beata303
16.02.05, 14:32
Miśka ma katar, dodatkowo zaczęła pokasływać dziesiaj w nocy. Nie ma szans
żeby dostać się do lekarza w naszej przychodni przynajmniej do końca
tygodnia, zamówiłam więc wizytę domową. Przyszła pani babcia (ledwo
przyszła), skrytykowała mnie, że nie karmię piersią, że daję dziecku bebiko i
za dużo owoców, zamiast kropelek do nosa, które mała brała przy poprzednim
przeziębieniu przepisała mi swoje, zamiast kremu którym ją smaruję (oilatum)
przepisała mi maść cholesterolową, pobierznie osłuchała dziecko, skasowała
140 zł. i poczłapała do wyjścia marudząc, że dziecko ma raczkować w kojcu a
nie na kocu rozłożonym na podłodze.
Ratunku, czy w tym kraju nie ma lekarza, do którego po prostu można by było
iśc z zaufaniem, wtedy kiedy dziecko naprawdę tego potrzebuje i nie prowadzić
dochodzenia kto ma rację tym razem i jaki eksperyment wybieramy.
A może któraś z was mi powie, czy przeziębionemu maluszkowi dawać czy nie
ferrum? Bo tu zdania też są podzielone.