pewnie to hormony tak wplywaja na kobiete (a przynajmniej na mnie),
ze dostaje lekkiej wariacji po urodzeniu dziecka

a mianowicie
chodzi mi o cale spektrum uczuc jakie mna targaja: po porodzie
totalna rozsypka, "nienadawanie sie na matke", "nieradzenie sobie",
mysli pt. "lepiej bylo sobie kupic psa" itd...i to trwalo dosyc
dlugo bo ok 4 miesiecy. Potem nastapila lekka poprawa, ale nadal z
przewaga zmeczenia, wkurzenia, i mysli nt. psa...
A teraz powiem Wam, ze chyba calkiem zglupialam bo gdy corka budzi
sie KOLEJNY raz w nocy to sobie mysle, ze to dobrze bo spedzam z nia
wiecej czasu bo przeciez nie tak dlugo bedzie niemowlakiem i szkoda
kazdej chwili....czy ja zwariowalam?