Czyli dziecku wcale nie radosc.
Dziecku tatusiek naobiecywal:
- rok temu wyjazd do Krakowa (po czym zwala na mnie, ze ja nie
pozwalam, przy czym absolutnie ani mnei nei pytal, ani ze mna nie
uzgadnial, ot chlapnal ozorkiem jak zwykle)
- ponad rok temu regularnie tygodniowki w wysokosci 10 zl w momencie
zakupu skarbonki (ani razu nie zostaly wyplacone)
- ponad miesiac temu zakup konsoli do gier za 3 tygodnie (minely)
Tych obiecanek bylo mnostwo, jedne mniej drugie bardziej istotne dla
mlodego czlowieka.
Mlody czlowiek pamietliwy jak cholera.
Ostatnio osmielil sie zapytac dlaczego ojciec nie dotrzymuje slowa.
Ojciec potem na prawo i lewo rozpowiada, ze to ja nastawiam dziecko
przeciw niemu.
Bo jak wiadomo wszem i wobec 5-latki nie mysla, sa na poziomie
niemowlat, nie potrafia chodzic (wiec sie je nosi na rekach) i
trzeba je karmic (najlepiej papka).
Na dzis to wszystko

I tym radosnym akcentem rozpoczynamy wakacje.
Na szczescie bez tatuska. I kolejnych obiecanek.