Mój synek za trzy dni skończy 4 miesiące. Jest fajnym chłopaczkiem, bardzo pogodnym i wesołym. W dzień potrafi się sporo sam bawić np. na macie, lubi obserwować co robię, rzadko płacze. Ogólnie cud miód, synunio mamuni

Tylko te noooce... Do tej pory moje złote dziecię szło spać o 20.00 i pierwszy raz budziło się najwcześniej o 1.00, 2.00 w nocy. Potem była pobudka o 4.00, 6.00 i dzień dobry o 7.00. Od jakichś dwóch tyg. noce robią się coraz bardziej niespokojne, synek wierci się i kręci, nawet jak się naje (kp) to potem rzuca głową wte i wewte, ma zamknięte oczy, śpi, ale ja za to nie, eh. Od tygodnia jest coraz gorzej, budzi się z wieczora coraz wcześniej, wczoraj już o 23.30. Potem pobudki co 1-2h, niby je, ale też zdarza się, że tylko ciumka. Dotąd tak nie było. Wiem, wiem, to może być wszystko: skok, zęby (chociaż chyba nie), nocna miłość do mamy...
W dzień synek śpi dużo, ma drzemkę 3-4h i ze dwie krótsze, ok. 40 minut. Gdyby nie te noce, to byłoby to złote dziecko. Cóż, chyba nie można mieć wszystkiego.
Wiem, że dzieciom co chwila się zmienia, mam 5-letnią córkę, przeszłam zęby, płacze, marudy i inne atrakcje, ale nocki były u niej zawsze z pobudkami tylko na jedzenie. Wybudzające się dziecię to dla mnie nowość. Tym bardziej, że do tej pory tylko jadł i odlatywał, no może nad ranem już się trochę wiercił, no ale nie całą noc.
Po dzisiejszej prawie nieprzespanej nocy szukam pocieszenia. Mamy 4-5 miesięczniaków, też tak macie? Mamy starszych, miałyście? Powiedzcie, że to minie...