Dodaj do ulubionych

Nie kocham moich dzieci jednakowo?

03.05.04, 17:57
Mąż wyszedł z Szymkiem, Agatka śpi, mam chwilkę żeby tu troszkę potworzyć.
Nie przypuszczałam, że tak będzie. Będać w drugiej ciąży, która była przeze
mnie chciana i niechciana jednocześnie - wręcz płakałam, że robię mojemu
dziecku potworną krzywdę, rodząc mu za moment "konkurencję". Ponieważ przez
całą rodzinę byłam dosłownie opluta za to, że zaszłam w II ciążę (może
potępiając to w specyficzny sposób martwili się o moje nadwerężone zdrowie,
hehe) - sama nie wiem, co czułam w tej II ciąży do tego II dziecka - jak się
1 sierpnia 2003r. okazało - do Agatki. Pierwsze miesiące były koszmarem. Dla
mnie. I dla Szymka, który RZYGAŁ JAK SŁYSZAŁ PŁACZ NOWORODKA, MŁODSZEGO
NIEMOWLAKA. tEN CAŁY KOCIOŁ, CZYLI: DŁUUUUGIE DOCHODZENIE DO SIEBIE PO 2.
CESARCE, RWA KULSZOWA MOJEGO MĘŻA, SZUKANIE WIĘKSZEGO MIESZKANIA, POTEM:
ZAŁATWIANIE KREDYTU, GENERALNEGO REMONTU I PRZEPROWADZKI. Ech, sorry za
capsa, wcisnął mi się. Może jeszcze wszyscy odreagowujemy tyle ważnych zmian
w naszym życiu rodzinnym, skumulowanych w stosunkowo krótkim czasie? Końcem
listopada przeprowadziliśmy się i nagle poczułam (w bardziej komfortowych
warunkach mieszkaniowych), że tak bardzo kocham moją córkę i tak się cieszę
że ją mam (przed jej narodzeniem zdecydowanie preferowałam II syna). Do tej
pory jestem z nią w domu, nie wróciłam jeszcze do pracy. Ale Szymek...On od 1
września poszedł do żłobka. W tej chwili jest już wytrawnym żłobkowiczem. I
dobrze, że się przystosował, bo niestety nie wyobrażam sobie siedzieć w domu
z 2 dzieci - a już na pewno nie wyjść z nimi na spacer. szymek jest do mnie
podobny. jest nerwuskiem, jest złośnikiem, jest niecierpliwy. Jest baaaardzo
wrażliwy. Agatka ma 9 miesięcy, Szymek ma skończone w styczniu 3 lata. Sz. do
tej pory OLEWA siostrę, zero kontaktu. Ona jest dzieckiem bardzo pogodnym,
śmieje się jak go widzi, wyciąga do niego rączki. On jeszcze nigdy nie podał
jej np. upuszczonej grzechotki, nigdy się sam nią nie zainteresował. Może
jest za mały?? Może będą się kiedyś nie cierpieć?? Nie ukrywam, że dla Szymka
mam mało cierpliwości, widzę w nim niestety siebie, swoje cechy charakteru.
Agatka jest z usposobienia innym dzieckiem, choć obiektywnie miała w swoim
okresie prenatalnym więcej stresów i mniej sprzyjające warunki do
bezstresowego rozwoju niż Szymonek. Nie mogę "zmuszać" synka do zabaw z
siostrą. Zresztą, myślę, że ona nie jest jeszcze dla niego partnetem do
zabawy, jest po prostu za mała. Ale drżę na myśl o tym, że może się powtórzyć
historia...tj. moja mama ze swoim rodzeństwem (ma brata i siostrę) nie
cierpią się, zero więzi. Ja z moim bratem (ponad 7 lat młodszy) zero więzi.
Zależy mi, żeby moje dzieci kochały się jak brat i siostra, żeby kiedyś w
dorosłym życiu, kiedy rodziców już zabraknie - były dla siebie wsparciem. Czy
istnieje na to jakaś "recepta"? Pozdrawiam
Agnieszka
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 03.05.04, 18:25
      Dzieci nie kocha się jednakowo. To mit. Można je kochać "równo" ale inaczej.
      Natomiast w twoim wypadku zaniepokoiły mnie dwie rzeczy. Przede wszystkim
      wyliczanie wyłącznie zalet córeczki, podczas gdy w wypadku synka wady mają w
      pewnym sensie, jak mi się wydaje, usprawiedliwić twoej uczucia. Po drugie
      ignorowanie cierpienia starszego dziecka. To, ze "olewa" siostrę jest bowiem
      wyrażeniem buntu. Nie niepokoiłabym się, gdyby oswiadczył, ze jej nie znosi,
      prosi o oddanie, wyprowadza się z domu - bo to jest normalne. Ignorowanie
      normalne nie jest. Radzę przeprowadzić poważną rozmowę (trzylatek jest już na
      to dość dorosły ) i zapytać - co go w siostrze denerwuje? Co chciałby aby się w
      domu zmieniło? Itd. Powierzyłabym mu też od czasu do czasu opiekę nad siostrą,
      na zasadzie - ja muszę chwilę odpocząć, przypilnuj zeby małej nic się nie
      stało, gdyby płakała daj grzechotkę, albo mnie zawołaj. Może opiekując się nią
      polubi ją trochę?
    • joannaku Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 03.05.04, 21:13
      kurcze chyba mam podobnie...sad
    • pawlinka Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 03.05.04, 22:38
      Moje uczucia, co do stwarzania konkurencji starszemu były podobne, denerwował
      mnie brak entuzjazmu rodziny (nie wszystkich jej członków na szczęście). Bałam
      się, że czegoś pozbawiam starszego. Wariowałam przed i po porodzie zamartwiając
      się tym. Dlatego przeczytałam "Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym
      dzieciom życ w zgodzie, by samemu żyć z godnością" Faber i Mazlish. Tam
      przeczytasz, a zachęcam Cię bardzo, że ignorowanie i olewanie jest NORMALNYM
      zachowaniem dziecka, które ma młodszego brata czy siostrę!!!
      Nie chcę strótowo o tym pisać, bo mogę niechcący strywializiować treść, ale
      zapamiałam, że "zmuszanie dzieci do dobrych uczuć rozbudza złe uczucia.
      Pozwalanie dzieciom na ujawnienie złych uczuć prowadzi do rozbudzenia dobrych
      uczuć. Okrężna droga do harmonii w rodzeństwie. A jednak - najprostsza."
      Szymonek Ciebie bardzo potrzebuje. Jego pójście do żłobka zbiegło się w czasie
      z pojawieniem się Agatki. Może czuje, że w ten sposób go oddaliście, bo macie
      nowe dziecko? Czasem tak jest.
      Przeczytaj książkę. O takim zachowaniu jest sporo, są też sposoby, jak z tego
      wyjść z miłością, jak pomóc dziecku, bo ono potrzbuje pomocy, żeby się
      odnależć. Dużo się działo, daj sobie i wszystki w Twojej rodzinie czas na
      dotarcie się. Życzę spokoju. Głowa do góry, jeśli chcesz, pytaj, bo ja też to
      przchodziłam i Twoje uczucia są mi doskonale znane.
      Agnieszka, Mama Lolka (03.02.00) i Linki (07.04.03)
    • judytak Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 04.05.04, 09:46
      agacz2905 napisała:

