angelina_j
20.05.12, 19:31
Czarek ma 7 tygodni i od około 3 tygodni mam z nim straszny problem. Karmiony piersią na żądanie od urodzenia bardzo lubił wisieć przy piersi na okrągło, spać przy niej, tylko ciumkać i pozwalałam mu na to. Kiedy przestawał powoli ciągle wisieć przy piersi i faktycznie zaczął jeść nagle mu się włączył regularny tryb jedzenia... co godzinę! równiusieńko, jak w zegarku, co godzinę drze się o jedzenie i je ciągiem 3-4 minuty po czym albo zasypia, ale częściej, wpada w szał, szarpie pierś i naciąga ją, albo tylko niespokojnie ciumka. Słychać jak chodzi mu w brzuszku powietrze. I to jest następny problem. Często łyka powietrze tak, że aż boję się, że zaraz się zakrztusi i czasem się krztusi, ale to zdarza się coraz rzadziej. Po każdym jedzeniu odbijam go dość długo, około 20 minut najpierw kładę go na swoim brzuchu i oklepuje, a potem noszę, często to mu wystarcza.. na chwilę, po chwili znowu się złości i często odbija mu się jeszcze kilka razy. A i to nie wystarcza bo przy następnym karmieniu, kiedy wiem, że jeszcze nie połknął żadnego bąbla powietrza słyszę chodzące w brzuszku powietrze. Kompletnie nie wiem co robić. Próbowałam przetrzymać go trochę dłużej z tym jedzeniem, chociaż 15, 30 minut, bo doszłam do wniosku, że może to nie krzyk o jedzenie, a następny bąbel próbujący się wydostać, ale nic nie pomaga na 'wydostanie' się tego czorta! Próbowałam odbijać go zaraz po tym jak słyszałam bąbelki w brzuszku i potem znowu przystawiać do piersi, ale każde odciągnięcie od piersi wiąże się ze strasznym krzykiem. Zaczynam poważnie rozważać przejście na butelkę, chociaż wiem, ze to nie najlepszy pomysł, ale może wtedy nie łykałby tyle powietrza. Zaznaczam, ze brodawkę trzyma w buzi całą i mocno, od urodzenia nie było problemów z jedzeniem i ssaniem. Wcześniej tylko więcej purkał, teraz prawie w ogóle, chociaż dostaje espumisan. W dzień prawie nie śpi, jeśli już to przy piersi i tę chwilę na moim brzuchu, kiedy zabieram mu cycka i go oklepuję. W nocy śpi ładnie najpierw 3.5 godziny, potem 2, potem budzi się co godzinę/półtorej. I mam pokarmu dużo więcej w nocy, bo dłuższe są przerwy i on nie ma takich problemów z odbiciem się w nocy, bo raczej nie robi mi nocnych dramatów.
Nie wiem co robić! On się męczy, ja się męczę, piersi mnie bolą straszliwie, mam wynaciągane brodawki, ostatnio jedna zaczęła pękać. Nie mogę wytrzymać tego krzyku i płaczę razem z nim, a potem niszczę każdą próbę przedłużenia czasu między karmieniami. Pomóżcie!