Dodaj do ulubionych

Co zrobić?

07.12.11, 12:36
Witajcie, postanowiłam napisać na forum, ponieważ potrzebuję obiektywnego spojrzenia na sprawę. Mam swoją opinię, ale być może jestem przewrażliwiona i zanim cokolwiek zrobię, chciałabym uzyskać spojrzenie osób stojących z boku.
Mój brat jest po rozwodzie. Ma dwoje dzieci, z byłą żoną relacje bardzo napięte.
Przyznam, że narobił zamieszania i popełnił wiele błędów. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wiele z tych spraw wygląda inaczej, niż jest to opisywane przez moją byłą szwagierkę, która na początku miała moje pełne poparcie, a teraz... Sama nie wiem.
Szwagierka pracuje i wraca do domu późnym popołudniem, wręcz wieczorem. W tygodniu dziećmi zajmuję się ja lub moi rodzice, czasem rodzice szwagierki, czasem osoby zupełnie obce - przyjaciółka szwagierki. Sprawami związanymi z lekarzami zajmuje się mój brat. Wszelkie opłaty za zajęcia dodatkowe dzieci, kupowanie ubrań, pomocy do szkoły, książek, spoczywają na moim bracie i naszych rodzicach, pomimo, iż brat w pełni wywiązuje się z obowiązku alimentacyjnego, ale szwagierka zawsze twierdzi, że nie ma pieniędzy, więc jeśli my nie zapłacimy np. za wycieczkę, dzieci na wycieczkę nie jadą. Brat ma zasądzony co 2 weekend z dziećmi, jednak bardzo często dzieci przebywają u niego dłużej niż wyznaczone zostało przez sąd. Dzieci, pomimo tego, ze dostają masę ubrań od brata, ode mnie i naszych rodziców, chodzą ubrane w stare, połatane ubrania. Za każdym razem, kiedy dzieci przyjeżdżają do brata, pierwszymi czynnościami są czynności higieniczne typu czyszczeniu uszu, obcinanie paznokci.
Dzieci potrzebują pomocy logopedycznej i psychologicznej. Wielokrotnie umawiane były przeze mnie, moją mamę i brata wizyty, ale szwagierka na nie nie chodziła. Obecnie brat zajmuje się tymi sprawami, jednak szwagierka potrafi np. odwołać wizytę twierdząc, że dziecko jest chore, co później okazuje się nieprawdą. Wiemy też, że nie ćwiczy z dziećmi w domu. Niedawno dzieci miały diagnozę rozwojową i wyszło, że są znaczne opóźnienia w rozwoju jednego z dzieci.
Nie wiemy co robić. Wszelkie rozmowy z byłą szwagierką kończą się awanturą i oskarżeniami, próby ingerencji skutkują ograniczeniami kontaktu z dziećmi, ponieważ była szwagierka dostała po rozwodzie prawa do opieki nad dziećmi.
Wiemy, że szwagierka wnioskowała o ograniczenie praw rodzicielskich bratu, twierdząc, że ma na dzieci zły wpływ, że nimi manipuluje. Ale na szczęście sąd takiej decyzji nie wydał.
Dzieci uwielbiają być u ojca, za każdym razem kiedy wyjeżdżają od niego bardzo płaczą. Zresztą, przez większość ich życia to właśnie on się nimi zajmował, co szwagierka sama w pewnym momencie przyznała.
Dojrzewamy powoli do złożenia wniosku o zmianę wyroku w zakresie opieki nad dziećmi, ale obawiamy się, że sąd nie będzie przychylny, że opisane sytuacje nie są przesłanką do odwrócenia roli rodziców i zmiany miejsca zamieszkania dzieci. No i wiadomo, matka ma w sądzie zawsze wygraną pozycję. Boimy się, że jakiekolwiek działania z naszej strony odbiją się na dzieciach. Z drugiej strony ciężko patrzeć na to, co się dzieje. Brat ma coraz mniej siły i motywacji żeby się szarpać, finansowo też go nie stać na to żeby płacić alimenty, a potem utrzymywać dzieci przez pół miesiąca i jeszcze wyposażać je na czas pobytu u matki w ubrania, książki, witaminy, płacić za dentystę, lekarzy, itd. Też chciałby zacząć normalnie żyć, zwłaszcza, że jest w nowym związku. Jego kobieta ma fantastyczne relacje z dziećmi, które ją uwielbiają, ale też widać po niej coraz większe zmęczenie i zniecierpliwienie całą sytuacją.
Czy myślicie, że warto wszczynać postępowanie, czy lepiej zostawić sprawy jak są? Z góry dziękuję za odpowiedzi.
Obserwuj wątek
    • mama-ola Re: Co zrobić? 07.12.11, 15:02
      > Szwagierka pracuje i wraca do domu późnym popołudniem, wręcz wieczorem.

      Wydaje mi się, że ona jest zapracowana i zwyczajnie nie daje sobie rady ze wszystkim. Głównie czasowo, ale jak widać - finansowo też. Stąd może wynikać zaniedbanie dzieci, np. ich wizyt.
