kamila77
21.11.03, 08:28
Stało się. Wczoraj w końcu zdecydowałam się powiedzieć mojemu ośmioletniemu
synowi, że ma przyrodniego brata. Jako że ojciec go od dwóch lat nie odwiedza
(z wyjątkiem kilkunastominutowej wizyty rok temu), to na mnie spadł ten
obowiazek.
Przygotowalam sobie "pomoc naukowa" w postaci albumu z naszymi rodzinnymi
zdjeciami (jeszcze jak mieszkalismy z ojcem Jakubka). Balam sie, ze w ogole
nie skojarzy, o kim mowie (tzn. o jego ojcu). Przegladalismy te fotki a maly
pyta "Mama, a czy tata ma nowego synka?". Mysle sobie: - no, nadszedl ten
moment i mowie "Tak, ma". Zapytal mnie o jakies szczegoly, tzn. skad to wiem
i ile to dziecko ma lat. I na tym koniec. Pewnie pomyslalabym sobie, ze
dzieciak zamknal sie w sobie, ze nie chce o tym rozmawiac, gdyby nie jeszcze
jedna sytuacja z wieczora. Otoz moje dziecko zapytalo mnie o sw. Mikolaja,
czy taki osobnik w ogole istnieje. To byl chyba Dzien Zadawania Waznych
Pytan. I wiecie co? Temat Mikolaja i prezentow walkowalismy caly wieczor, z
czego wynika chyba, ze sprawe przyrodniego brata walkowalby rownie mocno,
gdyby... no, gdyby go to obeszlo w ogole.
Pozdrawiam