Witam,
takich postów pewnie tutaj było mnóstwo, ale muszę się wygadać, wybaczcie.
Mój synek ma 7 miesięcy, od ok. 10 dni próbuję rozszerzać Mu dietę metodą BLW. Do tej pory był tylko na cycku. Idzie nam słaaabo. Po pierwsze Piotrek jeszcze nie siada samodzielnie, a więc i nie siedzi (dla mnie jedno wynika z drugiego), więc trzymam Go na moich kolanach. Zazwyczaj jesteśmy sami, mąż pracuje do nocy a córeczka jest w przedszkolu, więc takich typowych wspólnych posiłków nie ma, raczej jemy z Piotrasem w samotności. Czyli stawiam przed Nim talerz warzywny i hulaj. Wszystko rozgniecione, rozpaćkane, wszystko tak, jak ma być, tylko nie je

wiem, wiem, że w książce napisano, że to potrwa. Przez pierwsze dni nawet coś tam brał do buzi, a to kawałek kalafiora a to marchwi, a teraz nawet do buzi nie kieruje, tylko bawi się. Wali rączką w talerz,rozgniata, za chwilę nudzi się, odwraca głowę i koniec. Cycka ciągnie na potęgę. Wszystko inne bierze do buzi. Jedzenia nie chce. Nawet jak próbuję mu delikatnie rękę nakierować, albo zamachać warzywkami przed buzią

Nie chciałam Mu mącić w głowie papkami, bo czytałam, że to utrudnia jeszcze BLW. Wiem, że część z Was kobitek stosuje tu metodę mieszaną, ja chciałam od razu tylko BLW.
Zastanawiam się ile jeszcze można na samym cycku, bez suplementacji na przykład żelaza?
Nie ukrywam, że troszkę się też stresuję wagą, synek jest na 10 centylu (moja córka też chudzielec, mąż i ja też), więc za bardzo nie ma z czego chudnąć. Jasne, że najbardziej kaloryczne jest mleko z cyca i nawet gdyby wciągał te trochę warzyw to by niewiele wpłynęło na Jego wagę, ale jednak stres jest.
Mamusie pocieszcie. Czy są też takie podstresowane jak ja???
miłego dnia życzę