karolinnn
19.08.12, 08:34
Potrzebuje dodatkowego spojrzenia na sytuacje.
Bylismy z dziecmi i znajomymi na lodach w galerii. My mamy syna 7 lat i corke 2 latka, oni syna 7 lat. Chlopcy sie bardzo lubia, oddzielnie sa grzeczni i spokojni, ale jak sie razem spotkaja to zmieniaja sie w biegajacych i wrzeszczacych, do tego podpuszczaja corke i maja z tego ubaw. NA lodach chlopcy co chwile wybuchali glosnym smiechem, ja mowie do nich, zeby troche ciszej sie smiali, bo nie sa tu sami, znajomi nic nie reagowali a to ich syn smial sie najglosniej. Po lodach dzieci zaczely biegac po sklepach, miedzy regalami, szklanymi polkami, a corka za nimi. Moz probowal zapanowac nad trojka ale marnie mu szlo. To zaczelam mu pomagac. Ale widze ze znajomi mieli to w nosie nie widzieli problemu, ze dzieci robia rozpierduche w sklepie. My sie meczymy, to mowie, ze czas wyjsc. Zanim doszlismy na parking dzieci jeszcze raz urzadzily bieg, corka sie przewrocila, nic sie jej nie stalo, ale ja poklocilam sie z mezem, bo juz mielismy chyba wszystkiego dosyc.
Nie mam ochoty juz na spotkania, bo niewazne czy to galeria, plac zabaw, nasze mieszkanie, scenariusz sie powtarza. A jak idziemy do nich, to ich syn nie pozwala bawic sie w jego pokoju, bo nie chce zeby mu dotykac zabawki i bawia sie w przedpokoju, corka sie nudzi chce wyjsc po pol godzinie, a chlopcy po pol godzinie biora tablet, lub znajaomi wlaczaja cos na kompie.