Re: O mówieniu prawdy dzieciom 24.11.03, 11:39
        Jakoś nie dzwoni. A o tym, ze jest ojcem mojego dziecka, to juz chyba naprawde
        tylko ja pamietam.
        • marzenabajbus Re: O mówieniu prawdy dzieciom 24.11.03, 11:54
          kamila77 napisała:

          > Jakoś nie dzwoni. A o tym, ze jest ojcem mojego dziecka, to juz chyba
          naprawde
          > tylko ja pamietam.

          Przyzwyczajaj się do tego, niestety...
          Nie żebraj o jego ojcostwo.. nawet jeśli wydaje ci się ze przez to Twój syn
          będzie szczęsliwy.. nie będzie.
          • kamila77 Re: O mówieniu prawdy dzieciom 24.11.03, 12:09
            Przez trzy lata to ja juz sie przyzwyczailam, naprawde. Tyle, ze sie tu
            (raczej - tam, bo na "Macochach") ode mnie tego zebractwa oczekuje. Tia..
            • marzenabajbus Re: O mówieniu prawdy dzieciom 24.11.03, 12:49
              Poczytałam trochę na macochach i bardzo Ci współczuję...
              Zastanawiajacy jest fakt dlaczego Ci wszyscy tatusiowie od początku nie są w
              dobrych stosunkach z dziećmi tak aby nie musieli niczego naprawiać...
              Bo niby jak tu powiedzieć dziecku wiesz ja mam teraz nową rodzinę a ty jak
              chcesz to możesz od czasu do czasu wpaść..
              • domali Re: O mówieniu prawdy dzieciom 24.11.03, 13:58
                Wybacz, Marzena, ale dlaczego współczujesz Kamili? Wydaje Ci się, że wszystko
                jest winą ojca Kuby? To zbytnie uproszczenie...
                I bynajmniej nie próbuję być tu złośliwa wobec Kamili, my nawet ostatnio
                byłyśmy w stanie ze sobą spokojnie i rzeczowo pogadać...
                Ale wstrzymaj się z wyciąganiem pochopnych wniosków...
                • marzenabajbus Re: O mówieniu prawdy dzieciom 24.11.03, 14:38
                  Nie znam Was.
                  Ani jednej ani drugiej strony.
                  Opieram się tylko na przeczytanych postach.
                  Każdej ze stron życze jak najlepiej.
                  Ale najbardziej chyba maluchom. Bo to o nich chodzi.

                  Nie wydaje mi sie ze wszystko.
                  Tylko ze ja jakoś nie wierzę w prawdziwośc męskiej odpowiedzialności.
                  Przychodzą, potem odchodzą, zakładają nowe rodziny, o poprzednich zapominają, i
                  takie tam...I chcą być takimi tatusiami Mikołajami - raz na rok.

            • konkubinka Re: O mówieniu prawdy dzieciom 24.11.03, 12:50
              Kamila
              Na macochach nikt od cibie niczego nie oczekuje.Mysle ze pare osob w tym ja
              chcialo z dobrego serca byc waszym mediatorem.A to chyba nic zlego?W koncu
              forum nie jest tylko po to zeby slyszec na kazdym kroku" masz racje , masz
              racje ,masz racje."
          • z.orz Re: O mówieniu prawdy dzieciom 25.11.03, 09:52


            > kamila77 napisała:
            >
            > > Jakoś nie dzwoni. A o tym, ze jest ojcem mojego dziecka, to juz chyba
            > naprawde
            > > tylko ja pamietam.

            widać nie tylko ty, bo dziecko również... a może temu tez zaprzeczysz???

            marzenabajbus napisała:
            > Przyzwyczajaj się do tego, niestety...
            > Nie żebraj o jego ojcostwo.. nawet jeśli wydaje ci się ze przez to Twój syn
            > będzie szczęsliwy.. nie będzie.

