smutno mi od dobrych rad

18.11.04, 04:12
Hej dziewczyny!
Piszę do was by zdjąć z serca trocę smutku. Wczoraj przyjaciółka powiedziała
mi, że wg niej bardzo nerwowo się zachowywałam kiedy widziała mnie z moim
synkiem na wycieczce do lasu i że się o mnie martwi. Pamiętam, że był zimny
dzień,a ja miałam wyrzuty sumienia względem małego, że tak długo jesteśmy na
zimnie, i że się nim nie zajmuję (nadzorowałam robienie gulaszu na dworzu).
Podobno nerwowo sprawdzałam czy ma ucho przykryte czapeczką itp.
Niedawno z kolei byłam na spacerze z inną pryzjaciółką i gdy byłyśmy jeszcze
dość daleko od lasu mój synek zaczął płakać i to takim żałosnym szlochem, bo
obudził się i był głodny. Wiedziałam, że jeszcze dość daleko zanim usiądziemy
i nakarmię go, więc go zagadywałam, próbowałam odwrócić jego uwagę. Moja
przyjaciółka stwierdziła, że powinnam dać mu popłakać. Chyba oczekiwała, że
powinnam spokojnie iść i rozmawiać z nią jakby nigdy nic.
Tak mi się przykro zrobiło po ich uwagach, bo poczułam się jakby uważały, że
zachowuję się względem mojego synka jak lekko stuknięta. Myślę, że częściowo
mają rację - rzeczywiście przyda mi się więcej luzu na spacerach. Ale też
przykro jest być ocenianym. W dodatku moje przyjaciółki nie mają własnych
dzieci i nie wiedzą chyba jeszcze, że zupełnie inaczej się reaguje na własne
dziecko a inaczej gdy dziecko jakie się ma pod opieką jest cudze.
A w ogóle to tak mi się przelało, bo szanując intencje wszystkich moich
rozmówców, ta czuję ostanio złość gdy kolejna osoba mi radzi. Irytują mnie
dobre rady moich teściów, którzy mówią dość dużo i jak słyszę od mojego
teścia, że jak jest zimno to trzeba założyć dziecku kombinezon, albo
powtarzane po raz 40, że do dziecka trzeba dużo mówić (nie ważne że mówił to
już 39 razy, a poza tym ja kończyłam pedagogikę i mam za sobą wiele lat pracy
z dziećmi, więc niektóre rzeczy już chyba wiem)to mi włosy stają dęba z
irytacji. Dodatkowo często zaczepiają mnie na spacerach obcy ludzie, którzy
oprócz podziwiania urody mojego dziecka mają dla mnie złote rady. Mam
sąsiadkę która co ją widzę wyłapuje jakiś drobny szczegół któy wg niej
powinnam poprawić w ubarniu mojego synka.... AAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!
Trudno jest odcedzić które rady są sensowne, przynajmniej po części i je
przyswoić, a które puścić mimo uszu i jeszcze się nie wkurzyć i zachować
dobrą samoocenę. Może mi już odwala, może jestem Zosia Samosia, ale czasami
wolałabym, żeby ludzie dawali mi rady tylko gdy o nie sama poproszę.
A w tym wszystkim ja przecież też analizuję swoje zachowanie i często mam
wyrzuty sumienia, zę to powinnam robić inaczej,a tamto inaczej, że za mało
się bawię z synkiem, że nie mam często siły na now etqórcze zbawy, że
bałągan... itd.
Może zresztą stąd moja nadwrażliwość na rady, bo gdzieś głęboko oczekuję sama
dd siebie, że będę doskonałą mamą (a skoro mi radzą to znaczy, że nie
sprostałam).
Nie zrozumcie mnie źle. To nie znaczy, że ja uważam rady w dobrej wierze za
niepotrzebne. Przecież często, jeśli nie zazwyczaj, są słuszne i dużo z nich
korzystam.
Ale gdy jest ich za dużo to gubię się w nich i źle działąją na moją
samoocenę...
...Więc trochę się wygadałam. Cześć.
    • kingamamaemilki Re: smutno mi od dobrych rad 18.11.04, 05:34
      nie martw sie - jestes zupelnie normalna i dobra mama, bo przecedzasz te
      wszystkie rady i stosujesz tylko te ktore dzialaja dla ciebie. A natura ludzka
      juz taka jest ze inaczej nie potrafi tylko swoje 3 grosze zawsze podstawic tam
      gdzie nie zawsze trzeba. Ja sie tak samo czuje.
      smile

      pozdrawiam,

      Kinga
      a tu Emilka
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=17516854
      • anka1 Re: smutno mi od dobrych rad 18.11.04, 08:45
        ha ha zebys uslyszala moja kierownice ( bezdzietna rozwodka ) jakie dobre rady
        daje nam mamom w pracy to bys dopiero sie "wkurzyla". rob to co dobre dla
        Dziecka i dla Ciebie a dobre rady puszczaj mimo uszu, chociaz wiem jakie to
        trudne bo czasem mam ochote takiego "dobrego radka" trzasnac w ucho, zwlaszcza
        jak to jest kompletnie obca baba ktora wie lepiej.
        • tynia3 Re: smutno mi od dobrych rad 18.11.04, 09:06
          A po co Ty się w ogóle przejmujesz? Rób, jak Ci serce dyktuje i tyle. Wszyscy
          mają obowiązek to szanować. Będą się wtrącać - ich problem.
          Ja z reguły stosuję metodę "przepraszam, ale to ja tu decyduję, bo to moje
          dziecko", a w szczególnie trudnych przypadkach osób, do których nic nie dociera
          mówię "hmmm... tak, tak to interesujące, faktycznie przemyślę" i robę swoje.

          pzdr
    • mynia0 Re: smutno mi od dobrych rad 18.11.04, 09:43
      nie przejmuj się radami bezdzietnych przyjaciółek. one nigdy nie zrozumieją,
      jak to jest z własnym dzieckiem. piszę to zupełnie swiadomie, bo jak nie miałam
      Eli, też byłam taka mądra, a dzisiaj się tego wstydzę.

      postepuję podobnie jak poprzedniczki - słucham jednym uchem, a drugim
      wypuszczam. to moje dziecko i wspólnie z mężem będziemy decydować, czy karmić
      je piersią / przeciez butelka lepsza!/, czy podawać smoczek / bo jeszcze zadne
      się bez smoka nie wychowało/ i tak dalej. mogłabym jeszcze tysiace przykładów
      opisac, ale sensu to nie ma, bo na pewno większość mam słyszy to samo.
      Pozdrawiam!
    • paulina62 Re: smutno mi od dobrych rad 18.11.04, 09:48
      jak ja to doskonale rozumiem - czasem aż mnie skręca od "dobrych rad" np. 25
      stopni i jakaś babcia twierdzi, że źle robię, bo nie przykryłam dziecka
      kocykiem, córcia miała ok 4 miesiące, gdy "dobre ciocie" oburzały się, że
      jeszcze nie daję grysiku, "ale jej zimno - takie ma zimne rączki" (a jakie ma
      mieć, skoro sobie zdejmuje rękawiczki i wkłada ręce do buzi) itp itd. Cholera
      mnie bierze. Kiedyś, gdy mała miała ok 3,5 miesiąca, to w przychodni pewna
      sędziwa dama głośno wyraziła swoje oburzenie, że trzymam dziecko na prosto -
      zignorowałam ją, choć w środsku się we mnie burzyło. Nie uważam się za alfę i
      omegę w wychowywaniu dzieci, jeżeli jakieś rady uważam za słuszne , to czemu
      nie, ale nieproszone i narzucane opinie są naprawdę okropne. życzę wytrwałości
      i jak najwięcej wiary w siebie, bo myślę, że ona tu najważniejsza.
      • mynia0 Re: smutno mi od dobrych rad 18.11.04, 09:56
        no tak, zapomniałam o zimnych rączkach... teściowa kazała mi zakładać skarpetki
        w upał 30 st., bo "Eli jest zimno, bo ma rączki zimne". o mało co kobiety nie
        pobiłam. powiedziałam jej do słuchu i mam spokój. czasem tylko taka metoda
        skutkuje.
    • kajuwo Re: smutno mi od dobrych rad 18.11.04, 22:55
      Dziękuję Wam dziewczyny. Potrzebowałam trochę wsparcia. W ogólne strasznie się
      cieszę, że jest to forum bo regularnie ratuje ono moje zdrowie psychiczne...
      Pozdrawiam serdecznie! Justyna
    • agatadr1 Re: smutno mi od dobrych rad 19.11.04, 11:29
      Czesc Justyno,
      doskonale Cie rozumiem. Mam dokładne to samo.Jestem bardzo wrażliwa na wszelkie
      rady i uwagi w kestii opieki nad moim 6-ygodniowym synkiem, sczególnie ze
      strony teściowej. Odbieram to trochę tak, jakbym była złą mama. Do 1 miesiąca
      nie miałam sama dość zaufania do siebie i jakoś to łączę.Poza tym byłam obolała
      po cesarce, buzowały hormony, nikt mnie nie uprzedził,że macierzyństwo to też
      zmęczenie fizyczne, trochę wyrzeczenie się własnych potrzeb, tych podstawowych,
      że nie wspomnę o innych. Po protu połóg i trud odnalezienia się w zupełnie
      innym swiecie. Teraz juz ufam sobie i nie kupuje uwag od osob, ktore uwazam za
      niekompetentne (np. wychowuace wlasne dzieci 20 lat temu a gdy czegos nie wiem
      pytam kolezanki, ktor tez maja male dzieci. Mysle, ze wazna jest wiara w siebie
      jako mame. Nie musimy byc supernajlepszymi mamami, bo takie załozenie nas
      zgubi, zbyt zestreuje i klops na calej linii. Musimy byc dobrymi mamami,
      kochajacymi swoje bable i okazujacymi im to.W ich oczach i tak bedziemy
      najlepszymi mamami na swiecie. Bo to przeciez prawda.Agata.
    • fluffybuns Re: smutno mi od dobrych rad 19.11.04, 11:46
      Wspolczuje. Wiem jak wkurzajace jest gdy ty borykasz sie z problemem, a ktos
      podsuwa 'dobre' rady, ktore po wcieleniu w zycie nie daja zadnych rezultatow.
      Juz sie na nie udopornilam, wyslucham,a potem i tak zrobie co mi instynkt
      podpowiada.I tak jest najlepiej.
Pełna wersja