Miało być lepiej jak mała skończy 3 miesiące a tymczasem wcale nie
jest. Już nie wiem co i jak mam robić. Usypianie jej to jakiś
koszmar. Ok. 10 jade z nią na spacer (oczywiście ubieranie i wyjście
z domu poprzedzone jest strasznym rykiem) i wtedy śpi ok. 3 godziny.
Ale potem w ciągu dnia nie idzie jej za nic uśpić - w wózku, na
rękach, w łózeczku) - widzę że jest zmęczona ale broni się przed
uśnięciem jak lew. Kończy się ostatecznie olbrzymim rykiem, po
którym zasypia z wyczerpania chyba. Usypianie na noc nie lepsze - po
kąpaniu wisi na cycku nawet i 2 godziny zanim uśnie mocno. Jakiś
czas temu zaczęła przesypiać w nocy od 9 do 3 a od kilku dni pobudki
co 3 godziny. Poje sobie i jak przedtem usypiała, tak teraz po
jedzeniu jest ryk. Nie pomaga noszenie, głaskanie, zabawianie. A
chyba nic ja nie boli bo jak przez przypadek znajdzie się coś co jej
się podoba to się śmieje. Oczywiście w nocy śpi z nami bo odkładana
do łóżeczka ryczy. Ja już jestem cała połamana i czuje się zombi.
Próbowałam ją usypiać samą w łóżeczku ale kończy się wyciem.
Nie wiem już sama co robię źle. Ale jedno wiem z coraz większą
pewnościa - na matke to ja się nie nadaje