            a ty jesteś wrózką??? skąd wiesz kiedy mój syn jest szczęśliwy i czego do tego
            szczęścia potrzebuje???? nie przypisuj swojej łatki całemu światu... mam
            prośbe, skoncentruj sie na pisaniu o tym co sprawia, że twoje dziecko jest
            szczęśliwe, a nie pisaniu o tym czego tak na prawdę nie wiesz... mozna mi
            wiele zarzucić, ale nie to, że nie wiem co sprawiało radość kubie i choć wiele
            sie zminiło od tamtej pory pewne rzeczy pozostają niezmienne. Kuba jest
            wspaniałym dzieckiem i zasłużył na znacznie lepsze życie... a twoja wypowiedź
            sugeruje, że to dziecko nestety stoi na straconej pozycji... musze ci
            oznajmic, że jeszcze wiele ma do zyskania...
            • marzenabajbus Re: O mówieniu prawdy dzieciom 25.11.03, 22:49
              Wyczytałam, że nie miałeś z synem kontaktu przez rok..
              Nie znam powodów, ale jeśli były to spory miedzy wami dorosłymi to gdzie wtedy
              było dziecko i jego dobro - najwazniejsze przecież dla Was.
              Ja poprostu nie rozumiem tej sytuacji.
              Bardzo bym chciała aby ojciec moich dzieci spotykał sie z nimi czesto, nawet
              bardzo..
              Ale kiedy on nie ma czasu a ni dobrej woli, ciagle zasłania się pracą, innymi
              sprawami, po miesiacu nagle pyta czy może przyjechać.. jest mi przykro - za
              dzieci bo nie sa najważniejsze.. i w złosci ciskam kilka przykrych słów ..
              co do rodzeństwa przyrodniego..
              kilka tygodni temu moja najstarsza córka dowiedziała sie ze będzie takowe miała
              zacisnęła usta
              na ostatniej imprezie urodzinowej u ojca rozmowa była tylko o tym i o wielkim
              szczęściu ojca, bo to bedzie syn, bo własnie kupił dom.. ni jak nie było w tym
              wszystkim miejsca dla niej.. i doskonale pamięta ze jej ojciec zniknął na 2
              lata i bywał tylko sporadycznie od Święta - a miała wtedy tylko 7-9lat.
              Chociaż teraz bardzo sie stara, nie odzyska już i nie nadrobi straconego czasu,
              tym bardziej że Ona czuje sie dla niego ciągle jak ta ostatnia na liście do
              jego serca, bo jest ktoś z kim bedzie dzielił sen, wspólne śniadanie, zabawę..
              Nic nie jest proste.
              I nie ma złotych rozwiązań, nie wiem tez jak złagodzić jej ból.
              Poprostu są rzeczy i sparwy o których się nie zapomina, do końca życia - nawet
              jeśli wtedy było się jeszcze dzieckiem.
    • kamila77 ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 25.11.03, 08:28
      Wczoraj stalo sie cos przedziwnego - mianowicie ojciec mojego dziecka zadzwonil
      do niego (po rocznym braku kontaktow). Pogadali sobie chwile, potem mały z
      zafrasowana mina przyszedl do mnie i mowi: "Mama, a tata mowil, ze ja mam brata
      przyrodniego i ze ty mi mowilas o tym, a przeciez nie mowilas". rece mi opadly
      i mowie: "synek, a o czym ja ci opowiadalam jak pare dni ogladalismy zdjecia?".
      Maly sie klepnal w czolo i powiedzial "Ale ze mnie sklerotyk, za duzo masla
      chyba jem".

      smile
      • domali Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 25.11.03, 08:35
        Naprawdę tak było? Czy ten post jest próbą uprzedzenia mojej czy Zbyszka
        wypowiedzi? Bo chcę wierzyć, że Kuba zapomniał... ale czy to jest tak mało
        istotna informacja, że się o niej zapomina kilka dni po rozmowie?
      • ashan Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 25.11.03, 09:38
        Niestety Kamilo, to co napisałaś jest żenujace... Byłabym w stanie w to
        uwierzyć, gdyby Kuba miał cztery-pięć lat (chociaż i w to z trudem), a nie
        osiem. Chyba, że wiadomość "podałaś" mu w taki sposób, ze dziecko niewiele z
        niej zrozumiało i jeszcze mniej zapamiętało. W takim razie współczuję Ci
        bardzo, bo widać nie potrafisz z nim się porozumieć. Dziecko pamięta ojca po o
        wiele większej przerwie w kontaktach niż rok. Jeżeli natomiast rzeczywiście
        doprowadziliści swoimi animozjami do takiej sytuacji, że chłopiec wyrzuca z
        pamięci wszystko, co dotyczy jego ojca (a baaaardzo w to watpię...) to
        sugeruję udanie się na terapię, bo dziecko ma poważny problem. Nie watpię, że
        zajmiesz się tym jak należy (chyba wszystkim rodzicom zależy na dobru swoich
        dzieci).
        pozdrawiam smile
        • domali Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 25.11.03, 09:52
          ashan napisała:

          Jeżeli natomiast rzeczywiście
          > doprowadziliści swoimi animozjami do takiej sytuacji, że chłopiec wyrzuca z
          > pamięci wszystko, co dotyczy jego ojca (a baaaardzo w to watpię...) to
          > sugeruję udanie się na terapię, bo dziecko ma poważny problem.

