anisiaj
15.11.13, 09:35
Witajcie,
opiszę naszą sytuację, może znajdzie się wśród Was ktoś, kto coś nam podpowie, bo już sami nie wiemy co robić...
Zosia ma 6 miesięcy, urodziła się w 34 tygodniu wg usg, w 36 według miesiączki (miałam bardzo długie cykle), po porodzie wpisano jej 36 tc. Ważyła 2950, 51 cm, cesarka ze wskazań z mojej strony, dostała 10 punktów. Początkowo nie miała odruchu ssnia, więc była dokarmiana sondą, zaczęła ssać pierś w 3 tygodniu życia, do 8 była dokarmiana Bebilonem, bo laktacja rozkręcała się bardzo powoli. W 6 tygodniu życia złapała gdzieś rota, trafiliśmy do szpitala na Działdowską w Warszawie. Rota przechodziła lekko, poza okropnym bólem brzucha i płaczem, zwijaniem się. tydzień po wyjściu ze szpitala miała drugi rzut rota, nie jadła, nie sikała, znowu szpital. To był czas kiedy, pod opieką poradni laktacyjnej, odchodziliśmy stopniowo od Bebilonu, w tym okresie dostawała go już tylko dwa razy dziennie. Zaczęła po nim ulewać, pojawiła się krew w kupie, więc padło podejrzenie nietolerancji mleka krowiego i zmieniono nam Bebilon na Pepti, nic się nie zmieniło, więc odstawiliśmy Bebilon w ogóle i została sama pierś. Od tego 6 tygodnia, po rota doczepiła się nietolerancja laktozy - krzyki, prężenie się godzinę po każdym posiłku, strzelające kupy, masa śluzu (nietolerancję ostatecznie potwierdzono na dziennym pobycie na Działdowskiej, po badaniu ph kupy). Zaczęllśmy stosować delicol, ja jestem na diecie eliminacyjnej - mleko i jajo wykluczone od 8 tygodnia życia Zosi.
Od 8 do 12 tygodnia bardzo słabo przybierała, zalecono odstawienie piersi i Nutramigen. Znowu skorzystaliśmy z por. laktacyjnej, tam zalecono nam dalsze karmienie piersią, w myśl teorii, że ta nietolerancja laktozy mija, skoro jest efektem osłabienia jelit po rota. Delicol przed każdym posiłkiem pomogl, w 4mcu nietolerancja minęła zupełnie. Od 4 mca były próby wprowadzenia mleka do mojej diety, pod okiem lekarki od żywienia z Działdowskiej, nie udały się - wrócił śluz i krew w kupie, a mała była na 3 centylu. Wprowadzono nam Sinlac raz dziennie, początkowo był śluz, więc go odtsaiwliśmy i od 5 tygodni jadła go codziennie, nie było problemów z kupą.
3 tygodnie temu zaczęliśmy rozszerzać dietę, mamy już za sobą dynię, ziemniaka, marchew, jabłko, śliwkę, gruszkę. Trzy dni temu, z uwagi na liczne gazy, odstawiliśmy Sinlac - wszystko pod okiem pediatrów.
Na czym polega nasz problem? Otóż od kiedy skończyły się bóle brzuszka i krzyki przez nietolerancję laktozy, zaczęły się straszliwe nocne gazy. Początkowo było ich mniej, teraz od 4 tygodni jest ich mnóstwo, a ostatni tydzień do dramat. Mała pręży się, rzuca nóżkami, puszcza bąka za bąkiem, aż w końcu się wybudza. Masujemy brzuszek, nosimy, leci seria bąków, zasypia, a po 10 minutach znowu to samo. W ciągu dnia również bardzo dużo "pierdzi". Pupa ciągle czerwona, smarujemy, ale to niewiele daje.
W nocy podczas tych bąków nie płacze, ale co z tego skoro i tak praktycznie nie śpi, a my razem z nią. Nie widzę związku z jej dietą, bo bąki trwają od 2 miesięcy, a to co jej podaję teraz jest bardzo delikatne (mimo to jednak te gazy w ostatnim tygodniu są zmorą...), ja też jem bardzo delikatnie.
Co jeszcze może być ważne? od 6 tyg do 16 miała zastrzyki krwiotwórcze, bo miała silną anemię. Nie przyjmuje już żelaza od 2 miesięcy. Załatwia się raz na dwa dni, po marchewce kupy były twarde, generalnie są ok, choć czasem ma z nimi problem, a nawet jak nie ma, pójdzie ładnie i gładko, to i tak noc jest zagazowana. Zosia ma wzmożone napięcie, jest rehabilitowana. Jest na piersi, przystawiam jak trzeba.
I teraz pytanie? co to może być? jedna pediatra zasugerowała więcej warzyw, ok, tylko jak ja poznam co ona toleruje, a co nie, skoro ciągle ma te gazy? druga odstawienie Sinlacu, od trzech dni go nie ma, a za nami tragiczna noc. Nie wiem, może powinnam zrobić jakieś badania kału? może to jakaś bakteria? może miałyście podobne przypadki?
Proszę doradźcie...