Nie wiem, jak na to reagować:
Córka robi książeczkę, w której są jakieś szlaczki, czy wyszukiwanie różnic. I ciągle jest "mamo, nie widzę już następnych rożniiic..." i z jednej strony niby chciałaby je wszystkie znaleźć, ale jej się nie chce. Nie chcę jej wyręczać w czymś, co bądź co bądź jest tylko i wyłącznie jej zadaniem, zadaniem wyłącznie dobrowolnym... Więc mówię np "to może zostaw to teraz i moze pozniej uda ci sie to znalezc". A ona na to "ale ja chce znalezc". "No to poszukaj" "ale nie widze" "To zostaw na pozniej" "a nie bedziesz zdenerwowana?". Kurcze, nie bede! Skad jej to przyszlo do glowy... Ogolnie ostatnio dziecko moje wykazuje sie jakas nadwrazliwoscia, za wszystko przeprasza, ciagle pyta, czy nie bede/nie jestem zdenerwowana...
Co do zapętlania różnych sytuacji - kolejny przykład - robi te szlaczki "ojej, nie wyszło mi" "to zetrzyj i narysuj jeszcze raz" "ale nie mam tu gumki" "to idz po nią do siebie" "ale jak zetrę to będzie brzydko" "więc pomogę Ci delikatnie zetrzeć" "ale nie chce mi się robić tego znów" "to zostaw, skoro ci się nie chce" "ale ja bym chciała tak ładnie"... I tak w koło Macieju..
Dla mnie tu sa 2 problemy:
po pierwsze: jak jej wytlumaczyc/pokazac, ze nie chodzi tylko o spelnianie moich oczekiwan i sprawianie, bym nie byla zdenerwowana - zadziwia mnie jej postawa, bo nigdy nie starałam się jej naginać do własnych oczekiwań, dziwi mnie ciągłe przepraszanie za nic, ciągłe sądowanie w jakim jestem nastroju, mam wrażenie, że wg niej powinnam się ciągle uśmiechać, bo jak jestem poważna, to wywołuję u niej lęki

Ameryka!

Nie umiem się wuecznie sztucznie uśmiechać...
po drugie: jak reagowac na jej zapętlanie sytuacji, tworzenie z nich nierozwiązywalnych problemów...? Czemu prostych trudności (jak z tą gumką) nie rozwiązuje sama, niejako odruchowo, tylko zawraca nimi głowę wszystkim dookoła? O co w tym chodzi i co robić?