          Ja tylko o tym...
          Kuna nie zapomniał o tacie, co więcej zależy mu na spotkaniach bardzo (pamięta
          co robili podcas ostatniego spotkania, pyta, kiedy nastąpi następne)... Jego
          reakcja w żadnym razie nie wskazywała na to, że Zbyszek jest, jak twierdzi
          Kamila, obcym dla niego człowiekiem... Bo tutaj, na forum, znamy tylko wersję
          Kamili...
        • kamila77 Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 25.11.03, 10:03
          To znaczy, że zenujące jest to, że moje dziecko nie zapamietalo pewnej
          informacji, tak? Czy zatem od tej pory mam go przepytywac z tego, ile z naszych
          rozmow zapamietal? Kiedys zapomnial, ze ktos z naszej bliskiej rodziny zmarl
          jakis czas temu. Tez mam z nim zasuwac do psychologa, bo ma klopoty ze
          zrozumieniem pojecia smierci?
          Kubek z pamieci niczego nie wyrzuca, wydaje mi sie. Oczywiscie, ze pamieta
          ojca, co nie znaczy ze spija mi z ust wszystkie zdania na jego temat. Widocznie
          nie skojarzyl, ze informacja o przyrodnim bracie w jakims stopniu jego dotyczy,
          ze warta jest zapamietania, utrwalenia. Przyznam, ze i mnie to zadziwilo,
          zwlaszcza, ze juz predzej przypuszczalabym, ze raczej zamknal sie z ta
          informacja w sobie, ze nie chce na razie o tym rozmawiac, niz ze uznal to za
          drobiazg niewarty zapamietania.
          Wczoraj znowu wyciagnelam zdjecia z dziecinstwa, bo Kubek chcial zobaczyc, jak
          on wygladal jako dwulatek (tyle ma jego przyrodni brat).
          To tyle tytulem Pokazania Ze Nie Jestem Wielbladem I Ze Nie Zmyslam Opowiesci
          Dziwnej Tresci wink
          • ashan Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 25.11.03, 10:21
            Do kamili: żenująca jest ta opowieść, nie dziecko. Mechanizm, który opisujesz
            (zapominanie o "trudnych" dla dziecka informacjach - śmierć kogoś z rodziny,
            ważne informacje o nowej rodzinie ojca) to wypieranie. Dziecko nie radzi sobie
            emocjonalnie z informacjami i "wyrzuca" je z pamięci. Jeżeli uważasz, że
            wszystko jest ok, to w porządku. W końcu to nie moja sprawa smile.
            Do Domali: ni chodziło mi o zapominaniu o ojcu, to był skrót myślowy smile.
            Chodziło mi o info o rodzinie ojca. Dla dziecka w niepełnej rodzinie
            wiadomość o narodzinach przyrodniego rodzeństwa jest co najmniej tak samo
            trudna, jak w pełnej wiadomość o nowym bracie/siostrze, bo potęguje się obawa
            utraty uczuć rodzica. Tym bardziej, jeżeli dziecko dowiaduje się o tym z takim
            poślizgiem. I z dzieckiem trzeba o tym rozmawiać, wracać do tematu, nawet
            jeżeli wydaje się, że dziecka to nie interesuje (oczywiście zbytnią
            namolnością narobi się więcej szkody niż pożytku.

            A swoją drogą, gdybym widziała Kamilo, że moje dziecko tak reaguje, poszłabym
            z nim do psychologa. Tak na wszelki wypadek smile. Na pewno by to w niczym nie
            zaszkodziło smile. Ale tak, jak pisałam - Twój wybór.

