1 lutego o godzinie 4:33 przez cesarskie cięcie na świat przyszedł Maksymilian
Michał

)) Ważył 3kg, długi 52cm i dostał 10 pkt.
31 stycznia o godzinie 21:30 w prawym dolnym boku złapał mnie bardzo mocny
ból. Zbagatelizowałam to bo przecież termin miałam na 25 lutego - położyłam
się. Zerkając na zegarek wyliczyłam skurcze co 30 min., później co 20 min. i
co 10 min. Bardzo bolały i promieniowały w okolice brzucha i pleców.
Zadzwoniłam do swojej położnej, ta kazała wziąść 2 No-Spy, ciepłą kąpiel i
położyć się - co uczyniłam - jeśli to nie pomoże to miałam jechać do szpitala
- nie pomogło. Szpital, w którym chciałam rodzić oddalony był od mojej
mieściny o 55km, a że to była noc, drogi prawie puste to mąż dowiózł mnie do
niego w 25 minut

Na oddział zostałam przyjęta o 1:49. Zrobili mi KTG, w tym
czasie przeprowadzili wywiad, tysiące pytań, ze strachu nie pamiętam co
odpowiadałam

KTG wyszło dobrze, ciężko było z jego zapisem bo mały sie
wiercił. Chwilę później przyszedł ginekolog, zbadał mnie na fotelu i
stwierdził, że jest wszystko ok. Następnie zrobił USG - też było ok. Ja
załamana co się dzieje, że tak mnie boli - lekarz też zgłupiał. Po naradzie z
położnymi postanowili ściągnąć chirurga. I jak to usłyszałam to już
wiedziałam, że będą mnie ciąć. Zaczeło mną telepać, nigdy się tak nie bałam!
Po 5 min. przyszedł chirurg, pouciskał mi lekko brzuch i powiedział, że on
podejrzewa wyrostek, ale pewności nie ma. Ze względu na zaistniałą sytuację
położyli mnie na patologii, podłączyli do KTG znowu i dali kroplówkę
przeciwbólową - mąż bardzo mnie wspierał. Po kroplówce bóle nie przeszły.
Postanowli jednogłośnie, że będą ciąć - ze względu na to, że mógłby to być
wyrostek, co jest bardzo niebezpieczne dla mnie i dla dziecka. Decyzja o CC
zapadła bardzo szybko i dzięki Bogu, że popadłam na tak fachowych lekarzy! O
4:00 przewieziono mnie na salę, gdzie przygotowywali mnie do CC. Mąż dał mi
buźki i czekał na mnie. Przy mojej cesarce było chyba z 15 lekarzy, dostałam
pełną narkozę - odleciałam o 4:20 a o 4:33 usłyszałam w oddali głośny płacz
mojego synka

powoli się budziłam...Przewieźli mnie na salę, zaszpikowali mi
masę kroplówek, mąż do mnie ciągle mówił a ja chciałam tak bardzo spać!
Oczywiście jest to zabronione i męczyłam się niesamowicie. Synek, ze względu
na wcześniactwo, został przewieziony do inkubatora, gdzie leżał 3 doby. W
szpitalu leżałam równy tydzień bo mały miał robionych kupe badań, które na
szczęście wyszły dobrze. Już druga doba za nami jak jesteśmy w domku. Mąż jest
bardzo dumy z synusia, wkońcu jesteśmy we trójkę

A jeśli chodzi o przyczynę mojego bólu to z wyrostkiem było wporządku -
natomiast macica mi się przesunęła i mały tak się ułożył, że uciskał na jakiś
nerw co powodowało taki ból. Ponoć spowodowane to było stresem

Tydzień
przed porodem pochowałam tatę...
Pozdrawiamy Was kochane, Gosia i Mikunio.