robatchek
07.10.08, 10:22
Przeciwna byłam tym wszystkim wynalazkom, ale wszystkie baby tak zachwalały,
że gdy mała dostała zapalenia oskrzeli i ciekło jej z nosa, dałam się w końcu
skusić, tym bardziej, ze lekarka poleciała. I co? I gooowno!!! W dzień jest
ok, katar zanika, za to w nocy horror. Młoda nie śpi, dusi się, nie może ssać
smoczka ani jeść. Próbowałam użyć Fridy, to mi mała takich spazmów dostała, że
następnego dnia sąsiedzi wilkiem na mnie patrzyli, pewnie myśleli, że katuję
dziecko. Mała się wije jak piskorz, trafić do dziurki nie mogę, unieruchomiona
przez ręce taty drze się wniebogłosy i aż traci oddech z tego ryku. Poza tym,
ustnik mi wypada z ust, moja siła ssąca

jest mała, szybko wpadam w bezdech
i długo tak nie dam rady. Szamotaninę z czteromiesięcznym dzieckiem
przegrałam, dłubię patyczkami w nosie i jakoś odtykam jej ten nos. Aptekarka
mówiła, że ponoć jest jakiś odsysacz, mechaniczny, do kompletu. Kosztuje trzy
i pół stówy i na głowę musiałabym upaść, żeby to kupić.
Jak dla mnie, Frida jest do bani.