            Pozdrawiam i życzę trochę dystansu.
            Czasami z boku widzać trochę więcej smile
            • mix241 Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 12:54
              witam wszystkie na forum,

              jestem plci pieknej czyli przeciwnej do waszej, ale mam nadzieje ze kilka słów
              moich nikomu nie przeszkodzi..

              a więc...
              podoba mi sie jak była i obecna żona(chyba) owego tatusia "walczą ze sobą", ale
              czy sam zainteresowany chyba Zbyszek, który powiedzmy prawde olał swoje dziecko
              przez rok czasu ( bo w czasie dwóch lat znalazł biedny 15 minut) nie ma nic
              ciekwszego do powiedzenia???? Rozumiem ciężka praca w kamieniołomach na innym
              kontynencie (bo chyba tylko to) przeszkodziła mu w pamietaniu o dziecku. Ale
              poprawił sie bo była żona odwaliła za niego robote a on dobry skrzacik raczył
              zadzwonić( bo daleko zapewne z tych kamieniołomów do dziecka) i potwierdził ze
              ma drugie dziecko. Super gośc. Zadbał o dziecka psychike bo przeciez przez
              telefon to najprościej. Jak bedą wybory na ojca roku to gośc wygra w
              przedbiegach.
              A dalej dowiadujemy sie od "yakusari" ze to dla taty było strasznie trudne i
              powinniśmy go chyba bohaterem nazwać bo zadzownił.
              Jeszcze zdążyła dodać aby Kamilla pamietała ze on jest dziecka ojcem.
              Czy "yakusari" jest z tego świata??? Ciekawe czy byłaby tak łaskawa dla owego
              delikwenta gdyby to chodziło o jej dziecko. HAHAHA.

              Pozdrawiam p. Zbyszka i wszystkie kobietki na forum....
              • domali Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 13:05
                Po pierwsze, nikt tu z nikim nie walczy (mówię to ja, obecna (bez chyba)
                żona)...
                Po drugie kolejna już osoba, na podstawie niewielu danych upraszcza,
                upraszcza, upraszcza...
                Po trzecie, nikt niczego nie potwierdzał, tylko zaczął rozmowę na temat
                dziecka, której przebieg był zadziwiający...
                Po czwarte owy telefon to pierwszy krok, a cała reszta to już jakby nie twoja
                sprawa...
                Również pozdrawiam
                • mix241 Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 13:53
                  na szczęscie nie moja sprawa....

                  mam nadzieje ze ten biedny tatuś po tym telefonie (po zgoła dwóch latach) nie
                  zamknąl się w sobie smile) i nie potrzebuje opieki psychologa.
                  O czym ty piszesz olał swoje dziecko!!!!!!!!!! Swoje własne kochane ....
                  A ty teraz go bronisz... NA prezydenta ją!!!!!
                  • domali Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:00
                    Pop ierwsze chyba nieuważnie czytasz...
                    Po drugie, bronić go będę, bo wiem na temat całej sprawy duuużżżżooo więcej
                    niż ty...
                    Po trzecie ironią nic nie wywalczysz, więc jak nie masz czegoś sensownego do
                    powiedzenia, to może się wstrzymaj?
                    • mix241 Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:18
                      moze rzeczywiscie nieuważnie...
                      ale co nie co zauważyłem, jesli jest inaczej albo sie mylę to wyttłumacz mi:
                      1. gośc nie widział sie ze swoim dzieckiem dwa lata, nie liczymy 15minutowego
                      spotkanka bo co to jest...
                      2. przez telefon wyjasnił dziecku problem drugiego dziecka( bo przeczytaliscie
                      ze Kamilla sama juz to zrobiła)
                      3. bronisz go i bardzo dobrze, mam tylko nadzieje ze jak kiedys nie spotka sie
                      tyle czasu z twoim dzieckiem to tez bedziesz wyrozumiała
                      4. skoro jest sprawa na forum to chyba moge sie wypowiedzieć
                      5. nie zamierzam tu z nikim walczyć tylko martwi mnie jedno FAKT ZE GOŚC
                      OLAŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁ SWOJE DZIECKO PRZEZ DWA LATA
                      6. ni ebede sie wstrzymywał bo ktos założył to forum zeby tu rozmawiac....

                      papa
                      • z.orz Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:24
                        jedna nieuwaznie czytasz oj bardzo nieuważnie.... pozostan w swojej błogiej
                        nieswiadomości i jak już napisałem wcześniej pozostaw sprawę kontaktów moich z
                        dzieckiem kamili i mi.... jak to kamila wcześniej napisała kazda podróz
                        zaczyna się od pierweszego kroku, ja ten krok zrobiłem... nie podoba ci sie to
                        włącz se telewizor...
                        • mix241 Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:38
                          jestem bardzo szczęsliwy ze po dwóch latach wreszcie pierwszy krok...
                          włącze juz telewizor z nadzieją ze po tym pierwszym kroku pojdziesz dalej i
                          bedzie coraz lepiej, a nie przewrócisz sie i może wystraszysz(jak to u
                          dzieciaczków bywa) i bedziesz znowu musiał czekać na odwage na
                          następny "pierwszy krok".
                          Na nauke nigdy za późno, pamiętaj!!!!
                          A do Kamili77: na twoim miejscu piłbym kieliszek szampana codziennie że masz
                          tego jegomościa z głowy...
                          Ciesze się bardzo że napisałas to na forum i ze ja mogłem to przeczytać i co
                          nieco wtrącić bo "tatuś" jest coraz bardziej aktywny..... smile
                          Pozdrawiem Cie Kamila77(mam nadzieje ze nie uraziłem cie tymi tekstami) i
                          zycze dużo duzo miłości dla synka a jeszcze więcej wyrozumiałości dla byłego....
                          Jakby co macie mój mailsmile)

                          Spadam bo Telewizor mi się grzeje..

                          PS. Panie Zbyszku tylko do syna prosze "se" nie mówic....
                          • z.orz Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:51
                            i znów ci przypomnę! nieuwaznie czytasz! i nie martyw sie o moją odwagę, bo
                            tej jak widac mi nie brakuje, a jak sie przewrócę, to z obolałymi kolanami
                            bede brnął dalej ku "pokrzepieniu serc" i dzięki za przypomnienie... na nauke
                            nigdy za późno... mam nadzieję, że tę regułe stosujesz również w stosunku do
                            siebie. i nie radź kamili co winna pijać, bo na szampana znacznie za wcześnie,
                            no chyba, że lubi popijać bez powodu... i ten cudzysłów wsadź sobie głęboko,
                            tak głeboko by zabolało, bo dzięki bogu nie jestem z toba spokrewniony... a do
                            synka bede mówił, oj bedę.... tylko nie to co tobie...

                            miłego ogladania....
                          • domali Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:53
                            Cóż wrodzoną wyrozumiałość nie skomentuję tego postu...
                      • domali Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:37
                        mix241 napisał:


                        > 2. przez telefon wyjasnił dziecku problem drugiego dziecka( bo
                        przeczytaliscie
                        > ze Kamilla sama juz to zrobiła)

                        Nie wyjaśnił 'problemu' drugiego dziecka przez telefon, tylko zapytał, czy
                        rzeczywiście wie... A że przez telefon? Bo taki w tym momencie mógł mieć tylko
                        kontakt.
                        > 3. bronisz go i bardzo dobrze, mam tylko nadzieje ze jak kiedys nie spotka
                        sie tyle czasu z twoim dzieckiem to tez bedziesz wyrozumiała

                        Po pierwsze to nasze dziecko, po drugie, ja umiem się powstrzymać od pewnych
                        zachowań, które miałyby ewentualny wpływ na brak kontaktów, po trzecie, nic
                        nie wskazuje na to, żeby codzienne kontakty moich chłopaków miały się
                        skończyc... No ale może zaraz usłyszę, że już raz się rozwiódł, to co mu
                        szkodzi i drugi...

                        > 4. skoro jest sprawa na forum to chyba moge sie wypowiedzieć

                        Pewnie że możesz, ale może z sensem, a nie dowalając?

                        > 5. nie zamierzam tu z nikim walczyć tylko martwi mnie jedno FAKT ZE GOŚC
                        > OLAŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁ SWOJE DZIECKO PRZEZ DWA LATA

                        A czemu Ciebie martwi?
                        > 6. ni ebede sie wstrzymywał bo ktos założył to forum zeby tu rozmawiac....

