do tej pory raczej nie mielismy problemow jedzeniowych, jasio jadl ladnie i
chetnie, raz dziennie butle i 3-4 razy roznosci lyzeczka. z apetytem i bez
cyrkow przy jedzeniu. troszke "zabawiania" bylo, ale minimalnie, buzia mu sie
sama na widok lyzeczko otwierala

niestety ostatnio my wyrazny spadek apetytu

je duzo mniej niz dawniej i
niechetnie

i trzeba sie nameczyc przy jedzeniu, zeby zjadl. niejadkow nie
lubie i drazni mnie ta cala sytuacja... meczy mnie takie dlugie karmienie i to
"zabawianie"

to po pierwsze. a po drugie - nie chce wychowac niejadka, z
ktorym trzeba wydziwiac cuda, aby zjadl

troche zabawiania, to rozumiem, ale
mam w rodzinie taki przypadek: dziecko je tylko przed telewizorem, na ogol
karmione przez mame... a dziecko ma... 12 lat

no i oczywiscie nie je
wszytskiego, a moze z 5 wybranych potraw, glownie chleb z nutella lub vegeta
lub zapiekanki z serem i ketchupem... wywraca mi sie wszystko wewnatrz, jak go
widze jedzacego (byl kiedys moim gosciem przez 2 tygodnie...) i nie wyobrazam
sobie, aby moj syn byl taki sam
doradzcie, gdzie powiedzniec "stop", jesli chodzi o zabawianie przy jedzeniu?
jak dlugo probowac karmic, a potem spasowac (i do nastepnego posilku...)? na
co pozwalac przy jedzeniu? na razie pozwalam "ogladac" i dotykac jedzenie w
miseczce - bardzo go to ciekawi i chetniej je, gdy sobie lapka podotyka...
robie tez czasem "samolot" z lyzeczki, tez pomaga. zaczelam dawac mu zabawki,
by go czyms zajac, ale stwierdzilam, ze to przegiecie i juz nie daje... nie
jest latwo... poradzcie...