czesc dziewczyny. pozwolilam sobie zalozyc nowy watek, mam nadzieje, ze problem nie byl jeszcze poruszany.
moja 10miesieczna coreczka bardzo zle znosi jazde w foteliku samochodowym.
probowalam ja karmic, podawac zabawki, spiewac, zabawiac na rozne sposoby, ktore w warunkach nie-samochodowych zwykle sie sprawdzaja... nic na dluzej nie dziala. corka placze zwykle po 10,15minutach jazdy. chce zeby ja wziac na rece. robimy wiec przerwy czasem, biore ja na rece, podajje piers, ale kiedy ruszamy w droge znow jest to samo. serce mi sie kraje i dlatego staram sie unikac podrozy. tylko ze w ten sposob izoluje mala od rodziny.
obawiam sie, ze to nie tylko kwestia fotelika. probowalismy ja wlozyc do fotelika wiekszego i zaraz i tak trzeba bylo ja wyciagnac.
wszyscy mi mowia, ze powinnam z nia wiecej jezdzic - "na sile", w koncu sie przyzwyczai i nie bedzie plakac....

co o tym sadzicie? zle mi z takim planem, bo obie z corka przywyklysmy do tego, ze jak jest taka potrzeba, to zawsze biore ja na rece.
dodam, ze do 8., 9. miesiaca byla praktycznie ciagle u mnie na rekach. zle sie czula w bujaczkach, kojca tez nie lubila.