Najpierw ładnie podziękuję za wszystkie gratulacje

D
Alicja właśnie skończyła pierwszy tydzień samodzielnego życia.
Smiać mi się chce, bo zdążyłam tylko napisać o tej ciąży donoszonej i zaraz
był poród. Siedziałam wtedy długo w nocy, bo jakbym coś przeczuwała - trochę
pobolewał mnie dół brzucha, no i znowu miałam malutkie plamienie. Tradycyjnie
się wykąpałam, ale nic się nie działo, więc o trzeciej poszłam spać. Jednak
cały czas czuwałam, tzn, kiedy się przebudzałam analizowałam te dyskretne
pobolewania. Przed ósmą, jak zwykle, zawiozłam starsze dziecko do szkoły i
nabierałam przekonania, ze chyba się zaczyna. Mężowi powiedziałam, zeby
jeszcze nie jechał do pracy. Zaczęłam się szykować ( prysznic obowiązkowy!),
a pobolewania zaczęly miec charakter bardziej regularny, choć nadal
delikatny. Ok 8.30 poczułam, ze chyba sączą mi się wody. Nie spiszyłam się z
wyjazdem, bo chciałam dojechać tak, by nie leżeć zbyt długo na porodówce.
Około 9 wody sączyły się mocniej i ruszyliśmy do szpitala. Ja byłam bardzo
podekscytowana. Cieszyłam się , ze to już, że niebawem będę miała dziecko w
ramionach. Bardzo też ekscytowałam się tym, ze znowu nie zawiodła mnie
intuicja. Byłam niemal w euforii. Wierzcie sobie i swojemu ciału. Skurcze
mialam już regularne, co 5 minut, ale nadal niezbyt mocne.
W izbie przyjęć okazalo się, ze jest 3 cm. Trochę byłam zawiedziona, ale z
drugiej strony skurcze nie były tak silne jak z Igą ( w izbie rozwarcie było
już na 8 cm). Zaproponowano mi wlewkę i - mając na uwadze obecność męża przy
porodzie, skorzystałam z niej. Nie żałuję i polecam. Mój mąż był tak
zdenerwowany, ze nie zapakował mi moich kapci, na szczęście w samochodzie
miał swoje klapki z basenu
Na porodówce byliśmy ok. 10. Oczywiście wywiad przeprowadzony przez studentki
( rodziłam na Starynkiewicza), no i badanie lekarskie, ktg. Na ktg skurcze
jeszcze sie nie pisały, nadal nie były silne. Bardzo było przyjemnie,
zartowaliśmy sobie ( mój mąż ciągle powtarzał - niby, ze do mnie - "Tylko się
nie denerwuj! Oddychaj głęboko!". Za scianą rodziła 19- latka. Straszliwie
krzyczała, a miała dopiero 2 cm rozwarcia. Trafiliśmy na wspaniałą położną.
Powiedziałam jej, ze chcę chodzić, jak najmniej leżeć, a rodzić to najlepiej
w kucki lub na krzesełku porodowym. Krzesełko specjalnie mi wyciągnęła,
zmieniła spódnicę na spodnie i powiedziała, ze nie ma problemu. Podano mi
oksytocynę i czekaliśmy. W końcu trochę ruszyło. Po jakimś czasie, połozna
zbadała mnie i powiedziała, ze wszystko ślicznie, ale została jeszcze jedna
warstwa pęcherza płodowego i żeby przyspieszyć należy ją przeciąć. Wody już
same mi zeszły. I rzeczywiscie, po przecięciu tego pęcherza, skurcze nasiliły
się i były już dosyć mocne. Dziewczyna za ścianą nadal krzyczała, ja sobie po
cichu przeczekiwałam skurcze wieszając się na mężu. Jak już były silne,
liczyłam sobie oddechy i powtarzałam, ze po 10. skurcz się skończy, potem
będzie odpoczynek i nie będzie bolało. Nie wiem czy miałam kryzys 7
centymetra, ale było mi trochę ciężej niż w poprzednich porodach. Teraz wiem
dlaczego - Alicja była o cały kilogram większa. Pod koniec rozwierania,
myślałam sobie, że może trzeba było wziąć znieczulenie.
No i w końcu, o 14.40 Alicja się urodziła. Nic jednak nie wyszło z rodzenia
na taborecie, bo położna chciała bym odchylała się do tyłu, a mnie wygodniej
było pochylać się do przodu. Ale sobie wcześniej posiedziałam i było dobrze.
Zresztą w ostatnim okresie rozwierania, mogłam sobie przybierać pozycje,
jakie chciałam. Mąż cierpliwie wszystko znosił. W dodatku przyjechała moja
mama. Jak się potem okazało, była cały czas za drzwiami i wszystko słyszała.
Tzn prawie nic nie słyszała, bo ja nie krzyczałam ( strata sił), aż mówiła
połoznej "Dlaczego ona nie krzyczy? Niech sobie ulży". Rodziłam w końcu na
łóżku porodowym, w pozycji półsiedzącej. Oczywiście pan dr najpierw mnie
położył ( bo jemu będzie wygodniej!), ale połozna mnie podniosła, Trochę też
marudzili, ze za słabo prę ( czyli nawet za trzecim razem można coś robić
niedobrze), ale ja chyba się bałam o te moje oczy - bo oczywiście, nie
zdążyłam być u okulisty

. Alicja krzyczała co sił w płucach, wierzgała i
zaskoczyła mnie swoją wagą. Po półgodzinie już dorwała się do cyca i do 17 na
nim wisiała
Sam poród był może trochę trudniejszy ( ale i dziecko większe), ale do
przeżycia. Na kilka dni wcześniej, byłam zdecydowana, ze cesarka będzie tylko
w razie konieczności. Nie chciałam być cięta, mieć rany brzusznej, naczytałam
się o tym jak dziewczyny potem nie mogą ćwiczyć, mają drętwą skórę itd.
Cesarka miała być ostatecznością. Nad znieczuleniem się nie zastanawiałam, bo
mówiono mi, ze szybko pójdzie. No i poszło - na porodówce spędziliśmy 4 godz,
40 min. Położna była cudowna, za darmo, bez żadnego umawiania. Pobraliśmy
krew pępowinową. Była to decyzja bardziej mojego męża, ja tylko wyraziłam
zgodę. A, co ważne - połozna też chroniła mi krocze - nie nacięli mnie. Byłam
jej za to wdzięczna, bo zdecydowanie lepiej się czułam po porodzie.
Mała pięknie ssała od początku. Trochę się bałam, bo wcale nie wydawało się,
ze ma co jeść. W Instytucie, podczas tego krótkiego pobytu, miałam dzień
nawału mlecznego. Piersi były jak kamienie, ale to minęło. A po porodzie -
wcale nie ruszyło tak szybko. Dzidzia ssała tak intensywnie, ze oczywiście
bardzo bolały mnie brodawki. Zakupiłam maść z lanoliny ( Medeli) i trochę
pomogło. Nie ściągałam laktatorem, bo nie miałam siły się katować. Dokarmiali
małą Bebilonem strzykawką ( kilka razy), a ode mnie i tak ssała. Trzeba było
ją kilka razy dokarmić, bo straszono mnie żółtaczką. I rzeczywiście, jak
zżółkła, to była bardziej senna i nie chciała już tak dużo ssać.
W piątek wieczorem wyszłyśmy ze szpitala. Bałam się czy ta laktacja ruszy, no
i ruszyła. Dzidzia pięknie je, nie płacze zbyt dużo i jest fajna. Dużo się
uśmiecha przez sen, czasami patrzy oczkami. Niesamowite były pierwsze
spojrzenia - jakby patrzyła zdziwiona i mówiła: "więc tak wglądasz ".
Tyle mojej relacji, jak chcecie coś więcej wiedzieć - pytajcie.
Zyczę Wam równie szybkiego, efektywnego i radosnego porodu. Czekam na kolejne
majowo - czerwcowe dzieciaczki. Pozdrawiam serdecznie - aga