Mam problem. Chyba za bardzo rozpieściłam swojego synka;-(. Ma 4,5 miesiaca i
prawie wcale nie lubi bawic sie sam, to znaczy lezec w lozeczku czy nawet w
pokoju, namosze mu przeroznych kolderek, zabawek,mat ma sto tysiecy a on
nic..no chwile polezy, posiedzi a potem marudzi, to marudzenie stopniowo
narasta, az placz.No ale z mamusia to mozna bawic sie we wszystko, zabawkami,
jak mu podaje, czy jego ulubiona zabawa "w stanie",albo najbardziej
umilowana "w noszenie na rekach".Spacerowac mogl godzinami jak byl mniejszy
ale od jakis 2 tygodni mu przeszlo, zauwazylam ,ze chyba mu ida zeby, bo
piesci z buzi nei wyjmuje tylko na karmienie.Moja mama mi powiedziala, ze no
coz,rozpieszczony jest , i przyzwyczail sie. No chyab ma race

.Do tej pory
mi nie przeszkadalo to, ale ja wkrotce musze wracac do pracy a maly od
grudnia do zlobka, a tak troje dzieci na jedna pania i nie sadze, zeby
wladsnie z moim synkiem sie bawila non stop. Co robic? czy sa mamy w podobnej
sytuacji? jak sobie poradzilyscie? dodam, ze jak sa inne osoby w domu, babcia
czy tato to bomblina bardoz chetnei sie wtedy z nimi bawi, wiec to nei jest
obsesyjne przywiazanie od mnie, tylko jakos samemu nie potrafi sobei lezec,
jak to male powinno.
Jakos dlugo mi zeszlo ,ale musialam sie gdzies wyzalic...dzieki