Dodaj do ulubionych

O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu

19.09.10, 11:42
Podczytuje czasami forum Niemowle i Male Dziecko (w zasadzie kwestie niemowlece juz mnie nie dotycza, wiec zagladam tam tylko z przyzwyczajenia) i udezra mnie ilosc postow , dramatycznych czesto dosc, a dotyczacych kwestii "ulozenia" dziecka, jego "opanowania"-ciezko to wlasciwie okreslic.
Chodzi np o apele "Jak nauczyc 2-miesieczniaka spac w dzien /w nocy", jak zrobic z dzieckiem to czy siamto, jak NAUCZYC, PRZYZWYCZAIC, ODZWYCZAIC...

I nasuwa mi sie taka mysl: skoro coraz powszechniejsze i w Polsce sa "szkoly rodzenia", dlaczego ich program opiera sie glownie na kwestiach pielegnacyjnych, a nie ma mowy o sprawach bardziej zwiazanych z psychologia wspolnego bycia razem, dostosowywania sie, docierania z soba po narodzinach? Dlaczego przyszlym mamom nie mowi sie, ze dziecko rodzi sie z wszczepionym juz czynnikiem bliskosci i rola rodzicow nie jest "oduczanie" go tego, ale zapewnianie mu tej bliskosci, by pozostawalo w poczuciu bezpieczenistwa do momentu, kiedy przyjdzie pora na pierwsze samodzielne czyny, jak chocby uregulowany rytm dobowy, umiejetnosc samodzielnej zabawy, itp.
Dlaczego nie mowi sie tym kobietom, ze -moze byc ciezko, moze byc trudno, ze dziecko wcale nie musi byc stereotypowym aniolkiem, co to spi 20 godzin na dobe? Dlaczego nie podpowiada sie im, zeby byly na to przygotowane?
Gdzie informacje o tym, dziecko bedzie potrzebowac czasu, by ustalic sobie rytm dobowy, ze nie bedzie chcialo byc aktywne w nocy tylko po to, by nam zrobic na zlosc?

Nie myslcie, ze ja tak z pozycji tej wielce uswiadomionej. O nie, swoja dzialke niemowlecej katorgi dostalam, o czym wiedza dziewczyny z mojego rowiesniczego forum.
Tylko przeraza mnie ta lawina nieustajaca postow dotyczacych ciagle tego samego.
A katalizatorem byl ostatnio zamieszczony na Niemowleciu watek o "Gnojku", co to spac nie chce sie nauczyc porzadnie.

Obserwuj wątek
    • m_laczynska Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 19.09.10, 12:37
      W szkole rodzenia (i to akredytowanej przez super modny szpital Św. Zofii) powiedzieli akurat, żeby nie przyzwyczajać dziecka do wspólnego spania, bo potem jak jest starsze to się rozpycha i wierci wink
      Też czytałam wątek o "gnojku". Co prawda uważam, że każdy ma prawo do własnych decyzji. Ale jakoś tak mnie to osobiście ruszyło. Mam taką sytuację, że z powodu remontu jestem cały dzień sama z 2 dzieci (2,8 lat i 3 miesiące). I wieczorem jak starszy nie chce drzemki, to się robią śpiący w tym samym czasie. I trzeba ich symultanicznie kąpać, ubierać w piżamki i kłaść spać. I młodszego na czas mycia zębów starszaka odkładam do jego łóżeczka i włączam karuzelkę. Po 3 minutach mniej więcej zaczyna marudzić. I tak sobie pomyślałam, jakbym miała taki pomysł, żeby go nauczyć samemu zasypiać i bym go w tym łóżeczku zostawiła i wróciła po 3 minutach, potem po 5, potem po 7.....brrrrrr
      Jak sobie to wyobraziłam to normalnie mnie aż za gardło ścisnęło ze smutku. Bo on taki maleńki, taki ufny, że mama przyjdzie da pierś, przytuli...a tu c.u. idź spać.
      I w ogóle skąd to 3, 5, 7? Przecież taki dzieciak żyje tu i teraz nie wie co to 2 minuty. Okropna metoda.
      • donkej Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 19.09.10, 13:26
        No moja szkołą rodzenia też byłą akredytowana przy Zofii i na szczęście nic złego powiedzieć nie mogę!
        A skąd się biorą takie głupoty jak 3-5-7?
        Bo za doradzanie się biorą baby co to zielonego pojęcia o psychologii dziecka nie mają i dla których priorytetem jest chyba święty spokój rodzica... A i też z ludzkiej zarozumiałości, co to nie chce słuchać matki natury big_grin
        • klarci Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 20.09.10, 15:19
          > Bo za doradzanie się biorą baby co to zielonego pojęcia o psychologii dziecka n
          > ie mają i dla których priorytetem jest chyba święty spokój rodzica...