      > Będać w drugiej ciąży, która była przeze
      > mnie chciana i niechciana jednocześnie - wręcz płakałam, że robię mojemu
      > dziecku potworną krzywdę, rodząc mu za moment "konkurencję".

      obawy i negatywne nastawienie syna pewnie były w dużej mierze "zasługą" twoich
      własnych odczuć, ale teraz już nia ma co o tym myśleć - było, minęło

      i nagle poczułam (w bardziej komfortowych
      > warunkach mieszkaniowych), że tak bardzo kocham moją córkę

      to dobrze :o)

      Ale Szymek...
      > nie wyobrażam sobie siedzieć w domu
      > z 2 dzieci - a już na pewno nie wyjść z nimi na spacer.

      ja rozumiem, że łatwiej z jednym dzieckiem, niż z dwoma,
      też rozumiem, że wolisz ze słodką, spokojną małą córką, niż z rozbrykanym
      trzylatkiem,
      ale dobrze by było, gdybyś jednak spróbowała,
      może zobaczysz, że nie taki straszny diabeł ;o)
      poza tym, jak ty sama nie chcesz "na raz" się dwójką zajmować, to nie dziw się,
      że syn uważa za naturalny stan, kiedy są "osobno"...

      > Sz. do
      > tej pory OLEWA siostrę, zero kontaktu.

      przepraszam, ale w co ma się bawić trzylatek z 9-miesięcznym niemowlakiem???
      z doświadczenia ci powiem, że dzieci zaczynają w miarę sprawnie się bawić
      razem, jak młodsze osiągnie pewien poziom "intelektualny", czyli rozumie, że ma
      być np. pieskiem, i daje się poprowadzić na smyczy, ochoczo poszczekując ;o)
      (około dwóch lat)
      przedtem starsze owszem olewa młodszego
      (w praktyce olewa, nawet jeśli jest grzeczną dziewczynką i czasami się
      zachwyca, jakie to młodsze jest słodkie!)
      a młodsze w tym czasie darzy starszego nieodwzajemnionym uczuciem najwyższego
      zachwytu ;o)

      Może będą się kiedyś nie cierpieć??

      może się tak zdarzyć, ale o tym decyduje znacznie późniejszy czas - jak będą
      nastolatkami

      Nie ukrywam, że dla Szymka
      > mam mało cierpliwości, widzę w nim niestety siebie, swoje cechy charakteru.
      > ...Nie mogę "zmuszać" synka do zabaw z siostrą.

      nie, ale mogłabyś trochę "złamać" układ, kiedy syn jest "synem tatusia" a
      córka "córeczką mamusi"...
      mogłabyś wymyśleć rzeczy, które możesz już robić z trzylatkiem, a z mała
      jeszcze nie (pójść do kina, do teatru, do wesołego miasteczka, opowiadać bajki,
      budować miasteczko z klocków, cokolwiek) a męża wysłać na spacer z córką...

      > Ja z moim bratem (ponad 7 lat młodszy) zero więzi.
      może to kwestia wieku? ja też mam 7 lat młodszego brata, nie powiem, że "zero
      więzi", ale na razie taki sobie układ "grzecznie, aczkolwiek z daleka", bo on
      tylko o komputerach, a mnie to nie grzeje ;o)
      może jak będzie żonaty, dzieciaty, znów się nam będzie lepiej rozmawiało...

      pozdrawiam
      Judyta
      • agacz2905 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 07.05.04, 21:49
        poza tym, jak ty sama nie chcesz "na raz" się dwójką zajmować, to nie dziw się,
        >
        > że syn uważa za naturalny stan, kiedy są "osobno"...
        >
        No właśnie, boję się, że to moja wina. Rzeczywiście nie chcę się na raz dwójką
        zajmować, ponieważ jest to dla mnie duży FIZYCZNY ciężar. Jestem osobą
        niepełnosprawną ruchowo i bardzo się cieszę, że mimo fizycznego trudu i
        przeciwskazań medycznych CHCE MI SIĘ nosić moje dzieci na rękach, szaleć z
        nimi, itp. Ale - OSOBNO. Sz. dostaje szału jak widzi Agatkę na rękach u mnie
        lub u Pawła (mąż) Stąd to nasze błędne koło. Dlatego nasze dzieci właściwie są
        osobno - Szymek spędza w żłobku 9 godzin dziennie, ja jestem w domu z Agatką,
        Paweł jest w pracy. Z dwójką nie dam rady wyjść na spacer. No, trzeba było
        pewnie o tym pomyśleć, zanim powołaliśmy te dzieci do życia... Przed
        narodzeniem Agatki nie mogliśmy dać Szymka do żłobka, ponieważ w kwietniu
        bardzo ciężko przeszedł on ospę i miał potem bardzo osłabioną odporność. Poza
        tym tak naprawdę w upatrzonym przeze mnie żłobku nie było dla niego wcześniej
        miejsca. Stąd ta niefortunna kolejność, najpierw nowy dzidziuś, potem żłobek.
        • mamajuliana Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 09.05.04, 21:03
          Witajcie Mamusie!
          U mnie szykuje się ten sam problem, mam jeszcze trochę czasu i chiałabym się
          jak najlepiej przygotować do tego, co mnie czeka smile
          Mamy w domku cudownego 1,5 synka a w sierpniu urodzi się nasze drugie
          dzieciątko. Planowaliśmy powiększyć rodzinę, ale w późniejszym czasie, jak
          Julek podrośnie, jak nam się wszystko poukłada, jednak ta mała istotka
          zaprosiła się do nas "sama" i próbuję oswoić się z tą sytuacją. Nie jest mi
          łatwo. Pierwsze co poczułam to ogromny strach, że nie zdążyłam się jeszcze
          Julkiem nacieszyć, że mam go tak krótko i że on będzie mnie miał dla siebie na
          wyłaczność tylko przez chwilkę, że nowa istotka zburzy jego spokój a ja nie
          będę umiała sobie poradzić z kochaniem dwójki jednocześnie.
          Mam młodszego o 8 lat brata i jego pojawienie się na świecie znacznie zburzyło
          mój spokój, mogę powiedzieć, że dopiero teraz, gdy on ma 20 lat jesteśmy w
          stanie ze sobą rozmawiać jak należy. Ciągle mam w pamięci chwile, kiedy moi
          rodzice faworyzowali małego braciszka i do dzisiaj mnie to boli jak sobie o tym
          pomyśle.
          Obiecałam więc sobie, że zrobię WSZYSTKO, żeby Julkowi nie było źle, żeby nie
          czuł się odtrącony, niepotrzebny czy też nie daj Boże niekochany. łatwo
          powiedzieć, ale jak to zrobić?? W sierpniu mój królewicz będzie miał 22
          miesiące, jak wytłumaczyć 2 latkowi, że teraz nie mogę go przytulić, bo muszę
          nakarmić dzidziusia? a dzidzia będzie chciała jeść średnio co 3h?
          Kochane Mamy, które mają już jakieś doświadczenie w podwójnym matkowaniu,
          proszę napiszcie jak było u WAs ... będę wdzięczna. Pozdrawiam, Ania
          • leam1 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 13.05.04, 10:05
            czytając Twój list szczególnie pierwszą cześć miałam wrażenie, ze to moje słowa.
            moje obawy sa dokładnie takie same, mój synek tez ma 1,5 roczku i jest
            najcudowniejszy na świecie i równiez zastanawiam sie czy go czegos nie pozbawię
            fundując mu tak wczesnie rodzeństwo i czy pokocham kolejne dziecko taka samo
            mocno jak kocham jego. Płacze bez przerwy nie mogąc pogodzić się z tą myslą, że
            zrobiłam swojemu dziecku wielka krzywdę. Na razie jeszcze prawie nikt nie wie o
            mojej ciązy, ale niestety obawiam się, że większośc wcale nie będzie
            zachwycona - zwłaszcza moja mama - TO mnie już pewno dobije. Mam tylko
            nadzieję, że powoli oswoję się z ta nową sytuacją.

