No i wróciłam wczoraj z patologii (skrócenie szyjki, rozwarcie na opuszke i
nisko usadowiony maluch)- na szczęście wystarczyły 4 dni, przeznaczone głownie
na podanie kroplówki z dexawenem (3 dawki n aprzyspieszenie rozwoju płuc
maluszka, jakby jednak zechciał już wyjść), dodatkowo magnez i wdrożenie
fenoterolu(+isoptin). Miałam się więc okazać jakie to jest paskudztwo -
najgorzej było po trzeciej dawce w nocy - serce ucieka, gorąco, problem ze
spaniem (o 24 dawka). Teraz już jest OK.
Oczywiście zrobiono mi badania - morfologia w miarę ok, niektóre wartości
tylko na granicy normy, odczyn coombsa ujemny (mamy z mężem konflikt
serologiczny), no i najważniejsze - posiew z kanału szyjki ujemny.
Do domku dostałam reklamówkę leków - wyszło mi 17 dziennie, jednorazowo
przedstawiałoby się to imponująco, ale że niektórych nie można łączyć to
wychodzi 2-3 na raz. (fenoterol z isoptinem o 6,12,18 i 24, a reszta (żelazo,
magnez, potas) rozłożona w ciągu dnia)
I jak to bywa w takich przypadkach - dużo leżeć, siedzieć, nie przemęczać się,
chodzenie ograniczyć no i "hodujemy" Piotrusia.
Na początek do osiągnięcia przez niego 2 kg (minimalna bezpieczna waga). Leki
mam na razie wstępnie do konca 35 tygodnia, a że słyszałam że po odstawieniu
fenoterolu później szybko następuje poród to czerwcówką niestety nie będe, ale
będe was odwiedzać

. Zresztą w czerwcu mojego lekarza nie ma, więc nawet
wolę żeby maluch był kolejną majówką w rodzinie (ja i Michał). Byle nie
wcześniej niż po 15.
W niedzielę/poniedziałek wybieram sie do domku do Krakowa, żeby osobiście
przygotować rzeczy dla maluszka oraz pakuje swoje i Michała i za tydzień
wracamy do Tarnowa, do moich rodziców. Mam nadzieję, że w ciągu tego tygodnia
nic nie będzie się działo. Najważniejsze być dobrej myśli.
Pozdrawiam