Witam emamy i mam nadzieję, że mi coś doradzicie.
Mam dwójkę dzieci, syn ma 3 lata, a córka 5.5. Mam problem z zachowaniem córki. Zawsze miała problem z kontrolowaniem emocji, radzeniem sobie z emocjami, ale teraz przerasta to też mnie.
Córeczka na wszystkie formy zakazu i robienia rzeczy nie po jej myśli reaguje krzykiem, płaczem, histerią. W ogóle nie ma z nią rozmowy, prośby, tłumaczenia, bo u niej od razu jest krzyk i zalewanie się łzami. Wszelkie rozmowy spełgają na niczym, kary w formie krzesełek ciszy, poduszki do wyrzucania złych emocji, tłumaczenie na spokojnie jak przeczekam atak histerii nie daje rezultatów. Mała nie chce słuchać, ma kpiący uśmieszek i myslami jest daleko ode mnie. Stosuję wtedy przyciszony głos, mówię wyraźnie, zmuszam do patrzenia na mnie (zniżenie się do wysokości twarzy dziecka, wzięcie za rączki). Tracę powoli siły... Dzisiaj też była awantura, bo wzięlam maluchy na spacer ustalona kolejność i mała histeryzuje, bo ona teraz jedzie na sankach (miała byc druga), bo ona nie chce tak, nie bo nie... dyskutujemy, dało się krzyki opanowac idziemy. Potem jej zmiana, siedzi na sankach, a młody brodzi po śniegu - krzyk i płacz, tupanie: natychmiast, bez uprzedzenia, bez ptyania, prośby niczego - wydobyłam z niej na spokojnie, ze ona chce tez po takim duzym sniegu brodzić, bo jej zaspy były mniejsze... Przecież bez problemu się zatrzymałam, zeszła i brodziła po zaspach, tylko dlaczego tego nie powie!!! Proszę, tłumaczę, ale to jest taka jednostronna komunikacja
Przepraszam, że tak długo mi wyszło i pewno nie poukładałam tego sensownie, ale piszę pod wpływem chwili. Szukam, co ja tak źle robię??? Pomóżcie