            mamajuliana napisała:

            > Witajcie Mamusie!
            > U mnie szykuje się ten sam problem, mam jeszcze trochę czasu i chiałabym się
            > jak najlepiej przygotować do tego, co mnie czeka smile
            > Mamy w domku cudownego 1,5 synka a w sierpniu urodzi się nasze drugie
            > dzieciątko. Planowaliśmy powiększyć rodzinę, ale w późniejszym czasie, jak
            > Julek podrośnie, jak nam się wszystko poukłada, jednak ta mała istotka
            > zaprosiła się do nas "sama" i próbuję oswoić się z tą sytuacją. Nie jest mi
            > łatwo. Pierwsze co poczułam to ogromny strach, że nie zdążyłam się jeszcze
            > Julkiem nacieszyć, że mam go tak krótko i że on będzie mnie miał dla siebie
            na
            > wyłaczność tylko przez chwilkę, że nowa istotka zburzy jego spokój a ja nie
            > będę umiała sobie poradzić z kochaniem dwójki jednocześnie.
            > Mam młodszego o 8 lat brata i jego pojawienie się na świecie znacznie
            zburzyło
            > mój spokój, mogę powiedzieć, że dopiero teraz, gdy on ma 20 lat jesteśmy w
            > stanie ze sobą rozmawiać jak należy. Ciągle mam w pamięci chwile, kiedy moi
            > rodzice faworyzowali małego braciszka i do dzisiaj mnie to boli jak sobie o
            tym
            >
            > pomyśle.
            > Obiecałam więc sobie, że zrobię WSZYSTKO, żeby Julkowi nie było źle, żeby nie
            > czuł się odtrącony, niepotrzebny czy też nie daj Boże niekochany. łatwo
            > powiedzieć, ale jak to zrobić?? W sierpniu mój królewicz będzie miał 22
            > miesiące, jak wytłumaczyć 2 latkowi, że teraz nie mogę go przytulić, bo muszę
            > nakarmić dzidziusia? a dzidzia będzie chciała jeść średnio co 3h?
            > Kochane Mamy, które mają już jakieś doświadczenie w podwójnym matkowaniu,
            > proszę napiszcie jak było u WAs ... będę wdzięczna. Pozdrawiam, Ania
        • judytak Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 13.05.04, 13:36
          agacz2905 napisała:

          > Rzeczywiście nie chcę się na raz dwójką
          > zajmować, ponieważ jest to dla mnie duży FIZYCZNY ciężar. Jestem osobą
          > niepełnosprawną ruchowo i bardzo się cieszę, że mimo fizycznego trudu i
          > przeciwskazań medycznych CHCE MI SIĘ nosić moje dzieci na rękach, szaleć z
          > nimi, itp. Ale - OSOBNO.

          trzeba było od razu mówić :o)

          niezależnie, myślę, że trzeba spróbować to zajmowanie się razem
          w końcu trzylatek już docenia też inne formy "zajmowania się", niż fizyczne

          np. można dzieci sadzać przy stole, małej podsunąć jakąś piszcząco-grzechoczącą
          zabawkę, żeby się zajęła, a z dużym czytać, rysować, lepić, opowiadać, grać w
          karty, budować z klocków, no nie wiem, to, co lubi... pewnie, że mała będzie
          przeszkadzała, ale mimo wszystko...

          można też posadzić dwójkę na kolanach, chociażby na minutę - może się uda?
          albo, trzymając małą na kolanach, drugą ręką przytulić dużego? no nie wiem,
          chodzi mi o to, żeby wypracować sobie sposoby na spędzanie casu razem

          i jeszcze jedno: że z reguły to "starsze dziecko ma rację"
          czyli w konfliktach interesów (ona mi niszczy, ona mi zabiera, ja też chcę, to
          moje itp.) lepiej stanąć po stronie starszego, w końcu mała nawet jeszcze nie
          zdaje sobie sprawę z takiego konfliktu, i na pewno jej to nie zaszkodzi, za
          to "duży" jest już na tyle duży, że wie, że mu zabrano, a jest jeszcze zbyt
          mały, żeby potrafił to pobłażliwie darować...

          pozdrawiam
          Judyta

        • cheerio Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 14.05.04, 23:03
          agacz2905 napisała:

          > poza tym, jak ty sama nie chcesz "na raz" się dwójką zajmować, to nie dziw
          się
          > ,
          > >
          > > że syn uważa za naturalny stan, kiedy są "osobno"...
          > >


          A może udałoby się po powrocie męża z pracy spędzić trochę czasu całą rodziną -
          tak aby synek poczuł, że jesteście całością. Nie: jedno dziecko z jednym
          rodzicem, a drugie z drugim, tylko jakaś wspolna zabawa w turlanie pileczki o
          ile dzidzia mniej wiecej to potrafi (a jesli nie to zaraz bedzie umiala),
          wspolne sluchanie opowiesci synka, co zdarzylo się w zlobku itp., sluchanie i
          spiewanie piosenek (mała będzie zachwycona).
          Ja mam jedno dziecko, ale np. moje koleznki stosowały taką metodę, że pozwalały
          starszemu smarować maluszka kremem itp. Niech synek wybierze ubranko dla siebie
          i siostry. Zdaję sobie sprawe ze to prosto brzmi w teorii, ale hmm .. mysle ze
          drugiej strony nie trzeba demonizować - pewnie podobny problem pojawia się w
          wielu rodzinach, ale koniec koncow dzieciaki sie dogadują. Może im wiecej wokol
          tego szumu, tym bardziej synek wyczuwa ze cos jest nie tak, i tym bardziej
          czuje nienaturalnosc zachowania rodziców. Mysle ze im wiecej czulosci dostanie
          Szymek, tym latwiej bedzie mu zaakceptowac ze dzieli sie mamą.
          P.S. Ja mam jedną córeckę, a też czasem mocno gra mi na nerwach, wiec co bedzie
          przy dwójce... ehhh
    • poleczka2 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 09.05.04, 22:37
      Agacz, jestem jedynaczką spodziewającą się drugiego dziecka i zupełnie nie wiem
      jak mój syn zareaguje na pojawienie się nowego domownika. Jestem w trakcie
      czytania książki która bardzo mi pomogła w zrozumieniu więzi między rodzeństwem
      i uczuć starszego dziecka po narodzinach młodszego. Podobno aż 90% dzieci
      poniżej 5ciu lat ma trudności w zaakceptowaniu realiów związanych z przyjściem
      na świat drugiego dziecka. Wiele dzieci ma problemy ze spaniem a inne okazują
      tymczasowe cofanie się w rozwoju (np chcą butelkę czy nie chcą siadać na
      nocniku jak były już do tego przyuczone). Napisane jest w tej książce też, że
      pierwsze trzy miesiące życia razem są najważniejsze w stworzeniu więzi między
      rodzieństwem.
      Polecam bo ciekawa literatura: "Rodzeństwo: miłość i rywalizacja".
    • gemma.v Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 09.05.04, 23:41
      > Nie ukrywam, że dla Szymka
      > mam mało cierpliwości, widzę w nim niestety siebie, swoje cechy charakteru.
      > Agatka jest z usposobienia innym dzieckiem,

      Hmm... u mnie jest niby odwrotnie, tzn. starsza Zuzka jest spokojna,
      zrównoważona, z dystansem do świata, a młodszego Wojtka rozpiera energia i
      ogólnie rzecz biorąc zapowiada się na łobuza, wink ale mam podobnie - mniej
      cierpliwości dla starszaka, za to rozpływam się nad młodszym.
      Widać przyczyną tego stanu rzeczy niekoniecznie jest różnica w usposobieniach
      dzieci. Po prostu walczący o swoje trzylatek jakoś naturalnie "przegrywa" ze
      słodkim bobasem, któremu do szczęścia wystarczy uśmiech mamy. Z pewnością
      malutkim Szymkiem zachwycałaś się równie mocno, jak teraz Agatką. natomiast
      kiedy ona wejdzie w okres osławionego buntu dwulatka, da Ci popalić. wink))

      Natomiast co do Twoich obaw, że dzieci nie zaprzyjaźnią się ze
      sobą - nic nowego nie napiszę. Wedlug mnie to głownie wiek zdecydował o tym,
      że nie masz zbyt bliskich kontaktów z bratem. Mam trochę podobnie z młodszą o
      sześć lat siostrą - niby jest ok, ale bez szczególnie silnych więzi.

      A może powinnaś pomysleć np. o skróceniu czasu pobytu Szymona w żłobku, żeby
      jednak spędzał w ciągu dnia więcej czasu z Tobą i siostrą? Jeśli Twój mąż
      wraca z pracy powiedzmy o 16.00, zabieraj Szybka o 14.00, przez dwie godziny
      nie oszalejesz sama z dwójką, a Szymek nie będzie miał wrażenia, że jest jakoś
      poza nawiasem.

      > dobrze, że się przystosował, bo niestety nie wyobrażam sobie siedzieć w domu
      > z 2 dzieci - a już na pewno nie wyjść z nimi na spacer

      Heh, nie wyobrażasz sobie, bo nie wychodzisz. wink) Prawie wszystko jest do
      przejścia - myślę tak od czasu, kiedy znam dziewczynę mającą trójkę dzieci.
      Najstarsze ma 4 lata, najmłodsze rok, średnia dziewczynka ma może 2,5. I ona
      wychodzi z nimi na spacery, nie wiem, jak to robi, bo ja też mam kłopot z
      dwójką (wyjściu towarzyszy ogólny ryk), ale jakoś daje sobie radę.
      Pilnuje roczniaka, żeby chodząc nie wybił zębów, jednocześnie otwierając
      średniej butelkę z piciem i nawołując najstarszego, żeby nie bił się z
      kolegami i nie schodził z widoku. wink

      A tak w ogóle to nie martw się na zapas, że Twoje dzieci się nie zbliżą - całe
      życie przed nimi. smile
      POzdrawiam
      gemma
    • asiau00 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 12.05.04, 20:56
      właśnie pisałam o problemach z rodzeństwem (agresja wobec rodzeństwa). U mnie
      22 m-ce różnicy, a chwilami bywa ciężko. Chyba sięgnę po tą cytowaną
      literaturę, bo naprawde zaczynam tracić cierpliwość... Fakt że też zazdroszczę
      mamom, któym udało się wychować kochające rodzeństwo bo na razie na to u nas
      nie wygląda. I faktycznie chwilami ogarniają mnie podobne do twoich uczucia (to
      słodkie maleństwo które nic ode mnie nie chce i ten okropny dwulatek). Ale
      myślę że z czasem się jakoś ułoży między nimi.
      Aska
      • witaminka1 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 13.05.04, 10:05
        kiedy czytam Wasze wypowiedzi to dziękuje Bogu,że NAM się jakoś udało. Różnica
        wiekowa pomiędzy moimi dziewczynkami wynosi niecałe trzy lata. Będąc w drugiej
        ciąży rownież miałam wiele obaw, tzn. bałam się,ze nie pokocham drugiego
        dziecka tak jak pierwszego. Starsza córeczka od początku ciązy wiedziała, że w
        niedługim czasie pojawi się rodzeństwo (w sklepie sama wybiereła dla malucha
        grzechotki czy ubranka), a od momentu narodzin młodszej po prostu jest
        oczarowana siostrą. Naprawdę, nie wiem czyja to zasługa , czy nasza (nie
        izolowaliśmy nigdy starszego dziecka od niemowlaka w obawie, że może mu zrobić
        krzywdę), czy też wynika to z dojrzałości emocjonalnej Marysi, ale czasem mam
        łzy w oczach jak widzę jak one bardzo się kochają, kiedy mała po przebudzeniu
        biegnie do łóżka starszej, żeby ją ukochać, kiedy Marysia każdej nowo
        napotkanej osobie chwali się, że ma siostrzyczkę. Kocham je obydwie nad życie i
        mam nadzieję, że zawsze tak będzie między nimi, a Wam życzę z całego serca
        podobnych doznań. pozdrawiam.
        • aganmami Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 03.07.04, 02:20
          wzruszyłam się czytając Twój post, tym bardziej, że uświadomiłam sobie, że z
          moimi dziećmi jest tak samo (2 dziewczynki). nie potrafią bez siebie żyć.
          starsza zawsze pamięta o małej, gdy ktoś ją czymś częstuje, zawsze pyta czy
          siostra też dostanie, poranki, podobnie jak u Ciebie, są bardzo wzruszające.
          mała potrafi godzinami przyglądać się siostrze, którą rozpiera duma, że jest
          dla niej autorytetem (tylko ja na tym czasami cierpię, bo moje młodsze dziecko
          woli być wychowywane przez siostrę).
          pozdrawiam
    • wio_sna Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 13.05.04, 11:46
      Witaj Agacz. U nas też był problem po urodzeniu się młodszego synka. Z perspektywy sądzę, że dużo w tym mojej winy, bo nie potrafiłam spokojnie, z cierpliwością i miłością nauczyć starszaka, że to nie koniec świata, tylko zmiana. Druga ciąża była zagrożona, leżałam w szpitalu, starszym opiekowała się opiekunka, mąż z bardzo złymi doświadczeniami związanymi z pojawieniem się młodszej siostry. Zero wsparcia od rodziny. BYło mi bardzo ciężko.
      Myślę, że łatwiej byłoby Twemu synkowi, gdyby był w domu, możesz przecież przyjąć kogoś na kilka godzin, za kwotę którą płacisz w żłobku.
      Nie martw się. U mnie, po bardzo burzliwym początku, chłopcy nie mogą życ bez siebie. Są przytulanki po powrocie starszaka z przedszkola, wspólne brojenie i zabawy oraz wielka wzajemna troska. Jak ciastko to zaraz drugie dla brata, jak wyjście, to buty dla brata, jak pojedyncze zakupy, to zaraz coś dla brata także. Starszy zdejmuje buty młodszemu, młodszy starszemu. KOchają się naprawdę. I to jest piękne.
    • ania.ania2 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 13.05.04, 13:50
      Witam!

      Z wszystkich poprzednich postów wynika, że problem z rodzeństwem, to tylko
      kwestia różnicy wieku. Chyba nie tylko. Mam dwie siostry - jedną starszą o rok
      i drugą - młodszą o 8 lat. Z obiema się świetnie dogaduję, i z obiemam mam o
      czym rozmawiac. W dzieciństwie bylo różnie: z obiema się kłóciłam i z obiema
      się przyjaźniłam. Nie ma co demonizowac, trzeba do tego podchodzic normalnie. A
      dzieci napewno nie kocha się jednakowo, ale z pewnością równie mocno. Sama mam
      dwóch synków - obaj mają 2,5 roku (bliźniaki), kocham ich bardzo, ale też
      równie często się na nich denerwuję.
      A oni?? Dla nich chyba niezwykłe jest że ktoś może NIE MIEC brata....
      Nie martwcie się dziewczyny, rodzeństwo to dla waszych dzieci wspaniały prezent
      i tak do tego trzeba podchodzic. A poza tym cieszcie się, że miedzy dziećmi
      macie jakąkolwiek przerwę czasową. Ja w tej chwili mam od dłuższego czasu bunt
      2-latka do kwadratu smile

