było ciężko...w niedziele niby rutynowe ktg, jednak coś nie grało, lekarz
powiedział, że jest tachykardia płodu i poród musiał być wywoływany...nie
dałam rady urodzic naturalnie, ból przy takim wywoływanym porodzie jest
podobno większy

chociaż sie chyba nie da porównac...skończyło sie cesarką,
no i 1 maja, tak jak był termin, o 3,18 mała Halineczka była juz na
swiecie

)) z wagą 3960, 59 cm

a dzis dopiero wrócilam do domku...mąż
cały czas był ze mną, pomoc nie do ocenienia...sie sprawdzil, teraz sprawniej
przewija Małą ode mnie...
Pozdrawiam wszystkie oczekujące na dzidzie mamy, dodaje otuchy, warto...