Czesc Wam!Izunia w czwartek skonczy 5 tygodni. Do teraz maly aniolek byl tak spokojny, ze znajomi dzwoniac pytali czy my napewno mamy juz to dziecko.Wieczorem mamy taki rytual, ze kapiemy malenstwo, potem ja ja karmie w czasie gdy Jas czyta bajeczke, a potem jedno z nas ja kolysze i spiewa jej kolysanke. Czasem Izunia przy tym zasypia a czasem jest w polsnie - w kazdym razie potem jest kladziona do lozeczka, gasimy swiatlo i wychodzimy. Do teraz Izunia zasypiala i spala az do karmienia (ok. polnocy).Od paru dni jednak cos sie stalo. Gdy przynosimy Izunie po kapieli do pokoju i Jas konczy bajeczke, to Izunia zaczyna zloscic sie na piers. Uderza ja lapka, lapie i wypluwa - jakby sama nie wiedziala czy ma jesc czy nie. Gdy juz sie zdecyduje nie jesc i chcemy ja ukolysac zaczyna sie potworny placz... ryk.. krzyk... i placze tak, az straci oddech (za pierwszym razem zrobila sie fioletowa) - trzeba ja wtedy przekrecic na brzuszek i poklepac po pleckach. My ja caly czas kolyszemy - az znajdzie sie pozycja ktora jej odpowiada... jesli jednak polozymy ja do lozeczka to ryk zaczyna sie od nowa.. i tak Izunia robi przez jakies 1.5 godziny po czym grzecznie zasypia i spi do nastepnego karmienia.Czy to jest normalne? Czy cos zrobilismy nie tak?Pomozcie prosze, bo mi sie serce lamie gdy ona tak placze.

SuzannPS. Nie chodzi mi o to by szybciej zasypiala - moge ja nosic i 3 godziny tylko zeby tak nie plakala.