      Radziłabym pomagać jej z całych sił przy dzieciach i nie straszyć sądem. Ułóżcie sobie z nią jakieś poprawne relacje i system opieki. Nie wypominajcie, że pomagacie. Mam wrażenie, że uważasz, że ona powinna radzić sobie sama, a skoro sobie nie radzi, to jest z nią coś nie tak. Oraz że każda Wasza pomoc to nie jest coś naturalnego, tylko jest czymś ekstra, jakąś niezwykłą uprzejmością i wyręczaniem szwagierki. Tymczasem - moim zdaniem - jest to po prostu niezbędne, bo dzieci się w pojedynkę nie obrobi.
      Odbieranie dzieci matce uważam za straszne pomysł.
      • zapytywaczka Re: Co zrobić? 08.12.11, 05:58
        mama'ola, czyli uwazasz, ze co, ze powinno byc tak, ze szwagierka ma wylaczna opieke na dziecmi, moze dowolnie nimi dyspoinowac, moze wg wlasnego widzimisie pozwalac lub zabraniac kontaktu z nimi, moze bez powodu odwolywac wizyty lekarskie dzieci, moze oklamywac nas, brac od nas pieniadze, a my mamy jej ciagle pomagac? Rozumiem, ze zabieranie dzieci matce jest straszne, ale rownie straszne jest zabieranie dzieci ojcu, a szwagierka wlasnie to usilowala i nadal usiluje zrobic. Bo wystarczy, ze na zadanie dodatkowych pieniedzy dostanie odpowedz, ze nie mamy, a dzieci ojca nie widza calymi tygodniami, po czym, kiedy dostanie pieniadze, laduja u niego na 2 tygodnnie. Brat nie ma pieniedzy zeby tak funkcjonowac. Na dzien dzisiejszy dokladamy sie ja, nasi rodzice i jego nowa kobieta! Szwagierka nie zarabia malo, bo pracuje na kierowniczym stanowisku. Na papierosy jej wystarcza, a na witaminy dla dzieci juz nie? Pomagamy jej od 2 lat. Ale czy ma to tak wygladac, ze wszyscy dookola zajmuja sie dziecmi, ich zdrowiem, nauka, wychowaniem, utrzymaniem, a ona tylko pociaga za sznurki jak jej sie podoba? Przepraszam, jestem wzburzona, ale wczoraj byla kolejna scysja. Nie mialam mozliwosci zaprowadzenia dzieci na zajecia pozalekcyjne i powiedzialam szwagierce, ze musi sama sie tym zajac. Byla awantura, ze skoro sie podjelam, to mam teraz obowiazki. Dzieci na zajecia nie poszly, zza to uslyszaly, ze rodzina tatusia ma je w nosie, ze tatusiowi i jego rodzinie nie zalezy... No myslalam, ze wyjde z siebie. I powstala kwestia swiat. Chcielibysmy spedzic Wigilie z brtem, co za tym idzie, z jego nnowa kobieta. Szwagierka stwierdzila, ze w takim ukladzie ona dzieciom nie pozwoli przyjsc do dziadkow na swieta skoro nowa kobieta mojego brata zasluguje na miejsce przy stole wigilijnym, a ona, tj szwagierka nie. Naprawde nie wiemy juz co robic, bo cierpia dzieci! Mialy spedzic z nami , tj ze swoim ojcem , dziadkami, ze mna 1 dzien swiat, a teraz co?
        • mama-ola Re: Co zrobić? 08.12.11, 09:34
          Moim zdaniem powinniście spisać coś w rodzaju umowy. Tak by chyba bylo najlepiej i najjaśniej. Zwykła kartka wystarczy, a na niej spis osób oraz wyliczenie kto za co jest odpowiedzialny, kto ile płaci, kto gdzie z dziećmi chodzi. Albo dniami tygodnia, np. że każda środa wygląda tak, a każdy piątek tak. A wszelkie odstępstwa są możliwe, ale uzgadniane z wyprzedzeniem.
          Bo na razie to chyba wygląda dość płynnie, np. jak rozumiem Ty odprowadzasz na jakieś tam zajęcia i jest ok, dopóki to robisz, a jak nie możesz, to nie ma planu B i wybucha awantura. Zapiszcie w umowie także plany B.
          Pozstarajecie się przewidzieć wszystko, także rzeczy wyjątkowe, jak wycieczki szkolne czy dni świąteczne, albo spotkania osób, które ze sobą nie chcą się widywać, jak obecna i była kobieta.
          A potem odbijcie na ksero i... strajcie się tego trzymać. Dla dobra dzieci.
          Współczuję sytuacji. Trochę ją znam z autopsji, też rózne sytuacje w rodzinie mielismy.
          • zapytywaczka Re: Co zrobić? 08.12.11, 17:22
            mama-ola, mysle ze to niezly pomysl, sprobujemy, dziekuje!
      • roza06 Re: Co zrobić? 08.12.11, 11:48
        mama-ola napisała:

        > Odbieranie dzieci matce uważam za straszne pomysł.

