CZeść
Dzisiaj zakończyłam mój drugi prawie tygodniowy pobyt w szpitalu.
W sobote złapały mnie skurcze co 7 minut, nie bolesne wprawdzie ale
wystraszyłam się i pojechałam do szpitala. Tam podali mi kroplówę, zastrzyki
na rozwój płucek i masę leków. Przeszło. Na badaniu wyszło że szyjka na 1,5cm
rozwarcie na 1,5 i wewnętrzne też na 1,5 główka napiera na kanał rodny. I tak
leżałam cały tydzień aż się zlitują nademną i wypuszczą. Przez ostatnie 3 dni
brałam już tylko Cordafen, 10 skurczy na dobe. No i udało się (już mnie
straszyli że do porodu zostanę...). Najśmiesznejsze jest to że na dzisiejszym
badaniu szyjka się wydłużyła a rozwarcie cofnęło... Mam wytrzymać minimum 3
tygodnie a potem może się dziać już co chce. Tyle chyba damy radę
Dzidzia zdrowa, rośnie prawidłowo (w pon. miałą 1930 gr),główką w dół, łożysko
też w porządku. Anemii już nie mam i odstawiam to cholerne żelazo

Fenoterol
też kazali odstawić (i tak nie działał...)
I tak myślę, "jeszcze AŻ 3 tygodnie" a za chwilę "jeszcze TYLKO 3 tygodnie".