No właśnie. Bo moje dni są jak narazie nadal męczące. Może robię coś źle bo
moje dziecko cały dzień marudzi.
Zacznę od ogólnego planu który sama sobie ustaliła -
około 6 rano zaczyna się skręcać przez bączki no i jednocześnie jest to pora
karmienia, dostaje więc jeść i podaję jej też gripe water. Dwie następne
godziny nadal się skręca i rozbudza.
Koło 8 bywa różnie, czasami jej już przechodzi i zdrzemnie się do 10 (i tu
nastepna dawka gripe water -daje co 4 godziny), najczęściej jednak zaczyna już
płakać i muszę cudować żeby się uspokoiła a uspokaja sięprzy piersi więc tak
leżę z niąi cyckiem w jej buzi.
Koło 10 mówię dość bo nie mam już ochoty na to memłanie a jak tylko wyciągnę
cycka to się znowu skręca, czerwieni i płacze. Dzieckiem zajmuje się wtedy
tatuś a ja szybko poranna toaleta, pakuję torbę i koło 11 jesteśmy już na
spacerze. Wtedy wkońcu usypia. I tak się szwędam po dworzu koło 3 godzin, tyle
ile zwykle sobie spała zanim te bąki nie dały o sobie znać.
Wracamy do domu - ja już zmarznięta na kość bo ciepło to już nie jest.
Odrazu się budzi z płaczem - nic dziwnego bo głodna. Przebieram ją i jemy - ja
jedna ręką jak się da.
Przysypia sobie przy piersi, odbijam jej, odkładam czy do łóżeczka czy do
leżaczka albo i nawet trzymam na rękach 5 minut i już marudzi...
I tak do 16 staram się jakoś ją uśpić a śpiąca jest bo ziewa co chwila. Co
oczy zmruży to 5 minut i znowu powtórka z rozrywki...
Koło 16 jest już tak zmęczona że nie marudzi a krzyczy czasem nawet piszcząc,
do tego dochodzą znowu bączki. Dostaje pierś by zaspokoić głód a jednocześnie
by zamknąć na chwilę buzie. No ale jak już się naje to znęca się nad brodawką.
I tak ja ledwo żywa i ona padnięta dochodzimy do godziny 19 kiedy to
następuje kąpiel. W wanience pluska się spokojnie, wymachuje rączkami i
nóżkami zachlapując podłogę a ma czym chlapać bo wlewamy pełnąwanienkę żeby
brzuszek był cały zanurzony w ciepłej wodzie dla rozluźnienia jelitek.
Po wyjęciu z wanienki a czasem już przy ostatniej czynności którą jest mycie
główki zaczyna się płacz. Czasem udaje się przemycić smoczka pocieszyciela a
jak nie to toaleta po kąpieli odbywa się na szybko. Spokój dopiero przy
piersi. Dodam że karmie ją na godzinę-pół przed kąpielą ale to nie skutkuje
Karmię ją w moim łóżku na leżąco, przysypia -no bo w końcu to pora na sen.
Odbijam jej i kładę do łóżeczka. Chwilę leży spokojnie po czym znowu zaczyna
się wić i stęka i stęka jakby się wyrobić nie mogła a przecież kupy nadal
płynne są
Jak uda jej się pożadnie wypierdzieć że się tak brzydko wyrażę to zaśnie ale
zdarzyło się to ze 3 razy

Jak nie to wierci się,potem marudzi,płacze i
wtedy biorę ją do łóżka, daje cyca i tak usypia. No i musze z nia lezec bo spi
bardzo czujnie i jak wyjde nie mija pol godziny i slysze placz. (wybaczcie za
brak ogonkow ale zabraklo mi drugiej reki - mala juz sie przysysa,brak
spaceru=brak dziennej drzemki)
No wiec jak widac czasu dla siebie mam prawie wogole

W nocy budzi sie kolo
polnocy (gdy zasnie o 21) potem o 2 i 5. No i o 6 patrz tekst od poczatku.
Nie wiem co mam robic, jestem zmeczona i zaczyna mi brakowac cierpliwosci. Co
robie zle? Czemu moje dziecko nigdy nie jest szczesliwe, nie polezy
chwili,chocby 10 minut bez marudzenia,skrecania itd... Niechby nawet byla na
raczkach ale spokojna.
Pomozcie