        A odebranie dzieci ojcu jest w porządku? Na takiej zasadzie działają właśnie polskie sądy.
        • mama-ola Re: Co zrobić? 09.12.11, 09:38
          > A odebranie dzieci ojcu jest w porządku?

          Nikt temu ojcu dzieci nie odbiera. W pierwszym poście jest napisane, że dzieci u niego bywają więcej i dłużej, niż zasądzono.
          • roza06 Re: Co zrobić? 09.12.11, 13:37
            No to dlaczego ojciec nie dostał opieki nad dziećmi, tylko matka? Bo co? Tylko dlatego że jest matką. Ojciec ma tylko widzenia z dzieckiem i to wtedy kiedy pani matka zezwoli. A bywają u niego dłużej bo mamusi nie chce się dziećmi zajmować, jednocześnie traktuje je jak kartę przetargową "nie dasz kasy nie zobaczywszy dzieci". Ot i cała prawda. Kochająca mamusia.
            • zapytywaczka Re: Co zrobić? 09.12.11, 16:16
              roza06 napisała:

              > No to dlaczego ojciec nie dostał opieki nad dziećmi, tylko matka? Bo co? Tylko
              > dlatego że jest matką. Ojciec ma tylko widzenia z dzieckiem i to wtedy kiedy pa
              > ni matka zezwoli. A bywają u niego dłużej bo mamusi nie chce się dziećmi zajmow
              > ać, jednocześnie traktuje je jak kartę przetargową "nie dasz kasy nie zobaczyws
              > zy dzieci". Ot i cała prawda. Kochająca mamusia.

              No, niestety, w sadzie w ogole nie bylo rozwazania na temat tego, kto ma sie zajmowac dziecmi. Bylo od razu zdecydowane, ze maja zostac z matka a ojciec ma prawo odwiedzac je w jej domu 4 dni w miesiacu. Dopiero pozniej brat wystapil o rozszerzenie kontaktow i uregulowanie tego sadownie, bo szwagierka najpierw zgadzala sie na pobyt dzieci u niego, potem sie z tego wycofywala, potem dzwonila zeby jednak brat dzieci zabral.
              Brat na poczatku tez myslal inaczej, ze po pierwsze nie chce matce odbierac dzieci, potem doszlo to, zeby dzieciom nie zmieniac miejsca zamieszkania, bo wystarczy juz trauma, ze rodzice sie rozstali. I my wszyscy w sumie tez tak myslelismy, ze matka dla dziecka jest najwazniejsza. Tym bardziej, ze brat nigdy nie narzekal, ze sam musi sie zajmowac dziecmi, a szwagierka z kolei zawsze opowiadala o tym, jak to ona z dziecmi cos tam robi, wiec wszyscy mysleli, ze jest tak, ze glownie ona sie zajmuje dziecmi. Dopiero niedawno wyszlo na jaw, ze bylo odwrotnie, zwlaszcza, jak sie okazalo, ze dzieci nie chodza do lekarzy, do dentysty, itd. Ale teraz na powrot brat sie tym zajmuje i sad stwierdzil, ze przeciez dzieci maja wlasciwa opieke, wiec nie ma powodu zeby cokolwiek zmieniac, jedynie, chyba patrzac na to, co brat dla dzieci robi, nie przychylil sie do wniosku szwagierki i ograniczenie bratu praw rodzicielskich i wlasnie rozszerzyl kontakty z dziecmi.
      • mgla_jedwabna Re: Co zrobić? 13.12.11, 16:34
        Skoro jest taka zapracowana, że nie ma czasu dla własnych dzieci, to niech przekaże prawo do opieki nad nimi ojcu - to chyba proste?
    • georgia241 Re: Co zrobić? 08.12.11, 12:34
      Szczerze, to wniosłabym sprawę do sądu rodzinnego o przyznanie opieki ojcu. Należałoby udokumentować te wszystkie niedociągnięcia i przejąć opiekę.
    • alabama8 Re: Co zrobić? 08.12.11, 14:47
      Brat ma zasądzony co 2 weekend z dziećmi, jednak bardzo często dzieci przebywają u niego dłużej niż wyznaczone zostało przez sąd ... Za każdym razem, kiedy dzieci przyjeżdżają do brata, pierwszymi czynnościami są czynności higieniczne typu czyszczeniu uszu, obcinanie paznokci. ... W tygodniu dziećmi zajmuję się ja lub moi rodzice, czasem rodzice szwagierki, czasem osoby zupełnie obce ... Dzieci, pomimo tego, ze dostają masę ubrań od brata, ode mnie i naszych rodziców, chodzą ubrane w stare, połatane ubrania.
      No to w końcu jak to jest? W tygodniu ty się zajmujesz dziećmi i chodzą one w starych połatanych ubraniach, i jesteś w stanie je tak zapuścić, że ojciec musi co 2 tygodnie obcinać im paznokcie i myć uszy? Jeśli kłamiesz albo naciągasz fakty, to proszę - rób to z głową. Kłamać też trzeba umieć. Piszesz o szwagierce, która nie troszczy się o dzieci, piszesz, że o dzieci troszczysz się ty, brat i twoi rodzice i zaraz dalej o tym, że maluchy są zapuszczone. No to jak to jest?
      • zapytywaczka Re: Co zrobić? 08.12.11, 17:20
        alabama8 napisała:

        > No to w końcu jak to jest? W tygodniu ty się zajmujesz dziećmi i chodzą one w s
        > tarych połatanych ubraniach, i jesteś w stanie je tak zapuścić, że ojciec musi
        > co 2 tygodnie obcinać im paznokcie i myć uszy? Jeśli kłamiesz albo naciągasz fa
        > kty, to proszę - rób to z głową. Kłamać też trzeba umieć. Piszesz o szwagierce,
        > która nie troszczy się o dzieci, piszesz, że o dzieci troszczysz się ty, brat
        > i twoi rodzice i zaraz dalej o tym, że maluchy są zapuszczone. No to jak to jes
        > t?

        Jest tak, ze ja ani moi rodzice nie maja wplywu na to, w czym chodza dzieci, poniewaz dzieci nocuja u szwagierki. Rano matka je ubiera, daje sniadanie i albo ona, albo ktoś z nas zawozi je do szkoly. Ja lub moi rodzice, czasem tez brat, odbieramy dzieci ze szkoly ok 13-14, nastepnie dajemy obiad, zawozimy na zajecia pozalekcyjne, odrabiamy lekcje, a wieczorem, ok 19 odwozimy do matki. Jest tak 4 dni w tygodniu. Jeden dzien w tygodniu i co 2 weekend najczesciej dziecmi zajmuje sie szwagierka.
        Tak wiec, niestety, wszlekie sprawy zwiazane z higiena oraz ubieraniem dzieci leza w gestii matki. No, chyba, ze powinnismy miec dodatkowe zestawy ubran.
        • 71tosia Re: Co zrobić? 09.12.11, 16:23
          A co jest dobre dla dzieciakow? Czy naprawde dzieciom potrzebna jest w tej chwili nastepna rozgrywka miedzy rodzicami i czy rzeczywsicie byloby im lepiej u taty, przy ograniczonych kontaktach z mama, bo tym moze sie skonczyc interwencja sadu. I czy rzeczywiscie wydatki ponoszone przez brata (BO TU JEST CHYBA GLOWNA OS KONFLIKTU) na utrzymanie dzieci sa duzo wieksze niz w gdy mieszkal z byla zona? Watpie. To ze on ma teraz nowe potrzeby nie ma tu nic do rzeczy, jego wybor.
          Zastanow sie troche bardziej nad sytuacja szwagierki. Zostala z dwojka malych dzieci bo najwyrazniej brat zalozyl nowa rodzine (nareszcie chcial 'zyc normlanie' cytata z twojego listu). Z tego co piszesz Ona ma problemy i finanasowe i organizacyjnie a pewnie tez i emocjonalnie. Wraca do domu wieczorem, wraca z balu/pubu czy z pracy? Pomagaja jej 'obcy' ludzie? A czemu nie dobrze ze takich 'obcych' ma kolo siebie. Jak ty bys sobie dawala rade na jej miejscu (takze emocjonalnie - depresja?). Moze ona tez chce miec 'normalne zycie' ? Tylko ze to bardzo trudne w jej sytuacji, duzo trudniejsze niz dla twojego brata. Straszenie sadem uwazam za bardzo glupie.
          Ps Dzieci uwielbiaja nowa partnerke tatusia- ciekawe ile razy bylej szwagierce dalas to odczuc. No coz nic dziwnego ze uwielbiaja, przyjemniej jest byc z osoba szczesliwa i zakochana duzo trudniej z pochartana zyciowo.
          • zapytywaczka Re: Co zrobić? 09.12.11, 16:41
            Tosiu, my sie wlasnie zastanawiamy co jest dobre dla dzieci! Poki co nic nie robimy, zadnych ruchow prawnych, nikogo sadem nie straszymy, ale zaczynamy miec powoli dosc calej sytuacji.
            Brat nie ma nowej rodziny, tylko partnerke, ktora zreszta DOKLADA sie do wydatkow na dzieci. Brat zarabia o polowe mniej niz szwagierka, placi alimenty jak w zegarku, alimenty, ktore wynosza ponad polowe jego pensji, a oprocz tego placi za zajecia pozalekcyjne, wycieczki dzieci, wizyty u dentysty, przybory szkolne, itd. Bo jesli on nie zaplaci, a dokladnie nie kupi sam, dzieci nie pojada na wycieczke, nie pojda do dentysty, beda chodzily do szkoly bez ksiazek, przyborow szkolnych.
            Szwagierka jesli ma problemy finansowe, ma je na swoje zyczenie. Brat odchodzac od niej zostawil uregulowane sprawy finansowe - przepisal na siebie kredyt za mieszkanie, mieszkanie zostawil szwagierce i dzieciom, sam zaczynal od zera z walizka ubrań, komputerem i dlugami.
            Szwagierka od 2 lat ma nieustanna pomoc moja, naszych rodzicow. Nigdy nie bylo tez sytuacji takiej, ze ona ZOSTALA sama z dziecmi, wrecz przeciwnie, to ona zabraniala bratu kontaktu z dziecmi, wystepowala do sadu z wnioskami o ograniczenie mu praw. I wolala zeby dzieci byly u jej przyjaciolki niz zeby brat je zabral do siebie.
            Nikt szwagierce nie zabrania zeby miala wlasne zycie. Ona tez jest w nowym zwiazku, ale ten pan, w przeciwienstwie do przyjaciolki brata, nie zajmuje sie dziecmi, wiec szwagierka woli zeby dzieciaki zniknely z domu albo sama gdzies jedzie.
            I w porzadku! Tylko dlaczego ma byc tak, ze my wszyscy skaczemy jak ona nam zagra?
            Nie wiem skad szwagierka wraca. Teoretycznie konczy prace o godzinie 17. W domu jest o 19. Pracuje 300 m od domu. Nikt jej z tego nie rozlicza, ale nie moze byc tak, ze dziecmi nie zajmuja sie rodzice, tylko wszyscy dookola. Dzieci maja DWOJE rodzicow. Brat zarabia mniej, ale ma wiecej czasu wolnego i bardzo chetnie zajalby sie swoimi dziecmi sam, na co dzien. Dlaczego nie moze byc tak, ze dzieci mieszkaja z nim, a z matka widuja sie wtedy, kiedy ona ma czas? Coraz czesciej wszyscy zadajemy sobie to pytanie. Skoro tak szwagierce ciezko, skoro ona chce miec "normalne" zycie, dlaczego nie zgodzi sie zeby dzieci zamieszkaly z bratem? Brat nawet nie bedzie sie od niej alimentow domagal! Ale tez sam wtedy nie bedzie ich placil, a chyba szwagierce wlasnie o to chodzi, bo ma dodatkowa pensje, ktora w niewielkim stopniu idzie na potrzeby dzieci. Przykro patrzec na to, bardzo.
          • zapytywaczka Re: Co zrobić? 09.12.11, 16:54
            71tosia napisała:

            > Ps Dzieci uwielbiaja nowa partnerke tatusia- ciekawe ile razy bylej szwagierce
            > dalas to odczuc. No coz nic dziwnego ze uwielbiaja, przyjemniej jest byc z osob
            > a szczesliwa i zakochana duzo trudniej z pochartana zyciowo.

            Jeszcze odnosnie tego - przez 2 lata po rozwodzie szwagierka nadal stanowila i stanowi czesc naszej rodziny. Byla wrecz swego czasu stawiana na piedestale. To brat byl odsuwany, bo byl przez wszystkich obwiniany o rozpad tego malzenstwa. On sie nie bronil, nawet w sadzie zgodzil sie na uznanie jego wylacznej winy. Przez ponad rok traktowalismy nieudolnosc szwagierki jako wyraz depresji wlasnie, ale w ciagu ostatnich miesiecy zaczelo wychodzic jak to wszystko wyglada.
            Jesli chodzi o partnerke brata, byla na poczatku traktowana przez nas z ... powiedzmy, duza ostroznoscia. Ona tez raczej nie pchala sie do naszej rodziny, wrecz przeciwnie, do tej pory czujemy jej opor przed uczestniczeniem np. w uroczystosciach rodzinnych, zachowuje sie poprawnie, ale z rezerwa. Nie jest to jakas mloda lalunia, ktora przepelnia energia i radosc zycia. Sama jest po ciezkich przejsciach, pocharatana zyciowo jest 100 razy bardziej niz szwagierka. Ale ma podejscie do dzieci, okazuje im serce. Nie podlizuje sie, wymaga wiele, ale okazuje cieplo. I dzieci to doceniaja
    • saguaro70 Re: Co zrobić? 12.12.11, 19:52
      Czy Ty nie widzisz co sie dzieje??? Co robisz Ty, co robi brat, co robią inni to według byłej bratowej jest źle. Aw iesz, skarbie, dlaczego? Bo sami przyzwyczailiście tę kobietę do takiej sytuacji. Poczuła wolność i ma w nosie Wasze starania.
      Jak najszybciej pownniście wszyscy porozmawiac z tą panią. Twardo i zdecydowanie. Powinnyście postawić ultimatum. Albo docenia Wasze starania, albo umywacie ręce. Wiem trudne, bo chodzi o dzieci. Ale tej kobiecie jest potrzebna terapia wstrzasowa. Dajcie jej czas na to, żeby przegryzła to co jej powicie. Dajmy miesiąc. Potem przestańcie się dziećmi zajmować. Niech była bratowa sobie radzi sama. Przecież to jej sąd przyznał opiekę. I to ona powinna zadbać o dzieci.
      Z Waszej strony zero pomocy. Ona musi się przekonać na własnej skórze, że nie powinna Was olewać.
      Po miesiącu działacie. Masz w dupie jej opinie. Idziesz do sądu i zakładasz sprawę. Możesz wziąźć prawnika z urzędu, ale raczej zapłaćcie. Koligacje koligacjami, ale dzieciaki są ważniejsze. Mówisz wszystko. Ze dzieci zaniedbane przez bratową, że nie mają spełnionych podstawowych potrzeb. Waszym atutem będzie diagnoza. Dzieci są opóźnione w rozwoju, więc na pewno sąd wexmie to pod uwagę. Nie można na noc patrzeć, bo szkoda dzieci.
      Oczywiście mówisz te kobiecie jakie macie plany.
      Mam w rodzinę dziewczynę, matkę dwojga dzieci. Brudas i fleja. Dzieci były takie same. Ponad dwa latemu jej dzieci, oraz moje złapały grzybicę. Leczyło się ją prawie rok. W domu nie powiem jak było. W końcu ch... mnie spalił i został wykonany telefon do Sanepidu, powiedzieliśmy o tym. A... wiedziała, że taki telefon był. I uwierz, wezwalibyśmy ten Sanepid, opiekę ale wszystko uległo zmianie. Dziewczyna mnie na tyle poznała, że wiedziała, iz zadziałam. A kłótnia była ze wszystkimi epitetami. Mieliśmy to gdzieś.
      Działaj po prostu. Jeśli czujesz, że sąd pomoże zakładaj sprawę. Może bratowa otzeźwieje.
      Pozdrawiam cieplutko smilesmile
      Teściową też się wzięło za tyłek, bo taki sam bruda była.
      • laura771 Re: Co zrobić? 13.12.11, 09:15
        A kto Wam każe pomagać? Przepraszam, że może urażę, ale przestańcie się angażować. Ma opiekę przyznaną, to przestańcie się wtrącać. Bo wiecznie będą wojny. Matka wg mnie lepiej albo gorzej, ale powinna dać sobie radę. Ona się albo uzależniła od waszej pomocy, albo to Wy na siłę się upieracie. Przerwać natychmiast krótkim cięciem i tyle. Takie jest moje zdanie.
        • sebalda Re: Co zrobić? 13.12.11, 13:11
          Serdecznie radzę zapoznać się z historią niejakiego Errormixa z forum Rozwód i co dalej. Jakoś te historie mi się kojarzą. Matka w pretensjach, kompletnie niewydolna wychowawczo, ojciec zaangażowany, odpowiedzialny, starający się. Facet odzyskał córkę, wszyscy są naprawdę szczęśliwi w tym układzie.
          Na pewno kobiecie jest ciężko, na pewno najtrudniejszy jest dla niej nowy związek byłego męża, ale dzieci nie moga cierpieć na tym, że matka nie radzi sobie z emocjami i nie radzi sobie organizacyjnie. Jak można nie chcieć się zająć dzieckiem, u ktorego są zdiagnozowane zaburzenia rozwojowe?
          Pytanie tylko, czy nowa kobieta brata zaakceptowałaby sytuację, gdyby brat chciał przejąc stałą opiekę nad dziećmi?
          • laura771 Re: Co zrobić? 13.12.11, 13:22
            Ale proszę tylko zauważyć, że ojciec też "nie wyrabia" z opieką, tylko się "wyręcza" siostrą i swoimi rodzicami. to są wg mnie chore układy, które niczego dobrego nie wróżą. W takim razie wnoszenie do sądu o zmianę w wyroku na rzecz ojca wydaje mi się bezzasadne. Niech się odetnie cała rodzina, a dziećmi zajmie się matka i niech się wykarze, no i ojciec, nie angażując przy tym swojego zaplecza.
            • yula Re: Co zrobić? 13.12.11, 14:10
              A dlaczego rodzina ma sie nie angażować jeśli tego chce? Tu mną wstrząsnęło to że odwoływane bez powodu wizyty u terapeutów. Małe dzieci można wyprowadzić nawet z beznadziejnych stanów czasami, ale to wymaga zaangażowania i pracy i dziecka i opiekunów.
              • sebalda Re: Co zrobić? 13.12.11, 15:05
                Ale to są dzieci, nie przedmioty, nie można eksperymentować i zostawić dzieci na łasce matki, ktora późno wraca z pracy (?), dobrze zarabia, dostaje alimenty, a mimo to nie może zapłacić za wycieczkę dziecka i gdyby nie pomoc rodziny byłego męża dziecko na tę wycieczkę by nie pojechało. Ta kobieta żeruje na pomocy całej rodziny męża i jeszcze jest w ciągłych pretensjach.
                Szczerze mówiąc nie spotkałam się jeszcze z takim zaangażowaniem calej rodziny po rozwodzie małżonków i bardzo jestem zbudowana taką postawą. Ojciec naprawdę wyszedł z tego związku wyjątkowo fair, angażuje się zdecydowanie ponad normę, wszystkim zależy na dzieciach, to naprawdę dobrze świadczy o tej rodzinie, dlatego uważam, że dla dobra dzieci nie wolno ich pozostawiać wyłącznie pod opieką matki, a jednocześnie rozumiem rozgoryczenie, że kobieta wszystkimi rządzi, a do tego mimo pomocy nie umie zająć się dziećmi tak, by miały fachową medyczną pomoc, jeśli jej wymagają.
            • zapytywaczka Re: Co zrobić? 13.12.11, 20:45
              Laura, ale moj brat nie wyrecza sie mna ani rodzicami. Szwagierka po prostu predzej 'wyda' (brzydko mowiac) dzieci nam niz jemu. Dla mnie to chore, ale tak jest. Brat najchetniej zajmowalby sie dziecmi sam, bo ma taka mozliwosc. Ale niestety, nawet wg naszych rodzicow matka to matka.

              Poza tym dziekuje wszystkim za radyy.
              Byly twarde rozmowy ze szwagierka i rozmowy z bratem.
              Nie ma decyzji o wystapieniu do sadu. Nowa partnerka brata nie chce tez aby dzieci mieszkaly z nimi na stale. Mowi, ze co innego od czasu do czasu, a co innego zajmowac sie na stale, brac na siebie odpowiedzialnosc i narazac sie na ciagle ataki matki dzieci. Poniekad ja rozumiem.
              Ale szwagierka zostala postawiona pod sciana, ze jesli nie zmieni postepowania, skonczy sie pomoc, w tym finansowa.
              Moze cos dotrze. Mam nadzieje, dla dobra dzieci. Tymczasem po prostu staramy sie o nie dbac.
              Pozdrawiam.
              • 71tosia Re: Co zrobić? 15.12.11, 00:50
                czyli nie ma decyzji o wystapieniu do sadu i zaniedbane wychowawczo dzieci jednak zostana z ze swoja dysfukcyjna mama. I wcale nie dlatego ze mama 'rokuje' na poprawe? Ich tacie wprawdzie bardzo na ich dobru zalezy i chetnie by sie nimi zajmowal i jak zapeniasz ma takie mozliwosci ale .... Tata majac wybor miedzy dziecmi a nowa partnerka jednak wybiera nowa partnerke, ktora nie chce byc pelnoetatowa mama, nowych dzieci z problemami wychowaczymi. Oczywiscie tez 'poniekat to rozumiem', szkoda tylko ze ta Pani i twoj brat nie przemysleli sobie tego wczesnie, bo jak domniemam to ich romas byl przyczyna rozwodu i obecnej nie latwej sytuacji dzieci?
                Tak to mniej wiecej wyglada dla postronnego obserwatora.
                Czy szantaz finansowy zadziala troche watpie, podobnie jak w to ze ona zaniedbuje dzieci celowo i z premedytacja. Raczej bym sie zastanowila dlaczego sobie nie radzi.
                • zapytywaczka Re: Co zrobić? 15.12.11, 12:49
                  Tosiu, ja bardzo Cie prosze abys nie wysuwala bezpodstawnych wnioskow. Juz sobie dorobilas historyjke o romansie. Jakie to proste, co?
                  Partnerka mojego brata nie chce matkowac dzieciom z dwoch powodow.
                  Po pierwsze bedzie wtedy narazona o wiele bardziej na ataki szwagierki, ktore potrafia byc okrutne ( o tym za chwile)
                  Po drugie nie czuje sie na silach psychicznie, poniewaz kilka lat temu stracila coreczke i meza w wypadku i nie chce sie przywiazywac do cudzych dzieci. Widzialam kilka razy co sie z nia dzialo, kiedy dzieci, po dluzszym pobycie u nich, w emocjach nazywaly ja "mama". Przy dzieciach nie dawala po sobie poznac, ale po chwili wychodzila z pokoju, czasem z mieszkania. Sama mam dwoje dzieci, wiec nie wyobrazam sobie nawet tego, co ona czuje.
                  Poza tym mieszkanie jest jej i chyba ma ona prawo zadecydowac kto bedzie w nim mieszkal.
                  Co innego gdyby matka tych dzieci nie zyla, gdyby odebrano jej prawa rodzicielskie. Ale zaden sad na to nie pojdzie.
                  Za to szwagierka nie omieszkala oskarzyc przyjaciolki brata o chec "ukradzenia" jej dzieci, o to, ze za pomoca tych dzieci proboje zrekompensowac sobie smierc swojej corki, itp.
                  To powiedz mi, jak chetnie Ty narazalabys sie na cos takiego?
                  Brat jest w sytuacji patowej. Kocha swoja partnerke, kocha dzieci. Padla, z jej strony zreszta, propozycja, ze zamieszkaja osobno, on bedzie zajmowal sie dziecmi i tylko beda sie spotykac. Ale na ten moment brata nawet nie stac na wynajecie wlasnego mieszkania, bo, jak pisalam, ponad polowe swoich zarobkow oddaje w postaci alimentow, splaca kredyt za mieszkanie ex zony i laduje pieniadze dodatkowe w potrzeby dzieci. Moze za rok czy dwa sytuacja sie zmieni, teraz jest jak jest. I chyba ciezko wymagac od jego kobiety zeby wziela na siebie wychowanie dwojki dzieci, ktorych matka traktuje ja jak smiecia.
                  Poza tym, jakos brat nie ma zaufania do polskich sadow, bo w czasie sprawy rozwodowej stanowisko brata dla sedziny w ogole nie istnialo, liczylo sie tylko to, co mowila szwagierka.I jeszcze padl wlasnie argument o "porzuceniu rodziny". Bo u nas facet nie odchodzi od zony, tylko porzuca rodzine.
                  A dlaczego szwagierka sobie nie radzi majac wyszze wyksztalcenie, prace na kierowniczym stanowisku, pieniadze, nowego partnera, pomoc calej rodziny? Nie wiem. I juz mnie to nie interesuje.
                  • 71tosia Re: Co zrobić? 15.12.11, 20:49
                    wiesz gdyby to mama dzieci spakowala rzeczy i przeniosla sie do partnera sprawa by byla dla wszystkich oczywista - wyrodna! Gdy robi to ojciec wszyscy zaczynaja szukac usprawiedliwenia. Wszyscy przyjeli by tez za normalne ze mu ciezko i sobie nie radzi i trzeba pomagac. Jak nie radzi sobie po rozwodzie mama dzieci to oczywiscie pojawiaja sie podejrzenia ze robi to celowo. Oczywiecie ze ciebie nie musi obchodzic dlaczego sobie szwgierka nie radzi, jestes tylko ciocia, ale ojca dzieci powinno i to bardzo nawet jak jego relacje z byla zona sa nie najlepsze.
                    I pytasz co ja bym zrobila? Gdybym byla w sytuacji twojego brata, majac podejrzenia ze dzieci sa az tak nieszczesliwe jak opisujesz, stanelabym na uszach i zabralabym dzieci do siebie, nie ogladajac sie na nic, ani na sytuacje finansowa ani na partnerke ktora nie czuje sie na silach wychowywac nie swoje dzieci, trudno wychowywalbym je sama. A na miejscu jego partnerki ... no coz cale zycie staralam sie nie byc na jej miejscu, romans z zonatym i dzieciatym mezczyzna niesie jak dla mnie zbyt duzo komplikacji.
                    • zapytywaczka Re: Co zrobić? 15.12.11, 21:25
                      Tosiu, troche chronologii.
                      Rozwod brata nastapil ponad 2 lata temu.
                      Rozwod trwal w sumie 1,5 roku.
                      Brat poznal swoja przyjaciolke 2,5 roku temu w zwiazku ze sprawami sluzbowymi, czyli w momencie, kiedy rozwod juz byl w toku.
                      Zamieszkali razem pol roku po jego rozwodzie.
                      Tak wiec daruj sobie sugestie jakoby ta kobieta byla przyczyna rozwodu.
                      Kolejna rzecz - jak sie okazalo calkiem niedawno, szwagierka od prawie2 lat ma faceta. Kiedy byla ostatnia rozprawa rozwodowa, ona juz z nim byla zwiazana.
                      Nastepna sprawa - szwagierka robila wszystko zeby wykazac, ze brat nie nadaje sie na ojca. Lacznie z klamstwami w sadzie.
                      Na szczescie badania RODK wyszly tak, ze nawet panie psycholog nie mogly stwierdzic niczego poza standardowym ze dzieci sa emocjonalnie zwiazane z ojcem, jednak ze wzgledu na wiem (po 8 lat) wskazane jest zeby mieszkaly z matka.
                      Dalej - facet moze bezkarnie odejsc od zony, ale o dzieciach moze wtedy zapomniec. Kobieta odchodzi od meza i zabiera dzieci. Jak facet cchce zabrac dzieci, nazywa sie to PORWANIE. I wybacz, ale ojciec nie ma szans na to zeby po prostu zabrac dziieci. Albo musi zostac z ich matka, albo musi liczyc sie z tym, ze jego rola bedzie marginalizowana. Sama jestem matka po rozwodzie. Na moim rozwodzie sedzina zapytala mnie jak chce ustalic kontakty dzieci z ojcem! Czy raz w tygodniu, raz w miesiacu, raz na rok... dla mnie to byl szok! Ale tak dziala sad. Na szczescie te kontakty sa unormowane.
                      Co do dzieci - nie powiedzialam ze sa nieszczesliwe. Dziecko w wieku lat 8 raczej nie odczuwa potrzeby chodzenia do dentysty czy ortopedy, prawda? Nie odczuwa potrzeby chodzenia na angielski. Jest zadowolone jak moze ogladac filmy na dvd i grac na komputerze. I jest zadowolone, kiedy co wieczor dostaje lizaka albo autko. Tylko pytanie, czy to jest dla dziecka dobre?
                      Dzieci kochaja matkee, to jest ich mama. Czasem maja poczucie odrzucenia, ale ich potrzeby emocjonalne zaspokaja wiele osob.
                      Dla Ciebie moze to wszystko nie miec sensu. Ale jak ktos napisal : kolejne wojny w sadzie w tej chwili nikomu nie pomoga. Nikt nie ma na nie sily, ani brat, ani dzieci. Wiec moze lepiej postarac sie zadlbac o dzieci nie wszczynajac wojny, ktora mozna przegrac?
                      Naprawde, dziekuje wszystkim za pomoc.
                      Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka