Dodaj do ulubionych

Rodzinna rekonstrukcja

14.04.09, 15:12
a właśnie , że nie !!! mój syn sam namawiał mnie na rozwód , do mojego obecnego partera chciałby mówic tato , wiec proszę nie piszcie co lekarze mają do powiedzenia tylko napiszcie historie kobiet i ich dzieci . To ja odeszłam od męża bo poznałam kogoś i mój syn znał go odrazu , mój partner ma czas żeby się z nim powygłupiać a mój mąż tylko spał , naprawdę wiele zależy od podejścia tego drugiego rodzica , mój mąż stara się odbudować relacje z synem , tylko pytanie czy mu się to nie znudzi , mogłabym napisać książkę o tym co przeżyliśmy -ja i mój syn , na zewnątrz idealna rodzina , w w domu horror
Obserwuj wątek
    • aga.32 Rodzinna rekonstrukcja 14.04.09, 15:19
      a ja robię dokłądnie tak jak jest napisane żeby robić smile i jesteśmy
      szczęśliwi. Super artykuł
    • rarely nie przenos niecheci do meza na jego relacje z 14.04.09, 15:27
      dzieckiem bo jemu robisz krzywde dziecko moze byc zagubione
      • madzia2718 Re: nie przenos niecheci do meza na jego relacje 14.04.09, 16:51
        absolutnie nie przenoszę , walczyłam jak lew o dobre stosunki , to on nie chciał - jego wybór
        • sanna.i Re: nie przenos niecheci do meza na jego relacje 14.04.09, 18:26
          Ale faktem jest,że twój nowy partner nie jest ojcem dziecka.Nie jest i nigdy nie
          będzie i nie ma co zaklinać rzeczywistości. Artykuł jest bardzo
          mądry,wyważony.Czy tego chcesz czy nie,twoje dziecko miało i nadal ma tego
          samego ojca,to się nigdy nie zmieni i właśnie o akceptację rzeczywistości,a nie
          ubarwianie jej tutaj chodzi.
          • asia_pers Re: nie przenos niecheci do meza na jego relacje 15.04.09, 09:02
            Wychowałam się w takiej rodziniesmile mama wyszła drugi raz za mąż,
            miałam ojczyma, mój ojciec specjanie nie interesował się moim
            zyciem, moja mama nigdy nie powiedziała nic złego na jego temat, ja
            szukałam kontaktu, w chwili obecnej jako dorosła kobieta mogę śmiało
            powiedzieć, że "ojciec to nie ten który spłodził, ale ten który
            wychował, dał poczucie bezpieczeństwa , miłosć, i o dziwo to własnie
            ojczym był dla mnie autorytetem i prawdziwym przyjacielem.To on mi
            pomógł w najważniejszych chwilach a przede wszystkim...był, gdy go
            potrzebowałam. Ale może to wyjątek potwierdzający regułę ogólnie
            przyjęte stereotypy, że biologia przeważa nad uczuciami
            • rarely Re: nie przenos niecheci do meza na jego relacje 30.07.09, 08:40

              > Wychowałam się w takiej rodziniesmile mama wyszła drugi raz za mąż,
              > miałam ojczyma, mój ojciec specjanie nie interesował się moim
              > zyciem, moja mama nigdy nie powiedziała nic złego na jego temat, ja
              > szukałam kontaktu, w chwili obecnej jako dorosła kobieta mogę
              śmiało
              > powiedzieć, że "ojciec to nie ten który spłodził, ale ten który
              > wychował, dał poczucie bezpieczeństwa , miłosć, i o dziwo to
              własnie
              > ojczym był dla mnie autorytetem i prawdziwym przyjacielem.To on mi
              > pomógł w najważniejszych chwilach a przede wszystkim...był, gdy go
              > potrzebowałam. Ale może to wyjątek potwierdzający regułę ogólnie
              > przyjęte stereotypy, że biologia przeważa nad uczuciami

              to niesmaczne
            • mamba888 Re: nie przenos niecheci do meza na jego relacje 07.08.09, 10:50
              Właśnie takich wyjątków nie przewiduje ten artykuł. Tego, że dziecko, które nie
              zna i nie ma żadnego kontaktu ze swoim biologicznym ojcem chce i ma prawo mówić
              "tato" do partnera matki, bo przez to czuje się lepiej, "normalniej" i nie musi
              tłumaczyć innym dzieciom w przedszkolu, że przychodzi po niego wujek, przyjaciel
              mamy czy jej nowy mąż. To nie jest oszukiwanie dziecka, bo ma innego ojca. To
              jest prawdziwy ojciec, bo pokochał i wychowuje, bo dziecko go kocha, a tamten,
              to często tylko "dawca materiału genetycznego" (przepraszam za nieeleganckie
              określenie), który poza chwilą przyjemności inwestuje (lub nie) w dziecko tylko
              z trudem wywalczone alimenty.

