22.06.04, 01:21
zaczęłam mówić jak miałam 6 mies., pełnymi zdaniami gdy miałam rok, zaczęłam
czytać książki i gazety jak miałam 4 lata. Dużo chorowałam, mało chodziłam do
przedszkola czy zerówki. W pierwszej klasie zbadała mnie pani psycholog( z
jakiegos tam powodu), okazało się, ze mam IQ 143 , chciała mnie przenieść do
trzeciej klasy, ale mama się nie zgodziła (i dobrze). Szkoły różne
skończyłam. Czy można byłoby mnie uznac za uzdolnione dziecko? Bo jesli tak,
to chyba was zmartwię: żaden geniusz ze mnie nie wyrósł... niestetywink
Obserwuj wątek
    • judytak Re: a ja? 22.06.04, 11:32
      oczywiście, że można było cię uznać za uzdolnione dziecko :o)
      i pewnie można cie teraz uznać za uzdolnioną osobę dorosłą :o)

      dlaczego myślisz, że jeśli matka uznaje swoje dziecko za uzdolnione, to chce,
      żeby wyrosło z niego "geniusz"?

      pozdrawiam
      Judyta
    • mmmd Re: a ja? 22.06.04, 18:48
      Samo IQ nie stanowi jeszcze klucza, ale madre wykorzystanie istniejacego
      potencjalu. Prosze, napisz jak to bylo u Ciebie.
      Pozdrawiam.
      Mlagosia
    • antonina_74 Re: a ja? 22.06.04, 22:46
      Ale na pewno wyrosłaś na osobę mądrą i rozumną. A przecież o to chodzi nie o
      geniusza tylko o niezmarnowanie istniejących zdolności smile

      pozdrawiam,
      Antonina
    • linka9 Re: a ja? 24.06.04, 01:02
      anatemka napisała:

      > zaczęłam mówić jak miałam 6 mies., pełnymi zdaniami gdy miałam rok, zaczęłam
      > czytać książki i gazety jak miałam 4 lata. Dużo chorowałam, mało chodziłam do
      > przedszkola czy zerówki. W pierwszej klasie zbadała mnie pani psycholog( z
      > jakiegos tam powodu), okazało się, ze mam IQ 143 , chciała mnie przenieść do
      > trzeciej klasy, ale mama się nie zgodziła (i dobrze).

      Napisz, proszę cos więcej. Czy nie nudziłaś sie na lekcjach? Czy nie sądzisz,
      że jednak w pewnym momencie Twoj umysł miał zbyt mało motywacji (w szkole) do
      dalszego szybkiego rozwoju? Czy złym pomysłem byłoby posłanie Cię rok wcześniej
      do szkoły? A jak przebiegał rozwój emocjonalny?

      • verdana Re: a ja? 24.06.04, 09:52
        Iloraz inteligencji mierzy stopień ilorazu inteligencji. Wiem, ze to pokretne,
        ale mniej-wiecej tak jest. Osoby z bardzo wysokim ilorazem są na pewno
        inteligentne, ale nie muszą wcale mieć szczególnych zdolności czy wyrosnąć na
        geniuszy. Moje dzieci maja mniej wiecej taki sam współczynnik inteligencji, a
        wątpię, bym w przyszłości była zapraszana na uroczystość wręczenia Nobla.
        • linka9 Re: a ja? 24.06.04, 11:50
          verdana napisała:


          > ale mniej-wiecej tak jest. Osoby z bardzo wysokim ilorazem są na pewno
          > inteligentne, ale nie muszą wcale mieć szczególnych zdolności czy wyrosnąć na

          Problem geniuszy, czy nawet szczególnie wybitnych uzdolnień (osiągnień)
          pozostawię, interesuje mnie natomiast inna kwestia.
          Dlaczego niektóre dzieci uznane początkowo za bardzo zdolne, w dalszej części
          edukacji nie są już tak często tym mianem określane, a nawet schodzą do poziomu
          przeciętnego? I nie chodzi mi tutaj specjalnie o jakis wielki sukces, bo na to
          mają wpływ rózne czynniki (chociazby tak gloryfikowana inteligencja
          emocjonalna), ale o jak gdyby zahamowanie w rozwoju, zastój, który powoduje, że
          dany osobnik spada w klasyfikacji do nizszego poziomu.

          Mam 3 koncepcje na ten temat i będę wdzięczna za podjęcie tematu.
          1) Te dzieci wcale nie muszą być bardzo zdolne;, mogą po prostu jedynie
          rozwijać się szybciej, a po osiągnięciu danego poziomu automatycznie następuje
          przystopowanie
          2) Mózg takich dzieci nie jest wystarczająco pobudzany i w pewnym momencie
          przestaje dalej się rozwijać (stracone szansa dana przez naturę). I nie
          oburzajcie się tutaj, że Wy np. rozwijacie ciągle zdolnosci dziecka. Byc może
          nawet tak jest, ale to nie o to tu chodzi. Rzecz w tym, że na ogół bardzo
          szybko rozwijającemu się dziecku nie poświęca się czasu na odpowiednim poziomie
          w wystarczającej ilości (przedszkola mają to w nosie, nie każdy ma
          dyspozycyjnych dziadków na poziomie, a pracujący rodzice siłą rzeczy muszą się
          w pierwszej kolejności skupić na innych kwestiach). Mam tu na myśli rodzj zajęć
          np takiego typu jak opisane chyba prze veradnę w por. pedagog., ktore wg mnie
          powinny być rutynowe (nawet za dodatkową, jednak niewygórowaną stawką)z wybraną
          grupą w przedszkolach, zerówkach. Istnieją nawet teorie, ktore wprost mowią, że
          zaniedbania w tym względzie w wieku 5-7 lat, nie są już do odrobienia w latach
          poźniejszych. Być może w innym okresie zycia też jest to istotne, ale dlatego
          ten wiek jest taki wazny, gdyż wtedy już świat zewnętrzny sam w sobie nie
          zawsze dostarcza wystarczających bodźców, a dzieciak jest jeszcze zbyt mały,
          aby sam sobą pokierował.
          3)Przegięcie w drugą stron, czyli przetrenowanie i wypalenie się dzieciaka.
          Szczegolnie istotny problem przy zbyt ambitnych rodzicach i nierównomiernym
          rozwoju inteligencji i emocji.
          Bardzo jestem ciekawa waszego zdania,
          • verdana Re: a ja? 24.06.04, 12:48
            Na pewno we wszystkich punktach coś jest. Ja mam jeszcze jedną teorię - nie
            wszystkie dzieci z wysokim IQ są tak naprawdę wybitnie inteligentne. Testy
            psychologiczne w tym kształcie, jakie robi się dzieciom badają własciwie
            stosunek faktycznego wieku do wieku rozwojowego. Może to oznaczać, ze dziecko
            rozwija się szybciej, ale nie determinuje, do jakiego punktu się rozwinie! Po
            drugie, terty znacznie lepiej wypdaają w rodzinach, gdzie dużo się z dzieckiem
            rozmawia. Np. elementem testów jest znajomość słownictwa. Moj syn np. w wieku 6
            lat miał znajomość słownictwa na 12, córka 5 - ok. 16 lat. A to dlatego, że ja
            jestem gaduła i nie znosze dziecięcego języka. Więc dzieci wypadły dobrze. Ale
            wyobrażam sobie, że dziecko wywodzace się z rodziny, gdzie do dziecka niemal
            się nie mówi mogłoby wypaść znacznie gorzej - a być o wiele inteligentniejsze.
            Poza tym mój syn - teraz już dorosły - opowiadał mi, skąd wzięły się jego
            trudności w szkole. Nauczyciel tłumaczył wszystko dokładnie po poarę razy. On
            rozumiał już przy pierwszym tłumaczeniu - potem się "wyłączał". I oczywiście
            nie "włączał" kiedy nauczyciel przechodził do kolejnego tematu. A zaległości
            rozły.
            W dodatku dzieci b. bystre koszmarnie nudzą się w szkole (oczywiście nie mówię
            o wszystkich, a może nie o większości), ale wystarczy przeczytać biografie
            wielu sławnych ludzi, by zobaczyć, że w szkole wcale nie byli dobrzy. Szkoła
            tych dzieci nie rozwija, raczej przeszkadza im w rozwoju.
            • linka9 Re: a ja? 24.06.04, 18:23
              verdana napisała:

              > Ja mam jeszcze jedną teorię - nie
              > wszystkie dzieci z wysokim IQ są tak naprawdę wybitnie inteligentne.

              W przedstawionym problemie mam na mysli dzieci inteligentne, zdolne, łatwo
              psyswajające wiedzę.

              Testy
              > psychologiczne w tym kształcie, jakie robi się dzieciom badają własciwie
              > stosunek faktycznego wieku do wieku rozwojowego.
              A przy okazji, czy któras z Was ma dostę do takich przykładowych TESTÓW dla
              dzieciaków i mogłaby podesłać?

              Zgadzam się z Tobą, że wynik testu, w jakis sposób mozna wycwiczyc i ma na to
              wplyw środowisko a nie tylko wrodzone zdolności.

              > rozumiał już przy pierwszym tłumaczeniu - potem się "wyłączał". I oczywiście
              > nie "włączał" kiedy nauczyciel przechodził do kolejnego tematu. A zaległości
              > rozły.
              > W dodatku dzieci b. bystre koszmarnie nudzą się w szkole (oczywiście nie
              mówię
              > o wszystkich, a może nie o większości)

              I jak temu przeciwdziałać? To przecież strasznie rozleniwia umysł.


              • verdana Re: a ja? 24.06.04, 18:45
                Ja z tym walczyłam 11 lat i niestety, nie wiem!!!! Ale na szczęście na studiach
                minęło.
          • antonina_74 Re: a ja? 24.06.04, 21:29
            Włączę się do dyskusji w środku bo mam zbliżone "osiągnięcia" jak anatemka i
            też geniusz ze mnie nie wyrósł smile

            >

            > 2) Mózg takich dzieci nie jest wystarczająco pobudzany i w pewnym momencie
            > przestaje dalej się rozwijać (stracone szansa dana przez naturę). I nie
            > oburzajcie się tutaj, że Wy np. rozwijacie ciągle zdolnosci dziecka.

            Wydaje mi się że możesz mieć rację. Szkoła zdolnych raczej nie hołubi, traktuje
            ich jak prezent od losu, czyli osoby które same się nauczą a wysiłki
            dydaktyczne koncentrują się na dzieciach z problemami co doprowadza do
            zaniżania poziomu i równania w dół. W takiej sytuacji dziecko inteligentne a)
            nudzi się ale automatycznie zbiera piątki bo materiał nowy dla klasy dla niego
            jest już znany (ja na lekcjach polskiego i języków tak miałam) b) nudzi się i
            traci motywację do czegokolwiek. Bez nauczycieli-pasjonatów, rodziców
            poświęcających czas dziecku i ew. dodatkowych zajęć takie dziecko wreszcie
            wyrówna poziom ze słabszą resztą klasy w momencie kiedy jego wiedza nabyta poza
            szkołą zrówna się z programem szkolnym.

            Mam tu na myśli rodzj zajęć
            >
            > np takiego typu jak opisane chyba prze veradnę w por. pedagog., ktore wg mnie
            > powinny być rutynowe (nawet za dodatkową, jednak niewygórowaną stawką)z
            wybraną
            >
            > grupą w przedszkolach, zerówkach.

            Z tego co wiem to np. w Niemczech istnieją w szkołach klasy dla dzieci
            uzdolnionych. W Polsce taki pomysł prawdopodobnie potraktowany byłby jako atak
            na świętą równość i jako dyskryminacja tych słabszych... ale gdyby taka klasa
            oprócz możliwości nieskrępowanego rozwoju intelektualnego oferowała zajęcia
            psychologiczne, naukę np. asertywności, naukę efektywnego zdobywania informacji
            itp. mogłoby to jakoś pomóc tym często lekceważonym dzieciom. Z tym że
            należałoby przeciwdziałać zwyrodnieniom koncepcji w jakiś chory wyścig szczurów
            jak w niektórych elitarnych liceach.


            Istnieją nawet teorie, ktore wprost mowią, że
            >
            > zaniedbania w tym względzie w wieku 5-7 lat, nie są już do odrobienia w
            latach
            > poźniejszych. Być może w innym okresie zycia też jest to istotne, ale dlatego
            > ten wiek jest taki wazny, gdyż wtedy już świat zewnętrzny sam w sobie nie
            > zawsze dostarcza wystarczających bodźców, a dzieciak jest jeszcze zbyt mały,
            > aby sam sobą pokierował.

            Ten wiek mnie osobiście b. mocno interesuje smile nie chciałabym popaść w żadną
            skrajność, czyli nie zatrzymać mojego syna w jego szybkim rozwoju a z drugiej
            strony nie przetrenować go i nie uczyć na siłę czegoś do czego może jeszcze nie
            jest gotowy... zastanawiam się jak w sposób niewymuszony, nie będący treningiem
            dostarczać dziecku bodźców do rozwoju, zakładając że spędzamy ze sobą ładne
            parę godzin dziennie. Czy podsuwać w ogóle jakieś bodźce, zadania, problemy czy
            po prostu pozwolić mu się bawić z "ryzykiem" że zatrzyma się w rozwoju i na
            poziomie I klasy będzie już na równi z rówieśnikami. Trudne.

            Chyba niewiele wniosłam do dyskusji sad
            Pozdrawiam,
            Antonina
            • verdana Re: a ja? 24.06.04, 21:38
              Antonino! Jeśli jesteś z Warszawy, spróbuj zapisać synka na Raszyńską. Tam
              naprawdę stymuluje się ( a w kazdym razie stymulowało 6 lat temu) rozwój
              intelektualny i to w formie zabawy, bez obawy znudzenia czy przetrenowania. A w
              dodatku małe grupy, opiekunowie - psycholodzy, może i niesmiałość potrafią
              pokonać! Pozdrowienia.
            • linka9 Re: a ja? 25.06.04, 12:42
              antonina_74 napisała:

              > dostarczać dziecku bodźców do rozwoju, zakładając że spędzamy ze sobą ładne
              > parę godzin dziennie. Czy podsuwać w ogóle jakieś bodźce, zadania, problemy
              czy
              >
              > po prostu pozwolić mu się bawić z "ryzykiem" że zatrzyma się w rozwoju i na
              > poziomie I klasy będzie już na równi z rówieśnikami. Trudne.

              Ja uważam, że dobre chęci nie wystarczą, potrzebny jest atrakcyjny program,
              znajomość rzeczy, oczywiście nie na zasadzie wyścigu szczurów, ale fajnej
              zabawy. Mnie jest ogromnie żal,ze tyle dzieciaków się marnuje. Ponadto
              zauwazyłam, że jeżeli już ktoś (rodzice, szkoła) w dziecko inwestuje, to po
              to, aby się pochwalić, że dzieciak jest najlepszy, ma dużą wiedzę. A mnie
              chodzi po prostu o to, aby stymulować odpowiednio rozwój mózgu, skoro już
              dziaciak miał to szczęście, że taki się urodził. Co, z tym zrobi potem, jak to
              wykorzysta, w jakim kierunku - to już jego sprawa. Czasami tak sobie myślę, że
              może tak naprawdę decydentom wcale nie zależy na mądrym, inteligentnym
              społeczeństwie. Z tego przecież mogą rodzić się problemy.


    • magdawro Re: a ja? 06.08.04, 13:48
      JA też mogę posłużyc za przykład zmarnowanego potencjału intelektualnegowink
      Szybko zaczęłam czyatć, sama nauczyłam sie pisać, no i dali mnie rodzice
      wcześniej do szkoły, po odpowiednim badaniu oczywiście.
      BArdzo dobra w pierwszych latach przyzwyczaiłam się, ze nie muszę nic robić aby
      odnosić sukcesu. A potem...za późno spostrzegłam,że wiedza nei wleje sie sama
      do główki i schody zaczęły się ku końcowi podstawówki. JAkoś - tam sie dostałam
      do ekonomika, znudzona liczbami i regułkami przeniosłam do ogólniaka i za
      drugim podejściem dostałam na studia. Ale to wszystko jakimś takim psim swędem.
      Nikt mnie przecież nie nauczył sie uczyć, nikt nie wymagał, nie pokazał jak
      szukać interesujących obszarów wiedzy. Zniknęłam w bibliotece, podczytując
      beletrystykę, by czymś zająć mózgownicę. Potem trochę zainteresowania ludzkimi
      zachowaniami i stąd pedagogika.
      To takich kilka refleksji - wspominek. Do nikogo nie mam pretensji, taka był
      moja rzeczywistość. A że dopiero jako dorosła osoba uczyłam się bycia z ludźmi,
      do tej pory mam trudność w bawieniu się...To już inna sfera mojego dziciństwa
      • linka9 Re: a ja? 16.08.04, 11:13
        magdawro napisała:

        > JA też mogę posłużyc za przykład zmarnowanego potencjału intelektualnegowink

        Jakoś żal, gdy słyszy się to już któryś raz ...

        > Szybko zaczęłam czyatć, sama nauczyłam sie pisać, no i dali mnie rodzice
        > wcześniej do szkoły, po odpowiednim badaniu oczywiście.

        Mnie ciągle nurtuje pytanie (które być może, jak to w życiu, nie ma
        jednoznacznej odpowiedzi). Czy wcześniejsze posłanie do szkoły przyczynia się
        do zmarnowania talentu (bo dziecko nie zdażyło się wybawić w swoim czasie), czy
        też jednak mobilizuje (bo dzieciak tak bardzo się nie nudzi na lekcjach)?

        > Nikt mnie przecież nie nauczył sie uczyć, nikt nie wymagał, nie pokazał jak
        > szukać interesujących obszarów wiedzy.
        Ja uważam, że bardzo mały odsetek dzieci zdolnych (może jedynie geniusze?) są w
        stanie same stymulować swój rozwój w oparciu o np. lekturę.


        • verdana Re: a ja? 16.08.04, 22:34
          Moim zdaniem nie ma recepty. Ja posłałam swojego lutowego wcześniej do szkoły,
          przede wszystkim po to, by nie musiał się jeszcze dwa razy (w zerówce i
          pierwszej klasie) uczyć czytać, skoro już umie (po prostu nie poszedł do
          zerówki). Jednak zdawałam sobie sprawę, ze jest to pewien wybór - jeśli puszczę
          go przed czasem, będzie uczniem przeciętnym. Jesli pójdzie w swoim roczniku -
          pewnie będzie najlepszy. Nie zalezy mi jednak na stopniach, ale na tym, by
          szkoła była pewnym wyzwaniem intelektualnym.
          Znowu się narażę, ale moim zdaniem wiele takiego "potencjału" jest zmarnowanego
          nie tylko przez "pozostawienie dziecka samemu sobie" (to oczywiście też), ale
          przez działanie odwrotne. Rodzice małych "geniuszy" faszerują je taką porcją
          zadań intelektualnych, wiedzy i zajęć, ze te dzieci zostają "wypalone" na
          etapie wczesnoszkolnym. Poza tym mają kłopoty w kontaktach z rówieśnikami, zyją
          w ciągłym stresie, czy sprostają wymaganiom. Gdy uczyłam w liceum widziałam
          własnie nagłą zmianę "liderów". W wieku, gdy rodzice nie mają już takiego
          wpływu część zmęczonych na starcie odpada, a pojawiaja się nowi "geniusze",
          którzy mieli dosyć czasu, aby rozwinąć zainteresowania własne, a nie rodziców.
    • marianka15 rola inteligencji emocjonalnej 19.08.04, 22:25
      Kochane! Wasza dyskusja jest bardzo interesująca, a ja pragnę w zwiazku z tym
      coś podpowiedzieć: warto zwrócić uwagę na rolę tzw. INTELIGENCJI EMOCJONALNEJ w
      procesie wychownia i rozwoju dziecka tzw, zdolnego. Chyba najbardziej dostępną
      publikacją na ten temat jest pozycja: D. Goleman "Inteligencja emocjonalna".
      Napisana może w sposób komercyjny (jak zresztą wszystkie amerykańskie książki
      tego typu), ale można w niej znaleźć odpowiedzi na wiele zadanych przez Was
      pytań.
      • antonina_74 Re: rola inteligencji emocjonalnej 22.08.04, 21:08
        to zasługuje na nowy wątek. wklejam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka