cześć, jestem nowa
mój synek ma 10 dni, a ja... problemy z laktacją. mleka jest baaaardzo mało;
chciałabym go karmić piersią, ale w praktyce wygląda to tak, że młody w dzień
potrafi wisieć na cysiu 2h (co pół godziny zmiana piersi), w nocy wyrabiamy ok
1h, za każdym razem kończy się rykiem, krzykiem i ogólnym zniecierpliwieniem;
ja się poddaję i w ruch idzie mieszanka, po której młody grzecznie usypia; bez
sztucznego spada na wadze dramatycznie, ze sztucznym waga w miarę stabilna;
wczoraj postanowiłam sprawdzić, czy po 1h ciamkania cysia, młodemu leci
jakikolwiek pokarm - wzięłam laktator - ręczny TT i okazało się że coś tam
leci, godzina pompowania z obu piersi i wyszło jakieś 15 ml w pojemniczku

tu przeżyłam swoje 2 załamania:
1. mleko jest - ale nie jest produkowane w takim tempie żeby wypełnić synkowi
żołądek, na samej piersi nigdy nie pozna co to pełny żołądek
2. mam małe piersi - tak małe, że gumowa osłonka na pierś nie była w stanie
jej objąć i mleko wyciekało na zewnątrz - żeby cokolwiek złapać siedziałam
przez godzinę pochylona w dół, zgięta jak scyzoryk a kręgosłup bolał jak ....
więc pytanie jak to zrobić? jak używać laktatora żeby rozbujać sobie laktację?
czy zrezygnować z przystawiania małego do piersi i tylko odciągać? czy
najpierw on (pytanie czy 2-godzinne karmienie ma sens) a potem pompka? jak
często? i JAKIM LAKTATOREM? (tzn jaki laktator polecacie na mikro biust)