Dziewczyny, ratunku. Jak w temacie - Kasp nie cierpi mycia swoich pieciu
zebow, co wieczor jest placz i szarpanie sie. To wlasciwie jedyna sytuacja
(poza szczepieniami) kiedy musimy stosowac autentyczna przemoc - przewijania,
ubierania, mycia po jedzeniu tez nie lubi, ale to na ogol daje sie obrocic w
zabawe albo pozwolic mu przejac jak najwiecej kontroli nad procesem, jak sie
da, a ja w ostatecznosci do zapinania zatrzaskow w pizamie podaje piers i
wtedy moge spokojnie je pozapinac. Do mycia zebow sie nie da

.
Myjemy zeby w wannie albo pod prysznicem (jeden rodzic zawsze kapie sie z
Kaspem), Kasp ma mala szczoteczke ktora sam chetnie pakuje do buzi i gryzie,
ale nam nie pozwala nia manipulowac w sowich ustach. Probowalismy najpierw
"myc" nia zeby sobie i potem oddawac mu szczoteczke - znakomicie rozumial, o
co chodzi, bo po przejeciu szczoteczki kontynuowal mycie... naszych zebow. To
samo z myciem zebow gumowej kaczuszce - kaczuszka ma juz naprawde czysty
dziob. Ostatnio sprobowalam na dwie szczoteczki - zaczelam od nalozenia pasty
na swoja i zaczelam myc swoje zeby, pozwolilam Kaspowi przejac mycie moich
zebow a sama sprobowalam myc w tym czasie jego. Pozwolil mi wlozyc sobie
szczoteczke do ust, ale juz nie szczotkowac zeby....
Macie jeszcze jakies pomysly? On w ogole nie cierpi jak mu sie w zeby zaglada
- to nie jest kwestia niecheci do bycia dotykanym, bo to uwielbia, przytulak
straszny z niego. Nie wydaje mi sie, zeby cos go tam bolalo (poza
zabkowaniem), mam wrazenie ze po prostu nie cierpi byc unieruchamiany i w
jakikolwiek sposob pozbawiany kontroli nad swoim cialem. Ja to szanuje, ale
zeby musi miec przeciez umyte, a sam jeszcze nie potrafi (niecale 10 miesiecy)...
Help!