dzidz_dzidziulec
10.03.13, 21:12
Już żaliłam się na forum jakiś czas temu, że Dziecię ma kiepski apetyt. Coś jednak ostatnimi czasy drgnęło i Młoda (teraz 16 miesięc) pałaszuje całkiem spore porcje, czasami takie, że usta otwieram ze zdziwienia na widok wyczyszczonej miseczki czy talerzyka. Na śniadanie zjada z reguły kaszę kukurydzianą/mannę albo płatki owsiane z owocami, na drugie śniadanie jogurt/owoce/kanapkę/zupę, na kolację makaron z jakimiś warzywami, jajecznicę, parówkę, brokuły, kefir albo placki jakieś. O obiedzie nie piszę, albowiem na obiad nie chce jeść z reguły nic - chyba że dostanie duszone udko z kurczaka. Ziemniaki, kasze, ryż - nie. Warzywa wszelakie - odpadają. Ryby - ależ skąd, podobnie jak mięso inne i w innej postaci niż ta kura, na którą ja już patrzeć nie mogę. Kiedyś jak było tak cienko z tymi obiadami, to wydawało mi się, że pora może nieodpowiednia, że mlekiem jest napchana i po prostu nie jest głodna - ale teraz widzę, że ona chętnie by coś zjadła, że różne rzeczy podnosi do ust, tylko z reguły obliże, otrząśnie się z obrzydzenia i dalej nie tyka - po prostu jej nie smakują. A tuż po takim niezjedzonym obiedzie melduje się u piersi, jakby zrekompensować go sobie musiała.
Czy Wasze mają/miały podobnie? Czy to minie? Co mogę jeszcze takiego wymyślić na obiad, żeby miało szanse zyskać aprobatę? Męczy mnie już głowienie się co by jej tu mogło podpasować i zbieranie później z podłogi wzgardzonych elementów każdej potrawy...