Od jakiegoś czasu moja 6,5 miesięczna córcia pokasływała, wydawało się że to
dla zabawy, ćwiczy nowe dźwięki. Potem jednak zaniepokoiłam się i poszliśmy
do pediatry w rejonie. Nic nie wysłuchała, gardło czyste. Ale "w razie czego"
dała Eurespal i Bactrim na 5 dni. Podaliśmy. Po tym 5 dniu okazało się że
zaraziła się ode mnie ospą

a więc sprawa kaszlu zeszła na plan dalszy
zdecydowanie. Wysyp był koszmarny, gorączka i cierpienie. Od 3 dni malutka
zdrowieje. Prze ten czas kaszlu nie było, od czasu zakończenia syropków była
osłuchiwana dokładnie ("dzięki" ospie) 4 razy. Ani lekarka w rejonie ani
nasza prywatna pediatra (która badała ją też przedwczoraj) nic
nie "wysłuchały". I nagle od wczoraj znowu kaszle... Obudziła się w dzień
pokasłując jakoś mokrawo. Przed chwilą znów pobudka, wyplucie smoka przez
kaszel.
Brała lek na odporność, isoprinosine, teraz homeopatia i cebion.
Już sama nie wiem, czy mam jakąś paranoje z tym kaszlem? Chyba tylko przy
mnie tak kaszle. Udawanie, które podejrzewa mój mąż wykluczone, przecież nie
obudziłaby się nagle z kaszlem żeby poudawać...
Na razie nie będę szkraba włoczyć po lekarzach, cała jest w strupkach
ospowych...
Ale się martwię.
Miały może wasze dzieciaczki takie nie wysłuchane, niezidentyfikowane przez
lekarza przyczynowo kaszelki? Znowu wlec ją do lekarza?
pozdrawiam
Gosia