pitulac
21.02.07, 20:23
witam serdecznie!
dzielę sie swoimi problemami i bardzo proszę, nie potepiajcie mnie. Mam
prawie 3 miesięcznego syna. Młody daje strasznie do wiwatu z powodu nie
kończących się kolek. Nie zliczę juz wymienianych mlek, podawanych
specyfików, sposobów na złagodzenie ataków.... Ten niekończący się wrzask i
czekanie do następnego ryku całkowicie pozbawiły mnie radości macierzyństwa.
Patrzę na to dziecko i zastanawiam się nad popełnionymi grzechami, bo
przecież to kara, a nie radość. Nie mam sił mówic do niego, uśmiechać sie do
niego...Kiedyś myślałam o dwójce dzieci. Teraz, na sama myśl- robi mi się
niedobrze... Do tego męża prawie nie ma w domu- dużo pracuje. Kiedy słyszę od
niego, że poradzimy sobie to trafia mnie cholera, bo to tylko ja muszę sobie
radzić z dzieckiem. Nie mam sił słuchać pocieszeń typu; nie martw się, jak
skończy 3 miesiące to będzie lepiej. Z której strony , pytam, będzie lepiej?3
miesiące za 4 dni i co? I nic. Krzyki, wycie i to durne robienie rzeczy,
które niby mają pomóc. Jestem załamana...Czy jestem jedyna- wyrodna matka,
która tak myśli??? Dziewczyny, co ja mam robić, żeby w ten sposób nie mysleć
o własnym dziecku??? A może iść do psychiatry, bo to chyba nie jest normalne..
pozdrawiam Was i szczerze zazdroszczę radości, jaką czerpiecie z bycia matką