pocahontas_kw
07.12.04, 14:46
W zasadzie nie mam o tym z kim pogadac, więc pomyslałam sobie,że wy mi cos
poradzicie. Mój przyszły mąż ma siostrę. Osobe dośc trudną, bardzo skupiona
na sobie, robiaca karierę, o pogmatwanym zyciu osobistym, w sumie ja i ona
nie znamy sie za dobrze. Wiem jednak,że ona za mna chyba nie przepada, bo
spadłam w zycie jej brata nie wiedziec skąd i troche go jakby zabrałam. Nic
nie mam do tej kobiety, w zasadzie trochę mi jej żal. Nie ma przyjaciół,
faceta tez takiego dochodzacego i z innymi zobowiazanimi, chyba jest dośc
samotna, choć ona obstaje przy tym,że jest zadowolona i niech się nikt jej
nie osmiela oceniać, pracuje zarabia, jest samodzielna i niezależna - jak dla
mnie jej sprawa. Podobnie jak to,że niedawno zdeklarowała się, że nie
zamierza miec dzieci. Jedyna problem to to,że uwielbia układać zycie swojego
brata i wściubiac swoje trzy grosze we wszystko. Oczywiscie, chce dobrze, ale
ejst to dośc irytujące, tym bardziej że jest to osoba nie znosząca sprzeciwu,
dośc zasadnicza, uparta i rzekłabym nawet despotyczna. Dopóki mnie to nie
dotykało nie interesowałam sie tym. Problem pojawił się kiedy okazało się,że
jestem w ciązy. To oczywiscie wpadkowe dziecko, ale bardzo się cieszylismy,
właściwie wszyscy się cieszyli tylko nie ona. Ona zaczęła nas strofować, że w
taki nieprzemyślany szczeniacki sposób dorobilismy się dziecka, że najpierw
powinniśmy się pobrac, że co z praca (czyt. kariera), generalnie obraziła
się, że nie spytalismy się jej o zdanie, a na mnie to się wręcz obraziła
tak,że miałam wrażenie,że oczekuje przeprosin za to,że jestem w ciązy! Co
więcej oczekiwała,że rodzice tez nas potępia i usiłowała ich nakręcic w tym
kierunku, na szczęscie jej się nie udało, ale ja wiem,że ona drąży nadal. Nie
hcciała z nami gadać, ani usiąśc do jednego stołu, nie przywitała się jak
przyjechała do teściów i nie pożegnała kiedy wyjeżdżalismy. Potem zrobiła z
siebie ofiarę, jaka to ona jest nierozumiana, bo jej w końcu ojciec, który
dotad ja uwielbiał kilka ostrzejszych słów powiedział...Tesciowa usiłowała
zażenowana ja tłumaczyć, że ma dziewczyna trudny charakter, że jest
zazdrosna, że jej przejdzie.....hm....a ja? Ja mam to gdzieś. Uważam,że
zachowała się jak rozpuszczony bachor. Może jej rodzina musi to tolerowac,
ale ja nie zamierzam. Tym bardziej,że przeczuwam,że jak się dziecko urodzi to
ona będzie pierwsza któa bedzie miała tysiąc pomysłów i uwag odnośnie jego
wychowania...a tego już nie zdzierże, bo ja nie zapomnę,że od poczatku go nie
chciała. Nie wiem jak się odnaleźć w tej sytuacji i jak ułozyć moje z nią
stosunki, zupełnie nie mam pomysłu. Jestem jednak dośc charakterna osoba i
wejśc sobie na głowe nie pozwolę, z drugiej strony nie chcę siąc konfliktów w
rodzinie, bo w oczach bliskich mojego chłopaka i tak zawsze będe na straconej
pozycji....co wy na to?
pocahontas