              Poza tym bardziej na określenie "tato" zasługuje człowiek, który pokochał i
              stworzył dom dla nie swojego dziecka, niż ktoś, kto porzucił własne. Ten
              pokutujący pogląd, że najważniejsze są więzy krwi, który przejawia się w polskim
              prawie, jest z gruntu zły.

              Jeśli ojciec nie interesował się dzieckiem i nie spotykał z nim przez kilka lat,
              to niech już zostawi to dziecko w spokoju i nie burzy mu jego uporządkowanego
              świata. Jeśli dziecko będzie chciało go kiedyś poznać, to wystarczy, że zostawi
              adres. Powinno to być jasno sprecyzowane prawnie. Jeśli facet nie spotyka się z
              dzieckiem i nie wystąpi o uregulowanie widzeń (w przypadku utrudniania), to po
              jakimś czasie powinien być pozbawiony praw rodzicielskich i prawa do widzeń z
              dzieckiem (za brak zainteresowania lub za zaniechanie).

              Poza tym, jeśli geny są najważniejsze, to dlaczego nikt nie zabiera rodzinom
              adopcyjnym dzieci, kiedy po latach ich biologiczni rodzice się odnajdą lub
              zmienią zdanie? Tego nikt nie zrobi, bo to burzy integralność rodziny i działa
              na szkodę dziecka, ale to, że nikt dziecka nie pyta czy chce się widywać ze
              swoim biologicznym (bo jest np. za małe) i matka ma je przekazywać jak pakunek w
              drzwiach, bo taki jest wyrok, to już nie stanowi problemu. Tylko dziecko i jego
              matka cierpią, bo nie sposób spojrzeć dziecku w zapłakane oczka, kiedy mówi, że
              nie chce się spotkać z biologicznym i prosi "nie każ mi". To właśnie burzy
              zaufanie dziecka do matki i nie sposób maluszkowi wytłumaczyć, że to jest wyrok
              i tak trzeba.

              Dla sądu nie jest też problemem również to, że nowy mąż samotnej przez lata mamy
              mógł nie przewidzieć tego, że taki "wrzód" znów się pojawi i nie być na to
              przygotowany, a ta ingerencja (szczególnie uporczywa) może zniszczyć, albo
              solidnie utrudnić życie nowej rodziny. Czy warto niszczyć to co już
              zrekonstruowane, dobrze funkcjonujące i zaspokajające potrzeby dziecka na rzecz
              czegoś, co jego potrzeb nie zaspokaja, a wręcz powoduje dyskomfort nie tylko
              dziecka, ale i całej jego nowej rodziny?
    • birofil Rodzinna rekonstrukcja 14.04.09, 15:35
      A może wreszcie ktoś napisze taki artykuł z poradami dla samotnych ojców?

      • marciszonka Re: Rodzinna rekonstrukcja 14.04.09, 16:23
        Na kołek urażoną męską ambicję - przemyśleć własne błędy (bo nigdy powód
        rozstania nie jest po jednej stronie), wybaczyć byłej i sobie a w każdej chwili
        kiedy ma się ochotę zrobić coś w złych emocjach przypomnieć sobie co się czuło
        kiedy pierwszy raz wzięło się swoje dziecko na ręce. I raz na zawsze przyswoić
        myśl, że to ono teraz jest sensem Waszych relacji i jego uczucia trzeba ratować,
        a to absolutnie wyklucza jakiekolwiek rozgrywki z matką dziecka polegające na
        przepychaniu własnych racji. Trudne ale się da.
        • abcdef_3 Re: Rodzinna rekonstrukcja 14.04.09, 16:33
          dokładnie .
          Gdyby kobiety zastosowały się do tych słów, wszystko byłoby prostsze.
          • marciszonka Re: Rodzinna rekonstrukcja 14.04.09, 17:40
            Z myśleniem "niech ona zacznie to ja się dostosuję" właśnie daleko nie
            zajedziesz, bo to właśnie jest zwalanie winy na jedną stronę i zapominanie, kto
            tu jest najważniejszy (a raczej lansowanie siebie na to miejsce). Oczywiście, że
            to się tyczy obu stron, ale pytał mężczyzna to odpowiedziałam jak mężczyźnie.
            To nie było generalizowanie tylko odpowiedź, która brała pod uwagę płeć
            rozmówcy. To samo bym napisała używając formy żeńskiej gdyby pisała kobieta.
            Natomiast Ty chyba odebrałeś to jak uogólnienie i odbiłeś piłeczkę uogólniając.
            Niesłusznie.
        • birofil Re: Rodzinna rekonstrukcja 14.04.09, 20:54
          To wszystko już dawno przerobione i załatwione.smile)
          Bardziej chodzi mi o jakieś info na temat rozpoczynania wszystkiego od nowa bo
          jak na razie gdy kobiety słyszą, iż mężczyzna sam wychowuje dziecko to dają w
          długą alba chcą robić za nańkę, gdyż zdaje im się, że samotny mężczyzna z
          dzieckiem nie potrafi sobie poradzić bez kobiety. smile))
          A wydawało się, że samotne ojcostwo to wielki plus dla mężczyzny. smile))
          Życie niesie niespodzianki.
          • jestem_dziwny Re: Rodzinna rekonstrukcja 15.04.09, 08:49
            jedyne, co mogłem zrobić w podobnej do twojej sytuacji (nie takiej samej!), to
            po prostu robić swoje.
            Wiadomo, że osoby które nie miały wczesniej stałego zwiazku z potomstwem mają
            zupełnie inne wyobrazenie nt. zycia niż osoby "po przejściach, z przeszłością".
            Co też oczywiscie nie oznacza że nie można z taka osobą próbować wspólnego zyciasmile
            Ale do rzeczy - będąc facetem "po przejsciach" zaakceptowałem siebie w nowej
            sytuacji. i po prostu zacząłem od nowa żyć. W jakis sposób od nowa uczyć się
            życia. Z biegiem czasu zacząłem byc coraz bardziej zadowolony i.. to
            zaowocowało. Bo inni dokładnie tak zaczęli mnie odbierać - facet to twadziel,
            mimo ze ciągle jakies kopnięcia od zycia to on ciągle usmiechnięty. No i zaczęły
            to też widziec kobiety. I co najważniejsze - nigdy nie straciłem z oczu kto jest
            dla mnie ważny i to też kobiet widziały. Było trudno, nie powiem, ale w końcu
            znalazła się taka która to na prawdę zaakceptowała (a że zycie mnie tego i owego
            nauczyło, to i zwracam uwagę np. na prawdomówność - to mój jeden z
            najważniejszych testów).
            A docieranie do siebie? mi zajęło to ponad trzy lata od poznania się żeby do
            siebie umieć dotrzeć i konkretnie zacząć myślec o przyszłości. W tym wszystkim
            oczywiście tez było poznawanie dziecka partnerki, dorastajacej pannicy która na
            kazdy mozliwy sposób usiłowała ugrać dla siebie jak najwięcej...
            I teraz chyba rozumiesz skąd uśmiech na twarzy, cierpliwość i dążenie do celu. i
            wytrwałości zyczę!
            • birofil Re: Rodzinna rekonstrukcja 15.04.09, 14:34
              Spoko, robię swoje tylko czasem kogoś brakuje blisko. Miłość dzieci to nie to samo.
              Hobby daje radość i satysfakcję ale fajnie byłoby je dzielić z druga osobą.
              Cierpliwość mam ale czasami jest pokusa aby pójść na kompromis z własnym
              sumieniem. Na szczęście rozum zwycięża. smile)
          • elasteena Re: Rodzinna rekonstrukcja 15.04.09, 09:37
            Trzeba pocałować wiele żab, zanim trafi się na królewnęsmile
            • birofil Re: Rodzinna rekonstrukcja 15.04.09, 14:23
              Wiara, iż żaba zmieni się w księżniczkę jest naiwnością. Poza tym ja nie szukam
              księżniczki ale normalnej kobiety a o taką jak widzę coraz trudniej.
              A całowanie żab jest bez sensu. To żadna przyjemność i dlatego żaby omijam z
              daleka bo bardzo łatwo je rozpoznać.

      • mbo Re: Rodzinna rekonstrukcja 14.04.09, 17:00
        Najlepiej jakaś sędzia rodzinna.
        Niedobrze się robi, jak poczytać te brednie wyzwolonych pseudo matek, które dla
        kariery w burdelu, czy kolejnego kolegi z Nigerii rozbijają rodzinę. A już
        wmawianie dziecku, że kolejny wujek mamusi jest jego tatą powinno być traktowane
        jako znęcanie się nad dzieckiem.
        www.ojcowie.pl
        • imq-developement skądkolwiek jesteś - jesteś frustratem 14.04.09, 17:45
          obserwuję właśnie jak w czasie sprawy rozwodowej facet robi wszystko by
          znienawidzili go wszyscy włączywszy w to jego własne dzieci.

          Sędziny są rożne - jedna ma gdzieś czy płaczesz jak bóbr udowadniając, że jeseś
          supertatusiem a inna każde odnotować każdy grymasik takiego 'szołmena'.

          Znam takiego matoła co pisze podobnie jak ty - 'kariera w burdelu', 'wujek
          mamusi'. Że się myli to jedno a drugie, że dzięki takim debilnym zachowaniom
          ktokolwiek do walki w tak brudnym rozwodzie dołączy, PRZEGRAJĄ WSZYSCY ...
          dzieci również
          • dawnotemuwkrakowie Re: skądkolwiek jesteś - jesteś frustratem 14.04.09, 23:51
            Po pierwsze, tzw. "rodzina zrekonstruowana" to manipulacja językowa,
            rodzaj nowomowy. "Rekonstrukcja rodziny" sugeruje coś głęboko
            pozytywnego. Rekonstrukcja Zamku Królewskiego. Rekonstrukcja
            złamanej kości. Naprawianie. A tymczasem chodzi wyłącznie
            poszukiwanie nowego partnera/partnerki z przyczyn jak najbardziej
            egoistycznych. Dorabianie ideologii do biologii... zaprawdę śmieszne.

            Po drugie, jak ty i wszystkie twoje psiapsiółki wiedzą, mężczyźni są
            inni niż kobiety: kobiety nie kłamią, są wierne i skłonne do
            poświęceń, pracowite i opiekuńcze, nie popadają w alkoholizm, a
            przede wszystkim nie lubią się przechwalać. Nie zaprzeczaj - te
            cnoty są zupełnie obce męższczyznom. Acha, w agencjach towarzyskich
            to też tylko męższyźni pracuja - zwykle przebrani za kobiety.

            Po trzecie, zagadka: jeżeli facet to taki gbur robiący "grymasiki" -
            przez którego jak napisałaś przegrywają wszyscy - to dlaczego jakaś
            mądra kobieta dała się zmusić do małżeństwa z nim? Musi być czary
            jakoweś. Albo normalnie zmusili, znaczy się raptus puelle.

            Po czwarte, lubię ludzi co notują - zwłaszcza w czasie rozpraw Sądu.
            Bo łatwiej wtedy wykazać np. sprzeczność w zeznaniach. Sędzina
            której nie interesuje co dzieje się na jej procesie? Nie dbająca o
            poprawne protokołowanie? Niemożliwe! To chyba przebrany sędzia był!
            • imq-developement dawnotemuwkrakowie: piszesz do faceta 15.04.09, 08:31
              Gdy sędzia prowadzący sprawę jest chory, sąd wyznacza zastępstwa i w ciągu
              trzech rozpraw możesz mieć trzech różnych sędziów. Uwierz mi jeden powie
              łkającemu ojcu 'uspokój się pan i nie rób mi tu teatru' a drugi będzie
              protokołować 'ojciec wyraźnie się wzruszył'.
              Wspominany przeze mnie pozwany jest na tyle głupi, że w sądzie mówi nieprawdę co
              już mu udowodniono formalnie kilka razy.

              Pytasz dlaczego wychodziła kobieta za takiego 'gbura' - może kiedyś zachowywał
              się w porządku wobec niej, może chciało mu się i się starał. Ludzie po
              kilkunastu latach małżeństwa mogą się zmieniać też na gorsze, zdajesz sobie z
              tego sprawę.

              Problem w tym jak kończą się takie małżeństwa. Oby ludzie zawsze chcieli jakoś
              się dogadać i przełknąć te łzy złości i goryczy. Trudniej jest gdy facet ma
              syndrom 'psa ogrodnika'. Niektóre osoby piszą tu jak względnie normalnie
              rozwodzą się. Jak widać można. A opowiadanie kto jest k0rwą, kto zazwyczaj jest
              wierny, pracowity, nie popada w alkoholizm [ten tekst to masz chyba z forum
              WSTRONEOJCA] to typowe skomlenie byłego męża. Więcej pokory bo ja nie znam
              przypadku rozwodu gdzie wina była ewidentnie po stronie jednej osoby.

              Poszukiwanie nowego partnera ... ocenisz siebie albo bliskich tobie. Ja ocenić
              mogę tylko to co widzę w najbliższym sąsiedztwie/rodzinie. Gdyby facet nie bujał
              się różnymi laskami od kilku lat, miałby czekającą na niego w domu żonę, a tak
              ... nie dbał to nie ma, bo ile może się kobieta dawać traktować jak idiotka.
            • na_pustyni pisze się mężczyzna n/t 15.04.09, 09:27
          • krosta_na_dupie Rozprawa rozwodowa to magiel 15.04.09, 15:00
            Sama jestem po rozwodzie i wiem jaka to "przyjemność". Mogłoby się
            wydawać, że sprawa rozwodowa, gdzie małżeństwo nie posiada dzieci
            ani żadnych cennych dóbr do podziału plus dodatkowo forma bez
            orzekania o winie powinny czynić rozstanie bezstresowym i w zasadzie
            to czysta formalność. Okazuje się, że niekoniecznie. Ja dowiedziałam
            się wielu ciekawych rzeczy na swój temat podczas rozprawy, kiedy to
            otwierałam ze zdziwienia oczy i usta słysząc z ust byłego męża, jaka
            to ze mnie ku.... Przez grzeczność nie zaprzeczyłam. I o ile sama
            podałam jako powód rozstania niezgodność charakterów, poglądów
            politycznych i dewocję eksmałżonka, nigdy bym nie wpadła na to, że
            zrobi ze mnie publicznie, przed obcymi osobami, taką wredną zdzirę i
            szmatę. To był dla mnie szok. Kolejny przeżyłam, kiedy zgodziłam się
            na tę całą szopkę z unieważnieniem związku kościelnego. To ciekawe
            doświadczenie socjologiczno-psychologiczne. Włącznie z obowiązkową
            wizytą u psychologa kościelnego, który zapytał mnie o samopoczucie
            (było bardzo dobre), a potem napisał, że mam depresyjną osobowość,
            ale to już inna bajka, ktoś komuś zapłacił, żeby ten ktoś mógł drugi
            raz popląsać przed ołtarzem, co kto lubi. Moja koleżanka wpadła na
            jeszcze lepszy pomysł uczynienia szopki z rozwodu, postanowiła
            oskarżyć byłego o molestowanie ich wspólnego dziecka. Na szczęście
            były mąż nie palił się do przejęcia praw do opieki nad potomkiem,
            więc wszystko rozeszło się po kościach. Ciekawych doświadczeń w
            zakresie rozwodów można było swego czasu nabrać w
            kawiarni "Paragraf" na przeciwko warszawskich sądów, gdzie
            tradycyjnie rozwodnicy i rozwódki kończyli swoje męki przysłowiowym
            kieliszkiem wódki opowiadający przypadkowym osobom swoje przejścia.
    • jac27033 Rodzinna rekonstrukcja 14.04.09, 17:13
      Ja jestem 4 lata po rozwodzie,mam doskonały kontakt z dziecmi,lecz
      mamusia nadal mówi o mnie i partnerce :te dwa sur...ele,ten
      zboczeniec,kat...itd.Dodam,że jest nauczycielką a dzieci są w 1 i 2
      klasie.Kiedy próbuję jej zwracać uwagę,wypiera się wszystkiego a
      potem na nich się odgrywa za kapusiowanie "staremu".Więc przestałem
      rozmawiać z nią.Za to wiele rozmawiam i tłumaczę dzieciom.Przynosi
      dobre rezultaty.Jak mówią dzieci:jak mama coś na was nadaje,to my od
      razu "wyrzucamy to do kosza".Pozdrawiam wszystkich,którzy potrafią
      rozstać się z klasą!
    • krosta_na_dupie Nie rekonstrukcja a destrukcja 14.04.09, 17:23
      Scenariusz jest na ogół taki: mama bierze sobie nowego męża, tata
      bierze sobie nową żonę i obie strony płodzą kolejne potomstwo, a
      wspólne dziecko pozostaje zawieszone pomiędzy nową rodziną matki i
      nową rodziną ojca. Staje się niejako zbędne, przeszkadza. Pół biedy,
      jak mama ma nowego partnera i nie ma jeszcze z nim dziecka. Gorzej,
      jak to wspólne dziecko się pojawia, wtedy to dziecko nabyte (dla
      nowego męża mamy wzgl. nowej żony taty) staje się ciężarem. I ono to
      czuje, wtedy każda kolejna krytyka, reprymenda, wyrzut bolą
      podwójnie.
      • dawnotemuwkrakowie Re: Nie rekonstrukcja a destrukcja 15.04.09, 00:30
        Uzupełnienie do scenariusza: zawsze dziecko traci oboje rodziców
        naraz. Bo po pierwsze uwaga rodziców koncentruje się na nowych
        partnerach. W wersji hardcore - także na kolejnym miocie. A po
        drugie - dziecko odkrywa jak wiele kłamstwa było (lub wmawia mu się
        że było) w dotychczasowym związku jego rodziców. Jakby nie chcieć
        tego ukrywać - to sam fakt rozwodu dowodzi iż rodzice przedłożyli
        inne wartości nad chęcią pozostawania jedną rodziną dla swojego
        dziecka.

        Obserwuję, iż jest mało rozwodów dla samego oddzielenia się od
        partnera/partnerki. To co jest niemal regułą, to rozwód służący
        zmianie partnera/partnerki na bardziej atrakcyjny egzemplarz. W
        takiej, niemal swingującej, atmosferze trudno o jakieś fundamentalne
        wartosci. I dziecko nie ma na czym budować własnej psychiki.
        • krosta_na_dupie Re: Nie rekonstrukcja a destrukcja 15.04.09, 14:49
          A mnie na przykład najbardziej wku...ało i do dziś doprowadza do
          białej gorączki, kiedy podczas prezentacji przychówku mój ojciec
          przedstawia moje siostry, a na końcu mnie z przydomkiem "córka z
          pierwszego małżeństwa". Wynika z tego, że nie dość, że związek z
          moją matką był dla ojca mniej istotny, to jeszcze ja jestem jakaś
          taka niedorobiona, że mnie się zawsze przedtstawia jako ostatnią i z
          tym cholernym komentarzem.
    • jac27033 Rodzinna rekonstrukcja 14.04.09, 17:43
      Właśnie z tego względu,że oboje mamy już dzieci z poprzednich
      związków,podjęliśmy decyzję,że nie będziemy mieli wspólnego
      dziecka.A wszystkie które mamy {nabyte i własne traktujemy aż do
      bólu równo}
    • seahorse1 Rodzinna rekonstrukcja 14.04.09, 19:20
      Takie artykuły są bez sensu; wiadomo: ile rozwodów - tyle opcji szczęśliwych (bądź nie) zakończeń. My najpierw zdecydowaliśmy, że nie chcemy być razem, dopiero pźniej oboje ułożyliśmy sobie życie, nasza córka od początku miała prawo do rzetelnej informacji oraz wyrażania opinii. Wszystko odbyło się kulturalnie, oboje bardzo dbaliśmy o to, by Młoda wyszła z tego wszystkiego z możliwie najmniejszymi obrażeniami. Dziś, po 3 latach, spróbuję ostrożnie stwierdzić, że się udało. Nikt nikomu nie bruździ, nie podkłada świń, ustalamy wiele rzeczy dotyczących wychowania córki, zdarza się, że wspólnie chodzimy na wywiadówki. Młoda widzi, że trzymamy wspólny front i szanujemy się wzajemnie. Zna i lubi naszych partnerów. Nadal super dobrze się uczy, ma pasje i przyjaciół. Nic się nie zmieniło, poza tym, że ma większą rodzinę wink i że dojrzewa. A w wieku jest paskudnym, bo ma 15 lat. I co? I jajco! Jak się patrzy na dobro dziecka, a nie na swoją przerośniętą godność osobistą - wszystko jest możliwe, nawet bezbolesny rozwód. Czego wszystkim Państwu życzę.
      • alterpars [...] 14.04.09, 21:17
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • scypio72 Fikcja dobra jest w kinie. 14.04.09, 21:24
      Sorry ale fikcja to jest dobra w kinie. Dobra dziecka nie tłumaczy wszystkiego. Jeżeli jeden z partnerów niestety chce go się pozbyć w wredny sposób a potem masz udawać że nic się nie stało ?. Są granice kompromisu. W moim przypadku panuje rozejm, czyli obojętność- dzień dobry do widzenia. Oczywiście interesuję się sprawami dziecka i rozmawiamy z sobą o ile jest to konieczne. Dzieci rozwodników chyba szybciej dojrzewają i mają swoje przemyślenia głębsze niż się to dorosłym wydaje. Moja córka ma mnóstwo pytań i nie będę jej uczył kłamstwa. Najgorsza prawda jest lepsza od doskonałego kłamstwa.

      Dzieci rozwodników mają tendencje do przypodobania się rodzicom z którymi przebywają. Taki teksty ze syn namawia do rozwodu to traktuję z przymrurzeniem oka. Moja córka lubi partnera mojej eks ale jakoś ciągnie do mnie.
      Jeszcze jedna uwaga niestety dzieci idą w odstawkę względem nowego partnera. A argument że mąż tylko spał i to jest powód rozwodu mnie rozbawił. Jeżeli ex był taki zły to gdzie miałaś oczy.
      • franki8 Re: Fikcja dobra jest w kinie. 14.04.09, 21:44
        Znowu z tego, co piszą panie przebija w każdym słowie zaciekła nienawiść...
        a panowie potrafią pisać rozsądnie...
      • imq-developement Re: Fikcja dobra jest w kinie. 15.04.09, 08:37
        a zakładałeś, że nowy partner twojej ex będzie bliższy twojemu dziecku niż ty
        sam? Pomyłka. Musiałbyś unikać z nim kontaktów, ale to by nie wystarczyło do tego.

        Taka obojętność jaka piszesz jest też ok. Niewielu facetów może powiedzieć o
        swoich byłych partnerkach, że są ich przyjaciółkami teraz [a o byłych żonach
        chyba jeszcze mniej może].

        Pamiętajcie, że jeszcze 15lat temu samotne macierzyństwo było rzeczą wstydliwą.
        Nasi rodzice nawet nie chcieli mówić o rozwodach bo nie mieściło im się to w
        głowach. Świat się zmienia.
    • highalt We are buying up Manhattan,Hungary,Romania and Pol 14.04.09, 21:46
      Israeli President: We are buying up Manhattan,Hungary,Romania and Poland

      www.youtube.com/watch?v=FGJUdwSiPVA
    • wuetend naprawdę nie ma co wyolbrzymiać "problemu" 15.04.09, 09:44
      lekki pisk i marudzenie dziecka jest jeno za pierwszym nowym "tatą"
      i pierwszą nową "mamą". Przy następnych, szczególnie od 5-ym/-ą w
      górę jest już z górki!
    • elasteena Re: Rodzinna rekonstrukcja 15.04.09, 10:09
      Nastawiając dziecko przeciwko byłemu partnerowi robimy największą krzywdę
      samemu dziecku. Pozostając w pozycji ofiary i przekonując cały świat o winie
      współmałżonka dajemy dziecku kiepski model. Trudno mu będzie tworzyć zdrowe
      związki. Zidentyfikuje się z ofiarą lub z katem. Nie wiem, co gorsze.
      Rodzic porzucony, wykorzystany, ma do wykonania ważną pracę nad sobą - wyjście z
      pozycji ofiary, odzyskanie kontroli nad własnym życiem. Wiem, to nie jest
      "sprawiedliwe". Bo przecież ten, kto odchodzi rzadko ogląda się za siebie,
      często na odchodne niszczy jeszcze poczucie własnej wartości porzucanego. Jednak
      robimy to przede wszystkim dla siebie i dla dzieci. Wyjście z roli ofiary daje
      szansę na dobry następny związek, pozostawanie w niej, zmniejsza tę szansę.
      Na prawdę nie jest ważne, kto zawinił, kto ma rację. Przekonywanie całego
      świata, że to nie my zawiniliśmy, że my byliśmy idealnym mężem, żoną, to pułapka
      naszego ego. Nie ważne jak upadamy, ważne, jak się podnosimy. Rodzice powinni
      wysyłać dziecku sygnały, że wiedzą, co robią, rozwodząc się, mają plan na dalsze
      życie. Inaczej dziecko będzie próbowało opiekować się nami, a to nie dobrze dla
      jego rozwoju.

      www.rozwod.net.pl
    • sepulka Typ rodziny"rekonstrowanej" - jak sobie radzic? 15.04.09, 10:32
      Jestem od kilku lat w związku z meżczyną, który ma 2 dzieci. Ja sama
      mam jedno dziecko. Są mniej więcej w tym samym wieku - chodzą do
      szkołyl. Oczywiscie oboje juz jestesmy dawno po rozwodzie,
      poznalismy sie kiedy juz oboje bylismy wolni. Po długiej znajomości,
      wtedy kiedy bylismy pewni, że nasze dzieci akceptują drugiego
      partnera - zamieszkalismy razem. Ale Jego Dzieci nadal mieszkaja z
      Matka, widuje sie z nimi bardzo rzadko,na dodatek Matka dzieci robi
      jakies problemy z wizytami dzieci u Ojca (nawet wtedy kiedy nie
      mieszkalismy razem). Sytuacja wyglada tak, ze przez wiekszosc czasu
      mieszkamy razem z moim dzieckiem. Jego dzieci nas odwiedzaja. I
      niestety po jakims czasie pojawil sie problem dotyczacy metod
      wychowawczych. On uwaza, ze za krotko widuje sie ze swoimi dziecmi
      aby je wychowywac i w sytuacjach kiedy dzieci zachowaja sie
      niegrzecznie w stosunku do mnie nie interweniuje. Nie wiem jak
      rozwiazac te sytuacje.Przechodzenie do porzadku dziennego nad
      zachowaniami,o których z kolei moje dziecko wie, ze sa nie wporzadku
      i ze dorosłym należy sie szacunek - jest nie zgodne z zasadami jakie
      wyznaje. Poza tym sama sie zle czuje z tym, ze dziecko mojego
      partnera jest dla mnie niemile a on nie interwerniuje. Ale omawianie
      problemu z moim partnerem i prosba aby gdzies w takich sytuacjach
      pośredniczył miedzy mna i jego dziecmi(ja nie chce zwracac uwagi
      jego dzieciom) prowadzi do tego, że moj partner czuje sie zagrozony
      a moze nawet odrzucany. Nie chce aby taki konflikt - ktory przeciez
      na pewno mozna rozwiazac tylko nie wiem jak - zawazyl na losach
      naszego zwiazku.
    • aga999929 Rodzinna rekonstrukcja 15.04.09, 12:50
      Rok temu zostawił mnie mąż po nastu lata współnego życia. Kochałam
      go, uwilebiałam, był dla mnnie wszystkim, całym światem. przedtem
      zajmowałam się wyłącznie domem i dziećmi. Nie miałam żadnych
      dorosłych znajomych ani jednej przyjaciólki. Rodzina wypełniała mi
      życie.Jestem w trakcie rozwodu i zauwazyłam, że ludzie odbierają mi
      prawo do opłakiwania zycia które odeszło. Mało tego stawiają mnie
      pod pręgierzem. Są oburzeni, że się atrakcyjnie ubieram maluje, że
      wychodzę z przyjaciółmi wieczorem pośpiewać do klubu i wypić piwo.W
      oczach tych ludzi jestem osobą wątpliwą moralnie.A przecież ja tylko
      chcę normalnie żyć. Tak jak inni się tym zyciem cieszyć. Wcale nie
      chcę wracać do męża. Nie szukam także koneicznie nowego partnera.
      Czy to nie powinno być oczywiste.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka