Problem pojawił się odkąd nasza Ola poszła do przedszkola (fajny
rym

.Mamy miłych sąsiadów, którzy mają córkę pół roku straszą od
naszej.Ponieważ tamtą dziewczynka opiekuje się babcia, mała nie
poszła jeszcze do przedszkola.Jak się później okazało jest jedynym
dzieckiem z sąsiedztwa, które zostało w domu.No i sąsiedzi dostali
jakiegoś amoku na punkcie tego,zeby im to dziecko nie zdziczało czy
coś w tym stylu.Przychodzą do nas codziennie z tą małą, ,,żeby się
pobawiły". Czasem jest to 18.00 czasem 19.00. Nie musze chyba
tłumaczyc, że jak wrócimy do domu ok.17.30 czy 18.00 to ostatnią
rzecza jaką nam sie chce to przyjmowac gości.Ale ok, Raz, drugi,
piaty.No ale to już jest c o d z i e n n i e. Czekają na nas już pod
bramą jak przyjeżdzamy.Na nic się zdają rzucane między zdaniami
sugesie,ze idziemy się kąpać bo już 20-ta i zaraz trzeba isc
spać...Przychodza z kolacją dla swojego dziecka i siedzą, jakby
czekali az się połozymy do łózek przy nich..Nie chcemy zrywać z nimi
dobrych układów bo w wielu sprawach wzajemnie sobie pomagamy w
ramach przyjaźni sąsiedzkiej.Ale kurcze, trochę to meczące. Moja Ola
też wydaje mi sie wolałaby się wyciszyć wieczorem po całym dniu
nowych przeżyc przedszkolnych niż biegac, wrzeszczec i piszczec az
do samego wieczora. No i nie mamy czasu by pobyć z nią.Kurcze, jak
to rozwiazac..? Aha, nie przyszli wczoraj bo nasza ma katar, więc
sie bali zarazić...