Hej dziewczyny. Moja mała jest przeziębiona, zaraziła się ode mnie

Od soboty ma mokry kaszel a od niedzieli katar. W niedziele byliśmy u lekarza i mała dostaje syrop pulnego, flegaminę i nurofen. Antybiotyku nie bo nic się nie dzieje w oskrzelach i nie ma temperatury. Flegamine dostaje od poniedziałku od rana. Wczoraj było w miarę ok, ale dziś w nocy w nosie ciągle rzęziło. Odciągałam ten dziadowski katar ale on ciągle napływa.Rano doszedł do tego natrętny kaszel (myślę że po flegaminie) i jak dałam małej syrop pulnego to oczywiście zwymiotowała mi go wraz z zalegającym katarem

Krzyczy w niebogłosy kiedy jej to odciągam (w sumie sie jej nie dziwie). Dzis wieczorerm pojadę jeszcze raz do pediatry ale mam pytanie do was bo do wieczora będę się martwić. To moje pierwsze dziecko więc jestem laikiem w temacie. Myślicie że to normalne że to zaczęło napływać jej do noska że aż wymiotuje? Mam się martwić tym, czy raczej dobrze że organizm się tego pozbywa?? Będę wdzięczna za podpowiedzi.