marioladabr
18.06.07, 14:52
Mój pędraczek - Michałek był dzisiaj na dniu adaptacyjnym w przedszkolu.
Bardzo ładnie się bawił do śniadanka. Po śniadanku dzieci wyszły do ogrodu.
Maluszkom zostało wydzielone miejsce do zabawy i ogrodzone sznurkiem. Mój
baranek jednak chciał oczywiście na inne zabaweczki, na inne huśtawki, na
inne drabinki... cóż, troszkę pokwękał ale został. Na jednej zjeżdżalni był
taki domek z otwieranymi okiennicami... moje dziecko bawiło się ze mną w
sklep (on otwierał okiennice a ja udawałam że coś kupuję). Bardzo mu się ta
zabawa podoba i na innej zjeżdżalni/domku również chciał się tak bawić, ale
było tam więcej dzieci i było troszkę tłoczno. Zaczęła się przepychanka do
okienka i lekkie rękoczyny, ogólny wrzask i jedno dziecko ugryzło mojego
chłopczyka. Zabrałam go z tego domku i przekonałam do chuśtawki. Moje dziecko
lubi bawić się samochodzikami w piasku (wywrotki, traktorki) a tam takich
zabawek nie było a robienie babek nie jest dla niego atrakcyjne na dłuższą
metę. Zaczął i marudzić, że już chce do przedszkola, bo jemu się nudzi... na
szczęście nadeszła pora obiadu i dzieci wróciły do klasy na zupkę. Po zupce
oczywiście nie chciał wychodzić, ale zapewnienie że przyjdzie jutro było
przekonujące. Tak oto, moje drogie, minął pierwszy dzień adaptacyjny. Ciekawa
jestem czy Wasze pędraczki też będą miały takie dni. I powiedzcie mi czy
zwrócić uwagę Paniom, że w piaskownicy oprócz łopatek, grabek, wiaderek i
foremek powinny się znaleść również inne zabawki? I jeszcze taka dygresja -
ciekawa jestem jak Panie dają sobie radę z walkami o zabawki (bo dzisiaj przy
rodzicach prawie w ogóle nie reagowały, a moim zdaniem to właśnie one powinny
wodzić prym a rodzice powinni być obserwatorami - a było wręcz odwrotnie.
Może po prostu jak już jutro nie będzie rodziców to "wkroczą do akcji")