6 wrzesnia, o 8:25 przyszla na swiat nasza najukochansza pszczolka - Natalka.
3200g, 53 cm, 10 pkt.
Porod byl przez planowane cc, w szpitalu na Zelaznej w Wawie. Wszystko poszlo
swietnie, chociaz wczesniej troche sie balam, okazalo sie ze nie ma czego. Ze
szpitala wyszlysmy juz w czwartej dobie (w piatek po poludniu), ale dopiero
teraz mam chwilke czasu, zeby sie odezwac na forum

Pobyt w szpitalu wspominam bardzo dobrze. Nie spodziewalam sie tak dobrej
opieki. Polozne dostepne na kazde zawolanie, bardzo mile. Teraz tylko zmagamy
sie z naszym problemem najwiekszym - karmieniem. Od poczatku bylo bardzo
ciezko: mala nie umiala ssac, do teraz nie chce i nie umie ssac piersi, mam
bardzo plaskie brodawki, wiec nie ma za co chwycic.
Dodatkowo nie mialam pokarmu, wiec od pierwszych chwil pracowalam z
laktatorem i juz tak zostalo... Wiec moj dzien wyglada tak, ze co 3 godziny
40 minut spedzam na randce z laktatorem (tez w nocy). Trzeciego dnia zaczelo
sie pokazywac mleczko i teraz sciagam ok. 40 - 50ml jednorazowo.
Karmimy mala teraz glownie moim pokarmem metoda "sonda - palec" (ssie palca,
a my bokiem wstrzykujemy jej strzykawka z rurka mleko), ale wyglada na to, ze
przejdziemy na karmienie butelka, bo teraz trudno sie zorietnowac czy Natalka
chce tylko possac palca czy pojesc...
Pierwsze dni w domu sa ciezkie - ciagly strach o to czy mala zjadla
wystarczajaco, niewyspanie i do tego jakies placze poporodowe... ale bedzie
dobrze

Malenka jest bardzo kochana i grzeczna, jest nasza najpiekniejsza
pszczolka

))
Asia
P.S. staram sie zamiescic zdjecia, jak sie uda, dam znac