      Ania
    • dianka2 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 13.05.04, 14:37
      Ja jestem mamą dwóch chłopców - różnica wieku to dokładnie 2 lata i 3 miesiące.
      W tej chwili młodszy ma skończone 10 miesięcy a starszy 3 latka.
      Dla mnie najgorsze chwile były od razu po porodzie. Nie trwało to na szczęście
      długo. Po powrocie do domu ze szpitala jakies 2-3 dni sobie płakałam nad losem
      nieszczęśliwego Mikołaja (starszy), że nie jest już dla mnie najważniejszy, że
      musi trochę ze wszystkim poczekać aż przewinę, nakarmię etc. Fakt, zrobił się
      nieco bardziej płaczliwy, częściej zauważałam u niego potrzebę kontaktu
      fizycznego ze mną. Na szczęście Bartek był i nadal jest dość spokojnym
      dzieckiem więc mogłam dużą częśc czasu poświęcać Mikołajowi. Uważałam, że
      małemu Bartusiowi jest na początku wszystko jedno kto go pielęgnuje (tzn. byłam
      to ja albo mój mąż). Jedynym minusem takiego stanu rzeczy był fakt że dość
      szybko przestałam młodszego karmić piersią. W zasadzie może plusem bowiem w
      nocy do niego zaczął wstawać mój mąż. Mikołaj nie ucierpiał na tym, że ma
      młodszego brata - ja nadal z nim zasypiam i w nocy przychodzę do niego. Bartek
      z kolei od pierwszych dni swego życia zasypia sam w łóżeczku i przesypia całe
      noce.
      Myślę, że rodzeństwo z małą różnicą wieku to jest to co można dziecku podarować
      najlepszego. Nie wiem co prawda w którą stronę będą rozwijać się ich relacje
      gdy będą nastolatkami ale na chwilę obecną oni już ze sobą łapią kontakt i
      potrafią się zaśmiewać w głos jak np. młodszy próbuje łapać muchę!
      Wiadomo, że jest chwilami ciężko bo przy takiej dwójce jest mnóstwo obowiązków,
      ale z drugiej strony to kiedyś minie i będą nas potrzebować coraz mniej.
    • agab51 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 14.05.04, 23:21
      O ile dobrze kojarzę, to Ty, Aga napisałaś kiedyś, że gdy różnica między
      dziećmi jest mała, to może, ale nie musi być dobrze. Prawda.
      Mam straszą o 9 lat siostrę i pozornie jest między nami ok, ale tak naprawdę,
      to my nie mamy o czym rozmawiać. Właściwie wszystko nas różni. i zawsze to
      zwalałam na różnicę wieku. Dlatego, gdy założyłam własną rodzinę to chciałam by
      moje dzieciaczki były jedno po drugim. No i obecnie moja Asia ma 2 latka, a
      Ewcia 6 miesięcy.
      I wydaje mi się, że może kocham je niejednakowo, a każdą wg potrzeb. Asię
      rozpieszczam i w wielu sytuacjach pobłażam, a Ewcia, no cóż, jest malutka.
      Pierwsze tygodnie były straszne. Nie chodzi o to jaka starsza córcia była w
      stosunku do młodszej, tylko co się z tym dzieckiem tak ogólnie porobiło
      (histerie, rozkrzyczana, nieposłuszna, brak apetytu, nie chciała spać,
      zaostrzone objawy AZS). Ona tak odreagowała moje zniknięcie z domu -leżałam w
      szpitalu 2 razy po 7dni. Ale do maleńkiej była ok, delikatna, krzywdy jej nigdy
      nie zrobiła, od czasu do czasu podała mi pieluszkę. Tylko te histerie,
      potrafiła wyć nawet przez 45 minut.
      Wyobrażacie sobie mamę karmiącą noworodka i krzyczącą nad nimi bezmała
      dwulatkę. Zresztą, jak płakały to jednocześnie, albo jeszcze lepiej: jedna
      skończyła i zaczynała druga, na zmianę, i tak w kółko, cały dzień. I znikąd
      pomocy.
      A Asi wtedy jeszcze nic nie dało się wytłumaczyć.
      W międzyczasie okazało się, że nasza Ewcia jest bardzo ciężko chora. Znów
      zniknęłam z domu na kilka tygodni, ja- w depresji, bo diagnoza druzgocząca, a
      Asia - zrozpaczona, zagubiona, nie wiedziała co się dzieje. Widziałyśmy się raz
      na kilka dni przez 15-30 minut na korytarzu szpitalnym, albo wymykałam się z
      oddziału do domu na 2-3 godziny. Ten czas był tylko dla Asi. Bawiłyśmy się
      tylko w to, co ona chciała, rysowałyśmy wyłącznie kółka, totalne
      rozpieszczanie, ale przy okazji tłumaczyłam, że niedługo wrócę do domu z
      dzidzią i wszystko będzie jak dawniej.
      Asia bardzo silnie odreagowała nasz pobyt w szpitalu i jej zachowanie jeszcze
      bardziej popsuło się; gdy przyjechałam po tych 8 tygodniach (!) było jeszcze
      gorzej niż po porodzie. Znów musiałam pokazać, ze mi nadal na niej zależy, że
      wróciłam na dobre, a dzidzia nie jest dla niej konkurentką, a coraz fajniejszą
      towarzyszką. Była zaborcza w stosunku do mnie, złościło ją, że nie zajmuję się
      wyłacznie nią, że nie przytulam dokładnie wtedy, gdy ona chce, gdy potrzebuje.
      Rzeczywiście, najgorsze są wyjścia na dwór, głównie ze względu na to, że Ewcia
      nie zawsze może być tyle czasu na dworze, co rozbrykana Asia.
      A kolejny powód do konfliktów, to czas, jaki poświęcam Ewie, zabiegi przy Ewie.
      Asia strasznie płacze, histeryzuje jak rehabilituję małą, a to w dodatku
      naprawdę dużo czasu mi zajmuje; poza tym nadal karmię piersią (przykazane mam
      nawet do 3 lat :-o); ciągłe wyjazdy do lekarzy; i kasa, jaką pochłania leczenie
      (jak ja Asi wytłumaczę że nie kupię tego czy tamtego, bo wszystko bez mała
      idzie na leki? ) .Tak więc dla mnie najważniejsze jest by mimo choroby Ewy
      normalnie żyć, w miarę możliwości oczywiście. Nie chcę żeby Asia czuła się
      poszkodowana, że ma młodszą i chorą siostrę, nie robiła mi wyrzutów, że tylko o
      nią troszczę się. Z drugiej zas strony nie chcę, by Ewa była postrzegana
      wyłącznie przez pryzmat choroby. Bardzo chciałabym, by mogły razem iść do
      przedszkola (już wiem, że dla Ewy to niewskazane), by Ewa mogła chodzić
      normalnie do szkoły, by miały wspólne koleżanki ( a nie: Asia- swoje z
      podwórka, a Ewa swoje- ze szpitali i sanatoriów).
      Normalnie żyć, czy to przy chorym dziecku w ogóle możliwe?- stale nad tym
      pracuję, dużo z Asią rozmawiam i tłumaczę. A używam zdań typu: „nie hałasuj,
      bo obudzisz dzidzię, a jak się obudzi, to będzie płakać i nie będę mogła bawić
      się z tobą”, albo: "jak tylko nakarmię to zbuduję ci super komin z klocków"
      (taka obietnica, to rzecz święta), albo: „zobacz Asiu, Ewcia jest taka radosna,
      bo się cieszy, że ciebie widzi, uśmiechnij się też do niej” . albo: „Ewciu,
      twoja dzielna Asia przyniosła specjalnie dla ciebie misia, wspaniale,
      prawda?” „spójrz Ewa, jakie piękne babki stawia Asia”. Asia jest zachwycona,
      jak chwalę ją przed małą, a Ewci i tak jest wszystko jedno, co do niej mówię,
      byle bym mówiła. Najczęściej nasze zabawy wyglądały tak, że budowałam/
      rysowałam/ lub cokolwiek innego robiłam jedną ręką, bo drugą trzymałam Ewcię
      (to ta z tych ulewających i niezbędna była pozycja pionowa, żeby nie
      wymiotowała). Asia jest więc bardzo przyzwyczajona, że jak coś już robimy
      razem, to zawsze mniej, lub bardziej uczestniczy w tym Ewcia. I na odwrót,
      podczas rehabilitacji, jak mogę tak angażuję Asię np. oglądamy książeczki, leci
      bajka i rozmawiamy co się w niej dzieje.
      Fatalnie, gdy nie wyśpimy się (którakolwiek z nas), bo wtedy częściej niż
      zwykle wybuchają awanturki o drobiazgi, ale tak ogólnie to przestałam
      przejmować się drobiazgami. Np. pozwalam na obejrzenie jeszcze jednej bajki
      (Asia zwyczajnie nudzi się przy nas, a tak przynajmniej nie rozrabia), albo
      zwykle zgadzam się na jeszcze jednego cukiereczka. Nie jestem konsekwentna, ale
      taka elastyczność pozwala mi wielokrotnie zyskać na spokoju.
      Oj, trudne to wszystko, ale tak to właśnie wygląda u nas. Mam nadzieję, że choć
      trochę pomogłam. I przepraszam, że się tak rozpisałam.
      • kaha1 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 03.07.04, 20:39
        ja mam podobny problem z moimi corkami. zaczelam tez o nim pisac -
        zobacz "zazdrosna o sioste" pare linkow dalej. czasem mam wrazenie ze jest
        lepiej a czasem starsza znow wywija jakis numer np. dzis "nie karm jej w tym
        pokoju gdzie ja jestem". rece mi opadaja. ale staram sie bardzo bo maja sie na
        cale zycie. jak cos teraz zawale to nie beda mialy w sobie oparcia.
    • aga_piet Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 04.07.04, 13:40
      Witajcie
      Mam troje dzieci (11, 4 i 7 mies.)
      Kiedy miał się urodzić syn (środkowy) córka miała 7 lat. Cały czas miałam w
      głowie słowa mojej pediatry, że starszemu trzeba poświęcić więcej czasu niż
      młodszemu. Starałam się o tym pamiętać. Więź między nimi od początku była
      wielka i właściwie NIGDY nie miałam sceny zazdrości ze strony starszej córki.
      ALE zauważyłam, ze chyba dziewczynki lepiej się sprawują w roli starszego
      rodzeństwa. Oczywiście nie jest to reguła ale statystycznie mam wrażenie że tak
      jest.
      Wiedziałam jednak że większy problem będzie z synem (4 lata róznicy) i
      nowonarodzoną córeczką. Z zaciśniętymi ustami znosiłam napady nadopiekuńczości
      syna do malutkiej siostrzyczki. I cierpliwie tłumaczyłam. Robię to do dziś ,
      ale widzę ze trochę już nauczył się mieć malutką siostrę. I to nieprawda że 4
      latek nie ma co robić z 7 miesięczniakiem. Moim (wszystkim trzem) wielką
      radochę sprawia rozśmieszanie najmłodszej.
      Poza tym cały czas staram się zwracać uwagę synowi, jak to siostrzyczka go
      uwielbia (hihi mimo że jest jej męczycielem) jak się do niego chichra itp.
      Staram się aby czuł się potrzebny.
      Podkreślam że nieraz muszę poświęcać moje całe pokłady cierpliwości, nie jest
      to łatwe. Syn jest alergikiem i nerwy zaostrzają mu objawy AZS, więc nie mogę
      go narażać na zbytnie stresy.
      Inna sprawa że najstarsza córka opiekuje się średnim i czasami jak syncio się
      ze mną pokłóci – zawsze może się wyżalić siostrze. Zdarzało się nawet że
      słyszalam jak żali się najmłodszej.
      Nie jestem ekspertem, każde dziecko jest inne i w każdej rodzinie panują inne
      klimaty. Ale jestem pewna że budowaniu więzi między rodzeństwem na pewno
      sprzyja bycie razem. Jak najwięcej się da.
      A my – matki musimy stale trzymać rękę na pulsie, aby czegoś nie przegapić.
      Pozdrawiam
      aga
      • jafima Zabawa u mnie: 05.07.04, 22:33
        U mnie różnica to 2,5 roku. Synek ma teraz 10 m-cy a córcia 3 latka z haczykiem
        i myślę, że potrafią się razem bawić: turlają piłkę (starsza turla, mały łapie,
        gryzie itp), córka rozśmiesza synka, pokazuje mu zabawki, grzechotki. Bawimy
        się też z nimi wspólnie: starsza skacze po materacu, młodszy "skacze" trzymany
        pod paszki przez męża (mi ręce wysiadająsmile), oboje leżą na plecach ja lub mąż
        całujemy ich na zmianę po brzuchu (mnóstwo przy tym śmiechu), grają razem w
        piłkę nożną - starsza kopie do bramki bronionej przez brata (trzymanego pod
        paszki przez męża) itp, itd. Myślę, że taka wspólna zabawa buduje więź między
        rodzeństwem. Najczęściej jednak "rzucam" synka samopas na podłogę w pokoju
        córki a gdy on się tam turla i raczkuje robię coś z córką: rysujemy, tańczymy,
        gramy w coś.
        Gdy ktoś żartuje: "Zabieram Ci braciszka!" córka płacze ale zdarzyło się jej
        też proponować mi: "Wyrzuć go!" albo: "Zostaw go tu!" gdy wracaliśmy ze
        spaceru. Wydaje mi się, że izolacja nie jest dobra dla budowania więzi. Sama
        chcę posłać od września córkę do przedszkola ale przynajmniej pierwszy rok
        spędzili razem. I wiecie co, córce wydaje się, że brat był zawsze bo ostatnio
        jak przypominała babci ostatnie wakacje nad morzem (byłam wtedy dopiero w
        ciąży) opowiadała, że braciszek był tam razem z nią!
    • evee1 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 06.07.04, 08:26
      Nie wiem czy w ogole istnieja idealne rodzenstwa. Zreszta nie wiem
      dlaczego mialyby istniec. Czasami ludzie (nawet rodzenstwa) sa tyak
      rozne, ze trudno oczekiwac, zeby sie automatycznie kochaly i rozumialy.
      Ja jestem jedynaczka, ale moja mama ma dwie siostry i tak kompletnie
      roznych ludzi trudno sie doszukac smile).
      ja mam dwojke (roznica 20 miesiecy), ale specjalnych problemow nie
      mialam. Corka nie byla jakos specjalnie zainteresowana mlodszym
      braciszkiem - do czasu. Teraz albo walcza ze soba, albo stanowia jedno
      przeciwko nam rodzicom, he, he. Jam mlodsze sie urodzilo, to juz wiedzialam,
      ze jak dziecko sobie poplacze, to nic mu sie nie stanie i przyjelam
      zasade, ze jak oboje mnie potrzebuja, to najpierw sluchalam corki,
      a dopiero potem szlam do mlodszego.
      Nie wiem jak wyglada Wasza sytuacja finansowa i jakie sa Twoje fizyczne
      problemy, ale wydaje mi sie, ze o ile o to mozliwe, to moze zamiast wysylac
      syna na caly dzien do zlobka lepiej byloby skrocic jego pobyt tam i zatrudnic
      kogos do pomocy na pare godzin dziennie i wykorzystac te osobe raczej do
      robot domowych, tak zeby miec jak najwiecej czasu dla synka i coreczki.
      A moze dzielic zlobek pomiedzy obojgiem dzieci, raz synek, raz corka smile).
      • aga_piet Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 06.07.04, 09:23
        Też wydaje mi się ważne abyś mogła czasami wygospodarować czas WYŁĄCZNIE DLA
        NIEGO.
    • efcias Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 06.07.04, 09:50
      myślę..... myślę..... myślę.....
      Myslę, bo bardzo chciałabym mieć drugie dziecko......
      Ale synka kocham tak bardzo, że nie wiem jak to będzie z tą miłością w
      przypadku Drugiego.... Zawsze sądziłam, że po prostu kocha się potem nie jedno
      tylko dwójkę dzieci - tak jakby tą miłość do jednego podzieliło się na dwa i
      już! Problem z głowy.... Ale teraz, po przeczytaniu tego wszystkiego
      myślę...... i nic już nie wiem.
      • rafal72 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 06.07.04, 10:15
        Różnie bywa... myślę jednak, ze miłości się nie dzieli tylko tak samo się kocha pierwsze jak i drugie... W życiu bywa jednak różnie... za dużo problemów na głowie to i z miłoscią do dzieci róznie bywa, a nie rzadko jest tak, ze drugie jakby kocha się bardziej, no bo to taki słodki bobasek itp. itd. a starsze? i tu uwaga, bo może być nieciekawie...
        Tak prawdę mówiąc, czy dzieci wiedzą co to jest miłosć matczyna? One chyba to przekłądają na czas jakim się nimi człowiek zajmuje...
        • kaha1 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 09.07.04, 20:17
          odkad czytam te posty rozmawiam z moja starsza. Powiedziala ze czuje ze mniej
          ja kocham odkad jest mlodsza siostra i ze poswiecam jej mniej czasu niz malej.
          Probuje wymyslac dla nich wspolne zabawy. Intuicja mi mowi ze tedy droga, chc
          dzis bylo fatalnie -ale to dopiero pierwszy raz...
    • agacz2905 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 11.07.04, 21:37
      Minęły już ponad 2miesiące od napisania przeze mnie pierwszego postu w tym
      wątku. Coś się jednak zmieniło. ja zrozumiałam, ze Szymek jako alergik i gość z
      refluksem żoł-przeł. ma prawo być nieco bardziej rozdrażniony. Więcej z nim
      gadam (jest to nieco trudne, ponieważ Sz. właściwie dopiero zaczyna mówić, jest
      oczywiście pod opieką logopedy). Raz na tydzień wychodzę tylko z nim do
      pobliskiego centrum zabaw. Ostatnio nauczył się wyrywać różne rzeczy Agatce.
      Wchodzimy w etap twardej wojny o zabawki. Do innych dzieci też nauczył się
      mówić: nie dam, nie oddam. Nie jestem rzecz jasna tym szczególnie zachwycona,
      ale lepsze to, niż jakby miał dawać sobie wszystko i wszędzie zabierać (a tak
      dawniej bywało). Jedną rzecz młody uwielbia: wozić siostrę w wózku na
      spacerach - pod moją lub męża kuratelą, rzecz jasna. Mówi wtedy: jedzie Atka,
      jedzie! Jest bardzo zaaferowany, jak widzi wpełzajacą w różne miejsca
      mieszkania siostrę. Czasem jej coś podaje i mówi pouczającym tonem: dziękuję!
      Nie jest źle, kochać się od razu nie muszą. A ja zeszłam ze swoich wygórowanych
      oczekiwań natychmiastowej i ogromnej siostrzano-braterskiej miłości. Cieszę się
      tym, co jest. Pozdrawiam
      Agnieszka
      • delfly Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 14.07.04, 15:20
        Ciekawie się was czyta!
        Ja na razie mam jedno dziecko, ale planuję więcej, natomiast mam 2 młodszych
        braci i powiem tak: jakoś o wile bardziej lubie/kocham/opiekuję się młodszym o
        11 lat W. niż kontaktuję z młodszym o niecałe 2 lata M.

        Mama opowiada że na pojawienie się M. w ogóle nie zareagowałam, nic w związku z
        niemowlakiem mnie nie interesowało, odganiałam się od niego jak od przykrej
        muchy. Teraz myślę że to nie było dobre, ale cóż jako 2 letnie dziecko nie
        wiele myślałam o tym smile). Pamiętam że M. był zawsze dla mnie konkurencją do
        zwalczania, strasznie zazdrościłam jak mama mówiła do niego "synku" a do mnie
        po imieniu bez zdrobnienia, bo imię mam krótkie a "synuś" miał za długie imię i
        mama tak to mi tłumaczyła, ale mnie bolało że do mnie nie mówiła "córuś" albo
        zdrobniając imię. Takie szczegóły ale pamiętam...

        Potem pojawił sie W. - kochałam go od początku bezgranicznie, nie wiem czy
        dlatego że już byłam starsza, czy dlatego że W. jest bardzo do mnie podobny i
        rodzajem inteligencji, i sposobem myślenia i zainteresowaniami i z wyglądu smile)
        Z W. mam o wiele lepszy kontakt! M. to typowy introwertyk który bez wysiłku
        chce miec wszystko co najlepsze i mnie drazni taka postawa.

        Starając się obiektywnie na to spojrzeć, myślę że nie byłam najlepszą siostrą
        dla M. ile w tym jest winy błędnego podejścia rodzicó a ile naszych
        charakterków - nie wiem. Wiem, że jak byłam nastolatką to mnie denerwowało
        nawet samo przebywanie z M. w jednym pomieszczeniu... dziwne to życie,.
        Oczywiście M. tez kocham, poczuwam się do solidarności "na zewnątrz" np. na
        podwórku czy w szkole go broniłam, ale kontakt emocjonalny mam bardzo słaby.
        Żałuję tego.

    • smellsliketen Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 14.07.04, 17:44
      Ja nie mam czegoś takiego, kocham mocno dwójke dzieci, równo, ale inaczej,
      Tylko u mnie istnieje inny problem, córka starsza nie sprawia trudności,
      świetnie się uczy, spokojna, grzeczna, a Mały Diabełek to zywioł, sprawiający
      same kłopoty, wymaga większej opieki, zainteresowanie, jest dzieckiem z ADHD,
      tym samym jestem z nim silniej związana, może dlatego, że podświadomie czuję,
      ze muszę przy nim być, walczyć o jego zdrowie. Boję się tylko, że któregoś dnia
      córka chcąc zwrócic moją uwagę zmieni się. Wiem ,ze powinnam czasami wyjść z
      nią, jak kobieta z kobietą tylko we dwie, ale boję się o Małego, ze beze mnie
      coś mu się stanie.
    • smellsliketen Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 14.07.04, 17:48
      Oswajaj synka powoli z obecnością siostry, pokaż mu, że potrzebujesz go by Ci
      pomógł się nią opiekować, on pewnie czuje się odrzucony i stąd wynika jego
      niechęć do siostry, wiem, że maleństwo wymaga opieki, ale masz przecież dwójkę
      i od Ciebie zależy czy będę się kochać i szanować w przyszłości,
      Pokaż im, że są sobie potrzebni.
      • kaha1 Re: Nie kocham moich dzieci jednakowo? 16.07.04, 12:04
        u mnie jest juz troche lepiej dzieki tej korespondencji!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka