czerem
27.07.05, 21:41
Ku przestrodze chciałam opisaćco mi się dzisiaj przydarzyło. Szłam z mężem i
5ciomiesięcznym synkiem do znajomych, którzy mieszkają w centrum mojego miasta
(częstochowa).W pewnym momencie Kubuś zaczął płakać więc wzięłam go na ręce.
Doszliśmy do pasów. Do pasów zbliżał się autobus miejski, ale był jeszcze w
pewnej odleglości więc mąż z pustym wózkiem wszedł na pasy. Kierowca autobusu
przychamował na jego widok(a nie jechał szybko bo właśnie ruszył z
przystanku). Sądząc, że kierowca widząc męża na pasach, innych pieszych i
mnie z dzieckiem na ręku zatrzyma się, zrobiłam krok na pasy. Kierowca nie
zatrzymał się...tylko przyśpieszył. Centymentry dzieliły krawędz autobusu od
mojego synka, który był na moich rękach. JA odskoczyłam i zauważyłam tylko,
że kierowca odwrócił się w moją stronę i delikatnie mówiąc "nakrzyczał" na
mnie!!! BYłam cała roztrzęsiona jak wyobraziłam sobie co mogło się stać!!!
Zaczełam płakać i nie mogłam się uspokoić przez dobrą godzinę.Oczywiście
zadzwoniłam z komórki na tzw. nr. alarmowy 112. Tam zgłosiłam co sięstało,
podałam nr boczny autobusu bo mąż zauważył, podałam nazwisko. Policjant
powiedział, zebym zgłosiła to na najbliższy komisariat. NA najbliższym
komisariacie dyżurny powiedział mi, że ma dużo pracy, zatrzymań i nie może
mnie "obsłużyć" - chyba, że poczekam 3-4 godziny. Oczywiście nie miałam
takiej możlwiości, żeby czekaćz dzieckiem...Poradził mi, żeby zgłosić się na
inny komisariat (tam pewnie usłyszałabym to samo)...
Zadzwoniłam do MZK ze skargą, ale usłyszałam,że pan z którym rozmawiałam może
tylko upomniećtego kierowcę i że powinnam to zgłosić na policję. A w ogóle to
mogłam wtargnąć na pasy!!!! No tak - mąż JUŻ BYŁ na tych pasach a ja jestem
niespełna rozumu matką, która wchodzi z dzieckiem na ręku pod koła pojazdów!!!
PAranoja.
Jutro zamierzam iść na komisariat.
Zapewne to całe zdarzenie to "niska szkodliwość społeczna"...bo przecież nie
zabił mnie ani mojego dziecka.
MAMY UWAZAJCIE NA PASACH!!!