          dokładnie tak, i potem bronią tych tez, nawet jak na psychologii uczy się ich czegoś innego uncertain
    • falka32 Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 19.09.10, 13:33
      > I nasuwa mi sie taka mysl: skoro coraz powszechniejsze i w Polsce sa "szkoly ro
      > dzenia", dlaczego ich program opiera sie glownie na kwestiach pielegnacyjnych,
      > a nie ma mowy o sprawach bardziej zwiazanych z psychologia wspolnego bycia raze
      > m, dostosowywania sie, docierania z soba po narodzinach? Dlaczego przyszlym mam
      > om nie mowi sie, ze dziecko rodzi sie z wszczepionym juz czynnikiem bliskosci i
      > rola rodzicow nie jest "oduczanie" go tego, ale zapewnianie mu tej bliskosci,
      > by pozostawalo w poczuciu bezpieczenistwa do momentu, kiedy przyjdzie pora na p
      > ierwsze samodzielne czyny, jak chocby uregulowany rytm dobowy, umiejetnosc samo
      > dzielnej zabawy, itp.

      Ech. Mnie nieodmiennie to samo zastanawia.
      • e-dziunia Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 19.09.10, 14:41
        moją "szkołą rodzenia" była starsza córeczka - ileż ja wtedy błędów popełniałam sądząc, że tak trzeba sad Ale gdy na świat przyszedł synuś byłam już duuuużo mądrzejsza i w miarę jak młody mi rośnie dostrzegam olbrzymią różnice nie tylko w dziecku, ale i w sobie smile
    • justkawb Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 19.09.10, 14:49
      Mysle, ze to niestety znak naszych czasow. Zyjemy w iluzji, ze wszystko da sie skontrolowac, a mysle, ze wlasnie takie "ukladanie" dzieci ma zapewnic poczucie kontroli. W koncu narodziny dziecka zwiazane sa z chaosem. Pamietam, ze sama bylam poczatkowo przerazona tym, ze nad niczym nie panuje, ze nie da sie zaplanowac dnia, bo nie wiadomo kiedy maluch bedzie glodny lub spiacy. Mysle, ze wiele matek zle znosi takie "oddanie" kontroli niemowleciu i stad na sile chca ukladac.

      Mysle tez, ze wiele osob boi sie bliskosci. Perspektywa tego, ze ktos jest "przywiazany" 24h na dobe, moze przerazac. Te posty na Niemowlu czesto budza we mnie poczucie, ze wiele osob troche ma wyobrazenie, ze niemowle to troche jak mis pluszowy, ze ma spelniac potrzeby matki wtedy kiedy ona tego chce.

      Wymadrzam sie tak, bo mam za soba osiem miesiecy doswiadczenia z urocza panienka, ktora dr Sears pewnie okreslilby jako "high-need baby". Tez na poczatku moze lez wylalam na temat tego, ze Hania nie chce spac, nie me nic uregulowanego, itd. Az wpadly mi w rece madre ksiazki (ktore chyba nie sa dostepne w Polsce) i kontakt z LLL (ktorej oddzialu w Polsce brakuje).
      • green_naranja Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 19.09.10, 15:49
        no wlasnie, ja tez mialam do czynienia z dzieckiem tak absorbujacym, tak "niepoukldanym" i tak rozpaczliwie niedostosowanym do zycia po drugiej stronie brzucha, ze do teraz sie zastanawiam, jak ja to przezylam.

        tez na poczatku mialam nadzieje, ze istnieja jakies metody "poukladania" mojej corki, ze ja na pewno cos robie nie tak, ech naiwnosci...robilam wszystko takl jak trzeba, zupelnie instynktownie, tylze ze z poczuciem kleski i wrazeniem, ze to sie nigdy nie skonczy.

        ale sie uregulowalo, mysle ze wlasnie miedzy innymi dlatego, ze sluchalam JEJ i dostosowywalam sie do niej.

        nie wiem, z czego to wynika, ale z baby bluesem, totalnym zmeczeniem materialu, przytloczeniem sytuacja-jakos dalysmy rade z mala. tylko szkoda, ze faktycznie nikt na poczatku nie przygotowal, nie powiedzial, ze to wlasnie tak moze byc. zeby sie nie martwic, bo wszystko sie ulozy, tylko odrobine czasu na to potrzeba.
        • m_laczynska Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 19.09.10, 16:27
          green_naranja napisała:
          > zeby sie nie martwic, bo wszystko sie ulozy, tylko odrobine czasu na to potrzeb
          > a.
          Ja mam wrażenie, że to właśnie poczucie, że tak już będzie (ciężko) to właśnie jest najgorsze doświadczenie. Że kobieta zostając matką po raz pierwszy nie jest świadoma rozwoju dziecka i się jakoś fiksuje na tym, że już zawsze będzie karmić pół doby itp. "tak już będzie zawsze" to też taka typowa "automatyczna myśl" przy depresji. I stąd te dramatyczne nieraz próby zmiany czegoś.
          Przy drugim jest łatwiej - imo z powodu wrażenia, że "wszystko płynie". I wtedy zamiast walki pojawia się czasem takie faustowskie: "trwaj chwilo..jesteś piękna."
          • globus.histericus Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 21.09.10, 16:54
            > Ja mam wrażenie, że to właśnie poczucie, że tak już będzie (ciężko) to właśnie
            > jest najgorsze doświadczenie. Że kobieta zostając matką po raz pierwszy nie jes
            > t świadoma rozwoju dziecka i się jakoś fiksuje na tym, że już zawsze będzie kar
            > mić pół doby itp. "tak już będzie zawsze" to też taka typowa "automatyczna myśl
            > " przy depresji. I stąd te dramatyczne nieraz próby zmiany czegoś.

            Dokładnie tak. Ja miałam wrażenie, że już zawsze będę karmić non stop, lub prawie non-stop, że zawsze będę w piżamie, zaniedbana i już nigdy nie będę miała ani chwili dla siebie. Choć racjonalnie wiedziałam, że dziecko się rozwija, że kiedyś pójdzie do szkoły wink to jakoś nie przemawiało to do moich emocji. Dopiero jak własnoocznie zobaczyłam te zmiany (na początku bardzo malutkie, ale jednak) dotarło do mnie, że wszystko mija, i to bardzo szybko i bezpowrotnie, i zamiast narzekać (bo ja nie próbowałam zmieniać dziecka, tylko po prostu czułam się bardzo nieszczęśliwa) trzeba jak najwięcej brać z danej chwili. Teraz już prawie nie mogę uwierzyć, że moja rozumna panna była takim maluśkim bobaskiem i żałuję, że nie wykorzystałam tych pierwszych chwil jej życia wystarczająco. Co prawda nie "maltretowałam" dziecka, ale szkoda, że nie potrafiłam się cieszyć mają małą kruszyną, a większość wspomnień jakie mam to moje narzekania i frustracje.
        • justkawb Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 19.09.10, 16:36
          Dla mnie przelomem chyba staly sie dwie ksiazki: "W glebi kontinuum" J. Liedloff i "Why Love Matters" S. Gerhardt. Pamietam, jak po przeczytaniu ich dotarlo do mnie, ze "poddanie" sie potrzebom corki daje mi szanse na przezycie duzej bliskosci z nia i ze wszystkie tzw "madre" rady moga macierzynstwo z niej odrzec. Nadal czasami mam ochote uciec do Boliwii, ale to tylko chwilowe stany, ktore mijaja, jak widze te slodka buzke tak bezpiecznie czujaca sie ze mna i tata smile I tylko czasami wzdrygam sie na mysl o tym, ze "ukladajac" corke, moglabym cos w jej naturalnym rozwoju zaburzyc.
          • dzikiedzieci Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 19.09.10, 21:43
            dużo kłopotów bierze się z tego, że rodzice mają mało doświadczeń z małymi dziećmi zanim zostaną rodzicami

            a większość normalnych zachowań dzieci zaskakuje dorosłych

            więcej się mówi o tym co dzieci powinny i jakie powinny być

            niż o tym jakie są naprawdę
            • fasolka3 Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 19.09.10, 23:17
              Swieta slowa
            • klarci Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 20.09.10, 18:29
              stereotyp "grzecznego dziecka" - jak jest niegrzeczne, to rodzice sobie nieradzą i widocznie je rozpieścili uncertain
              • klarci Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 20.09.10, 18:30
                rozpuścili wink
            • a.nancy Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 08.10.10, 14:55
              dzikiedzieci napisała:

              > dużo kłopotów bierze się z tego, że rodzice mają mało doświadczeń z małymi dzie
              > ćmi zanim zostaną rodzicami
              >
              > a większość normalnych zachowań dzieci zaskakuje dorosłych
              >
              > więcej się mówi o tym co dzieci powinny i jakie powinny być
              >
              > niż o tym jakie są naprawdę

              o, to, to smile
              święte słowa z tym zaskakiwaniem
              ja przez 30 lat życia była przekonana, że byłam okropnym, złym dzieckiem, które całym swoim zachowaniem krzywdziło swoich cudownych rodziców, którzy tak się dla niego poświęcali smile jako niemowlę płakałam i nie chciałam spać, jako przedszkolak wszystko gubiłam, w szkole nie uważałam na lekcjach, jako nastolatka... szkoda gadać wink
              a potem sama urodziłam dziecko, zaczęłam się interesować psychologią i słuchać innych mam, i nagle okazało się, że wcale nie byłam "wariatką i debilem", tylko zupełnie normalnym dzieckiem
              i moje dziecko też jest normalne, powiedziałabym wręcz, że wyjątkowo bezproblemowe, chociaż moja matka uważa inaczej
    • asbu Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 19.09.10, 22:36
      [quote]green_naranja napisała:
      Dlaczego nie mowi sie tym kobietom, ze -moze byc ciezko, moze byc trudno, ze dziecko wcale nie musi byc stereotypowym aniolkiem, co to spi 20 godzin na dobe? Dlaczego nie podpowiada sie im, zeby byly na to przygotowane?[quote]
      • asbu Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 19.09.10, 22:48
        Coś mi źle wysłało...
        Cytat
        green_naranja napisała:
        Dlaczego nie mowi sie tym kobietom, ze -moze byc ciezko, moze byc trudno, ze dziecko wcale nie musi byc stereotypowym aniolkiem, co to spi 20 godzin na dobe? Dlaczego nie podpowiada sie im, zeby byly na to przygotowane?

        A ja myślę, że w wielu przypadkach można by mówić i tak nic z tego nie będzie. Bo wg wielu dorosłych fajnie by było gdyby życie po narodzinach malca niczym się nie różniło od tego przed. I jak to się ma do leżenia pół dnia w piżamie i karmienia? Noszenia dziecka i wsłuchiwania się w jego potrzeby?
        A prywatnie - sama nie wiem czy miałam taki łatwy w obsłudze egzemplarz czy też moje podejście powodowało brak frustracji? A może jedno i drugie?
        W każdym razie jak słucham teraz mojej koleżanki, że jej 2 miesięczna córcia jest bardzo absorbująca, bo chce jeść częściej niż co 3 godziny, potrafi ssać ponad 20 minut i ona nie ma czasu rano włosów zrobić, to stwierdzam że mój też był "absorbujący" - ba do tej pory potrafi się dossać na 1,5 godziny w ramach drzemki mimo że ma 13 miesięcy. wink
    • sledznaostro Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 20.09.10, 11:11
      Green, ależ mówi się. Pytanie, czy matki, które zadają podobne pytania, zaliczyły szkołę rodzenia, czy ograniczyły się do przeczytania "Języka niemowląt" Tracy Hoog.
      • green_naranja Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 20.09.10, 12:56
        sledziu, ale gdzie sie mowi? i co ma TH do caloksztaltu?

        ja nie mam na mysli zdawkowych slow w stylu: "pamietajcie, wasze zycie sie zmieni, moze byc nawet ciezko, ale coz, da sie przezyc, bla bla bla".
        rodzilam w Anglii i tutaj w miare ta "szkola" byla porzadna, ale tez skupiona glownie na technikach rodzenia, co sie bedzie dzialo, jakie sa alternatywy, etc, no i jak sie zajac noworodkiem.

        chodzi mi o to, ze powinny byc takie -bo ja wiem-wyklady? spotkania? z wykwalifikowanymi psychologami, doulami, bo ja wiem kim jeszcze...z kims, kto nie bedzie mowil o stadiach porodu ani technice kapania dziecka, tylko skupi sie na matce, jej odczuciach, uczuciach i wiezi z dzieckiem, wiezi przez duze W; z kims, kto pomoze zrozumiec matce co tak naprawde sie za chwile stanie w jej zyciu i jakich moze sie spodziewac reakcji ze swojej strony; z kims kto jej wytlumaczy KIM jest ten maly czlowiek, ktory za moment z niej wyjdzie na swiat, jak on ten swiat widzi, czego sie boi, jak mozna mu pomoc...

        nie wiem, nie potrafie dokladnie przekazac co mam na mysli.
        • sledznaostro Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 20.09.10, 13:14
          Właśnie to, o co ci chodzi (nie będę wklejać), było w programie mojej szkoły rodzenia. Trafiłam do niej przypadkiem, bo miałam pod nosem, i nie chciało mi się szukać już innej.

          >i co ma TH do caloksztaltu?
          To, że Tracy proponuje właśnie - przeplatając to wstawkami o szanowaniu dziecka, które nijak się mają do jej rad praktycznych - układanie/uczenie/przyzwyczajenie/oduczanie dziecka od samego początku. Nie mam teraz czasu, ale jeśli chcesz wieczorem przepiszę co "ciekawsze" fragmenty. Kiedy więc matka lub przyszła matka poprzestanie na przeczytaniu "Języka niemowląt", to potem zakłada wątki w rodzaju: Jak nauczyc 2-miesieczniaka spac w dzien /w nocy", jak zrobic z dzieckiem to czy siamto, jak NAUCZYC, PRZYZWYCZAIC, ODZWYCZAIC...
          • klarci sledznaostro 20.09.10, 18:55
            a gdzie jest ta szkoła rodzenia? smile
            • sledznaostro Re: sledznaostro 20.09.10, 20:22
              Na Ursynowie w Warszawie.
              • donkej Re: 20.09.10, 21:28
                jul-kaa, klarci, dziewczyny, faktycznie nawet pedagodzy, psycholodzy uczą jakiegoś nierzetelnego szajsu. Jakby taki Harlow nigdy nie robił żadnych eksperymentów na rezusach, jakby się nie rozwinęła cała wiedza psychologiczna o wpływie takich rzeczy na małego człowieka.

                Coś w tym musi być - to chyba egoizm ludzki sprawia, że tę wiedzę się wypiera ze świadomości, że jest ona dla naszej kultury niewygodna...?
              • klarci Re: sledznaostro 20.09.10, 21:41
                dzieki smile
    • jul-kaa Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 20.09.10, 13:20
      Mam wrażenie, że macierzyństwo bywa szczególnie trudne dla dwóch grup kobiet. Po pierwsze dla pedantek i perfekcjonistek z wysoką potrzebą kontroli, po drugie dla mam, które z jakichś powodów długo marzyły o dziecku i zdążyły przypisać mającemu się pojawić maluchowi zbyt wiele idealnych cech.
      Te pierwsze mamy po prostu nie radzą sobie z chaosem, który ZAWSZE sprowadza dziecko. Całe życie miały ścisły plan dnia, ich działania były zawsze ustalone a wydarzenia przewidywalne. A z dzieckiem tak się nie da smile
      Te drugie zaś (czasem tkwiące w rozpadających się związkach) narzucają dziecku ogromnie trudną rolę i jednocześnie oczekują od niego rzeczy niemożliwych. Często wydaje im się, że po narodzinach dziecka życie stanie się sielanką, że dziecko jest cudownym lekiem na całe zło.

      To oczywiście wielkie uproszczenie i uogólnienie - na pewno jest wiele mam podobnych do tych, które opisałam, doskonale radzących sobie z wyzwaniami macierzyństwa.

      -------------------------------------------

      Zgadzam się, że powinny istnieć szkoły dla rodziców. Nam w szkole rodzenia (św. Zofia) mówiono trochę o życiu z noworodkiem, ale w sumie niedużo. Teoretycznie istnieje szkolny przedmiot "wychowanie do życia w rodzinie" i np. w liceach można by wprowadzić elementy szkolenia przyszłych rodziców. ale jest wielkie ALE.
      Jestem przekonana, że takie zajęcia byłyby prowadzone w sposób, którego my (na tym forum) nie akceptujemy. Uczono by właśnie metod ustawiania dziecka, ferberowskiego usypiania, hoggowskiego Łatwego Planu i tym podobnych okropieństw. Bo to jest główny i najpopularniejszy nurt wychowania...
      • froszka Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 02.10.10, 23:43
        Ja jeszcze dorzucę, że kiedyś urodzenie dziecka, to była naturalna kolej rzeczy. Ludzie mieszkali stadniej, młoda mama miała większą styczność z małymi dziećmi, więc po porodzie nie było niespodzianek, a do tego mogła liczyć na pomoc innych kobiet.

        Teraz panoszy się taki różowo-niebieski obraz macierzyństwa. Zobaczcie jak pokazuje się pierwsze miesiące dziecka w najpopularniejszych serialach. Nie ma kolek, dzieci, które potrzebują ciągłego noszenia, nie ma kryzysów laktacyjnych. Dzieci zasypiają same, płaczą tylko na zmianę pieluchy albo z głodu.

        I co taka młoda mama ma wiedzieć o macierzyństwie, jeśli pierwszym noworodkiem, którego widzi na oczy jest jej własne dziecko?
        Mam taką właśnie znajomą, która niedawno urodziła. Oboje z mężem są strasznie zdziwieni, że mały tyle płacze i uspakaja się po wzięciu na ręce. I tłumaczą, że teraz (znaczy się jeszcze w szpitalu), będą to tolerować, ale w domu "się skończy".
    • forumowiczka.to.ja Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 20.09.10, 14:57
      Pisałam o podobnym temacie:

      forum.gazeta.pl/forum/w,567,110073027,110073027,Dlaczego_o_tym_sie_nie_mowi_przed_urodzeniem_.html
    • klarci Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 20.09.10, 15:16
      Mam takie same odczucia.
      Niedalej jak wczoraj przeczytałam na forum "wychowanie bez porażek": nauczyłam syna zasypiać w łóżeczku, jak mniał miesiąc, darł się oczywiście, ale byłam twarda.
      aż mnie ciary przechodzą.
      już nie wiem jak reagować, czy po prostu sobie odpuścić.
      wczoraj czytałam coś o książce o powalającym tytule: naucz dziecko myśleć i czuć


      co do szkół rodzenia, niestety , specjaliści mają rożne zdania na ten temat. nawet w śród psychologów nie ma jednoznacznego negowania szkodliwych metod sad

      ehh, szkoda gadać sad
      • m_laczynska Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 20.09.10, 16:13
        No bo opowiedzmy sobie szczerze, to forum, matki tzw. "wariatki'' (bo taką nazwę słyszałam o tych co noszą, długo karmią, śpią z dziećmi), to jest jakiś marginalny procent. To jest enklawa. My sobie tu piszemy, słodzimy, kisimy się we własnym sosie troszkę, ale tak naprawdę na te idee moim zdaniem nie ma popytu. Teraz masa moich koleżanek ma pierwsze dziecko i słyszę - nie noszę (nawet nie chodzi o chustę tylko takie zwyczajne przytulanki), bo się przyzwyczai, nie noszę, bo mama ma się nim zająć i się przyzwyczai, a mama nie ma siły, ładnie się bawi pół dnia na macie edukacyjnej blablabla
    • klarci apropo - ręce opadają :( 20.09.10, 22:14
      forum.gazeta.pl/forum/w,851,116584816,116703503,zastosowalam_sie_do_waszych_porad.html
    • val_halla Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 21.09.10, 11:28
      Witam,
      Podczytuję Was od jakiegoś czasu i w końcu się wypowiem (pisząc jedną ręką, bo drugą podtrzymuję śpiącą na mych kolanach córkę).
      Jestem mamą z krótkim stażem, która od początku była przejęta właśnie ułożeniem dziecka, dostosowaniem go do swojego życia. Walczyłam o zasypianie - nieskutecznie, o zaakceptowanie smoczka - równie nieskutecznie, o wdrożenie łatwego planu. Myślałam, że to słuszne, sensowne, że przysłużę się dziecku, że stworzę mu ramówkę dnia, w której poczuje się bezpiecznie. Moja córka miała jednak inną wizję i konsekwentnie mi o tym mówiła.
      Na szczęście trafiłam na stronę o AP smile I skończyły się moje problemy: śpimy razem, dzięki czemu się wysypiam i ja, i ona (dziś ssała przez sen chyba całą noc), chustę miałam już wcześniej, ale teraz nie wyobrażam sobie bez niej życia, tak często jest w użyciu, zaakceptowałam fakt bycia żywym smoczkiem, przed którym tak mnie przestrzegano. I jestem mega szczęśliwa smile I córka również, prawie nie płacze, za to dużo się uśmiecha smile Jesteśmy prawie cały czas w kontakcie fizycznym, co jest bardzo miłe smile
      Patrząc z boku - jestem mega uwiązana. I nie walczę o swój kręgosłup, bo tylko noszę i noszę. I już pewnie zawsze będę spać z dzieckiem, nie mam życia poza nim i w ogóle. Aż dziw bierze, że tak mi z tym dobrze, chyba ja jakiś odmieniec jestem smile
      Pozdrawiam smile
      • klarci Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 21.09.10, 12:46
        super smile
        • dzikiedzieci Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 02.10.10, 21:06
          psycholodzy tak jak napisałyście wiedzą już od co najmniej 50 lat
          (bo tyle ma teoria Bowlby'ego dotycząca przywiązania)

          ale ta wiedza przegrywa w konkurencji z tradycją rodzicielstwa
          z obyczajami
          z powielaniem tego jak rodzice sami byli wychowywani

          mam wrażenie, że nawet wielu psychologów bardziej odwołuje się do tej tradycji rodzicielskiej
          (albo do teorii psychologicznych wyssanych z palca)
          zamiast do rzetelnej wiedzy na temat rozwoju dziecka, której jest już teraz niesamowicie dużo

          każdy głos, który mówi głośno o tym jak powinno być jest ważny
          czasem wątpiącej mamie wystarczy jak usłyszy: są inni, którzy noszą, karmią, szanują
          i jest im z tym dobrze
    • basiak36 Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 02.10.10, 22:31
      Bo jestesmy nastawieni na siebie, zeby bylo fajnie, latwo i wygodniesmile Czasem w niektorych rodzinach nie ma tutaj miejsca na dzieciece potrzeby, 'fanaberie' typu to ze sie budzi w nocy bo potrzebuje ciepla i bezpieczenstwa, nie ma miejsca na kompromis.
      Dzieci sa trenowanie, zmuszane do samodzielnosci o wiele za szybko... maja robic tak zeby rodzicom pasowalo.
      A potem mozna by sie zastanowic dlaczego ci sami rodzice oczekuja ze ich dziecko wyrosnie na takie ktore potrafi myslec samodzielnie, dbac o swoje potrzeby?
      Dla mnie to sprzecznosc sama w sobie.
      • sabeena Re: O ukladaniu/uczeniu/przyzwyczajaniu/oduczaniu 04.10.10, 22:15
        > Bo jestesmy nastawieni na siebie, zeby bylo fajnie, latwo i wygodniesmile Czasem w
        > niektorych rodzinach nie ma tutaj miejsca na dzieciece potrzeby, 'fanaberie' t
        > ypu to ze sie budzi w nocy bo potrzebuje ciepla i bezpieczenstwa, nie ma miejsc
        > a na kompromis.

        A podejrzewam, że jest też (nie wiem jak duża) grupa matek, która te wszystkie przyuczania i przymuszania stosuje w dobrej wierze, ufając, że pomaga swojemu dziecku rozwinąć się, wejść w schemat, który w ich - matek - mniemaniu jest odpowiedni. Że jak przyuczą i przymuszą, nawet jeśli za cenę płaczu / marudzenia, to potem dzieciom będzie łatwiej, bo przecież skoro nie będą już płakać, to znaczy, że nie będzie już powodu do płaczu. Przyuczenie np. do samodzielnego zasypiania zlikwiduje przyczynę płaczu, więc dziecku będzie lepiej.

        Nie mówię, że nie kierują się też własną wygodą (chciałam napisać "wygodnictwem", ale to chyba zbyt mocne wartościowanie), bo całkiem możliwe, że tak.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka