clarisse
05.07.10, 10:23
Nie do końca zgadzam się z sugestiami Pani Ekspert.
Dziecko od mnogości języków z całą pewnością nie zwariuje.
Owszem, to prawda, że dzieci wychowywane w rodzinach dwujęzycznych lub
trójjęzycznych zaczynają mówić nieco później niż ich rówieśnicy, bo trochę
więcej czasu zajmuje ich mózgom "uporządkowanie" tego, że dana rzecz może być
nazwana tak albo inaczej, i o co chodzi. Na pewno na początku będą mieszały
dwa języki w jednym zdaniu. Nie jest to jednak nic złego, podobnie jak niczym
złym nie jest to, że nawet dziecko jednojęzyczne ucząc się mówić robi błędy
gramatyczne i przekręca słowa - jest to po prostu normalny etap nauki języka
przez niemowlę.
Natomiast warto pamiętać, że tylko w okresie niemowlęcym - i nigdy później -
dziecko ma szansę opanować język jako ojczysty, a nie jako wyuczony. To okres,
w którym mózg dziecka jest w specyficzny sposób nastawiony na samodzielne
odkrywanie i przyswajanie języka. Jeśli naukę drugiego i trzeciego języka
zaczniecie później, skutek będzie podobny do nauki języków w szkole - zależny
od wielu czynników, w tym od predyspozycji i motywacji dziecka, od nauczyciela
itp. Natomiast niemowlę wychowywane wielojęzycznie po prostu wyrośnie na
człowieka posługującego się tymi językami i nie będzie musiało wkładać
dodatkowego wysiłku w jego świadomą naukę.
Co więcej, wyniesiona z niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa dwujęzyczność ma
pozytywny wpływ na późniejszą naukę języków w ogóle. Być może dlatego, że mózg
na tym najwcześniejszym etapie rozwoju językowego uczy się elastyczności - ma
bowiem od najwcześniejszych chwil do czynienia z różnymi konstrukcjami i
sposobami wyrażanie tego samego.
Dodam, że znam osobiście dwie osoby wychowywane trójjęzycznie. W jednym
przypadku była to dziewczynka z rodziny rosyjsko-francuskiej wychowująca się w
Polsce. Poznałam tę panią jako dorosłą osobę i znakomitego tłumacza tych
trzech języków. Bardzo chwaliła sobie fakt dorastania w środowisku
trójjęzycznym. Mam też 3-letniego siostrzeńca, którego rodzice porozumiewają
się po angielsku (właśnie taką łamaną angielszczyzną) a do dziecka każde z
nich mówi w swoim języku. Zaczął mówić artykułowane zdania w wieku ok. 2.5
roku, a więc nie jakoś dramatycznie późno. Pierwsze zdanie zapamiętane przez
jego mamę faktycznie było trójjęzyczne (łączyło język mamy, język taty i
dziecinną onomatopeję), ale teraz nie ma chyba kłopotu z odróżnieniem języków,
bo w wypowiedzi ich nie miesza. Choć zdarza się, że odpowiada w innym języku
niż jest zagadywany - może dlatego, że zawsze któryś język ma u dziecka
"silniejszą" pozycję. Może to być ten, którym mówi rodzic częściej z dzieckiem
przebywający, albo ten, którym posługuje się większość znanych mu osób.
Moim zdaniem ważne jest, by dziecko słyszało wokół siebie jak najczęściej
język taty i mamy. Bo angielski opanuje i tak, słysząc jak rodzice przy nim
rozmawiają. Dlatego nie widzę potrzeby zwracania się do dziecka w tym
"trzecim" języku.