postanowilam zalozyc ten watek pod wplywem tematu o 6-latce i seksie oralnym na forum e-mama

tam zeszlo na inne tematy, a mnie interesuja Wasze doswiadczenia i przemyslenia o uswiadamianiu wlasnie.
my mamy na razie dosc male dzieci (3 i 5 lat), 2 synow. jesli pytaja - a czasem sie zdarza - to zawsze uczciwie i zgodnie z prawda odpowiadamy, ja sie czasem zastanawiam, czy nie "nazbyt dorosle", czy "nazbyt powaznie"... nie umiem (i nie lubie) wymyslac bajek, po prostu staram sie tlumaczyc, zwracajac uwage na poziom dziecka. ale czytajac czesto rozne historie na forach zauwazylam, ze moje tlumaczenia sa dosc "ciezkie", powazne (choc dzieci sie nie skarza).
czyli - na pytania zawsze odpowiadam. dzieci wiedza, co to tampon, podpaska, czy wkladka, bo obserwuja rzeczy, ktore dzieja sie w domu i sa ciekawe. znaja roznice fizyczne miedzy mezczyna i kobieta, kiedys poprosili o zademonstrowanie "dziurki" - no to pokazalam (dosc oglednie, ale jednak), nauczylam ich tez "oficjalnych" nazw typu penis, czy pochwa, zeby wiedzieli i zeby nie bylo potem smichow-chichow, gdy uslysza

mam wrazenie (z opowiesci synow), ze starszy tym penisem zaimponowal dzieciom w przedszkolu (uswiadomil ich

).
natomiast malo mowie sama z siebie, a chlopcy - na razie - nie sa zbyt dociekliwi. gdy zapytali "co to" i odpowiedzialam "prezerwatywa", to nie drazyli dalej tematu, stwierdzili "aha". sama z siebie opowiadam im czasem o ciazy i porodzie, bo widze, ze bardzo lubia sluchac o czasach, gdy byli u mamy w brzuchu

starszy uczestniczyl tez w ciazy z mlodszym, widzial usg, byl w szpitalu zaraz po porodzie. mowilam im o zaplodnieniu (ze jajeczko od mamy laczy sie z plemnikiem od taty), o rozwoju w brzuchu, o porodzie, nawet wyjasnilam, ze akurat u mnie bylo inaczej, niz na ogol (mialam dwie cesarki), wtedy tez doszla wiadomosc, ze "dziurka" sluzy rowniez do rodzenia dzieci. w bibliotece znalezlismy ksiazke dla dzieci o calym rozwoju plodu, nawet scena lozkowa tam byla

podobalo sie, starszy potem babci z przejeciem opowiadal, ale o szczegoly nie wypytywal.
i - szczerze mowiac - nie mam ochoty sama zaczynac dyskusji o seksie z 5 latkiem. jesli nie pyta, ani nie widze szczegolnego zainteresowania (a nie widze), to dla mnie jest za wczesnie. z drugiej strony - nie chce przegapic wlasciwego momentu, nie chce, zby nagle zrobilo sie "za pozno"... moze sytuacja sama sie rozwiaze, bo chlopcy zaczna wypytywac, interesowac sie

wtedy oczywiscie zawsze odpowiem!
a co, jesli nie zaczna? kiedy uswiadamiac bez pytan? w watku, o ktorym pisalam na poczatku przeczytalam, ze 10 lat to juz za pozno, ze niektorzy wtedy zostaja rodzicami... no szczerze mowiac nie mam najmniejszej ochoty, aby moje dzieci w wieku 10 lat uprawialy seks

uwazam, ze to zdecydowanie za wczesnie, nie tylko pod wzlgedem fizycznym, ale glownie uczuciowym i osobowosciowym... oczywiscie wiem, ze nie beda go uprawiac od rozmow o nim

nie o to chodzi, tylko o to przekonanie, ze 10-latek to juz "dojrzal" do uprawiania seksu...
kiedy jest ten dobry moment na powazne rozmowy, ktore nie wynikaja z pytan? macie rady, doswiadczenia?
starszy czasem przynosi wiesci o tym, ze ktos sie z kims chce zenic, wychodzic za maz, calowac

ale dyskutowac za bardzo nie chce, na pytanie, czy on sie z kims caluje, odpowiada "och mama"

natomiast swojej sympatii oswiadczyl sie przy nas (przy kolacji), wiec na razie jeszcze nie ma przed nami za duzo tajemnic

(zostal odrzucony, 2 razy, "mam jeszcze czas!", wciaz chce sie z NIA ozenic).