                        No właśnie... rozmawiać...
                        • mag_p Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:46
                          Domali tylko jedna uwaga.
                          Nie jestes w stanie powiedzie do jakich zachowan w danej sytuacji jestes zdolan
                          itd..
                          Ani tez nie wiesz jak to naprawde bylo. W koncu cala sytuacje tez znasz tylko z
                          realcji...
                          Radze powstrzymaj sie od tekstu "ja bym w tej sytuacji.." - bo tak bedziesz
                          mogal mowic jak sytuacje bedziesz miala za soba ( mam nadziej nigdy- wiec nie
                          snujmy hipotez ktorych obecnie sprawdzic nie mozemy)
                          • domali Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:48
                            Masz rację mag...
                            Nigdy nie mów nigdy...
                            Ale wkurzają mnie takie porównania...
                            • z.orz Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:52
                              the end
                              mam nadzieje
                      • kamila77 Do mix 241 :-) 26.11.03, 15:05
                        Dzięki smile Obśmiałam się jak norka. Troche goryczy w tym smiechu jest,
                        zwlaszcza, kiedy uswiadomie sobie, ze najwazniejsza sprawa dla ojca mojego
                        dziecka przy probie odnowienia kontaktow bylo poinformowanie go o ilosci i płci
                        sprokurowanego potomstwa.

                        P.S. Co do szampana pitego codziennie - wieeeelka struga popłynęla po
                        uprawomocnieniu sie wyroku rozwodowego smile
                        • mix241 Re: Do mix 241 :-) 26.11.03, 15:23
                          chciał być oryginalny....

                          a mowił ze nie masz powodu do picia szampana, hmmm
                          Pozdrawiam
                        • z.orz Re: Do mix 241 :-) 27.11.03, 09:28
                          Jakaż ty płytka jestes... Uważasz, że rozmowa z dzieckiem na temat jego
                          braciszka, o którym rzekomo mu powiedziałaś, była jedynym celem mojej
                          rozmowy??? Jak juz wcześniej napisałem mixowi, który ujawnił sie (rzecz
                          nisłychanie ciekawa) w tym wątku tkwij dalej w błogiej nieśwadomosci...
                        • domali Re: Do mix 241 :-) 27.11.03, 11:16
                          kamila77 napisała:

                          Troche goryczy w tym smiechu jest,
                          > zwlaszcza, kiedy uswiadomie sobie, ze najwazniejsza sprawa dla ojca mojego
                          > dziecka przy probie odnowienia kontaktow bylo poinformowanie go o ilosci i
                          płci sprokurowanego potomstwa.

                          Czy według ciebie tylko do tego sprowadziła się ta rozmowa? A swoją drogą,
                          skąd to wiesz, skoro nie masz zwyczaju 'przyklejać ucha do słuchawki'...
                  • z.orz Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:19
                    na szczęście nie twoja sprawa, więc wstrzymaj sie z komentarzami...
                    Bladzienkiego pojęcia nie masz o czym piszesz i tamat moich nontaktów z kubą i
                    kamila pozostaw nam. I nie mów o olewaniu dziecka, bo nie inetresuja mnie
                    twoje zwyczaje. A kpina i ironia jak rozumiem jest wynikiem braku wiedzy i
                    argumentów w tym tamacie... I dzieki za pobożne zyczenie, ale wole mieć żonę
                    kobietę, niż żone prezydenta. Przynajmniej ma wiecej czasu dla rodziny....
                    • mix241 Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:22
                      ona ma czas dla rodziny a ty własnie pokazałeś jak miałes czas dla swojego
                      dziecka przez dwa lata...

                      kochany tatuś się znalazł...

                      Pozdrawiam i nie unoś się tak,
                      • z.orz Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:29
                        pozwól, że powtórzę... nie wiesz o czym piszesz, wiec skończmy ten temat...
                        Mam sobie wiele do zarzucenia, ale nie bedę dyskutował o tym z tobą lecz z
                        dzieckiem, bo to przed nim musze schylic głowe...
              • z.orz Re: ... i o dzieciecej sklerozie ;-) 26.11.03, 14:12
    • jolka05 Re: O mówieniu prawdy dzieciom 26.11.03, 00:23
      Ja tylko natemat reakcji synka. wiem z wlasnego doswiadczenia (i pamietam swoje
      dziecinstwo), ze male dziecko nigdy nie wlkuje tego, co naprawde nim wstrzasa.
      Walkowac mozna rzeczy niewazne. Sam piszesz, ze kiedy spytal z trzesaca sie
      broda...to ewidentny znak, ze ojca zna i to przezywa, nawet jesli minelo iles
      tam czasu od tamtej pory - przezywa to wszystko nadal. Nie lekcewaz wiec teraz
      sprawy i badz swiadoma, ze jest jeszcze o czym rozmawiac.
    • z.orz Re: O mówieniu prawdy dzieciom 26.11.03, 14:35
      Jako osoba bardzo tym tematem zainteresowana pozwole sie prosic o zakończenie
      dysputy, ponieważ nie chciałbym aby zboczyła ona na tematy które dotyczą
      bardzo "intymnej" sfery życia... Co ma byc to będzie... mam nadzieję, że
      wszystkie te dywagacje na tematy dotyczące poniekąd mojej osoby zostana
      zakończone...
      • kamila77 Re: O mówieniu prawdy dzieciom 26.11.03, 15:23
        Jako osoba co najmniej tak samo zainteresowana tematem jak w/w, pozwalam sobie
        prosić o niekończenie dysputy smile A to z tego powodu, ze rownie goraca
        rozkrecila sie na forum "Macochy" i tam jakoś w/w nie miał obiekcji przed
        wyciaganiem szczegolow z "bardzo intymnej sfery zycia". Moze dlatego, ze tam
        dyskusja skrecila w strone "Co Ta Wredna Eks Wyprawiala Ze Tatus Kochany Nie
        Mogl Synka Odwiedzac". A skrecila, bo pewnie nikt pojac nie mogl, z jakich to
        przyczyn Sz. P.Tatus dziecka nie odwiedzal. A dlaczego? Bo mial ciekawsze
        zajecia smile
        • mix241 Re: O mówieniu prawdy dzieciom 26.11.03, 15:29
          PROKREACJA smile)



          • kamila77 Re: O mówieniu prawdy dzieciom 26.11.03, 15:37
            Hmmm, to moze ja teraz oddam mu mojego synka na trzy lata (co by bylo
            sprawiedliwie), dodam do tego nowopowstaly zasilek alimentacyjny (170 zl) i
            porobie troszke dzieciaczkow? Zadzwonie raz w roku, poinformuje o ilosci
            rodzenstwa i bede sie pienic ze nie zrobili oltarzyka z mojego zdjecia, ze na
            dobranoc opowiada sie dziecku bajki zamiast mowic o Wspanialym Tatusiu (oops,
            to byłby jednak ten sam gatunek literacki).
            Pozdrawiam e-mamy i lece do domu
            • mix241 Re: O mówieniu prawdy dzieciom 26.11.03, 15:40
              ja jestem tata.....

              • kamila77 Re: O mówieniu prawdy dzieciom 27.11.03, 09:06
                E-tatusiów tyż.
        • ashan Re: O mówieniu prawdy dzieciom 26.11.03, 16:15
          kamila77 napisała:

          > Jako osoba co najmniej tak samo zainteresowana tematem jak w/w, pozwalam
          sobie
          > prosić o niekończenie dysputy smile A to z tego powodu, ze rownie goraca
          > rozkrecila sie na forum "Macochy" i tam jakoś w/w nie miał obiekcji przed
          > wyciaganiem szczegolow z "bardzo intymnej sfery zycia". Moze dlatego, ze tam
          > dyskusja skrecila w strone "Co Ta Wredna Eks Wyprawiala Ze Tatus Kochany Nie
          > Mogl Synka Odwiedzac". A skrecila, bo pewnie nikt pojac nie mogl, z jakich
          to
          > przyczyn Sz. P.Tatus dziecka nie odwiedzal. A dlaczego? Bo mial ciekawsze
          > zajecia smile

          Myślę, że jeżeli ktoś jest naprawdę zainteresowany sposobem, w jaki niektórzy
          piorą publicznie swoje brudy - sorry, ale tak ta przepychanka słowna dla mnie
          wygląda sad - to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dołączyć do tamtego wątku.
          Mnie to nie interesuje i dlatego na maochach nie włączałam się do "dyskusji".
          Natomiast odniosłam wrażenie, że tematem TEGO wątku jest dobro Twojego synka,
          Kamilo. Dlatego pozwoliłam sobie kilkakrotnie zabrać tutaj głos. Niestety, z
          przytoczonego przez mnie postu wynika, że Ty po prostu chcesz nadal "dowalać"
          Dominice i Zbyszkowi... A dziecko? Furda dziecko!, skoro można jeszcze mocniej
          się skłócić, prowokować i wciągać w swoje prywatne sprawy innych forumowiczów.
          Ale masz frajdę!
          powodzenia wink
        • z.orz Re: O mówieniu prawdy dzieciom 27.11.03, 09:20
          Wybacz, że przypomne ci nieco z "dyskusji" na macochach... Tam również
          napisałem prośbę o zakończenie popisów jezykowych, bo nie dotyczą one
          wszystkich tam obecnych i po mojej prośbie popisy ustały, ale ty widac masz
          krótką pamięć. Wybacz również, że nie przyłączę się do waszych popisów
          krasomówczych, te pozostawie sobie na potrzeby sądu gdzie niedługo sie
          spotkamy... Jezeli tak bardzo pragniesz sie prokreować i oddać mi Synka to
          prosze bardzo... Przyjme go z otwartymi ramionami!!! Te 170 złotych możesz
          sobie zatrzymać w imie dobrze pojętego dobra dziecka. Widzisz pewnych rzeczy
          nie da się kupić, ale może ja się mylę? A jeżeli uważasz, że wyłacznie ty masz
          prawo do szcześcia i ułeżenia "jakoś" życia to gratuluje!!!
          ashan podpisuje się pod twoim postem wszystkimi kończynami. Cieszę się, że nie
          dałas sie wciagnąć w dywagacje na temat, jakim to ja jestem draniem, choć jak
          już wczesniej napisałem mam sobie wiele do zarzucenia!!! Mam nadzieję, że
          jeżeli dysputa będzie się ciagneła dalej, to będzie dotyczyła ona tematu
          wątku, a nie tego czy dany facet zasłużył na odrobine życzliwości, czy tez
          nie. Nie prosze nikogo z tu obecnych o wybaczenie, bo (powtarzam sie) to Kube
          o to wybaczenie prosić muszę. Mam tylko nadzeje, że nie powieli się scenariusz
          przedstawiony przez panią Anne Zielińską byłą przewodniczącą KOPD, a cytowaną
          poniżej
          "Z naszych 12- letnich obserwacji opartych na faktach (sygn. akt w naszym
          posiadaniu) wynika, że większość postanowień sądów rodzinnych dotyczących
          kontaktów dzieci z ojcami nie jest respektowana, nie dochodzi do ich
          realizacji. Zaznaczyć należy, że mowa tu o ojcach, którzy w żaden sposób nie
          stanowią zagrożenia dla swych dzieci, a wręcz odwrotnie, sa to osoby
          odpowiedzialne za los dzieci, kochające je, mogące dać im wiele pozytywnych
          wzorców i wartości. Są jednak przez matki dzieci dyskryminowani w oczach
          dzieci, ukazywani w świetle zdecydowanie negatywnym i wręcz wywoływującym lęk
          przed ojcami, bez obiektywnych podstaw, a faktycznie jedyną przyczyną takiego
          stanowiska jest wrogość, wypływająca z niespełnionych oczekiwań lub innych,
          ale dotyczących już tylko relacji miedzy dorosłymi. Jest to postawa zemsty,
          nasilająca się w momencie ujawnionego przez dzieci dobrego kontaktu z ojcami."

          Pozdrawiam wszystkie mamy i tatusiów, bo jak widzę ci równiez tu zagladają smile





          • mikawi Re: O mówieniu prawdy dzieciom 27.11.03, 09:48
            z.orz przepraszam że jednak cos dopisze, mimo że też starałam się nie brać
            udział w tej całej "dyskusji"

            napiszę tylko jedno - znamienny i zastanawiający jest fakt, że z.orz się
            przyznał do błędu, i tu i na macochach napisał że ma sobie wiele do zarzucenia.
            A kamila? Czy jesteś tak bardzo kryształowa? Nie masz sobie NIC do zarzucenia?
            Trudno w to uwierzyć. Niektórym ludziom trudno się przyznać że coś zrobili nie
            do końca tak jak powinni byli zrobić. To też świadczy o dojrzałości człowieka.
            I nie pij kamilo szampana z okazji rozwodu bo nie ma tu powodu do radości - to
            życiowa porażka, rozpadła się rodzina. Życzę więcej dystansu do swojej osoby i
            bardziej krytycznego spojrzenia. Nie jesteśmy tak idealni jakby nam się mogło
            wydawać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka